Z Lechii Lwów do Lechii Gdańsk

Czytaj dalej
Fot. Zbiory prywatne
Barbara Szczepuła

Z Lechii Lwów do Lechii Gdańsk

Barbara Szczepuła

Aleksander Krasicki mógł uchodzić za amanta filmowego: przystojny, wysoki, wysportowany, że hej. A w dodatku bramkarz Lechii Lwów!

Kochał piłkę nożną, poświęcał jej każdą wolną chwilę, na co dzień studiował na Politechnice Lwowskiej, pracował jako urzędnik w ubezpieczalni. W latach dwudziestych i trzydziestych ubiegłego wieku futbol był - co dziś sobie wyobrazić trudno - sportem amatorskim.

Aleks, jak nazywali go przyjaciele, był ulubieńcem nie tylko kibiców płci męskiej, ale i pań, które wiwatowały na stadionie, ilekroć obronił strzał na bramkę. Jadwiga, którą poznał na korcie (bo i w tenisa grał znakomicie) często robiła mu sceny zazdrości. Zwłaszcza gdy tańczył z innymi kobietami. Kochał taniec niemal tak jak piłkę nożną i gdy znalazł odpowiednią partnerkę zapominał o bożym świecie.

- Wisieńko - przepraszał potem z tym swoim szelmowskim uśmiechem - przecież to tylko taniec. Ciebie kocham nade wszystko… Jadwiga też zresztą świetnie tańczyła, uczył ich Marian Wieczysty. Ten sam, który potem wszedł do literatury dzięki „Zaczarowanej dorożce” Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego. Pamiętacie? W wierszu dorożka toczy się przez śpiący Kraków a wokół szyldy: nocne SERY, nocne MLEKO, nocne TAŃCE WIECZYSTEGO, nocne DZIŚ PARÓWKI Z CHRZANEM, nocne TOWARY MIESZANE… Ale to już czasy powojenne, gdy wiatr historii rzucił Mariana Wieczystego pod Wawel, gdzie ten sławny napastnik Lechii Lwów i Czarnych Lwów założył szkołę tańca. Nie był to przypadek, w młodości skończył szkołę choreograficzną w Paryżu.

- Był kolegą ojca - wspomina Kornel Krasicki. I opowiada o magicznym Lwowie, w którym jego rodzice spędzili młode lata. Kornel ma w oczach scenę, gdy mama stoi przed lustrem w sypialni, zaplata swoje piękne, długie włosy i upina w kok. Wkłada wieczorową suknię i oboje z ojcem wychodzą na brydża.

Lechia Lwów to najstarszy polski klub piłkarski. Po wojnie w Lechii Gdańsk znalazło się trzech lwowiaków: Aleksander Krasicki z Lechii Lwów, Bolesław Żytniak z Pogoni Lwów i Zygmunt Czyżewski z Czarnych Lwów

Mieszkali na Łyczakowie, gdzie Kornel urodził się w 1935 roku. Oglądam zdjęcie: pucułowaty chłopiec w ułańskiej czapce siedzi na koniku na biegunach. I zapewne szarżuje na bolszewików albo na Ukraińców, bo dramatyczne wydarzenia z pierwszych lat po Wielkiej Wojnie były ciągle żywe w pamięci mieszkańców miasta z przydomkiem Semper Fidelis. W listopadzie 1918 roku także wielu sportowców chwyciło za broń. Sporo poległo. Kronikarz zapisał: „Sportowcy bronili swego miasta, będąc zawsze na pierwszej linii, czy rozkaz wiódł ich na stoki cytadeli, na dworzec kolejowy czy na gmach Sejmu. Na kartach epopei Lwowa zapisali swe nazwiska nieustraszoną odwagą i bezbrzeżną ofiarą”.

