Solidarność to była nowa jakość [ROZMOWA]

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Jarosław Zalesiński

Solidarność to była nowa jakość [ROZMOWA]

Jarosław Zalesiński

Ani władza, ani strajkujący i ich doradcy nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji podpisania porozumień - mówi historyk prof. Wojciech Polak, z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

Ze strajkami sierpniowymi wiążemy listę 21 postulatów, ale może warto przypomnieć, że 14 sierpnia strajk w Stoczni Gdańskiej zaczął się od tylko pięciu żądań: przywrócenia do pracy Anny Walentynowicz i Lecha Wałęsy, podwyżek płac, zrównania dodatków rodzinnych, budowy pomnika ofiar Grudnia ’70 oraz nierepresjonowania strajkujących. Strajk dotyczył nie tylko spraw socjalnych. Sierpień ‘80 od samego początku był „godnościową rewolucją”.
Na pewno. Strajki w 1980 roku zaczęły się w Polsce tak naprawdę już w lipcu, kiedy to wybuchła fala strajków, głównie na Lubelszczyźnie. Strajki w lipcu związane były jeszcze z podwyżką cen obiadów w stołówkach zakładowych. Nie pojawiły się postulaty, które potem określono jako polityczne. Po strajkach na Lubelszczyźnie protesty rozsiewały się na całą Polskę, przygasły na przełomie lipca i sierpnia, a potem znowu zaczęły wybuchać.

14 sierpnia w Gdańsku. Ten strajk miał, jak to Pan już zauważył, charakter nie tylko płacowy. I to była nowa jakość.
16 sierpnia dyrekcja Stoczni Gdańskiej, dzięki wprowadzeniu do komitetu strajkowego wielu nowych ludzi, omal nie wygasiła strajku.

16 sierpnia większość tych początkowych postulatów została spełniona. Uznano więc, że właściwie nie ma po co dłużej strajkować. W ciągu tego dnia Bogdan Borusewicz, Lech Wałęsa i wiele innych osób z kierownictwa strajku uświadomiło sobie jednak, że co prawda zostały spełnione postulaty stoczniowców, ale w ramach solidarności ze Stocznią Gdańską przyłączyło się do niej wiele innych zakładów pracy. Borusewicz szybko wytłumaczył Wałęsie, że został popełniony błąd. Lech Wałęsa wypowiedział wtedy ważne słowa: „rozpoczynamy strajk solidarnościowy”. W nocy zjechali się przedstawiciele innych zakładów pracy, powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, a 17 sierpnia było już gotowych 21 postulatów, w tym na pierwszym miejscu żądanie utworzenia wolnych związków zawodowych. Pojawiła się kolejna nowa jakość, pojęcie solidarności.

W nocy zjechali się przedstawiciele innych zakładów pracy, powstał Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, a 17 sierpnia było już gotowych 21 postulatów, w tym na pierwszym miejscu żądanie utworzenia wolnych związków zawodowych. Pojawiła się kolejna nowa jakość, pojęcie solidarności.

Edward Gierek z wywczasu na Krymie powrócił dopiero 18 sierpnia, gdy strajk już się szeroko rozlał poza Stocznię Gdańską. I sekretarz nie zrozumiał na czas powagi sytuacji?
Chyba nie do końca zdawał sobie sprawę z tego, co się w Polsce dzieje. Paradoksalnie - Gierek szybko się spakował i wrócił do Polski dopiero po telefonie Breżniewa, który powiedział mu: „Co ty tu jeszcze robisz? Dawno powinieneś być w Warszawie”. Zabrakło Gierkowi zrozumienia powagi sytuacji.

Gdy już sobie zdał z niej sprawę w Warszawie, dlaczego nie kazał użyć siły? Twardogłowi komuniści, w rodzaju Władysława Kruczka, otwarcie do tego wzywali na posiedzeniach Biura Politycznego.
Wytłumaczenie jest chyba proste: Edward Gierek wprawdzie nie był tak łagodnym barankiem, jak się go czasem przedstawia, natomiast pamiętał, czym się skończyła siłowa akcja Gomułki w Trójmieście w grudniu 1970 roku. Najpierw masakrą robotników, a potem utratą władzy przez Gomułkę.

Pamięć Grudnia ‘70 działała po obu stronach: strajkujący wiedzieli, że nie mogą powtórzyć błędu wyjścia na ulice. Zamknęli się w stoczni.
Wybór strajku okupacyjnego niewątpliwie był wynikiem lekcji Grudnia.

21 sierpnia do Stoczni Gdańskiej przyjeżdża na negocjacje wicepremier Jagielski. Czy, według Pana, którakolwiek z osób, które w tych wydarzeniach brały udział, zdawała sobie sprawę z ich epokowego znaczenia?
Część aparatu partyjnego mogła przewidywać, że nowy związek zawodowy w takim systemie politycznym nie będzie mógł się ograniczyć tylko do funkcji związkowych. Myślę jednak, że ani władza, ani strajkujący, ani ich doradcy nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji porozumień. Dla władzy nie do przyjęcia był postulat wolnych związków, ale musiała się na niego zgodzić, nie miała innego wyjścia. Wśród strajkujących i ich doradców wielu nie wierzyło, że komuniści zgodzą się na spełnienie tego postulatu. Lech Kaczyński, który był w stoczni jako przedstawiciel KOR, przyznawał potem, że nie mieściło mu się w głowie, iż władze zgodzą się na utworzenie wolnych związków zawodowych.

Ani władza, ani strajkujący, ani ich doradcy nie zdawali sobie sprawy z konsekwencji porozumień. Dla władzy nie do przyjęcia był postulat wolnych związków, ale musiała się na niego zgodzić, nie miała innego wyjścia.

