Spontan, impuls, czyli pobudka młodych na protestach Łańcuch Światła

Czytaj dalej
Fot. Piotr Hukało
Dorota Abramowicz

Spontan, impuls, czyli pobudka młodych na protestach Łańcuch Światła

Dorota Abramowicz

Są dziećmi esbeków i pożytecznymi idiotami czy też świadomymi ludźmi, którzy wyszli na ulice w obronie wolności? Po raz pierwszy od dawna przeciw polityce rządu zbuntowali się ludzie młodzi.

Poniedziałkowy wieczór, tłum zebrany przed Sądem Rejonowym w Gdyni skanduje „Pierwsza damo, bądź Agatą!”. To reakcja na emocjonalne wystąpienie czternastoletniej gimnazjalistki, Agaty, która mówiła o tym, że chce żyć w wolnym i sprawiedliwym kraju. Komentowała z żalem likwidację gimnazjów, przy okazji wbijając szpilkę prezydentowi, który zawetował dwie, zamiast trzech ustaw sądowych. No bo gdyby prezydent Andrzej Duda chodził, jak ona, do gimnazjum, to zapewne wiedziałby, że „dwa to nie trzy”.

Agata jest jedną z wielu młodych osób biorących aktywny udział w ostatnich manifestacjach. W grupie organizującej gdyńskie protesty działali m.in. 28-letnia prawniczka i adwokatka Katarzyna Szwed oraz 15-letni gimnazjalista Mateusz Romanowski. Aktywnym członkiem Ruchu Młodzi 2017, który m.in. zorganizował protest przed domem prezesa PiS w Warszawie, jest 23-letnia studentka biotechnologii molekularnej na Uniwersytecie Warszawskim Weronika Kostrzewska. W Kartuzach 17-letnia licealistka Marta Goluch zagrzewała demonstrantów, śpiewając „Wolność kocham i rozumiem, wolności oddać nie umiem”. A w Gdyni obok siebie na placu przy dworcu stali 25-letni mechanik samochodowy Juliusz Kulczykowski i jego rówieśnik, ekonomista po UG, Mateusz Speyer. To ludzie przed trzydziestką zdominowali przekaz w sieci, to oni z dumą zaczęli wrzucać na Instagram swoje zdjęcia ze zniczami w dłoniach. Niektórzy publicyści nawet sugerują, że mamy do czynienia z pokoleniowym doświadczeniem formującym, które - w nieodległej przyszłości - wywróci do góry nogami stolik z poukładanymi przez „stare” partie kartami.

Mateusz Zaremba, socjolog z Uniwersytetu SWPS, uważa jednak, że jest zbyt wcześnie na formułowanie naukowych opinii na temat skutków udziału młodych w ostatnich demonstracjach.

- Protesty jeszcze trwają, mamy więc do czynienia ze zjawiskiem nieprzebadanym - tłumaczy. - Nie mamy żadnych danych. W Polsce jest kilka milionów młodych ludzi i nie można ich oceniać na podstawie zachowań tylko części tej grupy. Jeśli założymy, że w kraju demonstrowało kilkaset tysięcy osób, wśród których 30 proc. stanowili młodzi, to można mówić o nadreprezentacji młodego pokolenia w stosunku do całego społeczeństwa.

Tylko tyle. I aż tyle.

Porozumienie celowe

Z Kasią Szwed spotykam się w gdyńskiej kawiarni. Drobna, ciemnowłosa, sprawia wrażenie grzecznej licealistki, a nie pani adwokat specjalizującej się w prawie własności intelektualnej.

Chętniej mówi o idei niż o wieku uczestników manifestacji. I nie traktuje tego, co ostatnio się zdarzyło w Polsce, jako protestu pokoleniowego.

