Wystawa rysunków i grafik Ryszarda Stryjca w PGS w Sopocie [zdjęcia]

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Grażyna Antoniewicz

Wystawa rysunków i grafik Ryszarda Stryjca w PGS w Sopocie [zdjęcia]

Grażyna Antoniewicz

W Państwowej Galerii Sztuki w Sopocie możemy oglądać wystawę rysunków i grafik Ryszarda Stryjca, nazywanego gdańskim Dürerem. Rysował jak starzy mistrzowie, jego precyzyjna kreska zachwyca.

Prace Ryszarda Stryjca mają królowie i prezydenci (jedna z grafik trafiła nawet do Białego Domu). Zobaczymy je w Sankt Petersburgu (w Ermitażu) i w innych muzeach na świecie. W Państwowej Galerii Sztuki otwarto wystawę prac artysty.

Na rogu Targu Rybnego i Straganiarskiej w Gdańsku mieszkał i tworzył aż do śmierci malarz, ceramik, grafik - nazywany gdańskim Dürerem. 47 kamiennych stopni wiodło na poddasze, gdzie spotykała się gdańska bohema.

Na strychu rytownik skupiony i powolny jak żółw Rysował gryfa unoszącego w szponach jagnię. Farby, słoiki po chemikaliach walały się porzucone, Jak gdy kto dzieła dokona - i zapomni... Z boku kałamarz, pędzelki, klepsydra i czaszka...

Tak opisał sławną pracownię Ryszarda Stryjca poeta Mieczysław Czychowski. W maleńkiej pracowni rządził szarobury kot dachowiec. Godzinami cierpliwie pozował Stryjcowi do grafik i obrazów. „Był ogromniasty i chyba zbyt utuczony - opowiadał przed laty (nieżyjący już pisarz) Jacek Kotlica. - Spytałem kiedyś: Wybacz, Ryszard, ale czy ty przypadkiem go nie przekarmiasz ? - Skądże, to jego honorarium. Co ja poradzę na to, że on życzy sobie zapłaty w jedzeniu - odpowiedział artysta. Łakomy dachowiec pozował także do akwaforty „Żebym nigdy”... U góry pracy widnieje napis: „Żebym nigdy nie zmarniał w małoduszności, żebym nigdy nie oślepł w egoizmie, żebym nigdy nie utonął w zatrutej studni beznadziei, żebym nie skamlał w niewoli rezygnacji”.

Na dole widnieje dziwny, niesympatyczny kot. - Kiedy kupiłem sztych „Żebym nigdy”, spytałem, dlaczego kot ma taką brzydką mordkę? - Bo to jest zło - odpowiedział Stryjec. - Przytargałem grafikę do domu, a już trzeciego dnia miałem włamanie. Nic dziwnego, przyniosłem ze sobą zło - wspominał na wernisażu w PGS Antoni Żabczyński, przyjaciel artysty. - Przyjaźniliśmy się przez 25 lat. Bywałem u Stryjca zwykle dwa razy w tygodniu. Jako jeden z nielicznych odwiedzających płaciłem za grafiki czy rzeźby.

Antoni Żabczyński sprzedał PGS 292 prace ze swojej kolekcji. - Trudno mi było się z nimi rozstać, ale chciałem, aby ludzie zobaczyli, jaki to wspaniały mistrz - mówi kolekcjoner.

Stryjec uwielbiał spokój, spacery Długim Nabrzeżem, koło kościoła Świętego Jana czy bazyliki Mariackiej. Zaglądał w ciche zaułki, miał też ulubione kawiarenki na Mariackiej. Można go było tam czasem spotkać, zwykle z ołówkiem i szkicownikiem w ręce. Zauroczony Starym Miastem, kiedy wracał, miał szkicownik pełen gdańskich tematów.

Frapowały go też tematy biblijne i mitologiczne zaczerpnięte ze Starego i Nowego Testamentu, z Księgi Rodzaju i z Apokalipsy. Zostawił nam „Adama i Ewę”, „Jeźdźców Apokalipsy” oraz liczne alegorie o życiu i śmierci, młodości i starości, przemijaniu, walce dobra ze złem, rysunki bez tytułu robione tuszem czarnym lub brązowym.

Był ogromną indywidualnością. Pełen sprzeczności, wydawał się człowiekiem nieśmiałym, ale potrafił ironizować. Na jednym z rysunków widać próbkę jego angielskiego poczucia humoru - piękna kobieta i napis „Cnoty nie stracić, a pieniądze zachować”.

Uwielbiał malować konie. Pytany kiedyś, czy planuje, tworząc obraz, odpowiedział: Oczywiście, tylko czasami, kiedy zaczynam rysować kobietę, nieoczekiwanie wychodzi mi koń - opowiadał kolekcjoner.

Uwielbiał malować konie. Pytany kiedyś, czy planuje, tworząc obraz, odpowiedział: Oczywiście, tylko czasami, kiedy zaczynam rysować kobietę, nieoczekiwanie wychodzi mi koń.

Kobiety zwykle przedstawiał w rolach świętych niewiast, uczestniczek tańca śmierci. Stanowiły obiekt pożądania - od biblijnej Ewy wodziły na pokuszenie. Z magicznych grafik i rysunków mistrza wyłaniają się też Małgorzaty - nagie i zmysłowe. Ciemną stronę natury kobiecej wyobrażają u Stryjca harpie, kobiety sfinksy, syreny.

Rysował jak starzy mistrzowie, jego precyzyjna kreska zachwyca.

Budował swój świat tak jak artyści średniowieczni, posługując się symboliką. Odnajdziemy w nim samotnych jeźdźców, niebezpieczne harpie i inne zjawy oraz niestrudzonego Don Kichota.

internet@polskapress.pl

Grażyna Antoniewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.