Zapaść w Urzędzie Wojewódzkim

Czytaj dalej
Łukasz Kłos

Zapaść w Urzędzie Wojewódzkim

Łukasz Kłos

Turek zaproszony przez polską organizację ma problem z powrotem do kraju, bo przez 8 miesięcy Pomorski Urząd Wojewódzki nie może załatwić sprawy, którą powinien zamknąć w ciągu kilku tygodni.

Pomorski Urząd Wojewódzki stracił panowanie nad natłokiem spraw dotyczących cudzoziemców. Kolejka interesantów jest tak duża, że wprowadzono elektroniczne zapisy. Szkopuł w tym, że na wolny termin trzeba czekać miesiąc, nieraz dwa. Kto nie może, musi „wywalczyć” wolny numerek, wystawając od rana pod urzędem. Nawet załatwienie najprostszych spraw zajmuje długie miesiące.

I nic dziwnego, skoro na jednego urzędnika zajmującego się legalizacją pobytu przypada ok. 700 spraw, a w kwestii zatrudnienia aż 1000! To jedne z najgorszych wskaźników w kraju. Choć w Warszawie czy na Dolnym Śląsku zalegalizować pracę jest porównywalnie trudno, to nie ma tam takich problemów z legalizacją pobytów. Nieporadność pomorskiego urzędu wpędziła w kłopoty Turka, który przyjechał do Polski, by wziąć udział w europejskim programie wymiany młodzieży Erasmus Plus. Projekt się kończy, ale jeśli teraz wyjedzie z Polski, grozi mu „wilczy bilet”.

Długa kolejka przy tylnym wejściu do Urzędu Wojewódzkiego ustawia się niemal codziennie. To cudzoziemcy starający się o legalizację pobytu lub zatrudnienia w Polsce. Obok (najliczniejszych) Ukraińców, Białorusinów czy Rosjan na przyjęcie w urzędzie czekają też obywatele innych krajów. Bez glejtu wojewody nie mogą w Polsce legalnie żyć, studiować ani pracować. Tyle że służby podległe wojewodzie Dariuszowi Drelichowi nie radzą sobie z tą procedurą.

Sala przyjęć oddziału ds. cudzoziemców UW pęka w szwach, podobnie jak teczki urzędników. Cudzoziemcy miesiącami czekają na załatwienie najprostszych spraw. Teraz przez urzędniczą nieporadność Yigitcan - młody Turek, który wziął udział w unijnym programie - niemal dosłownie utknął w Polsce. Do czasu zakończenia postępowania administracyjnego nie może legalnie opuścić granic Polski, chyba że w celu powrotu do ojczyzny - a i to wyłącznie bezpośrednim połączeniem.

Poinformowano mnie, że wszystkie, konieczne dokumenty są, ale decyzji wciąż brak

Yigitcan wziął udział w europejskim programie wymiany młodzieży Erasmus Plus „Młodzież”. Zaoferowano mu 12-miesięczny płatny staż w biurze Stowarzyszenia Akwedukt w Kwidzynie. Do Polski przyjechał na początku września 2016 r. Jako syn pracowników tureckiej budżetówki granicę przekroczył na podstawie tzw. zielonego paszportu. Dokument uprawnia Turków do swobodnego poruszania się w obrębie strefy Schengen przez 3 miesiące od przekroczenia granicy któregoś z krajów członkowskich. Nie czekając na upływ terminu - już po kilkunastu dniach od przyjazdu - Yigitcan złożył odpowiedni wniosek o legalizację swojego pobytu.

- Przez pierwsze tygodnie nic się nie działo. Nikt nie dzwonił ani nie wzywał do urzędu - opowiada Yigitcan. - Pierwszy raz urząd skontaktował się ze mną dopiero w grudniu. Zażądał przyjazdu do Gdańska i uzupełnienia dokumentów. Zrobiłem, co mi kazano.

Zapaść w Urzędzie Wojewódzkim
ARCHIWUM PRYWATNE Kwidzyński Akwedukt prowadzi europejską wymianę stażystów. Od 8 miesięcy urzędnicy nie potrafią zatwierdzić pobytu jednego z nich

Okazało się, że to był dopiero początek biurokratycznej przepychanki. Urząd jeszcze dwukrotnie żądał dostarczenia coraz to nowych dokumentów. W jednym z wezwań zażądano pisemnej zgody właściciela mieszkania, które przydzielono Yigitcanowi, na to, by zamieszkiwał w nim Turek, wraz z dokumentem poświadczającym własność lokalu.

- Ostatni brakujący dokument został wysłany do urzędu 14 marca. Po tym czasie dwa razy kontaktowaliśmy się z urzędnikami telefonicznie, poinformowano nas, że wszystkie niezbędne dokumenty zostały zebrane, a i tak odpowiedzi wciąż nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie - niepokoi się Anna Krzeszowska-Hovanecz, prezes Stowarzyszenia Akwedukt.

Pomorski Urząd Wojewódzki odmawia informacji i komentarza w sprawie Turka, zasłaniając się „ochroną danych osobowych”.

Dyrektor Jarosław Ziętkiewicz z Wydziału Spraw Obywatelskich i Cudzoziemców przekonuje, że „sprawy prowadzone są równolegle, a decyzje kończące postępowanie wydawane są z kolejnością wpływu wniosków”. Tyle że na jednego pracownika zajmującego się legalizacją pobytu przypada obecnie około... 700 spraw, natomiast w przypadku spraw dotyczących zatrudnienia na jednego urzędnika przypada aż 1000 spraw.

Wojewoda Drelich postanowił ostatnio ulżyć zespołowi i uruchomił w Słupsku filię wydziału. Zatrudniono tam... czworo nowych urzędników.

Łukasz Kłos

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.