***

Maciej Lisicki, prezes Gdańskich Autobusów i Tramwajów, który o piłce nożnej wie chyba wszystko, robi mi wykład o przedwojennych lwowskich klubach sportowych. Podkreśla, że Lwów był potęgą futbolową! Zaczęło się na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku od Polskiego Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” i Towarzystwa Zabaw Ruchowych, a pierwszy w Polsce mecz piłki nożnej rozegrany został właśnie we Lwowie, w roku 1894 podczas II zlotu sokolego. „Rozegrany” - to za dużo powiedziane: spotkanie drużyny lwowskiej z krakowską trwało sześć minut zaledwie, bo kiedy padła pierwsza bramka (strzelił ją Włodzimierz Chomicki ze Lwowa), przerwano grę, by pokazać wyczyny gimnastyków. Gimnastyka miała pierwszeństwo!

Przez lata kibice Lechii Lwów i Czarnych Lwów spierali się, który klub jest starszy. Oba powstały jeszcze za panowania cesarza Franciszka Józefa, w 1903 roku. Lechię założyli uczniowie dwóch lwowskich gimnazjów, Czarnych - uczniowie szkół realnych. Po szczegółowych badaniach okazało się wreszcie, że Lechię powołano o kilka miesięcy wcześniej. Jest więc najstarszym polskim klubem piłkarskim! A najsłynniejszym piłkarzem Lechii Lwów był Ryszard Koncewicz.

- We Lwowie - ciągnie Maciej Lisicki - były cztery kluby piłkarskie grające w ekstraklasie: Czarni, Pogoń, klub społeczności żydowskiej Hasmonea oraz Lechia, która do pierwszej ligi awansowała w roku 1930 po pokonaniu Unii Lublin i Sokoła Równe oraz wygraniu turnieju barażowego. Pobyt w piłkarskiej elicie trwał jednak tylko przez jeden sezon.

Najpopularniejszymi klubami piłkarskimi Lwowa były bez wątpienia Pogoń i Czarni. W tym pierwszym grało sześciu braci Kucharów, świetny napastnik Michał Matyas (wychowanek Lechii Lwów), no i oczywiście legendarny bramkarz Spirydion Albański. Pogoń była czterokrotnie mistrzem Polski. Popularnością dorównywała jej drużyna Czarnych, która w pierwszej lidze utrzymywała się przez siedem lat. Czarni cieszyli się powszechnym szacunkiem także wśród piłkarzy z innych drużyn, o czym może świadczyć fakt, że w roku 1931 r. po spaleniu ich stadionu przez ukraińskich nacjonalistów pozostałe kluby zrzuciły się na nowy, z żelbetowymi trybunami.

Aleks Krasicki był wychowankiem Czarnych. Grał w tej drużynie - z przerwami - od roku 1923 do 1930. Lechia próbowała go kupić i wybuchła awantura, bo nie wszystko załatwiono jak należy. Aleks miał roczną przerwę w grze. Potem bronił bramki Lechii aż do wojny.

***

W 1945 roku Orunia nie była piękną dzielnicą. Dom przy głównej ulicy, do którego wprowadzili się Krasiccy nie miał jednej ściany, po pustym mieszkaniu hulał wiatr. Ale nie było wyboru, lepsze lokale zajęto już wcześniej. - Ściana została naprawiona, na zbitych z desek łóżkach ułożyliśmy sienniki wypchane słomą - wspomina Kornel. - A w garnku przywiezionym ze Lwowa mama gotowała zupę… Czekali na ojca, który - wcielony do 2 Armii Wojska Polskiego - jeszcze walczył.

Zrujnowany Gdańsk nie był bezpiecznym miastem. Na szczęście obok zamieszkała siostra Aleksa z mężem, więc było trochę raźniej. Nikt nie znał sąsiadów, tutejsi, których nazywano Niemcami mieszali się z tymi zza Buga, szabrownicy penetrowali budynki, pijani w sztok mężczyźni wytaczali się z drzwi Adrii w rytm granego tam często na pianinie walca „Na sopkach Mandżurii”.

