Beata Gliwka

Świeżutkie „suchary w wierszu umaczane”

- Życzę Czytelnikom „Dziennika Bałtyckiego” zdrowia, szczęścia i... codziennej dawki humoru, aby dystans do siebie pozwolił nam być lepszym dla innych... Fot. Archiwum własne - Życzę Czytelnikom „Dziennika Bałtyckiego” zdrowia, szczęścia i... codziennej dawki humoru, aby dystans do siebie pozwolił nam być lepszym dla innych... - mówi Dariusz Gancewski, na zdjęciu z córkami
Beata Gliwka

Na każdą okoliczność, pogodę, miejsce i czas, a nawet humor, znajdzie rym. Niektóre zajmują cztery wiersze, inne mogłyby uchodzić za małe opowiadania - to „Biszkopty Pana Gancewskiego”.

Stworzy humoreskę na każdą okazję. Czasem zabawną, czasem zgryźliwą, są też „zaangażowane”, komentujące aktualne wydarzenia i całkiem „niegrzeczne”, ale zawsze z charakterystyczną ciętą puentą. Świeżutkie „Biszkopty Pana Gancewskiego” właśnie opuściły wydawniczy piekarnik. To debiut wydawniczy Dariusza Gancewskiego, dyrektora małej szkoły w Stołcznie (powiat człuchowski), ale bynajmniej nie debiut pisarski. Niektóre „biszkopty” zdążyły już stwardnieć, ale wciąż smakują.

- Pisaniem tekstów na potrzeby prowadzonych przeze mnie szkolnych teatrzyków zajmuję się od ponad trzydziestu lat. Czasem były też wykorzystywane przez Scenę Dorosłych Adama Gawrońskiego (instruktor teatralny) oraz jako oprawa konferansjerska występów Studia Piosenki Andrzeja Zielińskiego w Miejskim Domu Kultury w Człuchowie - mówi pan Dariusz. - Tak właściwie nazywam moje humoreski „Rozpraszankami”. W wydanym właśnie tomiku znajduje się zaś sporo wierszyków tematycznie zapożyczonych z przeróżnych żartów i anegdot. Są to więc takie „suchary w wierszu umaczane”.

Pomysły na nietypowe pytania i dowcipne riposty bierze z codzienności. Wszak każdemu zdarzają się komiczne sytuacje, a czasu, aby je przeanalizować zwykle brakuje. On zatrzymuje taką chwilę na dłużej i testuje.

- Staram się naszą codzienność przekazać dzieciom i wnukom. Czas biegnie tak szybko, że zanim opowiemy dzieciom anegdotę, trzeba się upewnić, czy znają użyte w niej słowa. Który młody człowiek zna chociażby słowo „galernik”? Dla młodzieży to albo właściciel galerii handlowej, albo męski odpowiednik „galerianki”. No i jak takim opowiedzieć dowcip o bosmanie i galernikach? - śmieje się pan Darek. - Pierwszym recenzentem moich wierszy jest moja żona. Jeśli przy czytaniu się nie uśmiechnie, tekst ląduje w koszu. Całe szczęście, że ma poczucie humoru, bo rozpraszanek zebrało się już na kilka tomików...

Jak wspomina - pierwszy „biszkopcik” upiekł jeszcze w szkole średniej - dla kolegi jako antidotum na jego słabą pamięć. To był żart „O hobbystach”:

- Kolega systematycznie „palił” dowcipy, a wierszowanego łatwiej mu się było nauczyć - tłumaczy Gancewski. - Z kolei inny mój znajomy mawiał, że jak ktoś mówi wierszem, to już jest śmiesznie, a jeśli jeszcze zabawne rzeczy…

Tak się zaczęło, a potem trudno było już przestać. W końcu produkcja ruszyła już „masowo” - okolicznościowe humoreski zagościły w mailach do rodziny i znajomych. Na publiczne wydanie musiały jednak czekać bardzo długo. Dlaczego aż tak długo?

- Brakowało czasu. Wszyscy wiedzą, jak to jest. Człowiek się uczy, pracuje, zakłada rodzinę, wychowuje dzieci i nagle… budzi się po pięćdziesiątce - śmieje się autor. - Ale tak naprawdę zmotywowały mnie moje córki. Parę lat temu Ania z Olą zaczęły wrzucać moje rymowanki na facebooka i okazało się, że odbiór przerósł oczekiwania. Teraz od czasu do czasu prezentujemy tam ballady i mam bardzo pozytywny oddźwięk od znajomych oraz moich uczniów, tych obecnych i tych już dorosłych. Pojawił się pomysł ich wydania. Córki wybrały wiersze, poskładały całość i znalazły wspaniałą ilustratorkę Joannę Grodecką. Częściowo to jej tomik zawdzięcza też tytuł, bo kiedy zaprojektowała okładkę do „Biszkoptów”, nie pamiętała mojego imienia i tak właśnie zapisała autora. Tłumaczyła, że wszyscy wokół mówią na nauczycieli „pan” lub „pani” i nazwisko. I faktycznie. Moi byli uczniowie z Sąpolna, Debrzna, Barkowa, Biskupnicy i Stołczna będą mnie kojarzyć z tym pseudonimem. Jest mi ogromnie miło, kiedy przesyłają komentarze do humoresek i ballad na facebooku. Chcę ich serdecznie pozdrowić, bo nie zawsze znajduję czas na odpowiedzi. Na wydanie książki zdecydowało się zaprzyjaźnione Wydawnictwo Meander z Jastrzębca, a drukiem zajęła się drukarnia Wybrzeże z Człuchowa. Więc mamy produkt w 80 procentach człuchowski...

