Via dolorosa matki i syna, niewidzialnych ludzi z Mościsk

Czytaj dalej
Fot. Agnieszka Kamińska
Agnieszka Kamińska

Via dolorosa matki i syna, niewidzialnych ludzi z Mościsk

Agnieszka Kamińska

65-letnia kobieta samotnie opiekuje się 47-letnim, niepełnosprawnym synem. Mieszkają w katastrofalnych warunkach - nie mają kuchni, łazienki, toalety, ściany grożą zawaleniem. Lekarz: sytuacja tej rodziny nie jest godna człowieka

Renata z mozołem pcha wózek inwalidzki. Siedzi w nim Darek, jej niepełnosprawny syn. Podążają poboczem. Z Mościsk do Lubichowa jest jakieś 6 km. Wózek ledwo jedzie. Kobiecie od wysiłku wystąpiły na czole krople potu, a krzyż wręcz ją pali. Gdyby wcześniej nie wzięła tabletki przeciwbólowej, nie zrobiłaby kroku. Koła grzęzną, czasem zatrzymują się. To znów na trasie coś leży - pudełko po pizzy, gałąź, butelka. Na asfalt strach wchodzić, auta gnają jak szalone. Kierowcy nie zwracają uwagi na tych, którzy idą poboczem. 65-letnia kobieta z 47-letnim inwalidą jest dla nich podwójnie niewidzialna. Dostawczak właśnie przejechał z impetem, wędrowcy poczuli piasek na ustach. Renata musiała wytrzeć twarz synowi. Z kolei po przejeździe ciężarówki, po przeciwnej stronie jezdni, porwała ich siła ciągu.

Nie zliczą, ile razy od stóp do głów zostali ochlapani błotem. Po kilkunastu minutach zatrzymują się, matka musi chwilę odpocząć. Na drodze takich stacji robią kilkanaście. No fakt, są takie odcinki, że jazda wychodzi wspaniale. Wózek jakby płynął. Szybko jednak koła znów się buntują i trzeba zapłacić za te chwile oddechu. To taka ich via dolorosa. Do wózka przykute (chociaż pasowałoby tu również słowo „przybite”) są dwie osoby: sparaliżowany Darek i pchająca wózek Renata. Czasem próbują zatrzymać przejeżdżające auto - co wobec ich niewidzialności jest arcytrudne. Bywało, że przy drodze stali cztery godziny. Że są niewidzialni, potwierdziło się na przystanku autobusowym w Starogardzie Gd. Akurat podjechał autobus miejski wyposażony w specjalną platformę dla wózków. Kierowca jednak jej nie uruchomił, chociaż był do tego zobowiązany. Kompletnie zignorował proszącą o pomoc kobietę. Odjechał, a oni zostali na przystanku sami.

- Nie mamy auta. Dojazd do lekarza czy sklepu to dla nas problem - mówi Renata Perfiłów. - Jeśli konieczne jest załatwienie czegoś z Darkiem, to po prostu muszę iść z nim, pcham wózek. Nie ma innej rady. Kierowcy najczęściej nie interesują się drugim człowiekiem, czujemy się, jakbyśmy nie istnieli na tej drodze. Najgorzej jest w zimie, w błocie i śniegu ciężko pcha się wózek, a do tego wcześniej robi się ciemno. Czasem wynajmujemy taksówkę, ale na ten luksus możemy sobie pozwolić rzadko, bo nas nie stać. Transport to i tak nie jest największy problem.

Wiele lat temu metalowy łom upadł Darkowi na głowę. Akurat był w pracy. Malował elewację budynku i stał przy rusztowaniu. Pamiątką po żelastwie jest wgłębienie w głowie. Wskutek urazu Darek ma m.in. sparaliżowane nogi, cierpi też na padaczkę. Jest cewnikowany, ma stomię i rurkę tracheotomiczną w tchawicy. Gdy chce coś powiedzieć, zatyka ją palcem. Borykał się z zanikami pamięci, depresją, bólami głowy. Ostatnio nękały go zakażenia. Rurki, które ma w ciele, nie zawsze chcą z nim współpracować. Niemal bez przerwy zażywa antybiotyki. Renata w lecie wystawiała go przed dom, bo bardzo lubi być na świeżym powietrzu. Teraz tylko ogląda telewizję w małym przenośnym telewizorku. Innych zajęć nie ma. - Jest nam ciężko, ale staram się nie narzekać. Ogromną pracę wykonuje tu mama - przyznaje Darek Perfiłów.

