Sześciu wspaniałych z Poznania

Czytaj dalej
Fot. Adrian Wykrota
Joanna Labuda

Sześciu wspaniałych z Poznania

Joanna Labuda

Kajetan P., „Hoss”, „Makowiec” i znany seksuolog profesor G. - przestępców, których zatrzymali policjanci z Zespołu Poszukiwań Celowych przy KWP w Poznaniu można wymieniać bez końca. Lista jest długa, bo liczy ponad 800 nazwisk najgroźniejszych gangsterów z całego kraju. Choć działają po cichu, tworzą najbardziej znaną specgrupę z Poznania. I prawdopodobnie najmniejszą.

Podobnie, jak inne jednostki w całym kraju, poznański ZPC zaczął działać w 2001 roku. Po 16 latach tropienia przestępców, żadna inna specgrupa nie ma na swoim koncie tylu sukcesów.

Jaki był ich najgroźniejszy przeciwnik? Jak sami przyznają, to Kajetan P. Dlaczego? Bo był nieprzewidywalny. Mężczyzna w lutym ubiegłego roku miał brutalnie zamordować i odciąć głowę nauczycielce języka włoskiego z Warszawy. Żeby zatrzeć ślady, wzniecił pożar i zniknął. Podczas ucieczki ze stolicy „wstąpił” do Poznania, gdzie zarejestrował go monitoring w jednej z galerii handlowych. Zaczęła się żmudna praca kryminalnych. Najpierw godziny analizowania zapisów z kamer - nie tylko z Poznania, ale też Berlina, a później tropienie przestępcy przez Włochy i Maltę, z której do Polski wrócił już w kajdankach.

- To człowiek pozbawiony jakichkolwiek emocji. Zauważyłem u niego poruszenie, gdy dowiedział się, w jakiej sprawie został zatrzymany. Zapytał tylko, czy za zabójstwo będzie odpowiadał na Malcie

- mówi oficer operacyjny z ZPC.

Policjanci z Poznania jako jedyna jednostka ZPC w kraju mogą ścigać gangsterów poza Polską. Pierwszy raz za granicę wyjechali do Czech w 2011 roku za Haliną S. Umożliwiła im to Europejska Sieć Współdziałania Zespołów Poszukiwań Celowych, która powstała rok wcześniej.

Kim był ich cel? Halina S. miała wtedy 61 lat. W spadku po mężu odziedziczyła zorganizowaną grupę przestępczą. Żyła i działała pod dyktando syna, który kazał jej unikać kamer (mieszkała m.in. w Harrachovie, gdzie odbywały się zawody Pucharu Świata w skokach narciarskich) i Polaków.

- Była trudnym przeciwnikiem. Nie robiła nic bez jego wiedzy i posługiwała się fałszywą tożsamością

- wspomina policjant z ZPC.

Ukrywanie się w turystycznych miejscowościach, podrobione dokumenty i życie według zaleceń syna nie pomogły. Funkcjonariusze z poznańskiego ZPC namierzyli ją w Niemczech, gdzie trafiła do aresztu śledczego. Kilka dni później w policyjnym konwoju wróciła do kraju.

Na swoim koncie „łowcy głów” z Poznania mają też zatrzymanie jednego z najbardziej znanych gangsterów w naszym regionie - „Makowca”, legendarnego szefa poznańskiej mafii. Mężczyzna był poszukiwany, odkąd w kwietniu 2002 roku w przerwie rozprawy zniknął z budynku Sądu Okręgowego w Poznaniu. W ręce policjantów z ZPC wpadł trzy lata później podczas zakupów w sklepie z damską bielizną. Z kolei w tym roku przez nieudany manewr jego prawników okazało się, że Zbigniew B. nie wyjdzie z więzienia po 15 latach, które wymierzył mu sąd. Posiedzi jeszcze dłużej. Przypomnijmy, że „Makowiec” został skazany za zlecenie w latach 90. zabójstwa w poznańskiej kawiarni Cafe Głos. Miał to być odwet za porwanie syna.

W tym roku o poznańskich policjantach znów było głośno. Zatrzymali m.in. Arkadiusza Ł. ps. Hoss, domniemanego szefa wnuczkowej mafii. Zadanie nie było łatwe. Jako jedyny z poszukiwanych przez ZPC przestępców „Hoss” stosował kamuflaż - z synem, który pomagał mu w ucieczce (na nim również ciążą zarzuty oszustw na wnuczka) przebierał się za robotnika, zgolił charakterystyczne włosy oraz brodę. Dzięki jego zatrzymaniu ma szansę w końcu ruszyć proces przed poznańskim Sądem Okręgowym, w którym odpowiada za milionowe wyłudzenia pieniędzy od seniorów.

„Hoss” był sprytny, podobnie jak Stanisław K. z Jarocina. Ten drugi w latach 90. zamordował pracownika swojej firmy odzieżowej, a zarazem kochanka żony - Zbigniewa O. z Inowrocławia. Zbrodnia była brutalna - K. zabił swoją ofiarę, a jej zwłoki poćwiartował i zakopał w lesie. Zabójca zniknął tuż przed wydaniem wyroku skazującego. Sprawą zajęli się policjanci z Poznania. Wiedzieli, że K. zerwał kontakt z niemal wszystkimi. Jedyną osobą, która mogła wiedzieć, gdzie się ukrywa, była jego żona.

Przestępca wpadł dopiero w 2011 roku. W jaki sposób policjanci dotarli do niego po kilkunastu latach? Okazało się, że co roku w rocznicę ślubu na cmentarzu pod drzewem zostawiał żonie list. Został zatrzymany, bo nie potrafił zerwać więzi z bliskimi.

Ostatnim celem funkcjonariuszy z ZPC był Piotr R., który w spektakularny sposób uciekł warszawskiej policji. W czasie ucieczki popełnił podstawowy błąd - przyjechał do Poznania. Po kilku dniach ruszył do Trójmiasta. Wytropienie go w Gdańsku zajęło poznańskim „łowcom głów” kilka dni.

Joanna Labuda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.