"Spłoszone konie" dotarły do Moskwy. Wojenne losy gdańskich zabytków

Czytaj dalej
Fot. zbiory Biblioteki Gdańskiej PAN
Grażyna Antoniewicz

"Spłoszone konie" dotarły do Moskwy. Wojenne losy gdańskich zabytków

Grażyna Antoniewicz

W Muzeum im. Puszkina znajduje się dziś około 20 cennych obiektów należących niegdyś do Gdańska, ale Rosjanie nie chcą nam ich oddać - o losach zaginionych dzieł sztuki z gdańskiego Muzeum Narodowego.

Na centralnym lotnisku Moskwy 24 września 1945 roku ląduje samolot Douglas-20 z pułkownikiem Denisowem na pokładzie. Samolotem tym przyleciało 17 skrzyń z najbardziej cennymi zabytkami muzealnymi z Gdańska. Wyładowane z samolotu skrzynie transportowane są do Muzeum Sztuk Pięknych im. Puszkina przy ul. Wołchonka 12. Pozostała część gdańskich zbiorów spakowanych w 80 skrzyniach dociera 23 marca 1946 na stację Moskwa Towarowa Kolei Moskiewsko-Kijowskiej. Tak samo jak poprzednie trafiają one do Muzeum Puszkina. Spisy przesyłki zostają przekazane również do Komitetu Sztuki przy ul. Nieglinnaja 15 w Moskwie. Ale dopiero 10 kwietnia 1946 pułkownik Sorokin, komendant wojenny Gdańska otrzymuje z Moskwy telegraficzne potwierdzenie: „Majątek magazynu nr 2234 z Gdańska został odebrany w komplecie.”

W moskiewskim Muzeum Puszkina znajduje się dziś około 20 cennych obiektów należących niegdyś do gdańskiej placówki, ale Rosjanie nie chcą nam ich oddać, twierdząc, że jest to mienie poniemieckie.

Szacuje się, że w wyniku II wojny światowej gdańskie Stadtmuseum (Muzeum Miejskie) straciło 40-60 proc. swoich zbiorów. Pod koniec wojny Niemcy wywozili dzieła sztuki w różne miejsca. Na część z nich natrafiła Armia Czerwona, ale i żołnierze armii amerykańskiej nie gardzili kradzieżą lub kupowali dzieła sztuki nie pytając o ich pochodzenie

- Historię wojennych losów gdańskich zabytków powinniśmy rozpocząć wcześniej, bo w 1938 roku, kiedy dyrektorem Muzeum Miejskiego został wybitny historyk sztuki Willi Drost - opowiada historyk Helena Kowalska. - Za jego dyrekcji kupowane są nowe obrazy i organizowane wielkie wystawy.

Kraj Zakonu Krzyżackiego

Dzięki zaangażowaniu ze strony ministra Hermana Göringa, Drostowi udało się wypożyczyć z berlińskich muzeów 15 obrazów słynnych włoskich i flamandzkich mistrzów na wystawę, którą otwarto w maju 1939 roku. W latach 1941 i 1942 roku zrealizowano siedem dużych wystaw, w tym propagandową; „Kraj Zakonu Krzyżackiego w oczach artystów południowo - niemieckich”. Pokazano na niej 140 prac (był to efekt pleneru malarskiego). Wystawę osobiście otworzył Albert Forster - większość dzieł kupiły muzea, burmistrzowie miast, dygnitarze i osoby prywatne.

Także pieniądze na kupno „Spłoszonych koni” Fritza Augusta Pfuhlego w sierpniu 1939 roku, w przededniu wojny, wyłożył gauleiter Forster.

Wystawa „Sztuka Prus Zachodnich” ze Stadtmuseum wędrowała, prezentowana była także w Sopocie w sierpniu  1940 roku. Otwierał ją nadburmistrz Erich T
zbiory Biblioteki Gdańskiej PAN „Spłoszone konie” Fritza Augusta Pfuhlego, obraz olejny na płótnie (120 na 90 cm). Znajduje się w Moskwie

Pfuhle, znany i ceniony w Europie artysta mieszkał wtedy w Gdańsku Wrzeszczu. Obraz określany jako dojrzałe mistrzowskie dzieło, został kupiony dla Stadtmuseum, znajduje się obecnie w magazynie Muzeum im. A. Puszkina w Moskwie, razem z innymi zrabowanymi zabytkami.