Fotel przy chorym

Święte obrazy ledwo wiszą na ścianach. Matka Boska Częstochowska wygląda tak, jakby miała zaraz spaść. Dom w Mościskach, a właściwie jego połowa, ma ponad sto lat i składa się z dwóch pomieszczeń i przedsionka. Kupili go rodzice Renaty. Dziś wymaga generalnego remontu. Drzwi ledwo wiszą na zawiasach i nie domykają się. Złażąca ze ścian tapeta pofałdowała się od wilgoci i przybrała brunatny kolor. Odsłania zacieki i liszaje na ścianach. Sufitu właściwie nie ma, widać wątpliwej stabilności deski i belki. Płyty pilśniowe na podłodze prawdopodobnie są przegnite. Kiedy się po nich idzie, ma się wrażenie kroczenia po trzęsawisku.

Kobieta obawia się, że w nocy jedna ze ścian zawali się na śpiącego przy niej Darka. Sama nie kładzie się wcale. Co noc czuwa w fotelu ustawionym niedaleko łóżka chorego. Jest na wyciągnięcie ręki, gdyby czegoś potrzebował. W zimie pilnuje ognia w westfalce. Podczas mrozów przez nieszczelne okna wieje ziąb. Gdyby ogień wygasł, jeszcze by pozamarzali. Poza tym twierdzi, że tylko gdy siedzi, ból kręgosłupa jest znośny. W domu nie ma kuchni, łazienki ani toalety. Dopiero od dwóch lat są podłączeni do wodociągu. Wcześniej kobieta dźwigała wodę w plastikowych pojemnikach. Nosiła ją m.in. z Lubichowa.

Mieszkają w stuletnim domu po matce Renaty. Mury ledwo się trzymają. Drzwi są uszkodzone i nie można ich domknąć. Kilka dni temu gmina pomogła wywieźć śmieci i wykonała niewielki podjazd

Renata próbowała odświeżyć ściany. Zakupiła nawet materiały, ale sama nie jest w stanie nic zrobić. Kilka lat temu zawaleniem groził dach. Gdyby runął, nie mieliby gdzie się podziać. Kobieta sprzedała więc część i tak niewielkiej działki, żeby mieć za co go odnowić.

Darek ma ogromy problem z poruszaniem się na wózku w domu. Przejścia są wąskie. Do tego drzwi nie otwierają się na oścież. Renata musi go wręcz wpychać lub wypychać przez wyjście. Barierą są też nierówności i progi. Matka kładzie na nie stary sweter, żeby łatwiej przeprowadzić wózek. To taka jej prowizoryczna platforma.


Efekt domina

Rozwiodła się z mężem dawno temu, a jej drugi syn zmarł. Dziś samotnie opiekuje się chorym Darkiem. Podaje mu leki, myje, dezynfekuje rurkę w tchawicy, wymienia pieluchy. Zapewnienie higieny w tych warunkach jest nie lada wyzwaniem. Darek jest ogolony i czysty, chociaż oczywiście o kąpieli nie ma tu mowy. Renata sama ma problemy kardiologiczne i cierpi z powodu nadciśnienia. Przez 25 lat pracowała w hucie szkła w Starogardzie Gd., była tam kucharką i sprzątaczką. Pracowała też m.in. w sklepie i dziś otrzymuje emeryturę.

Wydarzyło się jednak coś, co jak ten Darkowy łom, spowodowało kolejny zwrot w ich życiu. Renata padła ofiarą oszustki, bo tak można powiedzieć o koleżance, której kilka lat temu podżyrowała pożyczkę. Koleżanka nie spłaciła zobowiązania i z dnia na dzień przepadła jak kamień w wodę. Nigdy nie odezwała się w sprawie pieniędzy. Renata z cudzą pożyczką została więc sama. Słyszała później, że naciągaczka wyjechała na Cypr i ma się dobrze. Komornik najpierw ściągał Renacie z emerytury 170 zł, dziś zabiera jej co miesiąc 400 zł. Do spłacenia ma jeszcze 8 tys. zł. Z kolei z puli Darka (dostaje rentę) nie pozostaje nic. Jego pieniądze w całości przeznaczają na kupno leków, pieluch i środków higienicznych. Na życie mają około 800 zł miesięcznie. - Chciałam pomóc koleżance. Kto by przypuszczał, że będzie nieuczciwa. Wzięła pieniądze i uciekła, a ja do końca życia będę spłacać jej dług - żali się Renata, ociera oczy.

