Słowa i gesty muszą być ze sobą spójne, wtedy polityk wypada wiarygodnie

Czytaj dalej
Fot. Alexey Vitvitsky/Sputnik/eastnews
Dorota Kowalska

Słowa i gesty muszą być ze sobą spójne, wtedy polityk wypada wiarygodnie

Dorota Kowalska

Dzisiaj wyborcy mniej słuchają, a bardziej oglądają, więc jak nigdy wcześniej liczy się mowa ciała. Gest ma wzmocnić słowo, uczynić go wiarygodnym. Doskonale wiedzą o tym politycy, dlatego mocno pracują pod okiem doradców i PR-owców nad pracą swoich rąk, czy twarzy.

Ostatni szczyt NATO, był nie tylko ważnym politycznym wydarzeniem, ale i swego rodzaju teatrem, w którym przywódcy poszczególnych państw prowadzili swoje gry. Liczyły się nie tylko słowa, ale i gesty, mowa ciała.

W Polsce hitem internetu stała się fota prezydenta Dudy z wyciągniętymi do góry kciukami na wspólnym zdjęciu z uczestnikami szczytu. Ten gest można by odczytywać jako „Jest dobrze”, ale opozycja, nie tylko zresztą ona, także internauci, nie zostawili na prezydencie suchej nitki. Żywa dyskusja o tym, czy taki gest nas kompromituje, czy nie, rozgorzała zwłaszcza na Twitterze.

Katarzyna Lubnauer z Nowoczesnej: „Jeśli to nie fejk, to ja się pytam, dlaczego nas to spotyka? Adrianie, nie idź tą drogą! Reprezentujesz tam Polskę.” Michał Szczerba: „Adrian w Brukseli #UchoPrezesa”

Niektórzy bronili jednak prezydenta, w końcu w dyskusji głos zabrał sam zainteresowany. „To tylko eksplozja frustracji. Spokojnie. Robimy swoje i mamy powody do satysfakcji. Pozycja Polski rośnie, jak i wyniki:)” - napisał prezydent Duda na Twitterze.

I „podał dalej” obrazek wrzucony przez jedną z internautek, na którym czołowi politycy świata wykonują ten sam gest co on. Tym samym dał do zrozumienia, że jego zachowanie nie jest niczym wyjątkowym w świecie polityki.


Źródło: polskatimes.pl/x-news

- W dobie mediatyzacji polityki gesty, które są grą pozorów nabierają ogromnego znaczenia - nie ma wątpliwości prof. Kazimierz Kik, politolog.

Wszyscy przecież uczymy się gestów od najmłodszych lat, dowiadujemy się, jak nad nimi panować, albo wręcz przeciwnie - jak je wykorzystywać. Najłatwiej idzie nam z rękami i mimiką twarzy, znacznie trudniej z tułowiem i nogami. Tak czy owak ruchy rąk weszły do kanonu mowy ciała. Politycy doskonale zdają sobie z tego sprawę. I tak tzw. koszyczek, charakterystyczne ułożenie rąk, które można zaobserwować u Donalda Tuska, Angeli Merkel, czy Baracka Obamy, to gest będący najczęściej demonstracją swego rodzaju pewności siebie, ręce rozłożone przed sobą - mają świadczyć o naszej otwartości, lekkie podparcie podbródka - oznacza naszą krytyczną postawę wobec czegoś lub kogoś. Specjaliści od PR-u doskonale znają wszystkie te socjotechniczne sztuczki i ciężko pracują ze swoimi podopiecznymi.

- Tłumaczymy im, przed ważnymi wystąpieniami, jak pracować ciałem, rękoma, jak tonować głos. Mowa ciała i wypowiadane słowa muszą być ze sobą spójne, to bardzo ważne dla odbiorcy - mówi nam jedna z osób doradzająca politykom.

- Polityk musi nauczyć się gry aktorskiej, która podkreśla znaczenie słów - dorzuca jeszcze Wiesław Gałązka, dziennikarz, publicysta, konsultant i doradca polityczny. Gałązka tłumaczy, że gesty są tym wiarygodniejsze im bardziej naturalne.

- Najbardziej naturalny w swojej gestykulacji jest Barack Obama. Były prezydent Stanów Zjednoczonych posiada zwierzęcą wręcz umiejętność podkreślania treści gestami. Z polskich polityków najlepszy, jeśli chodzi o gestykulację, jest były premier Donald Tusk - ocenia Gałązka.

- Skąd taka krytyka prezydenta Dudy za uniesione w górę kciuki? - dopytuję.