- Maciej Żakiewicz w książce „Gdańsk 1945” napisał, że „Spłoszone konie”, pod koniec wojny, kiedy zbliżał się front ukryte zostały w kościele w Stegnie, i tu się myli, bo do Stegny zostały ewakuowane inne obrazy Pfuhlego, ale nie ten - wyjaśnia historyk, Helena Kowalska z Muzeum Narodowego w Gdańsku.

Pancerne drzwi w piwnicy

- Przygotowania na wypadek gdyby rozpoczęły się naloty bombowe podjęto dosyć wcześnie, bo już w marcu 1941 roku - opowiada Helena Kowalska. - W piwnicy zamontowane zostały drzwi pancerne. Galeria malarstwa, która znajdowała się na najwyższym piętrze została przeniesiona na parter.

Najkosztowniejsze, drogocenne przedmioty ze srebra i bursztynu, narażone na rozbicie wyroby z porcelany i fajansu miały zostać umieszczone w skarbcu w piwnicy. Przewidziano również umieszczenie tam skarbów sztuki z Pelplina a także srebrnego skarbu Czarnogłowców z Rygi.

- Wkrótce z muzealnych piwnic malarstwo i zabytki rzemiosła artystycznego zostają przewiezione do wcześniej przygotowanych majątków ziemskich, których właściciele to byli ludzie zaufani, choć niekoniecznie z NSDAP- mówi Helena Kowalska.

Ewakuacja stanowi namacalny dowód, że działania wojenne zbliżają się nieuchronnie. Akcja wywózki zabytków poza Gdańsk prowadzona jest na szeroką skalę, bo jak słusznie przewidywano, Gdańsk na pewno nie zostanie w wojnie oszczędzony.

Jesienią 1944 roku w Muzeum Miejskim trwają intensywne przygotowania do zapewnienia zabytkom z Gdańska bezpiecznego schronienia, jak najdalej od działań wojennych, wybór pada na Turyngię; miasta Halle i Gotha. Już w styczniu 1944 roku do Gotha zostają wysłane dwie skrzynie z wyrobami z bursztynu, które wcześniej były wywiezione do Pawłowa Wielkiego. W maju konserwator P. Haustein zawozi na przechowanie do Bösenburga k/Halle dziewięć skrzyń, w tym dwie gdańskich sreber ze zbiorów Muzeum Rzemiosł Artystycznych, sześć skrzyń ze srebrnym skarbem Czarnogłowców z Rygi, poprzednio zdeponowanych w miejscowości Grabiny Zameczek.

Misja specjalna do Turyngii

W październiku 1944 r. dyrektor Drost powierza konserwatorowi Gronertowi specjalną misję do wykonania, samochodem ciężarowym z przyczepą ma on wywieźć do Turyngii najcenniejsze gdańskie zabytki, przypuszczalnie do Gotha, ale mogło to być również inne miasteczko, powrotną drogę do Gdańska Gronert ma odbyć koleją.

- Nie wiadomo jakie zabytki sztuki według opinii Drosta i muzealników zasługiwały na tak szczególną ochronę, może w samochodzie z przyczepą były dwa średniowieczne dzieła o znacznych rozmiarach: relikwiarz kwidzyński i słynny „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga? - zastanawia się Helena Kowalska.

Może w samochodzie z przyczepą były dwa średniowieczne dzieła o znacznych rozmiarach: relikwiarz kwidzyński i słynny „Sąd Ostateczny” Hansa Memlinga?

Konserwator Gronert 11 listopada 1944 roku telegraficznie zawiadamiał Stadtmuseum o dotarciu transportu 74 skrzyń do Zamku Reinhardsbrunn.