- Nieszczęściem, w każdym razie dla mojej mamy, było to, że razem z ciotką Werą przyjechała babcia Anna - opowiada Kornel. - Nie znosiła synowej. Wtrącała się we wszystko, kontrolowała każdy jej krok. Zarządziła, że muszę uczyć się muzyki. Kazała kupić pianino. Zawyłem ze zgrozy, ale nie było ratunku. Tata, który już wrócił z wojny i pracował, znalazł gdzieś instrument, ale schody były zbyt wąskie, by wnieść go na drugie piętro. Ktoś wymyślił, by wciągnąć pianino przez okno. Gdy już było na odpowiedniej wysokości lina pękła. Ku rozpaczy babki, a mojej radości…

Aleks zatrudnił się w Biurze Odbudowy Portu przy ulicy Morskiej (dziś do Studzienki) we Wrzeszczu. Powstał tam zaraz Klub Sportowy BOP, który wkrótce przyjął nazwę Lechia Gdańsk.

Na stadionie przy Traugutta spotykali się trzej lwowiacy: bramkarz Aleksander Krasicki z Lechii, Bolesław Żytniak z Pogoni oraz Zygmunt Czyżewski z Czarnych. Aleks był jedynym zawodnikiem Lechii Lwów w Lechii Gdańsk, bo większość jego dawnych klubowych kolegów zakotwiczyła w Polonii Bytom.

Żytniak, współautor historycznego pierwszego w historii awansu Lechii Gdańsk do ekstraklasy w 1948 roku, został dożywotnio zdyskwalifikowany w 1950 roku po derbowym meczu z Gedanią. Są dwie wersje dotyczące jego odejścia. Pierwsza głosi, że w zdenerwowaniu kopnął piłkę w trybuny i trafił w głowę jednego z kibiców. Druga, chyba bardziej prawdopodobna, jeśli się zważy na surowość kary, że uderzył sędziego. Lokalne gazety pisały: „Działacze związkowego aktywu sportowego potępiają gorszące zajścia na boiskach Wybrzeża, które godzą w dobre imię sportu Polski Ludowej. Zebrani zobowiązują się wytężać wszystkie siły celem wprowadzenia właściwej atmosfery na naszych boiskach, atmosfery, która winna cechować sport socjalistyczny”.

Zygmunt Czyżewski z kolei był organizatorem ucieczki czterech piłkarzy Lechii Gdańsk do ŁKS Łódź. Świetnych piłkarzy, ulubieńców publiczności: Barana, Łącza, Hogendorfa i samego Czyżewskiego! Plan był chytry: Czyżewski przeforsował zmianę nazwy klubu z BOP Baltia na KS Lechia, bo to umożliwiało przejście do innego klubu bez konsekwencji prawnych. Potem działacze ŁKS przyjechali do Gdańska, spili chłopaków i wywieźli. Gdy się ocknęli, byli już w Łodzi! - Co za skandal! Co za metody! - pomstowali gdańscy działacze i piłkarze.

***

- Wspomnieliśmy już Ryszarda Koncewicza, który był kolegą z boiska Aleksa Krasickiego - mówi Maciej Lisicki, gdy zwiedzamy Muzeum Lechii pod trybunami Energa Areny w Letnicy. - Grał w Lechii Lwów na pozycjach pomocnika i napastnika. Podczas wojny walczył w obronie Warszawy, po kapitulacji stolicy trafił do Oflagu II C Woldenberg i wraz z innymi lwowiakami zorganizował tam klub sportowy, który oczywiście nazwano „Lwów”. Po wojnie był cenionym trenerem i selekcjonerem, także w Lechii Gdańsk, ale wtedy Aleks Krasicki już nie grał w piłkę, odszedł z Lechii po wypadku motocyklowym. W 1950 roku Koncewicz został trenerem drużyny narodowej i funkcję tę pełnił z przerwami aż do roku 1970.

No a słynny trener Kazimierz Górski? Też lwowiak ze skromnego klubu piłkarskiego RKS Lwów wprawdzie, a jaka gwiazda!

Bo ni ma jak Lwów!

- No i nie ma jak Lechia Gdańsk - dodaje zaraz Kornel Krasicki.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Barbara Szczepuła

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.