Szymon Szadurski

Zmiana frontu w sprawie „Pekinu” - będzie pomoc dla mieszkańców

Zmiana frontu w sprawie „Pekinu” - będzie pomoc dla mieszkańców
Szymon Szadurski

Mieszkańcy gdyńskiego osiedla otrzymali list od pracownika agencji public relations. Kilkaset osób zachęcanych jest do skorzystania z dopłat i pomocy miasta

Starą jak świat taktykę przekonywania do swoich racji metodą kija i marchewki postanowili zacząć stosować właściciele gdyńskiego „Pekinu”.

Do kilkuset lokatorów sub-standardowych w przeważającej większości zabudowań trafił właśnie list podpisany przez Annę Stępień, pracownika agencji public relations.

Została ona wynajęta przez posiadaczy atrakcyjnych gruntów, aby prowadzić rozmowy pojednawcze z mieszkańcami i zachęcić ich do wyprowadzki ze wzgórza przy ul. Orlicz-Dreszera.

Każde z tych zabudowań dawno już powinno zostać rozebrane. Stoją one bez wymaganych zezwoleń.

Właściciele chcą pozbyć się lokatorów i sprzedać deweloperowi grunt wyceniany na 28 milionów złotych, ale dotychczas, jak już kilka razy w „Dzienniku Bałtyckim” pisaliśmy, próbowali przymusić ich do wyprowadzki znacznie mniej pokojowymi metodami.

Były to drakońskie podwyżki czynszu, zakładanie spraw sądowych, w tym o eksmisje, występowanie do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego z wnioskami o rozbiórkę obiektów. Co jakiś czas na terenie wzgórza pojawia się też pełnomocnik właścicieli Arkadiusz Związek wraz z ekipą, aby uszkadzać kolejne pustostany. Tak było także o ostatni piątek.

- Robimy to legalnie, za zgodą posiadaczy tych nieruchomości - wyjaśnia Arkadiusz Związek. - Nie życzą oni sobie, aby ktokolwiek mieszkał w tych domach. Każde z tych zabudowań dawno już powinno zostać rozebrane. Stoją one bez wymaganych zezwoleń.

Przypomnijmy jednak, że lokatorzy oskarżają Związka o prowadzenie co najmniej dwóch akcji w taki sposób, że uszkodzone zostały także domy, w których mieszkają ludzie. Pełnomocnik właścicieli temu zaprzecza, ale sprawę bada policja pod nadzorem gdańskiej Prokuratury Okręgowej.

Właściciele „Pekinu” po represjach wyciągają pomocną dłoń do lokatorów

Co więcej, na terenie „Pekinu” coraz częściej podpalane są kolejne pustostany. Także i w tym wypadku lokatorzy wzgórza jako podejrzanego o takie czyny wskazują pełnomocnika właścicieli. Na elewacji jednego z domów przy ul. Orlicz-Dreszera pojawił się nawet ostatnio wielce wymowny napis „Związek piroman”. Od pełnomocnika właścicieli usłyszeliśmy jednak, że w dniu, gdy wybuchł ostatni pożar, o którego zlecenie został oskarżony przez lokatorów, w ogóle nie było go na terenie „Pekinu”.

Arkadiusz Związek ma już najwyraźniej dość pojawiających się wobec niego podejrzeń. Jak poinformowała nas Anna Stępień, na skutek takich bezpodstawnych pomówień wobec pełnomocnika właścicieli, na obszarze wzgórza zawieszono kartki z informacją o nagrodzie 5 tysięcy złotych za ujawnienie danych prawdziwego podpalacza.

Dotychczasowe metody perswazji wobec lokatorów spowodowały, że z „Pekinu” wyprowadził się mniej więcej co trzeci z nich. Jednak prywatne wzgórze nadal zamieszkiwane jest przez kilkaset osób. Dlatego Anna Stępień zamierza przekonywać ich podczas indywidualnych rozmów do skorzystania z oferty gminy w ramach miejskiego programu rewitalizacji osiedla.

Urzędnicy rozpisali nawet ostatnio ankietę, z której wynika, że 60 procent lokatorów „Pekinu” chętnie zmieniłoby miejsce zamieszkania. Wiceprezydent Gdyni Michał Guć podkreśla, że dziś żyją oni w bardzo trudnych warunkach. Na pomoc mieszkańcom osiedla, przede wszystkim dopłaty do czynszu za wynajem mieszkania w innej lokalizacji, samorząd chce przeznaczyć ponad 7 mln zł.

Anna Stępień zadeklarowała, że jest w stanie spotkać się z zainteresowanymi taką współpracą mieszkańcami i ułatwić im skorzystanie z pomocy miasta.

„Chciałabym pomóc w znalezieni dla Państwa najbardziej efektywnych rozwiązań, tak, aby w wymierny sposób poprawiła się Państwa sytuacja życiowa. Jestem do Państwa dyspozycji pod numerem telefonu bez względu na porę dnia i dzień tygodnia” - napisała.

Problem od dziesięcioleci

Lokatorzy na prywatnych terenach „Pekinu” osiedlali się jeszcze przed II wojną światową. Po jej zakończeniu, za czasów komuny, właściciele nie mieli żadnych możliwości, aby z własnej nieruchomości pozbyć się przedstawicieli „klasy robotniczej”. Po odzyskaniu przez Polskę pełnej suwerenności sytuacja się zmieniła.

Lokatorom prywatnego wzgórza narzucono czynsz dzierżawny. Jednak 10 lat temu, co ujawniliśmy w „Dzienniku Bałtyckim”, posiadacze gruntu przekalkulowali, że najlepiej będzie atrakcyjne działki sprzedać. W miejscu tym, według planu zagospodarowania przestrzennego, uchwalonego przez Radę Miasta Gdyni, wybudować można osiedle mieszkaniowe z widokiem na morze.

W sprawie sprzedaży terenów na wzgórzu zawarto nawet umowę przedwstępną z jedną z sopockich spółek, która zajmuje się m.in. obrotem nieruchomościami. Jakiekolwiek inwestycje mieszkaniowe trudno będzie jednak zrealizować bez wcześniejszego usunięcia niechcianych lokatorów.

Szymon Szadurski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.