Ukraińcy mogą zarobić tyle co Polacy, ale tylko legalnie

Czytaj dalej
Fot. Fot. Sławomir Mielnik
Krzysztof Ogiolda

Ukraińcy mogą zarobić tyle co Polacy, ale tylko legalnie

Krzysztof Ogiolda

I to jest ich wielki problem. Bo według szacunków Związku Zawodowego Pracowników Ukraińskich w Polsce legalnie pracuje co najwyżej połowa z ponad miliona przybyszów zza wschodniej granicy.

Ukraińcy się buntują – mogliśmy niedawno przeczytać na wielu portalach – oczekują wyższych wynagrodzeń. Nawet 20-25 złotych za godzinę pracy. Pewnie wielu z nas czytało te doniesienia z niedowierzaniem, a czasem z zazdrością: Przecież ja, Polak, w swojej ojczyźnie tyle nie zarabiam. Więc czemu emigrant ma dostać aż tyle?

Sebastian Koćwin, przewodniczący rady OPZZ województwa opolskiego (w OPZZ zrzeszony jest Związek Zawodowy Pracowników Ukraińskich) radzi czytać takie doniesienia z dystansem.

- Specjaliści, którzy przyjeżdżają z Ukrainy do Polski - a od 2014 roku, czyli od wojny we wschodniej Ukrainie, jest ich rzeczywiści coraz więcej - mogą oczekiwać i oczekują większych wynagrodzeń. Tylko trzeba pamiętać, że to dotyczy nie ogółu pracowników z Ukrainy, tylko wąskiej grupy – przede wszystkim informatyków i innych fachowców z branży komputerowej czy robotyki. Ale Ukraińcy w Polsce to są przede wszystkim pracownicy budowlani, osoby zainteresowane pracą w rolnictwie, ogrodnictwie czy w gastronomii, w branży mięsnej czy przy sprzątaniu. Powoli otwiera się na Ukraińców, a raczej na Ukrainki, opieka nad seniorami. I oni o tyle mogą liczyć teraz na podwyżki, że są często pracownikami sezonowymi, na których w okresie letnim jest większy popyt. Wreszcie stawki, jakie pojawiły się na portalach, pochodzą przede wszystkim z województwa mazowieckiego, gdzie w ogóle zarabia się więcej niż w innych regionach Polski.

Nie ma wątpliwości, że nawet płaca minimalna regularnie płacona jest dla wielu przybyszów ze Wschodu dobrem nie do pogardzenia. Potwierdzają to liczby. Kilka dni temu pisaliśmy w nto, że w połowie roku przyjechało do Polski tylu imigrantów zarobkowych co w całym roku ubiegłym. Zdecydowana większość z nich to Ukraińcy. Łączna liczba pracowników z tego kraju w Polsce na pewno przekroczyła milion.

Polscy przedsiębiorcy wskazują na nielojalność Ukraińców: Potrafią rzucić pracę z dnia na dzień...

Tylko że mamy w Polsce bardzo różnych Ukraińców – mówi Anna Zenkovska, która od siedmiu lat mieszka w Opolu i prowadzi tu salon fryzjerski. - Wszystkich przyciąga do Polski stabilność ekonomiczna i prawna, której na Ukrainie nie ma. Ale inaczej zachowują się ludzie po studiach, którzy przyjeżdżają tu z rodzinami i z jednoznacznym zamiarem, żeby osiąść na stałe, a inaczej ci, którzy chcą zarobić sezonowo przy zbiorze truskawek. Ci pierwsi, wykształceni i przygotowani, często znają lepiej prawo pracy i warunki prowadzenia biznesu w Polsce niż sami Polacy. Oni w ogóle nie szukają pracy na czarno, a w robocie legalnej nie dadzą się oszukać. Ktoś, kto wpadł na chwilę i zaraz będzie wracał do siebie, często przyjmie pracę na każdych warunkach. Byle zarobić parę groszy i byle się – w przeliczeniu - opłacało. Nie dziwię się tak bardzo, że wielu Ukraińców godzi się pracować w szarej strefie, zwłaszcza jeśli pracodawca coś w zamian za rezygnację ze świadczeń dopłaci. W swojej ojczyźnie też byli nierzadko zmuszeni na takie warunki się godzić.

Pani Anna takich dylematów nie ma. Czeka jeszcze na polskie obywatelstwo, ale ma dokument rezydenta Unii Europejskiej. I korzysta z niego znakomicie. Robi wspólne biznesowe projekty z Włochami i Niemcami, W Gdańsku organizuje konkurs z udziałem fryzjerów z Włoch, ale także z Ukrainy i Rosji. Integruje Wschód z Zachodem.

- Jeszcze z mamą byłam w byłej Jugosławii – wspomina. - Udało się zobaczyć Włochy, Chorwację, całkiem inny świat. To wtedy zatęskniłam za swobodą, za łatwością poruszania się. A u siebie, żeby dostać paszport, trzeba było dać łapówkę. Dziś tę upragnioną swobodę mam. W przyszłym tygodniu lecę do Włoch, później do Paryża.

