Wystawa "Saga rodu Sobczaków“ w Pałacu Opatów w Gdańsku

Czytaj dalej
Fot. Piotr Hukało
Henryk Tronowicz

Wystawa "Saga rodu Sobczaków“ w Pałacu Opatów w Gdańsku

Henryk Tronowicz

W sobotę w Pałacu Opatów w Oliwie odbędzie się uroczysty finisaż głośnej wystawy „Saga rodu Sobczaków“. Obfitująca w atrakcje wystawa „Saga rodu Sobczaków“ czynna będzie w Pałacu Opatów w Oliwie do 29 stycznia.

Wystawa upamiętnia legendarną postać Janiny Jarzynówny-Sobczak, wielkiej damy polskiego baletu. Wystawa równocześnie obejmuje imponujące zbiory z archiwum zasłużonych gdańskich scenografów - Łucji i Bruna Sobczaków.

Artystyczne tradycje rodu Sobczaków podtrzymuje ich córka, Monika Sobczak-Konca, uprawiająca rysunek i malarstwo (zajmuje się także scenografią). To pani Monika dokonała aranżacji niezwykłej wystawy w Pałacu Opatów.

Oddając pani Monice głos, pragniemy dowiedzieć się, jak postrzega swoje osobiste upodobania i fascynacje artystyczne, ale także o to, jak na przykład zapamiętała swoją babcię Janinę.

Zacznijmy jednak od prowokacji - czym, najogólniej mówiąc, jest dla pani Moniki sztuka?

- Powiem wykrętnie, wolałabym sensu sztuki nie definiować. Lecz jeśli już, to sztuka w moim rozumieniu jest poszukiwaniem odpowiedzi.

A babcię Janinę pamiętam, jako osobę wiecznie zajętą. Nie chodziła po domu zwyczajnie. Ona fruwała! Ale znajdowała też czas na pogawędki ze mną. Zabierała mnie do opery, na próby, kiedy ją wzywano „awaryjnie”. Dzięki temu poznawałam kulisy pracy na scenie.

Uzmysławiam sobie teraz, że ani babcia, ani rodzice nie skłaniali mnie abym uczyła się baletu. W domu traktowano mnie po partnersku. Wypytywano, co mnie ciekawi i szanowano moje wybory. Kiedy byłam w liceum okazało się, że mam upodobanie do malowania.

Widząc to rodzice wciągnęli mnie w pracę nad projektami scenograficznymi. Pokrywałam kolorami wykonane przez nich szkice kostiumów i dekoracji.

Studiowałam w gdańskiej PWSSP. W czasie studiów fascynowało mnie malarstwo wielu różnych mistrzów , m. in. Caravaggia, Davida. Ich dzieła znałam jednak tylko z reprodukcji. Prawdziwego olśnienia doznałam, kiedy w Muzeum Narodowym w Warszawie obejrzałam płótna oryginalne. A kiedy trafiłam na wystawę obrazów Jacka Malczewskiego, a potem na prace Witolda Wojtkiewicza, postanowiłam, że poświęcę ich sztuce pracę magisterską. Po studiach przez pewien czas asystowałam rodzicom, wiele się od nich ucząc. Później pracowałam jako samodzielny scenograf, a jednak przeważyło malarstwo. Ono jest moją największą pasją.

Najlepiej czuję się w zaciszu pracowni, kiedy mogę skoncentrować się na pracy przy sztaludze. Każda publiczna demonstracja moich prac wywołują we mnie stres

Najlepiej czuję się w zaciszu pracowni, kiedy mogę skoncentrować się na pracy przy sztaludze. Każda publiczna demonstracja moich prac, każdy wernisaż wywołują we mnie stres. Z drugiej strony lubię pracę pedagogiczną. Prowadzę zajęcia z dziećmi i z dorosłymi. Staram się pozostawiać im w malowaniu jak najwięcej swobody. Nie lubię na podopiecznych wywierać nacisku. Zupełnie inaczej jest w praktyce teatralnej. W pracy na scenie czasem niezbędna jest nawet szczypta despotyzmu.

Na co dzień pracuję jako kurator wystaw w Nadbałtyckim Centrum Kultury. Czuwam nad przygotowaniem ekspozycji różnych zapraszanych artystów, uprawiających malarstwo, rzeźbę, grafikę.

Noszę się z zamiarem urządzenia wystawy własnych obrazów i kolaży, którą roboczo nazywam „Lustra kamuflaże“. Dlatego, że obecnie fascynują mnie specyficzne „lustrzane” odblaski światła oraz obiekty z pozoru niewidoczne, ukryte.

Zainspirowała mnie do tego niedawna wizyta w fantastycznym norweskim Oceanarium w Alesund.

„Saga rodu Sobczaków”, finisaż, 14.01, godz. 15.

Henryk Tronowicz

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.