Twórca państwa totalnego. Kim Ir Sen, czyli „dzieło” Stalina

Czytaj dalej
Fot. archiwum
Włodzimierz Knap

Twórca państwa totalnego. Kim Ir Sen, czyli „dzieło” Stalina

Włodzimierz Knap

15 kwietnia 1912 Urodził się Kim Song-ju, znany jako Kim Ir sen W Korei Północnej lata liczą się od dnia jego narodzin, czyli od soboty jest tam 106. rok życie satrapy jest pełne tajemnic Oficjalny życiorys do cna zakłamano Koreańczycy uczeni są, że był najwybitniejszym człowiekiem w dziejach świata.

Stalin, Mao Zedong, Pol Pot czy Enver Hodża chcieli stworzyć państwa totalne. Takie, jakie opisał Georg Orwell w „1984”. Na szczęście, nie udało im się zrealizować w pełni koszmarnej wizji brytyjskiego pisarza. Nie zbudowali więc kraju, gdzie ludzie byliby w sposób całkowity kontrolowani, bezwolni wobec przywódcy i absolutnie od niego zależni, wykonujący rozkazy i wyrażający przy tym wdzięczność, że zredukował ich do roli bezmyślnych wykonawców jego woli.

Wspomnianym dyktatorom nie udało się zmienić poddanych w marionetki, wierzące w ich doskonałość, wyrażające radość z tego, że mogą żyć tylko po to, by okazywać swą nijakość i marność wobec przywódcy. Nie potrafili też zadbać, by cały potencjał państwa, technologiczny, organizacyjny czy ideologiczny, został skoncentrowany na nich.

On potrafił

- Jeżeli ktoś myśli, że nie może istnieć państwo, które jest kalką Orwellowskiej arcykatastroficznej wyobraźni, myli się - podkreśla prof. Waldemar Dziak z PAN i Collegium Civitas. - Ono jest. To Korea Północna; państwo spełnionego totalitaryzmu. Na jego czele od prawie 70 lat stoją ludzie, którzy niemal idealnie odpowiadają wizji przywódcy opisanej przez brytyjskiego literata, a pierwszym z nich był Kim Ir Sen - dodaje prof. Dziak, biograf dyktatora, autor monografii dziejów Korei Północnej i licznych prac dotyczących tego kraju oraz rodziny Kimów.

Według prof. Dziaka, nie można zrozumieć Korei Północnej bez wglądu w życiorys Kim Ir Sena, który według propadandy wywarł decydujący wpływ na powstanie państwa i zmienił je w „raj robotników”, „oazę szczęścia” czy „komunistyczną jutrzenkę wolności”. - Można się śmiać z tych określeń, nie zapominajmy jednak, że to absolutna tyrania. Miliony żyją tam w warunkach, które trudno pojąć nawet ludziom o wielkiej wyobraźni - mówi prof. Dziak.

On jest wszędzie

Dr Marceli Burdelski, jeden z najlepszych na świecie znawców historii i współczesności Półwyspu Koreańskiego, wykładowca na UJ i Uniwersytecie Gdańskim, uświadamia, że roli Kim Ir Sena dowodzić może choćby to, że w Korei Północnej rok zaczyna się od daty jego urodzenia.

- 15 kwietnia północni Koreańczycy rozpoczęli 106. rok, bo w ubiegłą sobotę wypadła 105. rocznica urodzin Kim Ir Sena - mówi dr Burdelski. W rocznicę śmierci dyktatora obowiązuje zakaz uśmiechania się. Kraj ma być pogrążony w żałobie. Na ulicach zakazane są głośne rozmowy. Nie wolno pić alkoholu. On jest wszędzie, choć coraz mocniej swoją obecność akcentuje dzisiejszy przywódca, czyli Kim Dzong Un, wnuk „Wielkiego Wodza”, „Wiecznego Przywódcy”, jak określany jest jego dziadek. Niemniej fundamentem Korei jest pieczołowicie pielęgnowany kult założyciela dynastii.

Dr Burdelski przyznaje, że bardzo trudno odpowiedzieć na pytanie, czy Koreańczycy autentycznie wierzą w boskość „ojca założyciela”. Czy autentyczny jest ich ból i płacz w każdą rocznicę. - Gdyby jej mieszkańcowi zadać takie pytania, nie tylko nie uzyska się odpowiedzi, lecz wręcz narazi się rozmówcę na wielki niepokój, obawę, czy nie dotkną go poważne konsekwencje z tej przyczyny, że spotkał się z kimś, kto o takie kwestie pyta - mówi dr Burdelski. - Natomiast inną ocenę Kim Ir Sena mają uciekinierzy z tego „raju na ziemi”.