Na Zachód nie uciekają

Od czerwca Ukraińcy mogą wjeżdżać do krajów Unii Europejskiej bez wiz – na 90 dni. W założeniu – powinien to być pobyt turystyczny, niezwiązany z pracą.

- Można się było obawiać, że pojadą do Belgii czy Holandii i będą woleli nielegalnie tam pracować i zarabiać w euro – zauważa Sebastian Koćwin. - Ale to się na razie nie potwierdziło. Ukraińcy wolą Polskę, bo stąd mają bliżej do domu, łatwiej się im nauczyć słowiańskiego języka. A nasze płace, choć niższe niż w Niemczech czy innych krajach zachodnich dla nich są konkurencyjne. Nie tylko zostają, ale wciąż ich przybywa, w niektórych regionach Polski urzędy wojewódzkie korkują się z wydawaniem lub przedłużaniem pozwoleń na pobyt i pracę. Jak Ukrainiec czeka trzy miesiące na nowy dokument, to on sam ma problem, bo żyje w Polsce nielegalnie, a jeszcze większy kłopot ma jego pracodawca. Zwalniać dobrego, wdrożonego pracownika nie chce, a każda kontrola PIP-u kończy się wysoką karą.

Anna Korczagina jest w Opolu od września ubiegłego roku. Teraz już z całą rodziną, bo do niej i męża dołączyła niedawno córka, studentka Uniwersytetu Lwowskiego. Ma nadzieję, że wkrótce będzie mogła kontynuować naukę w naszym mieście. - Czułam się w domu dobrze i nie przyjeżdżałabym tutaj, jeśliby tam, skąd pochodzimy, nie było wojny. Musiałam wyjechać, bo tam było po prostu niebezpiecznie – mówi pani Anna. - Myślę, że nawet kiedy wojna się skończy, na Ukrainę już nie wrócimy. Za dużo czasu upłynęło, zbyt wiele się zdarzyło. Będziemy czekać, a już za parę lat - mam nadzieję - Polska będzie miała z nas nowych obywateli.

Prognozy makroekonomiczne w Polsce i w Europie wskazują, że napływ pracowników w ogóle, w tym Ukraińców, do Polski będzie trwał. Chyba że zdarzy się jakiś globalny kryzys – uważa Grzegorz Kuliś, prezes zarządu firmy Weegree, Opolskiej Agencji Pracy.

Pan Kuliś zna sytuację pracowników imigrantów (jego firma zatrudnia tysiąc osób z pięciu krajów) , świetnie zna też Ukrainę, często tam jeździ. Podkreśla, że tamtejszych pracowników spycha do Polski nie tylko wojna, ale i sytuacja społeczna.

- Trwają tam kampanie radiowe i telewizyjne przeciwko korupcji – mówi – ale to jest zadanie na lata. Na razie jest tam pod tym względem źle. Brakuje pracy za płacę, która pozwala godnie przeżyć. Więc podaż pracowników do Polski jest gwarantowana. Jest i popyt, skoro gospodarka ma się dobrze, inwestorzy krajowi i zagraniczni są, to ręce do pracy są potrzebne. Na Opolszczyźnie, dodatkowo osłabionej wieloletnimi migracjami i złą sytuacją demograficzną, szczególnie.

Grzegorz Kuliś nie ma wątpliwości, Ukrainiec – jeśli nie pracuje na czarno – wręcz nie może zarobić mniej niż jego kolega Polak, bo prawo zabrania dyskryminacji ze względu na narodowość.

- Próbuje się to czasem obchodzić, np. inaczej nazywając stanowisko pracy obcokrajowca, ale zasadniczo prawo takie sytuacje blokuje - mówi. - Roszczeniowość tych pracowników rzeczywiście rośnie. Wraz z wynagrodzeniami w Polsce. Oni nie chcą pracować – i słusznie – za mniejsze pieniądze niż Polacy. A czasem, znam sporo takich przypadków, pracownik z Ukrainy zarabia de facto nie tylko tyle samo, tylko więcej niż Polak, bo korzysta na przykład z bezpłatnego zakwaterowania. Są dziś w Polsce pracownicy – Nepalczycy, Uzbekowie, Hindusi, którzy są znacznie bardziej od Ukraińców zdesperowani i wręcz płacą za to i to dużo (1,5-2 tys. dolarów) – choć prawnie jest to zakazane – żeby dostać pracę, często na czarno. Ukrainiec w takie zależności nie wpada. Może do ojczyzny nie wróci, ale zwykle jest w stanie znaleźć w Polsce nowego pracodawcę. Oni posługują się internertem, na portalach wymieniają informacje o pracodawcach. Słowem radzą sobie.

