Vega: Policjantki są bardzo kobiece

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta
Dorota Kowalska

Vega: Policjantki są bardzo kobiece

Dorota Kowalska

O kobietach, jakie spotkał wśród policjantek, pracy z aktorami i książkach, które wydaje regularnie, mówi Patryk Vega - reżyser filmu „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”, który od wczoraj jest już w kinach

Kolejna książka o tym samym tytule co film, który wszedł właśnie do kin. Tym razem na pierwszym planie jest sporo kobiet. Dlaczego?

Był takim moment, kiedy po „Pitbull. Nowe porządki” spotkałem się z kadrowcami odpowiedzialnymi za rekrutację w policji i okazało się, że w zeszłym roku 40 procent przyjętych do służby funkcjonariuszy stanowiły kobiety - i to był chyba taki impuls do tego, aby stworzyć film o kobietach. Mnie zresztą ten temat interesował już na etapie studiów i jako socjolog, i jako dziennikarz zajmowałem się kobietami pracującymi w zawodach uznawanych za męskie. Wydawało mi się zwyczajnie fascynujące, jak kobieta wyposażona w zupełnie inną wrażliwość, jest w stanie sobie w takim męskim świecie radzić. Ale branie się za tego typu temat w przypadku policji parę lat temu byłoby nadużyciem. Kobiety były wtedy dużo bardziej dyskryminowane, kierowane raczej do pracy biurowej. Dzisiaj, kobieta oczywiście wciąż musi być dwa razy lepsza od faceta, żeby mieć taką samą pozycję w policji jak on, ale takich kobiet jest coraz więcej.

Patryk Vega
Fot.bartek syta Patryk Vega ( na górze) uważa, że to świetny pomysł, by policjantkę zagrała Joanna Kulig. Na zdjęciu widzimy ją z Pawłem Małaszyńskim

Pan takie kobiety spotkał w szeregach policji?

Osobiście znałem wiele kobiet, które miały lepsze wyniki od facetów, a przy tym były stuprocentowymi kobietami. Pamiętam, jak zaskoczeni byli współpracujący ze mną mężczyźni, kiedy widzieli te policjantki w cywilnych ubraniach. Kiedy potem mówiłem im, kim w rzeczywistości są i z jak ekstremalnymi sytuacjami stykają się w swojej pracy, trudno im było w to uwierzyć.

Wie Pan w policji, którą ja znałam, mało było kobiet w wydziałach zabójstw, wydziałach operacyjnych i tych, które zajmują się zwalczaniem przestępczości zorganizowanej. Kobiety dostawały robotę w wydziałach prewencji, administracji, no i sprawdzały się w roli rzeczników prasowych. Od trudnej roboty byli jednak faceci.

W dalszym ciągu mężczyźni przeważają. W mojej książce są bohaterki, które zrobiły zawrotną karierę w wydziałach do walki z przestępczością zorganizowaną, są bohaterki, które pracują w Centralnym Biurze Śledczym, czy w wydziałach do obserwacji. Kilka pierwszych pań, które opisuję, ma wciąż telefony na podsłuchach i biuro spraw wewnętrznych na karku, bo postępuje dość bezwzględnie z przestępcami - wywozi ich do lasu i tam często wymierza im sprawiedliwość. W związku z tym to, co starałem się pokazać w tej książce i filmie, to zupełnie inny wymiar pracy kobiet w policji.

W Pana filmie występują świetni aktorzy: Kulig, Cielecka, Bachleda-Curuś, Dereszowska, Grabowski. Jak Pan namawia ich do współpracy?

Ja aktorów po prostu kocham. Przekonuję ich miłością. Aktorzy narzekają, bo w Polsce reżyserzy dają im rolę biorąc pod uwagę przede wszystkim ich warunki fizyczne. Dla mnie jest dość oczywiste, że nie ma żadnej frajdy w graniu samego siebie, najfajniejsze są te zadania, kiedy możemy stworzyć kogoś, kto jest jak najdalej od nas. Ten zawód jest przecież bardzo często ucieczką od swojej osobowości. Ja sam szukam w tej pracy adrenaliny i dla mnie bardzo twórcze jest proponowanie aktorom zaskakujących ról. Jadę z nimi na tym samym wózku, nigdy nie wiem, czym skończy się nasza praca. Wspólnie ponosimy ryzyko: albo wyjdziemy z tego zwycięsko, wygramy jako zespół, albo polegniemy jako jednostki. Są reżyserzy, którzy pracują z tym samym zestawem aktorów, bo to im daje poczucie bezpieczeństwa. Ja nie lubię wchodzić do tych samych światów. Muszę mieć jako samiec wyzwanie, które mnie dopinguje do pracy, a osadzanie aktorów w zaskakujących dość rolach, takim wyzwaniem jest na pewno.

Drobniutka, filigranowa Joanna Kulig w roli policjantki, to rzeczywiście spore wyzwanie!

Jestem przeświadczony, że widownia będzie bardzo zaskoczona wszystkimi w zasadzie postaciami pokazanymi w tym filmie. Nie mogę się doczekać zderzenia wyobrażenia o Alicji Bachledy-Curuś z jej rolą „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”. Ciekawy jestem reakcjami widowni, obsadzenie Bachledy-Curuś w tym filmie spotyka się z największą ilością wątpliwości - to przykład postrzegania aktora przez pryzmat jego warunków fizycznych. Nie mogę się doczekać, jak ci wszyscy ludzie bardzo się zdziwią tym, co zobaczą.