W notce o autorze wspomniany jest także „legendarny gdyński chłodniczak”. Skąd trójmiejski akcent w „prawie” człuchowskich humoreskach?

- Bo z perspektywy kilkudziesięciu lat mogę ocenić, że to właśnie pobyt w Gdyni w latach 1978-83, w burzliwym okresie naszej historii, najbardziej mnie ukształtował. Miałem szczęście poznać tam wspaniałych ludzi, przyjaciół, nauczycieli i wychowawców. Jestem dumny z tego, że należałem do 30 Wodnej Drużyny Harcerzy i kiedy inne szkoły brały udział w pochodach 1-majowych, my wystawialiśmy warty honorowe przy grobie naszego starszego kolegi, który zginął w wypadkach grudniowych. Niedawno miałem okazję spotkać po latach mojego wychowawcę, pana Edmunda Gruchałę, i wiem, że 30 WDH dalej słynie z nietuzinkowych akcji patriotycznych, np. spływ rzeką Ebro w Hiszpanii z mszą przebłagalną za okrucieństwa polskich ułanów pod Somosierrą. Do mszy, która odbyła się w katedrze w Saragossie, służyli gdyńscy harcerze. Opowiadał mi o tym obecny Dyrektor Zespołu Szkół Chłodniczych i Elektronicznych, pan Marian Deręgowski. Koniecznie muszę też wspomnieć o panu profesorze Zbigniewie Zielonce z Akademii Pomorskiej w Słupsku, który był pierwszym czytelnikiem moich wierszowanych bajek dla dzieci oraz o człuchowskiej polonistce, pani Janinie Dymek, która nauczyła mnie dystansu do rzeczywistości.

Wydanie książki z wierszami to nie lada wyzwanie. Wydawcy może jeszcze podejmą się wydania wierszyków nie dla dzieci, ale dla dorosłych?

- Nie wiem dlaczego, ale perspektywa wydania jakiejkolwiek książki z wierszami przeraża wydawców. Może dlatego jesteśmy tak smutni i zestresowani na co dzień, bo brakuje nam odskoczni, chwili relaksu, spojrzenia z dystansem na otaczającą nas rzeczywistość - zastanawia się Gancewski. - Chciałem moimi humoreskami wrócić do sposobu komentowania rzeczywistości, jaki prezentowali Tadeusz Boy-Żeleński, Marian Załucki i Wojciech Młynarski. To właśnie oni są dla mnie literackimi mistrzami soczystej puenty. Teraz najczęściej oglądamy skecze kabaretowe, ale one z kabaretem mają niewiele wspólnego. Wierzę, że nadal potrzebne są wierszyki dla dorosłych i mam nadzieję, że moje humoreski znajdą czytelników. No i koniecznie wiersze dla dorosłych też muszą być ilustrowane. Ciekawą, zabawną kreską, gdzie poukrywane będą dodatkowe ukryte znaczenia.

Wielu ludziom marzy się wydanie książki i takie nieskromne marzenie nieobce jest także autorowi „Biszkoptów”.

- Chyba jak każdemu poloniście. Jest takie porzekadło, że dobry fachowiec pracuje w zawodzie, a byle jaki - uczy. Tworzyłem jakieś fragmenty prozatorskie, a dziesiątki wierszy miałem za nic, bo nigdy nie wiadomo, czy wiersz jest dobry. To zawsze zależy od odbiorcy, od jego przeżyć, doświadczenia, wrażliwości i poglądów. Z prozą jest inaczej. Z humoreskami też. Przez lata nasze współczesne, polskie poczucie humoru wyciosywane było przez Jeremiego Przyborę, Andrzeja Mularczyka, Stanisława Bareję i wielu innych. Może właśnie dzięki temu nie jest tak trudno rozśmieszyć ludzi. To chyba Wisława Szymborska powiedziała kiedyś, że jeśli nie śmieszy cię przeznaczenie, to znaczy, że nie chwytasz dowcipu. Nigdy nie myślałem, że wydam właśnie humoreski…

Żart z rymem


„O hobbystach”

Dwie kumoszki o mężach swych debatowały:

„Wiesz kochana, mój zbiera monety dzień cały.

Wyciera je, przegląda, wyjmuje, przekłada

I że jest nu-mi-zma-tyk, wszystkim wokół gada.”

A druga: ,,Mój też zbiera, lecz nie słucha krytyk,

I w pokoju ma nieład, ten mój sy-fi-li-tyk...”

Raptem ktoś drzwi otwiera, męża twarz zabłysła:

„Ile razy mam mówić, żem fi-la-te-lis-ta!”

O dobrym kazaniu

Chłop przysnął na kazaniu, ksiądz do żony przeto:

„Mąż twój zasnął, więc zbudź go, by słuchał, kobieto!”

Kobiecina zaś z ławki: „Niechaj ksiądz się trudzi,

Kto nawarzył, ten pije - ksiądz uśpił, ksiądz budzi…”

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Beata Gliwka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.