Wywóz zabytków do Turyngii nie zapobiegł ich tragicznemu losowi. Turyngia zostaje zdobyta przez Armię Czerwoną i w ręce Rosjan dostają się ogromne dobra kultury, w tym na pewno większość zabytków gdańskiej proweniencji, które jako zdobycz wojenna zostają wywiezione do Związku Radzieckiego.

Naloty - miasto płonie

W marcu 1945 r. sytuacja w Gdańsku jest tragiczna, miasto na skutek bombardowań lotniczych i ostrzału artyleryjskiego 2. Frontu Białoruskiego płonie.

Dyrektor Willi Drost opisując jeden z takich marcowych dni pisze; „18 marca: naloty, płonie Ratusz Głównego Miasta, Muzeum Miejskie, poczta przy ulicy Długiej”. W dniach 20 - 29 marca 1945 r. ceglane mury pofranciszkańskiego klasztoru w którym mieściło się Muzeum Miejskie po pożarze uległy wypaleniu. Całkowicie spłonął dach oraz wszystkie sale wystawowe na pierwszym piętrze, wybite zostały wszystkie szyby, piwnice znalazły się pod wodą. Spłonęło kompletnie 301 obrazów, spośród 128 zachowanych, 11 było podziurawionych lub nosiło ślady pożaru.

- Wśród tak ogromnej liczby mogły znaleźć się obrazy, które po wielu perypetiach związanych z ciągłym przemieszczaniem zbiorów zostały w lutym 1945 roku ponownie przywiezione do muzeum - przypuszcza Helena Kowalska.

Jeszcze przed ogłoszeniem zakończenia wojny 8 maja 1945 roku rozpoczyna się prowadzona przez Rosjan zakrojona na szeroką skalę penetracja okolicznych podgdańskich miejscowości w poszukiwaniu dzieł sztuki. W tym celu działała specjalna grupa operacyjna pod dowództwem Leontija Denisowa odpowiedzialna za odnalezienie mienia kulturowego na terenie Pomorza. Jej faktycznym celem jest pozyskanie dzieł sztuki dla muzeów radzieckich. Działalność grupy firmowana jest przez Sztab Rezerwy Armii, który zapewniał potrzebne środki, transport, siłę roboczą i ochronę.

W Gdańsku radzieckim urzędnikom i naukowcom pomagali funkcjonariusze budzącej strach organizacji Smiersz („śmierć szpionom”), którzy szukali informacji o dziełach sztuki i zabezpieczali wywóz

- Były dyrektor Muzeum Miejskiego Willi Drost w zamian za skromne środki do życia, wskazuje Rosjanom miejsca ukrycia zabytków. Jest w tragicznej sytuacji, mieszka kątem razem z żoną i dwójką dzieci w rozwalonym muzeum - opowiada pani Helena. - W połowie maja grupa Denisowa wyjeżdża po dzieła sztuki do Sobowidza. W opuszczonym przez właściciela Arnoldiego majątku, Rosjanie znajdują dwa obrazy olejne, 3 pudła grafik i 200 pudełek z negatywami dzieł sztuki. Majątek został już wcześniej ograbiony, o czym świadczą walające się wszędzie rzeczy.

Znalezione zabytki przywożone są do magazynu trofeów trzeciej komendantury Gdańska. W sumie Rosjanie spenetrowali 21 podgdańskich miejscowości. Część odnalezionych przedmiotów przekazali na ręce ówczesnego dyrektora muzeum. Jednak najcenniejsze obrazy z XV - XIX w., rzeźby, ryciny i rysunki dawnych mistrzów XV - XVIII w., wielką kolekcję numizmatyczną i wiele innych drogocennych zabytków zapakowano w 98 skrzyń i wysłano do Moskwy. Część z nich Rosjanie oddali nam w 1956 roku. Wówczas zwrócono do gdańskiego muzeum około 140 obrazów z Leningradu i Moskwy. Wiadomo było jednak, że to nie wszystko.

W styczniu 2003 r. na internetowej stronie moskiewskiego Muzeum Sztuki im. Puszkina (www.lostart.ru) znaleziono obiekty będące własnością przedwojennego Stadtmuseum, jest tam m.in. obraz Fritza Pfuhle „Spłoszone konie”.