Podobno to kardynał Stefan Wyszyński zasugerował, poprzez swoich doradców, żeby strajkujący domagali się „samorządnych”, a nie „wolnych” związków, bo to okaże się łatwiejsze do przełknięcia dla władz. Można chyba jednak powiedzieć, że Kościół przy porozumieniach sierpniowych odegrał o wiele mniejszą rolę niż na przykład przy porozumieniach okrągłostołowych?
Trudne pytanie. Kardynał Wyszyński był przez całe swoje życie człowiekiem umiaru i kompromisu. Dwa wielkie kompromisy, które zawarł, w 1950 i 1956 roku, skończyły się co prawda fiaskiem, ale kardynał nadal uważał, że z komunistami trzeba rozmawiać, po to by Polskę i Kościół przeprowadzić przez najgorsze odmęty. Wiadomo, że Edward Gierek w czasie strajków sierpniowych odwiedził księdza kardynała i przedstawił sytuację jako bardzo dramatyczną. Mówił o grożącym desancie z okrętów radzieckich. Ksiądz prymas, wygłaszając 26 sierpnia kazanie...

Zmanipulowane przez władze.
Władze wycięły z tego kazania raptem jedno zdanie. To była ich głupota. Mogli puścić je w całości. Ale gdy wycięli to jedno zdanie, Rada Główna Episkopatu mogła ogłosić, że upublicznione przez państwowe media kazanie prymasa nie było integralne. I robotnicy w stoczni, którzy bardzo się po tym kazaniu zdenerwowali, stwierdzili potem: no tak, to była kolejna manipulacja komunistów. Kazanie prymasa było niejednoznaczne. Prymas Wyszyński raczej wzywał do umiaru...

Niż do walki o swoje prawa.
Prymas chyba był zbyt ostrożny, w momencie gdy można już było osiągnąć o wiele więcej. Musimy jednak pamiętać także o innym aspekcie postawy Kościoła. W całej Polsce, nie tylko w stoczni, w wielu miejscach, gdzie się zawiązywały strajki, na prośby załóg dziesiątki czy nawet setki kapłanów przybywały, odprawiały msze i spowiadały. Księża doradzali także po cichu komitetom strajkowym. Pomoc Kościoła była w tym wymiarze ogromna.

Po podpisaniu Porozumień Sierpniowych błyskawicznie powstał 10-milionowy ruch społeczny. Tego efektu nikt nie przewidział.
Musimy przy tym pamiętać o jednym ważnym fakcie. Porozumienie podpisane w Gdańsku zawierało niefortunne sformułowanie, mówiące o tym, że gdański MKS może się przekształcić w zrzeszenie związkowe w skali Wybrzeża. Tymczasem wolne związki zaczęto tworzyć w całej Polsce, na przykład w Toruniu 1 września podpisano porozumienie toruńskie. Jaki był jego pierwszy punkt?

Wolne związki?
Tak, podpisano porozumienie, że powstaną wolne związki województwa toruńskiego. Dzięki takim lokalnym porozumieniom nieszczęsna formuła „związków zawodowych Wybrzeża” stawała się nieaktualna. Porozumienie katowickie z 11 listopada 1980 roku zawierało sformułowanie, że wolne związki zawodowe mogą być zakładane wszędzie. Błąd został naprawiony.

Samorzutnie, przez innych strajkujących.
Na to, czym stała się Solidarność, w decydujący sposób wpłynęło posiedzenie 17 września w klubie Ster w Gdańsku Międzyzakładowych Komitetów Strajkowych, które przekształciły się w komitety założycielskie nowych związków zawodowych. Przed tym posiedzeniem bracia Kaczyńscy oraz Jan Olszewski postanowili lansować model terytorialny, a nie branżowy. To w znacznym stopniu zadecydowało o charakterze związku.

I o jego sile.
Szefowie regionów awansowali w okresie karnawału Solidarności do roli partnerów w rozmowach z wojewodami i sekretarzami KW. Solidarność spełniała te funkcje, których państwo komunistyczne nie mogło lub nie chciało spełniać. W okresie legalnym, ale także tym podziemnym, Solidarność odkłamywała historię, tworzyła przestrzeń dla wolnej kultury, budowała obieg informacji, istniały komisje interwencyjne itd.

Wielomilionowy ruch społeczny musiał się po 1989 roku pofragmentować, to był naturalny proces. Ale jeśli dzisiaj wraca się do przeszłości i umniejsza rolę obecnych oponentów w wydarzeniach Sierpnia 1980, warto chyba powiedzieć, że rola każdej z tych osób była wtedy nie do przecenienia, a dzisiaj nie do przekreślenia.
Ja nie odmawiam na przykład Lechowi Wałęsie wielkich zasług w tamtym okresie. Niestety, obecnie Lech Wałęsa robi dużo, żeby swój etos i mit pomniejszyć. I to jest przykre. Część działaczy ruchu Solidarności stała się desantem politycznym, co było normalne i nawet pożądane, bo niby z kogo miano tworzyć elity po 1989 roku, jak nie z działaczy Solidarności? Bardzo dobrze więc się stało. Z wieloma spośród tych ludzi dzisiaj się nie zgadzam, ale broń mnie Panie Boże, żeby się to przenosiło na moje oceny jako historyka ich działalności w 1980 roku czy w latach konspiracji Solidarności. Myślę zresztą, że nie tylko historyk, ale każdy powinien odróżniać te dwie rzeczy i doceniać ówczesne zasługi historyczne, nawet jeśli z postawą tego czy innego człowieka dzisiaj się nie zgadza.

jaroslaw.zalesinski@polskapress.pl

Jarosław Zalesiński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.