Wybory 2019. W kampanii nie zawsze jest poważnie

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta
Dorota Kowalska

Wybory 2019. W kampanii nie zawsze jest poważnie

Dorota Kowalska

O rzekomym romansie szefa SLD przez kilka dni mówiło się więcej niż programie wyborczym Sojuszu. Podobnie było z wystąpieniem Bernadety Krynickiej z PiS, ale wpadki i skandale to codzienność kampanii wyborczych.

Pośpiech, zmęczenie, stres - nikt nie jest doskonały, nawet politycy. Więc także oni od czasu do czasu zrobią coś, z czego później muszą się gęsto tłumaczyć.

Każda kampania wyborcze ma swoje małe skandale, większe lub mniejsze wpadki, które są udziałem polityków wszystkich, tak prawicowych, jak lewicowych partii. Nie inaczej było tego lata, tym bardziej że - jak mówią eksperci - jesienne wybory będą najważniejsze od 1989 roku, więc gra idzie o wszystko.

Ostatnio gorąco zrobiło się po lewej stronie sceny politycznej, co ciekawe do zgrzytów doszło między politykami tej samej opcji politycznej - było i śmiesznie, i strasznie. Poszło, rzecz jasna, o miejsce na listach wyborczych SLD, na których nie znalazła się Monika Jaruzelska, radna Warszawy, która w wyborach samorządowych startowała z list, nie kogo innego, a Sojuszu.

Jaruzelska w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” zasugerowała, że Włodzimierz Czarzasty ma romans z rzeczniczką partii Anną Marią Żukowską i to przesądziło o nieumieszczeniu jej, a właśnie Żukowskiej, na liście. Rozmowa jest tak zajmująca, że warta przytoczenia.

„Wszyscy twierdzą, że to osobista decyzja Włodzimierza Czarzastego, bo bliższa jego sercu jest Anna Maria Żukowska” - stwierdziła Jaruzelska.

„I co z tego? Polityka to polityka” - skonstatował Robert Mazurek.

„Cóż, panie redaktorze, mężczyźni w kryzysie wieku średniego robią różne rzeczy. Jak widać, każdy Kazimierz ma swoją Izabel” - wypaliła Jaruzelska.

„To Włodzimierz, nie Kazimierz” - to Robert Mazurek.

„Imiona inne, casus podobny” - taka pada odpowiedź.

Rozmówczyni w szczegóły nie wchodziła, „ze względu na szacunek dla żony pana Czarzastego, kobiety mądrej, ciepłej i z klasą”, ale miała za sobą ludzi lewicy, przynajmniej niektórych.

„Bardzo żałuję, że to Anna Maria Żukowska jest na liście lewicy, a Moniki Jaruzelskiej nie ma, mimo że stołeczne struktury SLD rekomendowały Jaruzelską” - ocenił Leszek Miller.

Rzeczniczka partii odniosła się w rozmowie z TVP Info do słów byłego szefa SLD. „Nie jest tajemnicą, że jestem jego osobistym wrogiem” - stwierdziła.

Miller nie odpuścił i dodał na Twitterze post. „To nieprawda, że pani Żukowska jest dla mnie osobistym wrogiem. Nikim dla mnie nie jest. Jak Zbigniew Ziobro” - podsumował polityk, odwołując się do swojej słynnej wypowiedzi przed komisją ds. afery Rywina, gdy były premier nazwał Ziobrę „zerem”.

Anna Maria Żukowska odpowiedziała także na sugestie Moniki Jaruzelskiej, wywlekając brudy z przeszłości. Oberwało się psu Jaruzelskiej - jamnikowi Lolkowi.

„Rok temu na wspólnym kampanijnym spacerze z psami na Polu Mokotowskim z kandydatem na prezydenta Warszawy Andrzejem Rozenkiem pies pani Jaruzelskiej chciał zgwałcić moją (wysterylizowaną, więc to dziwne) sunię. Kiedy ją wzięłam na kolana, podszedł i mi nasikał do butów. Jaki pies, taki pan” - oskarżała rzeczniczka SLD na Twitterze.

Co niektórym, mówiąc kolokwialnie, opadły szczęki, bo trudno dociec, co ma Bogu ducha winny Lolek do miejsca na listach wyborczych. Wątpliwości rozwiał jednak Andrzej Rozenek, w tym konflikcie zwolennik Żukowskiej.

„Jeśli ktoś słyszy absurdalne zarzuty, odpowiada absurdalnie. I trudno się dziwić” - stwierdził. Dodał, że szanuje Jaruzelską, ale nie jest ona bez winy.

O rzekomym romansie Włodzimierza Czarzastego i źle wychowanym jamniku Lolku przez kilka dni mówiło się więcej niż programie wyborczym Sojuszu. Ale, co zostało zauważone już na samym początku, wpadki nie mają barw partyjnych, zdarzają się po każdej stronie sceny politycznej.

Bernadeta Krynicka, posłanka Prawa i Sprawiedliwości, przemawiając na obchodach 80. rocznicy walk pod Wizną, też „popłynęła”. Krynicka zwróciła się do jednego z obecnych na uroczystości wojskowych, słowami „panie generania”, zamiast „panie generale””. Do pozostałych uczestników obchodów mówiła „szanowni mieszkańcy ziemi wiźnieńskiej”. Tyle tylko, że okolice Wizny to - według Słownika Języka Polskiego - „ziemia wizeńska”. Dopuszczalna jest również bardziej potoczna forma: „ziemia wiska”. Bernadeta Krynicka pochodzi z Łomży, która również znajduje się w województwie podlaskim, około 25 kilometrów od Wizny.

Potem posłanka Prawa i Sprawiedliwości miała problem ze zdaniem: „bo męstwo nie trzyma się żelaza, lecz serca”. Najpierw powiedziała „męstwo”, następnie „męstwa”, za trzecim razem wróciła do „męstwo”. Kolejnym wyrazem, który sprawił jej trudności, był „panteon”. „Weszliście do panteneu, panteonu, polskich bohaterów” - poprawiała się. Co dziwne, Krynicka przemówienie odczytywała z tabletu. Może więc w grę wchodzi zmęczenie, trudno wyrokować.

Pozostało jeszcze 63% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.