- W naszej grupie wiek nie gra roli - tłumaczy. - Nie jesteśmy związani z jedną określoną opcją polityczną, była wśród nas dziewczyna z KOD-u, kolega z Inicjatywy Polskiej, inny z partii Kukiza, osoby z Nowoczesnej, z partii Razem, ze stowarzyszeń feministycznych, także po prostu niezrzeszone. Ja wywodzę się z kręgów Strajku Kobiet. Można to nazwać porozumieniem celowym, opartym na oddolnych ruchach miejskich. Insynuacje, że jesteśmy dziećmi esbeków czy sędziów, uważam za śmieszne. Podobnie jak zarzuty, że jesteśmy przez kogoś opłacani. Tak naprawdę to my dokładamy do tego, co robimy, z własnych kieszeni. Ludzie działają, bo mają potrzebę zrobienia czegoś dobrego dla kraju, dla miasta.

Dla niej czas protestu rozpoczął się od czarnych strajków kobiet przeciwko projektowi wprowadzenia całkowitego zakazu aborcji w Polsce. - Zrozumiałam, że to, co zamierza zrobić rządząca partia, dotyczy mnie osobiście - mówi Katarzyna. - I wtedy zobaczyłam, że nie jestem w tym sama, że protest mobilizuje tłumy i że coraz więcej osób twierdzi, że można coś zrobić. Przez długi czas młodym ludziom towarzyszyło poczucie, że nas to nie dotyczy, bo i tak na nic nie mamy wpływu. Politycy robili swoje, my żyliśmy po swojemu. Wcześniejsze protesty KOD-u gromadziły ludzi w wieku 40-50 i więcej lat. Dopiero na protestach w obronie sądownictwa pojawili się ludzie w różnym wieku - od dzieci, przez gimnazjalistów, licealistów, studentów, aż po osoby dojrzałe. To motywujące, że wreszcie obudzili się ludzie młodzi, że tyle ich przyszło.

Weronika Kostrzanowska, studentka biotechnologii molekularnej, jest jedną z założycielek Ruchu Młodzi 2017. Początkowo grupa, która powstała w momencie wybuchu protestów o Trybunał Konstytucyjny, liczyła zaledwie osiem osób. Wszyscy wcześniej działali w innych organizacjach. Dopiero po nagłośnionym proteście pod domem Jarosława Kaczyńskiego, który - jak twierdzi Weronika - był efektem spontanicznej decyzji, zaczęli się z nimi kontaktować młodzi ludzie z całej Polski.

Weronika uważa, że jest trochę prawdy w tezach o wzroście świadomości politycznej młodych. - Dopiero nagłośnienie przez media istoty ustaw sądowych sprawiło, że młodzi ludzie zdali sobie sprawę, jakie konsekwencje niesie zawłaszczenie sądów przez PiS - mówi. - Grozi nam powrót do czasów komuny, znanych tylko z opowieści rodziców i dziadków.

O „spontanicznej decyzji” mówią prawie wszyscy moi rozmówcy. - Byłem daleko od polityki, to nie moja działka - twierdzi Julek Kulczykowski, którego do udziału w proteście namówił znajomy. - Chodzę na głosowania, ale to wszystko. Tym razem zrobiłem krok dalej. I nie żałuję.

- Interesowałem się polityką, ale bez aktywności - mówi 25-letni absolwent ekonomii z Gdyni Mateusz Speyer. - Dopiero to, co działo się przez ostatnie dni, wyjątkowo mnie wzburzyło. To był impuls, typowy spontan. Krótka narada z narzeczoną i poszedłem na protest. Uznałem, że chcę mieć realny wpływ na to, jak potoczy się bieg wydarzeń w moim kraju.

Młodszy o 10 lat Mateusz Romanowski, gimnazjalista zainteresowany koleją, twierdzi, że od jakiegoś czasu czuł, że w Polsce źle się dzieje. A na pytanie, czy nie jest za młody, odpowiada krótko: - Protestuję właśnie dlatego, że jestem młody. To kwestia kolejnych lat, które muszę przeżyć w Polsce. Nie jest mi obojętne, jaki to będzie kraj i jak ja będę w nim żyć.