Afera z koleżanką wywołała efekt domina. Matka Renaty przed śmiercią zapisała córce mieszkanie. Renata ze względu na dług nie przyjęła spadku. Gdyby to zrobiła, komornik miałby szersze pole do egzekucji i być może zająłby jej mieszkanie. Sprawa własności nie jest więc uregulowana, w księgach wieczystych nadal figuruje nieżyjąca matka Renaty. Kobieta chciałaby załatwić formalności, ale zrobi to dopiero wtedy, gdy upora się z długiem. Pojawił się też inny problem. Listonosz przyniósł im rachunek za prąd wynoszący 1,2 tys. zł. Kwota zmroziła Renatę i Darka. Tym bardziej że korzystają z niewielu urządzeń elektrycznych. Gotują na westfalce, która również ich ogrzewa. Prawdą jest to, że w poprzednich miesiącach nie zawsze byli w stanie opłacać rachunki w całości. Płacili tyle, ile mogli. Zaległość musiała się więc pojawić. Kwota jest jednak dla nich szokująca. Renata wpłaciła 150 zł. Więcej nie miała. Drżała jej ręka, gdy odbierała od listonosza kolejne upomnienie. Przeczytała w nim, że prąd odetną im w październiku.

Darek był malarzem elewacji i uległ wypadkowi. Na głowę upadł mu metalowy łom. Doznał urazu mózgu, został sparaliżowany od pasa w dół, jest cewnikowany, nosi stomię, a także rurkę tracheotomiczną w tchawicy. Mężczyzną opiekuje się samotnie matka, która również ma duże problemy ze zdrowiem. Kobieta padła też ofiarą pożyczkowej oszustki

- Mieszkanka wpłacała w przeszłości kwoty znacznie niższe, niż wynikało z wysokości rachunków, przez co łączne saldo na koncie faktycznie wynosiło ponad tysiąc złotych. Sytuacja jest też tym bardziej skomplikowana, że mieszkanka już od kilku lat nie uregulowała spraw własności lokalu po poprzednim właścicielu. Informowaliśmy ją o takiej konieczności, otrzymała także informacje, co należy zrobić, by przepisać umowę. Co więcej, zadłużenie już kilkukrotnie rozkładane było na raty, ale plany ratalne były zerwane, gdy nie wnoszono opłat w terminach. Możemy zasugerować, że jeśli pojawiły się trudności, mieszkanka powinna zwrócić się o pomoc, np. w postaci zasiłku celowego, do urzędu gminy, właściwego ośrodka pomocy społecznej bądź pozarządowej organizacji pomocowej - wyjaśnia Andrzej Lis-Radomski z biura prasowego Grupy Energa.

W Enerdze poradzili też, że można zgłosić badanie instalacji elektrycznej pod kątem ewentualnej kradzieży prądu, co wiąże się z wynajęciem elektryka. A na to Renata pieniędzy już nie ma. Prąd jednak nie zostanie odcięty. Za sprawą Boskiego zrządzenia (o czym Renata jest przekonana, gdyż innego wytłumaczenie nie ma) pojawił się anonimowy darczyńca. Przekazał im tysiąc złotych. Opłacili więc rachunek.

Wsparcie specjalne

Urząd Gminy Lubichowo nie dysponuje żadnym wolnym mieszkaniem dla Renaty i Darka. Zgodnie z przepisami nie kwalifikują się oni do otrzymywania stałych świadczeń. Przekraczają kryterium dochodowe, wynoszące 514 zł na osobę. Ustawa nie uwzględnia tego, że połowę emerytury zabiera Renacie komornik, a cała renta Darka idzie na lekarstwa. W Gminnym Ośrodku Pomocy Społecznej w Lubichowie dowiadujemy się, że „sytuacja rodziny jest monitorowana” i że przyznawane jest im systematycznie wsparcie specjalne.