- Gesty do prezydenta Dudy nie pasują, one nie wyglądają u niego naturalnie, bo sam odbierany jest jako osoba dość sztywna. Więc dla wielu to bardziej próba zaistnienia, niż spontaniczny wyraz radości - tłumaczy Wiesław Gałązka.

Tak, gesty Baracka Obamy, rzeczywiście przeszły do historii. Zdaniem ekspertów od wizerunku, zaciśnięte pięści z kciukiem na wierzchu, to gest, dzięki któremu Obama w 2008 roku wygrał wybory prezydenckie. Charakteryzuje lidera, człowieka, który wie, co chce zrobić i to robi. Jakiś czas temu dziennikarze zauważyli nawet, że Baracka Obamę zaczęła naśladować Ewa Kopacz będąca wówczas premierem.

Ale zostając jeszcze przy Obamie, w 2008 roku „New York Times” pisał: „Podczas debat amerykańskich kandydatów na prezydenta wygląd i gesty liczą się tak samo jak słowa”. Gazeta przeanalizowała wówczas trzy znaczące gesty, których najczęściej używali kandydaci na urząd prezydenta - Barack Obama właśnie i Mitt Romney. I tak dziennikarzom wyszło, że jednym z ulubionych gestów Obamy jest „machanie piłeczką” - były już prezydent rusza wtedy przedramieniem w przód, a palce ma ułożone jakby trzymał w nich małą piłkę. Gestu tego Obama użył choćby podczas konwencji Partii Demokratycznej, na której oficjalnie przyjął nominację. Zazwyczaj stosuje go, gdy chce, by słuchający zgodził się z jego stwierdzeniem albo tezą - na konwencji użył tego gestu, gdy mówił o „prawdziwym, realnym planie, który stworzy nowe miejsca pracy”. Z kolei gest cięcia dłonią Obama stosuje, gdy wzywa do działania, albo gdy chce skłonić słuchającego do wykonania pewnego zadania. „Ciął” mówiąc: „Nasze problemy mogą być rozwiązane”. Najczęstszy chyba gest Obamy to „punktowanie”, właśnie ten, dzięki któremu, zdaniem ekspertów wygrał wybory. Były prezydent wykonuje wtedy ruch w przód kciukiem obejmującym zaciśniętą w pięść dłoń. W ten właśnie sposób podkreślił słowa: „Obciąłem podatki tym, którzy tego potrzebowali” lub „Niektóre z najgorszych szkół w kraju dokonały olbrzymiego postępu”.

Obama, jak zauważyli wówczas dziennikarze, o wiele silniej niż Romney kontrolował swoją mowę ciała, a siła jego gestów mogła skłonić słuchającego do przyjęcia jego punktu widzenia.

Ale, umówmy się, Barack Obama był jako prezydent mistrzem gestów spontanicznych: a to kogoś przytulił, a to przybił z kimś „piątkę”, nawet jako głowa państwa sprawiał wrażenie człowieka wyluzowanego, sympatycznego, naturalnego.

Z kolei Donald Tusk potrafił unieść prawą rękę nad mównicę sejmową i lekko, ale stanowczo uderzyć nią w blat, zacisnąć pięść podczas przemówienia, doskonale gra głosem - jemu też nie brakuje spontaniczności, jego gesty nie są wymuszone.

Zdjęcia Andrzeja Dudy ze szczytu NATO robi w sieci furorę. Ten gest oznacza chyba „Jest dobrze”
Bartek Syta Eksperci oceniają, że Donald Tusk dobrze radzi sobie z gestykulacją

- Zdecydowanie zgadzam się ze stwierdzeniem, że Donald Tusk jest bardzo naturalny w swojej gestykulacji, podobnie Aleksander Kwaśniewski, czy świętej pamięci Lech Kaczyński. To kwestia pewnej plastyczności, ale także charakteru - uważa Michał Kamiński, były spin doktor Prawa i Sprawiedliwości. - Z polityków zagranicznych, oczywiście Barack Obama, który wychodzi na scenę i ta scena od razu należy do niego, ale też Tony Blair, czy Ronald Reagan, z zawodu aktor - dodaje Kamiński.

Bo, oczywiście, pewnych rzeczy można się wyuczyć, ale zdolności i talent nie są tu bez znaczeni. I nie ma co ukrywać, że te umiejętności coraz bardziej przydają się w polityce, bo jak wykazują badania - merytoryczny przekaz, to zaledwie 15 procent sukcesu wyborczego, a aż 93 procent odbieranych przez rozmówców komunikatów to przekazy niewerbalne. Obserwujemy i natychmiast oceniamy: wystarczy powiedzieć, że w czasie jednej dziesiątej sekundy nowo poznane osoby wyrabiają sobie opinię o sobie. Szybko? Błyskawicznie!