Poetka na wiecu

Łatwo jest protestować w Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, Gdyni. Trudniej w mniejszych miejscowościach, gdzie każdy zna każdego, większość poparła w ostatnich wyborach Prawo i Sprawiedliwość, a comiesięczne 500 złotych na dziecko poprawiło sytuację w niejednej rodzinie.

Przez cztery dni w łańcuchu światła pod sądem w Kartuzach aktywnie uczestniczyła 17-letnia uczennica drugiej klasy kartuskiego liceum Marta Goluch. Poetka (mając zaledwie 15 lat, wydała tomik), laureatka pierwszego miejsca w tegorocznym Turnieju Poezji Śpiewanej we Włocławku. Przy akompaniamencie gitary śpiewała o wolności, której nie umie oddać, i przejmująco apelowała słowami piosenki „Przeżyj to sam...”.

Właściwie nie wie, od czego to się zaczęło. Może od momentu, gdy wskutek polityki „dobrej zmiany” w lesie za oknem jej domu zaczął rozlegać się hałas pił łańcuchowych, a drzewa zamieniły się w - jak mówi - „cmentarz gałęzi”? - Nie spodziewałam się, że wkroczę na ten tor - twierdzi Marta. - Do tej pory interesowała mnie głównie szeroko pojmowana sfera sztuki. Po przejęciu władzy przez partię rządzącą zaczęły dochodzić do mnie coraz bardziej niepokojące sygnały, które wskazywały, że trzeba zacząć działać w obronie obywatelskich praw i systemu wartości. Zaczęłam szukać informacji o demonstracjach KOD-u. Walka o Trybunał Konstytucyjny wzbudziła mój niepokój, a gdy dowiedziałam się, że zmiany w prawie mają dotyczyć także sądów, uznałam , że muszę zacząć działać. Z poczucia obywatelskiego obowiązku.

Marta przyznaje, że protest na skalę lokalną jest niemałym wyzwaniem. W Gdańsku i Warszawie, w tłumie, można czuć się bezpieczniej. W Kartuzach zdarzały się nieprzyjemne sytuacje.


- Nie było łatwo - mówi licealistka. - Dosięgnęła mnie internetowa krytyka w formie anonimowych komentarzy na forach medialnych. Często dotyczyła mojego wieku, wykształcenia, rzekomej nieznajomości historii i braku wiedzy o świecie. Co prawda dopiero wkraczam w dojrzałość, lecz kształcę się w liceum w klasie o profilu prawniczo-społecznym, więc myślę, że powinno to świadczyć o moim zainteresowaniu tą dziedziną.

Kiedy pytam, czy nie obawia się konsekwencji po powrocie do szkoły, odpowiada spokojnie, że szkoła jest miejscem, w którym istnieje różnorodność poglądowa. - Jako obywatelka i uczennica mam prawo do wyrażania swojego stanowiska - stwierdza. - Poza tym uważam, że moje sprawy pozaszkolne nie powinny się z nią w żaden sposób wiązać czy komplikować.

Wśród jej koleżanek i kolegów z klasy zainteresowanie polityką, na razie, nie jest duże. Szkoda - uważa Marta. Wielu z nich zamierza w przyszłości zająć się prawem zawodowo i dlatego przyszły kształt sądownictwa w Polsce może ich bezpośrednio dotyczyć. - Wydaje mi się, że czeka nas jeszcze długi proces budzenia się wśród młodych świadomości politycznej. Mimo wszystko niezmiernie się cieszę, że dużą grupę wśród manifestujących w całej Polsce stanowiły osoby z mojego pokolenia - mówi licealistka z Kartuz.