W związku - dwa promile

Żeby mogli radzić jeszcze lepiej powstał – przy wsparciu OPZZ – Związek Zawodowy Pracowników Ukraińskich.
- Zależy nam, by możliwie wszyscy Ukraińcy pracowali w Polsce legalnie – podkreśla przewodniczący zarządu Jurij Kariagin. - Wtedy ich składki przyczynią się do rozwoju ekonomicznego w Polsce, a im staż pracy będzie się liczył na Ukrainie. Problemem są nieprawdziwe zaproszenia do pracy wysyłane przez nieuczciwych pośredników. Obywatel Ukrainy przyjeżdża i okazuje się, że pracy dla niego nie ma. Usunięcie takich problemów to zadanie dla państwa polskiego. Wiele sobie obiecujemy po zapowiadanych na styczeń 2018 nowych ustawach. Polska do 2020 roku będzie potrzebowała 5 mln pracowników. Ta wiadomość mnie cieszy. Dziękuję wszystkim Polakom, którzy się uczciwie do Ukraińców odnoszą.

Jurij Kariagin nie ukrywa, że choć w Polsce jest ponad milion jego rodaków do związku zawodowego należy raptem dwa tysiące osób, niecałe dwa promile. Ale do niedawna było ich ledwo pięciuset.

- Ukraina jest krajem postkomunistycznym – przyznaje lider związku – i stosunek do związków zawodowych jest inny niż w Polsce i na Zachodzie, gdzie nawet papież na Watykanie mówi o znaczeniu związków zawodowych dobrze. Ale świadomość się zmienia. Coraz częściej nasi rodacy w Polsce już wiedzą, że jak się zapiszą do związku, to 10 zł składki na miesiąc da im możliwość skorzystania w razie kłopotów z porad i z pomocy prawnej. To znacznie, znacznie mniej niż trzeba dać prywatnie prawnikowi, żeby w ogóle wejść do jego gabinetu.

Pytamy Jurija Kariagina, ilu Ukraińców w Polsce pracuje na czarno. Szacuje, że mniej więcej połowa. Ale i to jest być może przesadny optymizm. W ZUS zgłoszonych do ubezpieczenia jest raptem około 270 tysięcy Ukraińców na ponad milion zatrudnionych.

- Ciągle zdarza się tak, iż ukraińscy pośrednicy przywożą pracowników do Polski na przykład na truskawki – mówi. - Obiecują 13 zł za godzinę. Ale potem pośrednik zabiera 5-6 zł, pracodawca nie wszystko wypłaca i pracownik na rękę dostaje 4-5 złotych. Kiedy pojawiła się możliwość bezwizowego wjeżdżania do Polski, natychmiast pojawiły się na Ukrainie oferty zamiany tego pobytu na pozwolenie na pracę. Były u mnie kobiety, które chciały z takiej oferty pod Lublinem skorzystać. Pracy nie ma, zaliczka przepadła, a numer pod którym się umawiały nie działa. Nie waham się powiedzieć, że część pracowników ma do czynienia z ukraińsko-polską mafią. Doświadczyłem jej gróźb. Ale to nie znaczy, że skargi na pracodawców, którzy np. nie płacą, przyjmuję w ciemno. Zawsze wysłuchujemy drugiej strony. Pracodawca też może mieć jakieś chwilowe kłopoty.

Nierzadko w publicznych dyskusjach można usłyszeć dobre opinie o Ukraińcach i ich pracy. Pojawiają się nawet analogie ze Ślązakami wyjeżdżającymi przed laty na saksy do Niemiec.

- Uważam, że ten pozytywny stereotyp nie potwierdza się w rzeczywistości – dodaje Grzegorz Kuliś. - Ukrainiec nie pracuje taniej od pracownika polskiego. Łatwiej mu walczyć o swoje, bo wielu z nich dobrze zaadaptowało się do naszego rynku pracy. Jakości ich pracy nie sposób porównać z tym, jak funkcjonowali polscy przybysze ze Śląska, zarówno przed akcesją do Unii, jak i po niej. Nasz etos, ambicja, zaangażowanie jest nie do porównania z postawą pracowników ukraińskich. Oczywiście, z uogólnieniami trzeba być ostrożnym. Na pewno są wśród nich osoby bardzo wartościowe, ambitne, które fajnie pracują. Ale generalnie są to często pracownicy nielojalni, którzy za 50 groszy więcej na godzinę porzucą pracę i pójdą do kogoś innego, bez zachowania okresu wypowiedzenia. Uczciwie mówimy pracodawcom, którzy chcą zatrudniać Ukraińców, że są to pracownicy mentalnie inni od Polaków.

- Nierzadko sami swojej opinii szkodzimy – przyznaje Anna Zenkovska – kiedy otwarto ruch bez wiz, jechałam autokarem do Polski. Po ukraińskiej stronie odprawa błyskawiczna, nawet nie musieliśmy wysiadać z pojazdu. Po polskiej stronie postój trwał siedem godzin. Drobiazgowo sprawdzano nie tylko dokumenty, ale i bagaże. Ludzie byli wściekli. Niesłusznie. To była reakcja na masowy przemyt, m.in. papierosów. Wcale się nie dziwię, że polska Straż Graniczna się przed tym broni. Przecież to są konkretne straty dla Polski.

Krzysztof Ogiolda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.