Traugutt.org przychodzi z pomocą Polakom na Wschodzie

Czytaj dalej
Fot. ze zbiorów Traugutt.org
Marek Adamkowicz

Traugutt.org przychodzi z pomocą Polakom na Wschodzie

Marek Adamkowicz

Cztery dni na Kresach, niby niewiele, ale wrażeń tyle, że wolontariuszom ze Stowarzyszenia Traugutt.org trudno wszystkie objąć wspomnieniem. Były wzruszenia, słowa życzliwe i nadzieja na kolejne spotkania.

Wschód ma w sobie moc hipnotyczną. Kto raz zobaczył Wilię, Niemen czy Pełtew, będzie chciał tam powrócić. Tak jak wolontariusze ze Stowarzyszenia Traugutt.org z Pruszcza Gdańskiego, którzy od pięciu już lat jeżdżą z pomocą dla rodaków na dawnych Kresach. Ostatnia wyprawa była ledwie kilka dni temu, za kilka dni będzie kolejna.

- Bierzemy udział w ogólnopolskiej akcji „Rodacy Bohaterom” - mówi Jacek Świs, prezes Traugutt.org. - Przed Bożym Narodzeniem przygotowujemy paczki, które potem zawozimy osobom najbardziej potrzebującym, głównie sybirakom i kombatantom. Do tej pory wspomagaliśmy Polaków na Wileńszczyźnie, jednak tym razem postanowiliśmy dotrzeć do rodaków na Białorusi.

Chociaż Jacek Świs wielokrotnie podróżował na Kresy, to ostatni wyjazd był na swój sposób szczególny. Po raz pierwszy trauguttowcy wybrali się do Wołkowyska, miasta, które wydało na świat m.in. reportażystkę Teresę Torańską, gen. Janusza Brochwicz-Lewińskiego i Ludwika Benoit, niezapomnianego Luśnię z „Przygód pana Michała”. A poza tym...

- To inny świat - przyznaje społecznik. - Litwa to Unia Europejska, Białoruś już nie. Pomiędzy nimi granica, której przekroczenie nie jest sprawą łatwą. Trudności jednak nas nie zrażają. Najważniejsi przecież są nasi rodacy.

Półtorej tony serca

Do Wołkowyska siedmioosobowa grupa wolontariuszy przewiozła 150 paczek, każda po dziesięć kilogramów - w sumie półtorej tony. Dużo i niedużo zarazem. Można powiedzieć, że z jednej strony Pomorzanie, którzy ufundowali złożoną w paczkach żywność i środki czystości okazali wielkie serce, ale jednocześnie potrzeby są ogromne.

- Część z tych stu pięćdziesięciu paczek przekazaliśmy bezpośrednio do potrzebujących - dopowiada Marta Gruszkowska, wolontariuszka. - Reszta została rozdysponowana poprzez Związek Polaków na Białorusi.

Wolontariusze zgodnie przyznają, że spotkanie z Kresowianami rekompensuje im wszystkie trudy związane z przeprowadzeniem akcji. Każdy wyjazd z paczkami jest poważnym wyzwaniem logistycznym. To dziesiątki wykonanych telefonów, tysiące przejechanych kilometrów, nieprzespane noce, ale - jak mówi Jacek Świs - rozmowy z rodakami i ich reakcje w pełni rekompensują ten wysiłek.

- Człowiek wraca z dodatkową motywacją i świadomością, że jest dla kogo organizować kolejne akcje - przyznaje społecznik.

Pogmatwane losy

Historia nie oszczędzała tych terenów. Niejeden raz przetaczały się przez nie fronty wojen i powstań. Stąd też w opowieściach starszego pokolenia tak często pojawiają się te same motywy - bieda, deportacja, niemoc w zderzeniu z obcą przemocą.

- Ludzie, których odwiedzaliśmy, często mieli potrzebę podzielenia się swoimi doświadczeniami, tak jak pani Danuta Eberts, którą wywieziono do Kazachstanu w roku 1952, ledwie kilka miesięcy przed śmiercią Stalina - mówi Jacek Świs. - Kiedy wreszcie pozwolono jej wrócić, opiekowała się sybirakami z Wołkowyska, a teraz, choćby z racji wieku, sama potrzebuje pomocy.