Miniaturowy portret

W moskiewskich magazynach ukryty został też wyjątkowo cenny „Portret kupca gdańskiego”, Hansa Holbeina młodszego z 1543 roku. Z wpisu do inwentarza muzealnego wiemy, że 10 grudnia 1904 r. do Muzeum Miejskiego jako depozyt trafił okrągły, maleńki portrecik o średnicy 5 cm namalowany na pergaminie farbą kryjącą, umieszczony w drewnianej kapsule i nakryty płytką szklaną z dodatkiem miki. Stroną przekazującą był radca miejski Rodenacker.

O potraktowaniu miniatury Holbeina w zbiorach sztuki Gdańska jako wyjątkowej klasy zabytku, świadczy pismo urzędowe wysłane już w czasach wojny z kancelarii Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w Berlinie do władz Gdańska, w którym stwierdza się, że obraz Holbeina „Portret gdańskiego kupca”, wraz z „Sądem Ostatecznym” Hansa Memlinga oraz rzeźbą Pięknej Madonny z 1420 r. (Kościół Najśw. Marii Panny) znajdują się w wykazie narodowych dóbr kultury i to powinno być brane pod uwagę przy wszelkich postanowieniach dotyczących tych dzieł, m. in. ich pobytu za granicą. Wszelkie postanowienia bez wymaganej zgody władz zwierzchnich są niedopuszczalne, obowiązkiem jest wszystko zgłaszać.

„Portret kupca” prawdopodobnie został zdeponowany w skarbcu bankowym i na pewno, przeniesiony pod koniec wojny do piwnic pod Zbrojownią, która jak wiadomo została spenetrowana przez Rosjan. To niewielkich rozmiarów dzieło zabrane z piwnic Zbrojowni, przez Trofejną komisję trafiło do Muzeum im. Puszkina w Moskwie.

Jest tam też obraz olejny „Pejzaż leśny”, które namalował Jan Breughel Starszy i „Ptasie Podwórko” Daniela Schultza. Rosjanie razem z miniaturą wzięli też ze Zbrojowni srebra będące własnością Muzeum Miejskiego i zbiór Chodowieckiego, na pewno grafiki.

Szanse na powrót

- Powrót wszystkich muzealiów, które straciliśmy w czasie działań II wojny światowej byłby dla nas czymś niezwykłym, choć mamy świadomość, że nie wszystkie zabytki odzyskamy - mówi dyrektor Muzeum Narodowegow Gdańsku Wojciech Bonisławski. - Te starania trwają od lat, tyle że jest to domena nie tylko muzeum, ale przede wszystkim rządu; Ministerstwa Kultury i Ministerstwa Spraw Zagranicznych, bo to one czynią starania o rewindykację zaginionych dzieł sztuki.

Powrót wszystkich muzealiów, które straciliśmy w czasie działań II wojny światowej byłby dla nas czymś niezwykłym, choć mamy świadomość, że nie wszystkie zabytki odzyskamy. Te starania trwają od lat, tyle że jest to domena nie tylko muzeum, ale przede wszystkim rządu

- My wiemy gdzie jest część obiektów, ale nie posiadamy pełnej wiedzy - dodaje dyrektor. - Dlatego tak ważne są badania dotyczące strat wojennych. Wkrótce dzięki pieniądzom z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego ukaże się książka autorstwa Heleny Kowalskiej dotycząca losów zaginionych dzieł sztuki z naszego muzeum.

- Najtrudniejsze rozmowy to te ze stroną rosyjską, są prowadzone przez kolejne rządy i nie dają rezultatów, dotyczy to Muzeum im. Puszkina w Moskwie - zapewnia Wojciech Bonisławski. - Ja sam odbyłem też kilka lat temu taką rozmowę z ówczesną dyrektorką tej placówki, Iriną Antonowną, która wie doskonale co Armia Czerwona zagrabiła.

I odpowiedź oczywiście, była negatywna.

Najcenniejsze zrabowane dzieła

grazyna.antoniewicz@polskapress.pl

Grażyna Antoniewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.