Wychowanie w duchu hipisowskim nauczyło ją podążać własną drogą

Czytaj dalej
Fot. Polskapress
Paweł Gzyl

Wychowanie w duchu hipisowskim nauczyło ją podążać własną drogą

Paweł Gzyl

Ojcem Mai Ostaszewskiej jest weteran kontrkultury - Jacek Ostaszewski z zespołu Osjan. Jego córka kontynuuje artystyczne i liberalne tradycje wyniesione z domu. Choć teraz dała się jednak skusić komercyjnemu projektowi.

Jesienią trafi na ekrany nowy serial TVN - „Diagnoza”. Główną bohaterką jest Anna Nowak, która w dramatycznych okolicznościach straci pamięć. Jako pacjentka szpitala w Rybniku będzie starała się odzyskać wspomnienia i ułożyć na nowo swe życie. Istotny wpływ na jej losy będą mieli dwaj lekarze - Jan Artman i Michał Wolski. Rybnicki szpital stanie się dla Anny domem, a jego personel - grupą przyjaciół. To z nią przyjdzie jej dzielić chwile radości i smutków. Znajdzie się jednak ktoś, kto zrobi wszystko, by młoda kobieta nigdy nie poznała prawdy o swojej przeszłości...

- Producentka Dorota Kośmicka-Gacke i scenarzyści twierdzą, że pisali ten serial od początku z myślą o mnie, bo jak twierdzą, moja osoba ich zainspirowała. To oczywiste wyróżnienie, jest mi więc bardzo miło - powiedziała Maja Ostaszewska, która zagrała rolę Anny Nowak. - Kiedy podejmuję decyzję o tym, czy wchodzić w coś czy nie, ważne jest, aby znaleźć tam coś dla siebie, aby uwierzyć, że pasuję do tej roli i że mogę wnieść coś do projektu. Tym kryterium zawsze posługuję się w decyzji. Ważna była dla mnie informacja, kto ma to reżyserować, kto ma robić zdjęcia - to wszystko było porywające - dodała aktorka, która do tej pory stroniła od telewizyjnych seriali, koncentrując się na ambitnych projektach kinowych i teatralnych.

Na Wyspie Skarbów

Nic w tym dziwnego - wszak wywodzi się z rodziny o mocno inteligenckich i artystycznych tradycjach. Jej babcią była aktorka Teatru Rapsodycznego w Krakowie - Krystyna Ostaszewska. Choć nie miała okazji poznać jej osobiście, to właśnie ona wywarła ogromny wpływ na jej przyszłe życie. Dziadek rzeźbiarz uznał, że rodzina mu przeszkadza w tworzeniu i przeniósł się z Krakowa do Ojcowa. W przeciwieństwie do niego ojciec Mai był bardzo rodzinny. Podobnie i mama.

- Nikt tak się nie bawił z dziećmi jak moi rodzice. Nasz pokój był jak zaczarowana kraina. Całe wakacje spędzaliśmy razem. Jacht, który zaprojektował mój dziadek, stawał się okrętem, a każda mazurska przystań Wyspą Skarbów, nieznanym lądem - wspomina aktorka w „Elle”.

Ojciec Mai jest słynnym muzykiem - to właśnie on założył w latach 70. grupę Osjan, która jako pierwsza w Polsce tworzyła psychodeliczną wersję etno. Jako hipis zafascynowany Dalekim Wschodem, odnalazł się w buddyzmie - i w podobnym duchu wychował swoją córkę. To było przyczyną jej konfliktów ze środowiskiem.

- Kiedy dorastałam, doświadczyłam aktów nietolerancji. Nie chodziłam na lekcje religii, nosiłam kolorowe ubrania, co niektórych drażniło. Ale moje dzieciństwo było szczęśliwe, bo wychowałam się w kochającej rodzinie. Miłość i akceptacja, jaką dostałam od rodziców, sprawiły, że nigdy nie bałam się wyrażania swoich poglądów, miałam siłę i odwagę pójść własną drogą - deklaruje w „Twoim Stylu”.