Wolontariusze z wizytą u Władysława Uchnalewicza. Pierwszy z lewej Jacek Świs, prezes Stowarzyszenia Traugutt.org
ze zbiorów Traugutt.org Danuta Eberts (na zdj. w środku) przeżyła gehennę zesłania, na Sybir wywieziono ją w roku 1952. Kiedy wróciła w rodzinne strony, opiekowała się sybirakami z Wołkowyska

Dziś pani Danuta mieszka w małym mieszkaniu w bloku. Odwiedzając ją wolontariusze mogli się przekonać, jak ważne miejsce w jej sercu zajmuje Polska. Tak chętnie rozmawiała o polskich książkach i ulubionych autorach, cieszyła się, że paczkę, ten znak pamięci, dostała z... no właśnie, jak to powiedzieć? Z Polski? Z kraju? Trudno ubrać w słowa fakt, że wolą obcych mocarstw zmieniły się granice. Ludzie, którzy od urodzenia byli obywatelami Rzeczpospolitej zostali od niej oddzieleni kordonem. Wśród nich Władysław Uchnalewicz, w młodości harcerz i żołnierz Armii Krajowej, pseudonim Kret, którego po wejściu Sowietów w 1944 r. wcielono do Armii Czerwonej, następnie zaś aresztowano pod zarzutem przygotowywania ucieczki samolotem wojskowym do Londynu. Dostał karę śmierci, którą zamieniono na 25 lat ciężkich robót w Workucie i na Nowej Ziemi. Szczęśliwie, po śmierci Stalina, wyrok zmniejszono i w 1957 r. pan Władysław powrócił do Wołkowyska. Założył rodzinę, a resztę życia przepracował jako budowlaniec.

Dopóki tacy ludzie jak Danuta Eberts i Władysław Uchnalewicz żyją, trwa pamięć polskiej przeszłości tych ziem. Jak długo przetrwa, w znacznej mierze zależy od młodego pokolenia.

Cała nadzieja w młodych

- Pocieszające, że w Wołkowysku, o czym dowiedzieliśmy się dopiero na miejscu, istnieje szkoła polska. Wymaga ona jednak wsparcia, dlatego w przyszłości zamierzamy zorganizować pomoc również dla uczniów - zapowiada Jacek Świs. - Widać, że mają oni świadomość polskich korzeni, bywa, że chcą swoją przyszłość wiązać z Polską. W utrzymywaniu kontaktów z krajem pomaga im Karta Polaka.

Po latach życia w realiach sowieckich, rozbudzanie polskości w Wołkowysku nie było łatwe. Anna Sadowska, pierwsza prezes miejscowego oddziału ZPB, podkreśla, że wielkim sukcesem było uzyskanie zgody od władz białoruskich na budowę szkoły. Żeby ją dostać, należało zebrać odpowiednią liczbę chętnych. Nie każdy miał śmiałość przyznać się do pochodzenia. Na szczęście, szkoła powstała. Uczniowie poznają język, biorą udział w obchodach polskich świąt narodowych, opiekują się miejscami pamięci, które potwierdzają dramatyczną historię tych stron. Są groby powstańców styczniowych, żołnierzy wojny polsko-bolszewickiej i ofiar totalitaryzmów sowieckiego i niemieckiego. Jednak to, co jest ważne dla Polaków, jest tylko częścią zbiorowej świadomości współczesnych Białorusinów. Żeby się o tym przekonać, wystarczy zajrzeć do parku w nieodległej od Wołkowyska Świsłoczy. Na niewielkiej przestrzeni można zobaczyć „pamiatniki” poświęcone poległym w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej, żołnierzom z Afganistanu, nadto Leninowi, Stalinowi i... Romualdowi Trauguttowi, ostatniemu dyktatorowi powstania styczniowego. Ten ostatni został wzniesiony w dziesiątą rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Zdewastowany w czasie wojny, został odrestaurowany pod koniec lat 80.

- Będąc w tamtych stronach, nie mogliśmy sobie odmówić wizyty w Świsłoczy, gdzie w gimnazjum uczył się patron naszego stowarzyszenia. Można powiedzieć, że zobaczenie tego miejsca było dla nas takim małym bonusem za zorganizowanie pomocy. Tą wielką nagrodą jest serdeczność, z jaką zostaliśmy przez rodaków przyjęci - tłumaczy szef Stowarzyszenia Traugutt.org

Mamy wspólną historię, możemy porozmawiać w ojczystym polskim języku. Wierzymy, że Polska o nas nie zapomina

Maria Tiszkowska, prezes wołkowyskiego oddziału ZPB, nie wyobraża sobie, żeby gości z Polski można było przyjąć jakoś inaczej.

- Każdy przyjazd naszych rodaków daje nam dużo sił do przetrwania nie najlepszych czasów - mówi pani Maria. - Mamy wspólną historię, możemy porozmawiać w ojczystym polskim języku. Wierzymy, że Polska o nas nie zapomina.

Członkowie Stowarzyszenia Traugutt.org szykują się już do kolejnej wyprawy. Tym razem pojadą na Wileńszczyznę, w miejsca, które już dobrze znają - do Niemenczyna, Podbrodzia i Nowej Wilejki. Zawiozą Polakom pięć ton darów.

Rodacy Bohaterom
Pomoc dla Polaków na Wschodzie odbywa się w ramach akcji Rodacy Bohaterom. Jej organizatorem jest Stowarzyszenie Odra-Niemen, a koordynatorem regionalnym na Pomorzu Stowarzyszenie Traugutt.org

Marek Adamkowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.