Proszę mi powiedzieć: da się wyżyć w Polsce z pisania książek?

Tak, zdecydowanie. Można z tego żyć całkiem przyzwoicie, zapracować nie tylko na przysłowiową bułkę z masłem, ale na bułkę z masłem i szynką (śmiech).

To jest Pan chyba jednym z niewielu, którym się to udaje.

Trzeba sobie zdawać sprawę, że ja też ryzykuję tworząc swoje książki w tym sensie, że nie jestem autorem, który pisze w oparciu o zaliczkę, ale trochę biznesmenem, który także inwestuje w książkę: opłacam, finansuję jej tworzenie, w związku z czym partycypuję na partnerskich warunkach w zyskach.

Zauważył Pan, że świetnie sprzedają się mroczne książki: kryminały, książki o gliniarzach, spowiedzi gangsterów, albo świadków koronnych? Ludzie uwielbiają takie historie. Zastanawiał się Pan, czemu tak się dzieje?

Myślę, że z jednej strony, to niedostępny dla nich świat, ale jest kilka wiecznych tematów zarówno w telewizji jak i literaturze. Tymi obszarami jest właśnie policja, służba zdrowia czy wymiar sprawiedliwości. Dlaczego? Bo dotykają najbardziej newralgicznych sfer w życiu każdego człowieka, jak poczucie bezpieczeństwa, czy zdrowie. Splot konfliktów ludzkich powoduje, że te tematy są wieczne. Dlatego od wielu lat kręci się seriale o policjantach, lekarzach czy prawnikach. I będą one realizowane z pewnością przez następne dziesięciolecia. Podobnie jest z książkami z tych gatunków.

Jeśli ułożyć na półce w księgarni wywiad-rzekę z sędzią, super prawnikiem i świadkiem koronnym o pseudonimie Masa, to jak Pan myśli, co kupią ludzie?

Wie pani, gdyby ktoś zrobił wywiad z tym adwokatem bardzo uczciwie, nie pozwalając mu się wybielać, ale ostro pytając o jego pracę, to myślę, że byłoby to równie fascynujące jak wywiad ze świadkiem koronnym. Chcę teraz uderzyć w służbę zdrowie, bo nie było dotąd w Polsce filmu, czy serialu, który ocierałby się o realia współczesnej służby zdrowia. I jestem przeświadczony, że ostra opowieść o lekarzach, taki „Pitbull” o lekarzach będzie miał jeszcze większy potencjał komercyjny niż moje filmy policyjne. Mam w planach zrobienie filmu o nich i o wymiarze sprawiedliwości. W tym wypadku też jestem przekonany, że zarówno książka, jak film będą bardzo atrakcyjne.

Czyli mam rozumieć, że zarówno o służbie zdrowia jak i o wymiarze sprawiedliwości nie tylko nakręci Pan film, ale napisze też książki?

Generalnie szukając swojego charakteru pracy, zrozumiałem, że wspólnym mianownikiem moich filmów będzie dokumentacja. W moich filmach nie ma wymyślonych dialogów, ja zasysam je wszystkie z życia i nawet takie teksy jak: „Kur…, jaki fajny gołąb” naprawdę padły, scenarzysta tego nie stworzył. Naprawdę jest facet, który gada takie głupoty. W związku z tym dla mnie niejako normalną koleją rzeczy jest to, że robienie filmu poprzedzają setki godzin rozmów z bohaterami. Tego w filmie nie można zmieścić, bo film rządzi się swoimi prawami - ma konstrukcję, ekspozycję, punkty zwrotne - więc książka jest drugim utworem w tej samej kategorii, który wnosi jednak coś nowego. Patrzę na film i książkę, jako na dwa odrębne utwory. Wywiady zawarte w książce są częścią pracy nad filmem, które jednak warto opublikować, co czynię.

Mówi Pan, że jest w stanie wyżyć z pisania książek. Nie ma Pan wrażenia, że dzisiaj wszyscy piszą książki: dziennikarze, byli policjanci, prezenterzy pogody, celebryci?

Wie pani, nie mam od 10 lat telewizora, nie czytam prasy ani wirtualnych mediów, więc nie wiem, kto pisze książki, bo jestem oderwany od życia. Nie wiem o podstawowych rzeczach, które dzieją się w naszej polskiej rzeczywistości. Skupiam się na swoich filmach, pracuję nad nimi bardzo wnikliwie, ale nie śledzę życia społeczno-politycznego w tym kraju, czy na świecie. W związku z tym trudno mi na to pytanie odpowiedzieć. Myślę jednak, że nie wszystkim się udaje wydawać dwie książki rocznie. Jeśli ktoś pisze jedną książkę na pięć lat, to raz, że pewnie trudniej mu z tego żyć, dwa - ciężko nazwać go pisarzem, czy człowiekiem, który pisze książki. Ja wydaję dwie książki rocznie, jest to jakaś część mojej zawodowej pracy.

Nie wierzę! Żyje pan bez telewizora, bez wirtualnych mediów. To Pan jest jakiś dziwny. Dzisiaj wszyscy siedzą w internecie albo przed telewizorami.

A może jednak normalny?

Skupia się Pan wyłącznie na pracy?

Na pracy i na rodzinie, czy raczej na odwrót - na rodzinie i pracy.

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.