Heros, bóstwo, geniusz

Kim Ir Sen był i jest przedstawiany jako heros oraz bóstwo. Żywoty chrześcijańskich świętych są skromne w porównaniu z tym, co przedstawiają oficjalne biografie wodza. Określany jest m.in. jako „Syn Słońca”, „Najwybitniejszy Człowiek w historii świata”, „Pogromca największych potęg”. Dzieci w szkole uczą się, że dzięki niemu wschodzi słońce, nastaje dzień, a ludzie w stanie agonalnym odzyskują radość życia.

Prof. Dziak zapytał kiedyś chrześcijankę z Korei Północnej, czy nie widzi sprzeczności między wiarą w Chrystusa a traktowaniem „Wiecznego Przywódcy” jak bóstwa. Odpowiedziała mu z całą powagą: „Przecież to jest jedna i ta sama osoba”.

Prof. Dziak przyznaje, że praca nad życiem Kim Ir Sena to poruszanie się w nieprzeniknionych ciemnościach. Wszechobecne są mity i legendy. Kreował je i podtrzymywał sam „Wielki Wódz”, a podkręca do monstrualnych rozmiarów machina państwa Kimów. I chociaż o „Wiecznym Przywódcy” powstają w Korei liczne prace, to jego życie otoczone jest wieloma tajemnicami.

- O wiele więcej o nim nadal nie wiemy, niż wiemy - ocenia prof. Dziak. - Ale niezależnie od tego, co w przyszłości poznamy, niezmienne zostanie to, że był jednym z najokrutniejszych dyktatorów w dziejach świata i twórcą najstraszliwszej tyranii.

Kim Ir Sen został przez Stalina wybrany pod koniec II wojny światowej na władcę, który będzie rządził Półwyspem Koreańskim. Wychowano go w stalinowskim systemie wartości, czyli umiłowaniu przywódcy, który stoi na czele kraju. Uczeń przewyższył z czasem nauczyciela. Kim uznał, że kult jednostki będzie najlepszym sposobem, żeby legitymizować swoją władzę. Było to szczególnie skuteczne w kraju konfucjańskim, gdzie tradycyjne wartości i szacunek są wpajane ludziom od stuleci.

Załgany życiorys

Według propagandy Kim Ir Sen wkroczył w 1945 r. na teren swojej ojczyzny jako sławny zwycięzca i pogromca japońskiego okupanta. Z prawdą niewiele ma to wspólnego. Zresztą prawie każdy komunistyczny przywódca miał dwa życiorysy: faktyczny i spreparowany. Ale chyba żaden z nich nie miał tak zakłamanego, jak Kim Ir Sen.

Legendę wymyślono mu na rozkaz Stalina, który chciał mieć swojego człowieka w strategicznie ważnym miejscu, zwłaszcza w kontekście rywalizacji generalissimusa z USA. Do 1953 r. Kim robił wszystko, czego chciała Moskwa. Ona zresztą przygotowywała mu plany, oczekując precyzyjnej ich realizacji.

Dopiero pod koniec lat 90. w Korei Północnej przyznano, że Kim Ir Sen w czasie II wojny światowej przebywał w ZSRR. Ale nadal Koreańczycy nie mogą się dowiedzieć o przeszkoleniu wywiadowczym odbytym przez Kima i zdobyciu przez niego stopnia kapitana Armii Czerwonej.

Jego pobyt w ZSRR przedstawia się jako wielkie pasmo sukcesów. Kim nie jest politycznym zbiegiem, uciekającym przed armią japońską, lecz sławnym generałem potężnej armii, który na terenie Związku Sowieckiego prowadzi negocjacje z przywódcami ZSRR i Chin, i w niczym im nie ustępuje.

Na świat przyszedł jako Kim Song-ju we wsi Mangyongde. Propaganda KRLD podaje, że jego rodzice oraz dziadkowie mieli prawidłowe klasowo pochodzenie i brali aktywny udział „w antyimperialistycznym ruchu oporu”, tworząc liczne organizacje. Naprawdę ojciec Kim Ir Sena nazywał się Kim Guong Dzik i żadnych organizacji nie zakładał. Był zamożnym chłopem, pracował jako nauczyciel. Jego żoną była Kang Bon Sok, córka dyrektora szkoły, w której był zatrudniony. „Matka Korei”, jak jest nazywana, była praktykującą chrześcijanką, która życie poświęciła wychowywaniu dzieci i nie działała w ruchu oporu.

