Sylwia Skuza straciła wzrok po operacji. Oskarża sądy o opieszałość

Czytaj dalej
Fot. Przemek Świderski
Jacek Wierciński

Sylwia Skuza straciła wzrok po operacji. Oskarża sądy o opieszałość

Jacek Wierciński

Sylwia Skuza tłumaczy, że zasądzone pieniądze to szansa na operację i częściowe odzyskanie wzroku. Sąd po 10 latach procesu przyznał jej 500 tys. zł zadośćuczynienia, ale sprawa utknęła w apelacji.

„Trudna dowodowo”, ale nie „przewlekła” - tak w Sądzie Apelacyjnym w Gdańsku określana jest sprawa Sylwii Skuzy, która straciła wzrok po przeszczepie szpiku kostnego w 2000 roku. Kobieta pozwała szpital i 15 lat później (po 10 latach procesu) sąd nakazał zapłatę jej łącznie 600 tysięcy złotych. Jednak jak na razie otrzymuje tylko 800-złotową rentę: - To skandal, że na wyrok apelacji czekam już od 10 miesięcy, a sprawa jest przedłużana na każdym kroku - twierdzi 45-latka.

- Będę skarżyła państwo polskie do Trybunału Sprawiedliwości do Strasburga za przewlekłość procesu. Zawsze byłam aktywna, prowadzę fundację organizującą rejsy dla osób niepełnosprawnych, uważam się za patriotkę, ale przechodzę kryzys, bo nie może być tak, że przez niekompetencję i opieszałość sprawy przedłużają się o kolejne lata - denerwuje się Sylwia Skuza.

Kobieta twierdzi w skierowanej do sądu skardze, że kluczowa w sprawie korespondencja brytyjskiej biegłej lekarki, wysłana z Londynu 30 listopada, trafiła do akt dopiero po 43 dniach z adnotacją „wpłynęło 11 stycznia” oraz zdartym znaczkiem, uniemożliwiającym określenie daty jego nadania.

„Od dnia 8 czerwca, kiedy sąd podjął decyzję o sięgnięciu po uzupełnienie opinii u biegłej brytyjskiej, upłynęło ponad 7 miesięcy i sprawa na dzień dzisiejszy wciąż jest daleko od finału” - czytamy w skardze skierowanej do Sądu Apelacyjnego w Gdańsku.

Skuza przytacza tam również inne fakty, które wskazywać mają na opieszałość wymiaru sprawiedliwości, m.in. wcześniejsze trwające przez 3 miesiące poszukiwanie polskich biegłych, którzy mogliby wydać opinie użyteczne w sprawie („mimo iż sąd pierwszej instancji stracił na to bezskutecznie 6 lat”) oraz późniejsze opóźnienia w korespondencji z tłumaczem i brytyjską biegłą.

- 8 marca minie rok od rozpoczęcia sprawy w apelacji, tego dnia odbyła się pierwsza i jak dotąd jedyna rozprawa. Kiedy proces rozpoczynał się w pierwszej instancji, miałam 33 lata, dziś mam 45, jestem przekonana, że wygram, ale pieniądze z zadośćuczynienia pozwoliłyby sfinansować kosztowną operację, która byłaby dla mnie szansą na choć częściowe przywrócenie wzroku - mówi Sylwia Skuza.

- Postępowanie w tej sprawie jest wprawdzie wydłużone w czasie, ale nie można twierdzić, że mamy do czynienia z jego przewlekłością. Sprawa jest bardzo trudna dowodowo, co sprawia, że jej sprawne i szybkie przeprowadzenie, jak tego oczekuje powódka, jest bardzo utrudnione - odpowiada na zarzuty sędzia Roman Kowalkowski, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Gdańsku, który pytany przez „Dziennik Bałtycki”, przygotował obszerną relację z dotychczasowych działań sądu w sprawie.

Jak czytamy, pismo od brytyjskiej biegłej rzeczywiście do akt sprawy włączono dopiero w styczniu, ale wyłącznie z uwagi na fakt, że nie było ono adresowane do sądu, ale imiennie do sędziego prowadzącego sprawę, a on właśnie dwa tygodnie temu przekazał dokument do akt i zlecił tłumaczenie go. Według relacji sędziego Kowalkowskiego, translacja była gotowa po tygodniu, a sędzia wystąpił o wypłatę biegłej honorarium i w piśmie poprosił biegłą o wskazanie numeru konta.

Rzecznik sądu tłumaczy, że do zarzutów podniesionych w skardze przewodniczący wydziału, w którym toczy się sprawa, odniesie się do 10 lutego. Zastrzega jednak, że 8 marca sąd dopuścił dowód z opinii biegłych dotyczący „przyczyn stanu zdrowia” Sylwii Skuzy, jednak Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, które wstępnie wyraziło zgodę na jej opracowanie, ostatecznie wycofało się z tego 20 września. Do czerwca strony miały czas na zadanie uzupełniających pytań brytyjskiej biegłej, w lipcu zostało wyznaczone posiedzenie dotyczące zażalenia na udzielenie zabezpieczenia, we wrześniu sąd sporządził zapytanie do brytyjskiej biegłej, a dwa miesiące później przetłumaczone pismo trafiło do biegłej.

- Czytając tę relację i odpowiedzi na wcześniejsze pisma, jestem załamana. Moja walka ze szpitalem zamieniła się w walkę z sądem - przekonuje Sylwia Skuza.

Jacek Wierciński

Zajmuje się głównie tematyką kryminalną.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.