- Rodzina ma nowy podjazd do domu, który wykonali pracownicy urzędu gminy. Jest też objęta pomocą w formie zakupu leków, a także otrzyma opał (jak co roku). Na okres zimy planujemy objąć rodzinę usługami opiekuńczymi. Z uwagi na specyficzny charakter tej rodziny problemem jest znalezieniem opiekunki. Zajęliśmy się też wywiezieniem wielkogabarytowych śmieci z ich podwórka. Z uwagi na stan zdrowia, wymagający zapewnienia warunków sanitarnych i mieszkaniowych, zaproponowałam na okres zimy i ewentualnego remontu dom pomocy społecznej - informuje Ewa Trzos, kierownik GOPS w Lubichowie.

Siłowe umieszczenie syna w placówce to potraktowanie go przedmiotowo

Do placówki miałby zostać przeniesiony Darek, bo tylko on kwalifikuje się z racji niepełnosprawności. Dla matki nie byłoby w nim miejsca. Mężczyzna zareagował z przerażeniem. Oświadczył, że do domu pomocy nie pójdzie. Jak ognia boi się wszelkich ośrodków. Ale jego zgoda może tu nie być potrzebna.

- Zostali uprzedzeni, że jeżeli syn nie wyrazi zgody na umieszczenie w domu pomocy społecznej na czas zimy i remontu, to może będę kierować sprawę do sądu o wydanie postanowienia o umieszczeniu w DPS bez wymaganej zgody. Sąd postanowienie wydaje w oparciu o opinię biegłego, co jest bardzo pomocne przy podejmowaniu tych trudniejszych decyzji, gdzie dobro podopiecznego jest ważniejsze, niż brak jego zgody na udzielenie pomocy - precyzuje Trzos.

Remont domu na pewno nie zostanie wykonany na koszt gminy. Czy znajdzie się ktoś, kto pomoże? Nie wiadomo. Kobieta jest bliska załamania. - Potrzebujemy tylko pomocy w remoncie, jakiegoś wsparcia przy opiece nad Darkiem i żebyśmy mieli jak dojechać do lekarza. Najgorsze, co mogłoby go spotkać, to zabranie go stąd siłą przez sądy. On tego nie przeżyje. Błagamy o pomoc! Chcemy normalnie, w spokoju żyć, tu jest przecież nasz dom. Nie wiem, czy ja to wszystko wytrzymam. Mówią nam, że chcą zabrać Darka tymczasowo, ale bardzo boję się, że jakimś sposobem usuną nas na zawsze. A my nie chcemy nigdzie stąd iść - Renata drży, jest bliska płaczu.

Sprawa nie jest taka biało-czarna. Zabranie Darka do placówki i rozłąka z matką może go zabić, ale tak samo może go zabić siarczysty mróz, który już teraz zapowiadają synoptycy. Kierownik GOPS twierdzi, że jest przeciwko radykalnym rozwiązaniom, ale...

Barierami są też progi, kładzie na nie stary sweter, żeby przeprowadzić wózek

- Załatwianie postanowienia sądowego trwa. Jeśli np. będzie duży mróz i Darek nagle podupadnie na zdrowiu, to co wtedy? Spotkam się z zarzutami, że nie zareagowałam z wyprzedzeniem - dodaje Ewa Trzos i wspomina, jak podczas ostatniej zimy Darek zachorował na ciężkie zapalenie płuc i trafił do szpitala.

Nie wolno im tego zabierać

Ilona Gorczyca-Prus, psycholog: - Rozumiem kierownika GOPS, w gminie nie ma mieszkań, a budżet i prawo są dziurawe, ale może jednak warto by było zorganizować choremu opiekę i zastanowić się nad poszukaniem jakiejś firmy remontowej? Przeniesienie do ośrodka brzmi bezdusznie, to byłaby ostateczność. Niedobrze by się też stało, gdyby do placówki trafił tylko syn. A co z matką? Tworzą rodzinę. Rozłąka byłaby dla nich kolejną katastrofą. Przecież mają tylko siebie. Poza tym może warto by było najpierw pokazać im taką placówkę, oswoić ich? Może mogliby uczestniczyć tylko w dziennych zajęciach? Siłowe umieszczenie syna będzie potraktowaniem go w sposób przedmiotowy. Najłatwiej jest tak zrobić.

