Dorota Abramowicz

W Gdańsku brak rodzin zastępczych dla 70 dzieci

W Gdańsku brak rodzin zastępczych dla 70 dzieci Fot. 123RF
Dorota Abramowicz

Tylko w Trójmieście sądy odbierają rodzicom prawie setkę dzieci rocznie.

Najmłodsze ma pół roku, najstarsze 13 lat. Zostały odebrane biologicznym rodzicom ze względu na przemoc, zbyt dużo alkoholu, czasem dodatkowo głód, brak podstawowej opieki. Wszystkie trafiły decyzją sądu do tzw. instytucjonalnej pieczy zastępczej, czyli np. pogotowia opiekuńczego lub domów dla dzieci.

- Instytucja zaopiekuje się dzieckiem, ale to nie mama i tata - mówi Sylwia Ressel z Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Gdańsku. - Każde z tych 70 dzieci już teraz mogłoby przejść do rodziny zastępczej, która zapewni mu opiekę i miłość do osiągnięcia dorosłości lub zakończenia nauki.

Równocześnie nie maleje liczba dzieci, które każdego roku decyzją sądów rodzinnych muszą być zabrane z domów. W Gdańsku w ubiegłym roku wydano 55 takich decyzji, w Gdyni 33, w Sopocie siedem.

Dlatego też chętni do podzielenia się domem z pokrzywdzonymi dziećmi - mimo że prowadzący zastępcze rodziny zawodowe i rodzinne domy dziecka otrzymują za swoją pracę wynagrodzenie - są dziś na Pomorzu na wagę złota. Kandydaci na rodziców zastępczych muszą spełnić określone warunki, przejść szkolenie, ale przede wszystkim wziąć na siebie odpowiedzialność za zdrowie, życie, wychowanie małego człowieka. - Mimo kampanii propagujących rodzicielstwo zastępcze, z roku na rok zgłasza się coraz mniej chętnych - przyznaje Marzena Hinca z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Kościerzynie.

-

Apelujemy do ludzi, którzy mają odwagę podzielić się swoim wartościowym życiem, o otwarcie swojego domu dla potrzebujących maluchów - mówi Piotr Kowalczuk, wiceprezydent Gdańsk, inaugurując tegoroczną edycję kampanii MOPR „Podziel się domem”.

Największy kłopot jest z rodzeństwami. Rozdzielenie kochających się dzieci, które i tak już straciły poczucie bezpieczeństwa, nie wchodzi w rachubę. Tak jest z Kasią, Wojtkiem, Anią i Adasiem. Dziesięć, sześć, pięć, dwa lata. Matce sąd ograniczył prawa rodzicielskie ze względu na alkohol, ale przede wszystkim przemoc konkubenta, który wyżywał się na maluchach. Dzieci zabrane z domu wcale za nim nie tęsknią. Ostatnio starsza trójka po krótkiej naradzie zwierzyła się opiekunom. - Chcemy mieć mamę i tatę - oznajmili. - Nowych.

Najlepsza dla rodzeństwa byłaby - od zaraz - zawodowa rodzina zastępcza. Podobnie jak dla Małgosi i Milenki. Tu też pojawiła się triada nieszczęść: zaniedbanie, alkohol, przemoc. Rzecz w tym, że choć dwuipółroczna Milenka nie miałaby problemów ze znalezieniem rodziców, to opiekująca się od urodzenia siostrzyczką Gosia ma już 15 lat. - Rodziny boją się nastolatków - przyznaje Sylwia Ressel, rzeczniczka MOPR w Gdańsku. - Jednak nie można w żadnym wypadku rozdzielać dziewczynek.

Takich dzieci, jak Kasia, Wojtek, Gosia czy Milenka w Gdańsku jest siedemdziesięcioro. Powinny mieszkać w domach, gdzie zamiast wychowawcy będzie z nimi mama lub tata, zwani czasem ciocią lub wujkiem.

Duży i mały kłopot

Gdańsk jako największe miasto ma też i największy problem. Nie dość, że w placówkach pieczy instytucjonalnej czekają dzieci z ubiegłych lat, to cały czas dochodzą nowe. Tylko dla 55, odebranych w ubiegłym roku rodzicom, należałoby stworzyć kilkanaście nowych rodzin. Stąd kampanie zachęcające gdańszczan do „podzielenia się domem”.

W mniejszych miejscowościach nie jest tak źle. W Tczewie, Kościerzynie czy Sopocie żadne dziecko nie czeka na umieszczenie w rodzinie zastępczej. Jednak i tam trwa intensywne poszukiwanie kandydatów. - Ze znalezieniem rodzin zastępczych jest dość duży problem - mówi Katarzyna Wróbel, z-ca dyrektora PCPR w Tczewie. - To ogromna odpowiedzialność, trzeba spełnić określone warunki. Dlatego nie ma wielu chętnych.

Gdyński patent

Gdynia jest miastem, w którym więcej dzieci opuszcza rodziny zastępcze, niż do nich trafia. - W ubiegłym roku odeszło z systemu 50 dzieci, a przyszły 33 - mówi Franciszek Bronk, wicedyrektor MOPS. - W tym roku zlikwidujemy jeden rodzinny dom dziecka.

Kiedy jeszcze dziesięć lat temu co roku 140 dzieci „zasilało” pieczę instytucjonalną i rodzinną, miasto postanowiło postawić na pracę u podstaw. - Czyli wspieranie od początku rodzin, które mogą mieć problemy - wyjaśnia dyrektor Bronk. - Robimy wszystko, by naprawić sytuację w domu, oferujemy wsparcie psychologiczne, terapię. To daje efekty.

Kłopoty, jeśli już się pojawiają, często dotyczą tzw. nowych gdynian. Takich, którzy dopiero przyjechali i zdecydowali się zostać na stałe, nie rezygnując z nawyków i nałogów. Tu konieczne bywają nagłe interwencje.

W pieczy instytucjonalnej w Gdyni pozostaje czworo dzieci. Wszystkie są chore, mają zaburzenia psychiczne i rodziny zastępcze nie są w stanie podjąć się nad nimi opieki.

Pokój Ewy

Jedenastoletnią Ewę matka podrzuciła do pogotowia opiekuńczego przy ul. Leczkowa. Młodszy brat Ewy Jaś został odebrany z domu po kolejnej libacji. Jacuś przyszedł z innego domu. Matka alkoholiczka nie umiała, a może i nie chciała, opiekować się kilkuletnim dzieckiem.

Dzieci mieszkają w domu Iny, która z mężem założyła przed trzema laty rodzinę zastępczą. - Jesteśmy 26 lat po ślubie - mówi Ina. - Wcześniej mieliśmy czas na podróże i przyjemności. A potem zrozumieliśmy, że trzeba się poświęcić dla innych.

Na zdrowiu dzieci odbiło się picie alkoholu przez matki podczas ciąży. Wszystkie, choć na pewno i Ewa, i Jacek są dobrze rozwinięci intelektualnie, mają objawy FAS, alkoholowego zespołu płodowego. U najmłodszego dopiero po przybyciu do nowego domu zdiagno- zowano porażenie mózgowe. Jaś miał nie chodzić, ale dzięki rehabilitacji stawia coraz pewniejsze kroki.

Ewa ostatnio spytała, co się z nią stanie, gdy będzie dorosła.

- Jak to, co? - zdziwiła się Ina. - Skończysz studia, pójdziesz do pracy, będziesz samodzielna.

- A mój pokój?

- To zawsze będzie twój pokój - odparł mąż Iny.

Imiona dzieci zostały zmienione.

Współpraca: Sura, A.K.

Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.