Decydujący wyjazd

Maja najlepiej czuła się u boku rodziców - i ich znajomych. W efekcie nie miała wielu przyjaciół wśród rówieśników. Kumplowała się z dorosłymi, najczęściej aktorami i muzykami. Żyła we własnym świecie stworzonym przez lektury, spektakle i filmy, które przeczytała czy obejrzała. Często też podróżowała z najbliższymi. Jeden z takich wyjazdów sprawił, że stan wojenny zastał rodzinę Ostaszewskich na Zachodzie.

- Ojciec odbywał wtedy trasę koncertową po krajach skandynawskich, a ponieważ z moją starszą o cztery lata siostrą Tatianą nigdy nie byłyśmy za granicą, mama postanowiła nas tam zabrać. Nasze młodsze rodzeństwo, Kuba i Matylda, zostało w Krakowie z dziadkami, rodzicami mamy. I tam zastał nas stan wojenny. Wiemy, że był koszmarny, ale media zachodnie pokazywały go tak, jakby na ulicach odbywała się regularna wojna. Wyglądało to potwornie. Rodzice byli przerażeni - opowiada Maja w „Elle”.

Być może gdyby rodzice zostali za granią, losy ich córki potoczyłyby się inaczej. A tak - po maturze zdała na krakowską PWST i zaczęła się uczyć aktorstwa. Choć krakowska szkoła wywarła wielki wpływ na Maję i po jej zakończeniu pracowała w Starym Teatrze, zostawiła za sobą rodzinne miasto, niespecjalnie za nim tęskniąc.

- Powiem szczerze i ktoś się na mnie obrazi: urodziłam się w Krakowie, skończyłam szkołę krakowską, ale nie jestem aktorką krakowską. Natomiast, co powtarzam na każdym kroku, czuję się uczennicą Krystiana Lupy, który pokazał mi, czym może być aktorstwo. Być może sama poszłabym tą drogą, ale dzięki niemu znalazłam ją dużo wcześniej. Ponadto wychowałam się na Starym Teatrze, który dla mnie i dla krakowskich studentów był mekką, ale jestem sobą i jestem aktorką polską, po prostu - deklaruje w „Polityce”.

Przerażona PiS-em

Chce tego czy nie - to właśnie Kraków ukształtował jej podejście do aktorstwa: że ma być drogą do poznania prawdy o człowieku, a nie sposobem na zarobienie na dostatnie życie. Dlatego najlepiej odnalazła się w nowoczesnych zespołach, jak TR Warszawa, a potem Nowy Teatr, prowadzonych przez najodważniejszych reżyserów jej pokolenia, Grzegorza Jarzynę czy Krzysztofa Warlikowskiego. Tym samym ideologicznie związała się nową lewicą, skoncentrowaną wokół pisma „Krytyka Polityczna”. Dziś ostentacyjnie sprzeciwia się rządom PiS i uczestniczy w demonstracjach KOD-u.

- Ja jestem przerażona tym, co dzieje się w Polsce i mówię o tym otwarcie. Marnotrawimy to, że byliśmy naprawdę bardzo dobrze postrzegani w Europie, cofamy się. Pojawiają się wyraźne ruchy naruszające wolność, mamy do czynienia z atakami na konstytucję, mam tu na myśli to, co działo się wokół Trybunału Konstytucyjnego i co dzieje się z mediami publicznymi - twierdzi w „Dzienniku”.

Prywatnie aktorka jest związana z Michałem Englertem, synem aktorki Marty Lipińskiej i reżysera Macieja Englerta. Mają dwoje dzieci: syna Franciszka i córkę Janinę. Mimo że jej partner był kiedyś mężem reżyserki Małgośki Szumowskiej, Maja nie jest zazdrosna, kiedy oboje pracują na planie. Mało tego - wszyscy troje bardzo się przyjaźnią.

- Dobrze się z tym czujemy. Nie widzę tu żadnego problemu, wręcz uważam, że tak powinno być. A jeśli przy okazji tej bliskości mijają wspaniałe porozumienie twórcze, to dlaczego mieliby tego nie kontynuować?! - deklaruje w „Gali”.

Alfabet Mai Ostaszewskiej

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.