Prof. dr hab. Krystyna de Walden-Gałuszko, psychiatra, sprawuje opiekę lekarską nad matką i synem: - Z tego, co słyszę od Renaty i Darka, to żyją oni w niezwykle ciężkich warunkach, wręcz na granicy nędzy. Pani Renata przeszła wiele. Na skutek tragedii życiowych dziś boryka się z problemami i narażona jest na wiele stresów. Nie jest w stanie sama podołać obowiązkom związanym z opieką nad synem. Jest już starszą osobą, sama ma kłopoty ze zdrowiem. Oczywiste jest to, że ta kobieta i jej syn potrzebują jak najszybciej wsparcia. Nie rozumiem, dlaczego do tej pory nie udzielono im efektywnej pomocy. Dlaczego nie zareagowali mieszkańcy, którzy przecież widzieli, jak ta kobieta pcha wózek z Darkiem? Gdzie w tym wszystkim jest gmina? Oni chcą pozostać w domu, który kobieta ma po matce. Nie wolno im tego zabierać. Oni nie chcą się stamtąd wyprowadzić, bo to ich ostoja. Trzeba im tylko pomóc wyremontować dom, wesprzeć matkę w czynnościach opiekuńczych, wyciągnąć do nich pomocną dłoń.

Prof. dr hab. med. Zbigniew Zdrojewski, konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób wewnętrznych: - Opisana sytuacja nie jest godna człowieka. Po dokładnym rozpoznaniu należy ustalić zakres pomocy. W pierwszej kolejności należy zapewnić godne warunki mieszkaniowe - mieszkanie powinno być suche, przystosowane do opieki nad pacjentem poruszającym się na wózku. Jeśli matka nie może dalej opiekować się synem, to być może powinien on znaleźć się w zakładzie opiekuńczo-leczniczym. Mam nadzieję, że znajdą się ludzie dobrej woli, którzy udzielą im „sąsiedzkiej” pomocy.

Gesty

Renata nisko się pochyla, pcha wózek z Darkiem. Idzie znów poboczem, tą swoją drogą krzyżową. Minęło ją jakieś auto. Kolejny ślepy kierowca? Ale nie. Samochód się zatrzymał, cofnął. Wysiadł młody chłopak. Zaproponował podwiezienie. Pomógł wsiąść Darkowi do pojazdu. A wózek, choć z wielkim trudem, umieścił w bagażniku.

- Nie mogłem przejechać obojętnie - tłumaczy.

Ale zdarzają się i takie opinie: - Widziałam, jak jechali taksówką. Kobieta raz w sklepie kupowała colę. To chyba aż tacy biedni nie są - napisała nam mieszkanka Lubichowa.

Ich losem zainteresował się pewien artysta estradowy. Zorganizował koncert. Zebrane dzięki temu pieniądze wpłaci na konto rodziny. Ktoś inny założył profil w serwisie Pomagamy.pl, poprzez który można przekazać na rzecz matki i syna nawet drobny datek. Pewna kobieta przesłała im paczkę ze środkami higienicznymi. Ktoś inny wysłał ręczniki.

Któregoś dnia Renata musiała pilnie pojechać z Darkiem do miasta. Podwiózł ją taksówkarz i nie wziął pieniędzy. Choć to krople w morzu, te gesty przywracają wiarę w człowieka.

- Koniecznie proszę napisać, że nie wszyscy są źli. Ja tym ludziom bardzo dziękuję. Jestem wdzięczna też za dobre słowo, to dla nas ogromne wsparcie - wzrusza się Renata Perfiłów.

Aha, Darek ma problemy z trawieniem. Pomaga wtedy cola.

Od autorki: Renata i Darek Perfiłów mieszkają dziś w wyremontowanym domu i pomaga im opiekunka. Właściciel jednej z firm budowlanych za darmo

Agnieszka Kamińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.