Walczą, by uratować cenne tereny. W Szczerbięcinie może powstać ogromna żwirownia?

Czytaj dalej
Dorota Abramowicz

Walczą, by uratować cenne tereny. W Szczerbięcinie może powstać ogromna żwirownia?

Dorota Abramowicz

Za - na pozór - mało istotną decyzją Rady Gminy Tczew może stać duża inwestycja. Stowarzyszenie „Wieś nad Rozlewiskiem” walczy o to, by uratować cenne tereny.

Doniesienie do Prokuratury Rejonowej w Tczewie złożyła w grudniu ub. roku Lidia Dziubińska, prezes Stowarzyszenia „Wieś nad Rozlewiskiem”, zrzeszającego kilkudziesięciu mieszkańców Szczerbięcina.

Zarzuty mówią o umyślnym wprowadzeniu w błąd organów i instytucji państwowych przez wójta gminy Tczew. Celem „zatajenia stanu faktycznego” przed Rejonową Dyrekcją Ochrony Środowiska i Państwowym Powiatowym Inspektorem Sanitarnym miało być uwidocznienie w studium zagospodarowania gminy złóż kopalin w Szczerbięcinie.

Przeczytaj reportaż Doroty Abramowicz: O szczeżui, mewie czarnogłowej i depresji, która grozi wsi nad rozlewiskiem

Na początku lutego decyzją Prokuratury Okręgowej śledztwo zostało przeniesione do Malborka. Równocześnie działaniami gminnych urzędników zainteresował się wojewoda Dariusz Drelich, który rozważa wniesienie skargi na ich uchwałę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Za - na pozór - mało istotną decyzją Rady Gminy Tczew może stać duża inwestycja o trudnych do oszacowania konsekwencjach dla środowiska.

W leżącym w pobliżu Tczewa Szczerbięcinie i sąsiadującej z nim wsi Turze może powstać, kto wie, czy nie największy w północnej Polsce, zakład górniczy.

- Umieszczona w studium zagospodarowania żwirownia, znajdująca się na 17-hektarowej nieruchomości przylega do zlokalizowanego w sąsiednim powiecie zakładu górniczego, gdzie już wydobywa się żwir na 35 hektarach - tłumaczy Lidia Dziubińska. - W razie wydania koncesji na wydobycie kopalin w pobliżu Szczerbięcina pojawi się 52-hektarowa kopalnia.

Dla porównania - średnia wielkość żwirowni w Polsce to...3,7 hektara. Przeciwko zmianom zaprotestowało 132 mieszkańców wsi Turze i Szczerbięcin, którzy obawiają się, że gigantyczny zakład doprowadzi do zniszczenia środowiska naturalnego i powstania ogromnego leju depresyjnego, który zabierze im wodę ze studni.

Wójt gminy Tczew Roman Rezmerowski twierdzi, że zmiany w studium nie przesądzają o lokalizacji żwirowiska. - Zgodnie z prawem radni musieli nanieść dane o złożach. Studium to tylko plan, czym innym jest koncesja na wydobycie kopalin - tłumaczył w rozmowie przeprowadzonej w styczniu br., podczas której przyznał, że „słyszał o błędach” przy uchwalaniu zmian w studium.

Konflikt o przyrodę w Szczerbięcinie trwa od 2011 roku. Zaczął się od walki grupy mieszkańców o ratowanie unikatowego rozlewiska, położonego we wsi.

Po zaprzestaniu przed trzydziestoma laty prac melioracyjnych, w Szczerbięcinie powstał wyjątkowy ekosystem. W bagnach żyły umieszczone w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt gatunki - małże szczeżui wielkiej, na wysepkach gniazdowały m.in. rybitwy czarne, i rzeczne, perkozy oraz chronione w Unii Europejskiej mewy czarnogłowe.

Przed sześcioma laty rolnik z gminy Subkowy, Stanisław Litawa, właściciel kilku działek w Szczerbięcinie, oraz jak się później okazało 17-hektarowej nieruchomości, na której może powstać żwirownia, rozpoczął osuszanie rozlewiska, doprowadzając do przyrodniczej degradacji bagien.

- Było to celowe działanie - twierdzą działacze stowarzyszenia. - Pozbycie się cennego chronionego obszaru ułatwiało pomyślne przejście procedury uzyskania decyzji o uwarunkowaniach środowiskowych dla zakładu wydobycia kopalin. Ponadto obniżenie poziomu wód gruntowych pozwoli w przyszłości na głębsze wydobycie żwiru.

Przez ostatnie lata rolnik udrożnił stare urządzenia melioracyjne, studnie, rurociąg, rowy, którymi znów zaczęła spływać woda. Stanisław Litawa twierdzi, że jego działania są zgodne z prawem, o czym może świadczyć ekspertyza biegłego melioranta uznającego osuszanie rozlewiska za prace wpisujące się ,,w zakres robót remontowych”.

Jednak zupełnie inaczej do sprawy podeszła Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w Gdańsku.

Dyrektor RDOŚ, Danuta Makowska, zarzucając rolnikowi niszczenie gatunków chronionych, nakazała w listopadzie ub. r. przeprowadzenie „działań naprawczych”.

Prace mają być przeprowadzone do maja tego roku. Stanisław Litawa odwołał się od decyzji RDOŚ do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Jeśli wyższa instancja podtrzyma decyzje RDOŚ, rozpocznie się postępowanie egzekucyjne. Służby wojewody mogą zrekultywować teren na koszt rolnika.

Na razie stowarzyszenie próbuje ocalić rozlewisko, występując do Urzędu Gminy Tczew o utworzenie w Szczerbięcinie „użytków ekologicznych”. - Wniosek obejmuje jedynie nasze prywatne działki i w żadnym wypadku nie dotyczy innych właścicieli gruntów - podkreśla Lidia Dziubińska.

Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.