Stefek Burczymucha

Rodzina przyszłego „Ojca Narodu” wyemigrowała z okupowanej przez Japonię Korei do Mandżurii. On chodził tam do chińskiej szkoły, a edukację zakończył na ośmiu klasach. Kim Ir Sen chwalił się: „Gdy miałem 14 lat, przedostałem się przez rzekę Amnokkan, powziąwszy twarde postanowienie, że nie wrócę do Ojczyzny, dopóki Korea nie będzie niepodległa”.

Jego rodacy cały czas uczą się, że działalność rewolucyjną rozpoczął jako sześciolatek. Osiem lat później założył Związek na Rzecz Obalenia Imperializmu, którego celem było doprowadzenie do niepodległości Korei. Jako 15-latek założył trzy kolejne organizacje. W latach 30. XX wieku miał walczyć jako partyzant z Japończykami. Był twórcą Antyjapońskej Amii Partyzanckiej, którą w 1934 r. przekształcił w Koreańską Armię Ludowo-Rewolucyjną.

Ta trzecia prawda...

Zdaniem znawców tematu, w tym prof. Waldemara Dziaka, cała ta opowieść to bajka. Historia rewolucyjnej kariery Kima została wyssana z palca. Nie założył żadnej organizacji, bo one nie istniały.

Na pewno w 1929 r. został aresztowany za udział w nielegalnym zebraniu prawdopodobnie Mandżurskiej Federacji Młodzieży Komunistycznej. Z racji młodego wieku Japończycy szybko wypuścili go na wolność. Przyjął wtedy nowe imię: Ir Sen - „Stający się Słońcem”.

Po 1930 r. wstąpił do chińskiej partyzantki komunistycznej walczącej w Mandżurii. Został dowódcą małego oddziału partyzanckiego toczącego z Japończykami drobne potyczki, przedstawiane później jako wielkie i zwycięskie bitwy.

W 1941 r. oddział Kima został rozbity, a on przedostał się na teren ZSRR. Studiował w Chabarowsku w Szkole Wywiadu NKWD. W 1945 r. Związek Sowiecki zajął Mandżurię i północną część Półwyspu Koreańskiego, do 38. równoleżnika, co było uzgodnione z USA na konferencji w Kairze. Kim Ir Sen trzy tygodnie po zdobyciu Korei Północnej został przewieziony na jej teren na pokładzie okrętu „Pugaczow”.

Co może propaganda

W Korei Kim był nieznany. Mógł liczyć tylko na Stalina. Sowiecka propaganda szybko zrobiła z niego „legendarnego generała”. I postanowiła zaprezentować go rodakom na wiecu. Wypadł źle, bo słabo mówił po koreańsku (przeszło połowę życia spędził poza krajem). Jego wystąpienie, napisane przez Sowietów i przetłumaczone na koreański, zostało chłodno przyjęte. Jednak z woli Stalina ruszyła gigantyczna machina propagandowa.

Wojna koreańska (25 czerwca 1950 r. - 27 lipca 1953 r.) doprowadziła do śmierci ponad 1,5 mln osób, w tym blisko pół miliona chińskich „ochotników”. W gruncie rzeczy był to konflikt amerykańsko-chiński, ale głównym rozgrywającym był Stalin. Niemal do końca PRL-u propaganda przekonywała, że wojnę wywołali „rewizjoniści i sprzedawczycy z Południa, wspierani przez imperialistów z USA”. Chyba tylko prof. Maria Turlejska, skądinąd niezwykle ciekawa postać, przedstawiała, ale nie od razu, wersję prawdziwą, czyli odwrotną niż oficjalna.

Rok 1953 był dla Kim Ir Sena niezwykle trudny. Jego państwo poniosło klęskę. I umarł Stalin, potężny opiekun polityczny, kreator legendy, gwarant władzy. Kim został sam. Postawił zatem wybić się na niezależność, choć nie zamierzał przestać korzystać ze wsparcia ekonomicznego ZSRR, a także całego bloku sowieckiego.

Kim Ir Sen od 1948 do 1994 r. rządził KRLD. Dziś jest tam prawie 35 tys. upamiętniających go pomników i tablic. We wszystkich domach i urzędach obowiązkowo muszą wisieć obrazy przedstawiające „Ojca Narodu”.

Włodzimierz Knap

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.