Efekt śnieżnej kuli

Badania politycznych orientacji młodych Polek i Polaków przeprowadzone na początku tego roku przez Instytut Spraw Publicznych i Kantar Public wskazują na bardzo niskie zaufanie do partii działających w Polsce. Ankietowani w wieku 15-24 lat przyznali, że łatwiej jest im wskazać partię, której nie popierają, niż taką, na którą chcieliby oddać swój głos. Nawet ugrupowania Pawła Kukiza i Janusza Korwin-Mikkego, zajmujące dwa pierwsze miejsca na liście preferencji wyborczych młodych, mają większy elektorat negatywny niż pozytywny. Prawo i Sprawiedliwość ma w tej grupie wiekowej zaledwie 13 proc. zwolenników i aż 54 proc. zdecydowanych przeciwników, którzy w skali prawdopodobieństwa od zera do pięciu ocenili swoją chęć głosowania na PiS na zero. Z drugiej strony ugrupowania lewicowe nie mają większych szans u młodych. Ponad 86 proc. deklaruje poglądy centrowe i centroprawicowe.


- Liczny udział młodych w ostatnich protestach wcale nie musi oznaczać rewolucji pokoleniowej - uważa dr Wiesław Baryła, psycholog społeczny z Uniwersytetu SWPS. - Najsilniejszą przyczyną mógł być wpływ społeczny. Coś robi jedna osoba, potem druga, przyłącza się trzecia. Czasem robi to bezrefleksyjnie. I mamy efekt śnieżnej kuli. Jednak już liczenie, że będzie ona zaczątkiem ruchu społecznego, może być złudne, a dla polityków ryzykowne. Ludzie są konformistami.

Dr Baryła przestrzega również przed traktowaniem ostatnich protestów jako doświadczenia formującego pokolenie młodych. - Z reguły takie doświadczenie pojawia się, gdy dochodzi do dramatycznych wydarzeń - mówi. - A tu jakoś za łatwo poszło.

Polityka? Trudna kwestia

Udział w polityce takiej jaką prowadzi się obecnie w Polsce nie interesuje moich rozmówców. - Nie nadaję się do występów publicznych - mówi Mateusz Romanowski. - Bardziej interesuję się koleją.

- Jesteśmy nową jakością - twierdzi Weronika. - Niektórzy posłowie piszą, że chcieliby się z nami spotkać, ale nie jesteśmy tym zainteresowani. Nie bylibyśmy wiarygodni, wkraczając na tory wytyczone przez te ugrupowania. Zresztą, obserwując rządy poprzedników PiS - czyli PO i SLD - widzimy, że oni także odpowiadają za to, co dzieje się obecnie w kraju. Uważamy, że każda partia to samo zło. Poprzeczkę stawiamy wysoko. Nawet po odejściu PiS od władzy czeka nas duży problem. To wszystko trzeba będzie posprzątać.

- To trudna kwestia - mówi Marta. - Zapewne chciałabym włączyć się w działania niektórych politycznych ugrupowań czy organizacji (na razie mam w planach rozpoczęcie działalności w młodym KOD-zie), jednak bardziej odnajduję się w strefach kulturalnych. Zamierzam studiować wokalistykę jazzową w Akademii Muzycznej oraz dziennikarstwo, połączyć te dwie pasje i pracować jako dziennikarz muzyczny.

Kasia Szwed twierdzi, że nie jest osobą na tyle kompetentną, by zdecydować się na działalność polityczną. Nie po to krytykuje niekompetentnych polityków, by sama stać się kolejną niekompetentną posłanką. - Poza tym nie podoba mi się obecny duopol władza-opozycja - mówi. - Chciałabym, żeby kiedyś w Polsce zaczął sprawować władzę rząd mniejszościowy. Taki, który musi porozumieć się z innymi siłami politycznymi, zdobywając poparcie na czas kadencji. Na razie mamy do czynienia z totalną władzą i totalną opozycją, a PiS buduje swoją władzę na dzieleniu społeczeństwa, mam nadzieję, że ten podział się skończy. Dobrą drogę do zasypywania przepaści widzę w ruchach miejskich. Działamy jako grupa, czasem się spieramy, ale każdy głos jest ważny.

Kiedy pytam Katarzynę, czy ma jakiegoś idola politycznego, odpowiada krótko: - Nie. Uważam, że nie ma jednej osoby, która zna się na wszystkim.

Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.