Nie bez powodu nasze babcie mówiły: „Jak cię widzą, tak cię piszą.” Ludzie, w tym także wyborcy, zapamiętują krój garnituru, kolor krawata, głos, gesty, dużo mniejsze znaczenie ma dla nich to, co polityk próbuje im przekazać. I właśnie dlatego z każdym ważnym graczem sceny politycznej pracuje sztab fachowców, który przygotowuje go do wystąpień czy przemówień.

Ale wracając jeszcze do szczytu NATO, w czwartek, podczas jego trwania spotkali się prezydenci Francji i USA. Emmanuel Macron i Donald Trump tak długo i mocno potrząsali swoimi dłońmi, że te niemal zbielały. Obydwaj przywódcy patrzyli sobie głęboko w oczy. Trump dwukrotnie próbował wyswobodzić swoją dłoń z uścisku. Ciekawy gest. Jak wytłumaczył potem francuski prezydent, ten specyficzny uścisk nie był przypadkowy, ale zamierzony: „nie był niewinny”, ale „był chwilą prawdy”. Macron chciał w ten sposób zyskać szacunek, pokazać, że Francja nie będzie szła na drobne, nawet symboliczne ustępstwa. Agencja Associated Press oceniła, że takim gestem Macron chciał dać do zrozumienia Trumpowi, że nie powinno się go lekceważyć. - Donald Trump, prezydent Turcji czy prezydent Rosji widzą sprawy przez pryzmat relacji siłowych, czym ja się nie przejmuję - mówił potem Macron. - Nie wierzę w dyplomację poprzez publiczną krytykę, ale w moich rozmowach dwustronnych nie odpuszczam. To w ten sposób zdobywasz szacunek - dodał.

Swoją drogą, uściski dłoni Donalda Trumpa ze światowymi przywódcami stale przykuwają uwagę mediów i komentatorów. Prezydent USA ma w zwyczaju energicznie potrząsać dłonią drugiej osoby i przyciągać ją ku sobie, czym w lutym wydawał się zdezorientowany premier Japonii Shinzo Abe. Ten gest amerykańskiego prezydenta jest tak dla niego charakterystyczny, że piarowcy uprzedzają przed nim polityków, by nie dali się zdominować, bo temu służy „stalowy” uścisk. Macron musiał więc wiedzieć, jak będzie wyglądać przywitanie z Trumpem i doskonale się do niego przygotował.

Zresztą, już w trakcie powitania prezydenta Francji z obecnymi na szczycie głowami państw NATO doszło do dość zabawnej sytuacji. Pomimo gestu otwartych rąk i zaproszenia do powitania ze strony Donalda Trumpa, Macron podszedł do Angeli Merkel. Potem przywitał się jeszcze z dwoma innymi panami. Wreszcie przyszedł czas na Donalda Trumpa, i ten odegrał się po swojemu - silnie przyciągnął dłoń prezydenta Macrona i mocno ją wytargał. Więc ten przed osobistym spotkaniem z Donaldem Trumpem doskonale wiedział, czego się spodziewać. Zareagował stanowczo, aczkolwiek z uśmiechem. I trudno oprzeć się wrażeniu, że prezydent Stanów Zjednoczonych chyba po raz pierwszy wydawał się zaskoczony i zdominowany przez politycznego partnera.

Ale też Donald Trump, to dość specyficzna postać w politycznym teatrze gestów. Robi ich wiele, niektóre są dość trudne do zrozumienia wśród polityków, jak chociażby poklepywanie po plecach , charakterystyczne „dziubki”, wskazywanie palcem - dość nonszalancki sposób bycia.

Zdjęcia Andrzeja Dudy ze szczytu NATO robi w sieci furorę. Ten gest oznacza chyba „Jest dobrze”
Evan Vucci/ap/eastnews Donald Trump długo przytrzymuje rękę przy powitaniu i mocno nią potrząsa

- Moim zdaniem, jego gesty wynikają z pewnego prostactwa - ocenia Wiesław Gałązka. Z kolei zdaniem prof. Kika, Trump to polityk z innego świata.

- On zupełnie nie zna i nie ma mentalności świata polityki, jest biznesmenem, wszystkie jego gesty są apolityczne, bo stosuje je na scenie nie swojego teatru - ocenia prof. Kik. Cóż, mało prawdopodobne, aby prezydent Trump za kilka lat zamienił swój sposób bycia, to raczej światowi przywódcy będą lepiej przygotowani do spotkań z byłym biznesmenem.

O tym, jak ważne są w polityce gesty świadczy chociażby fakt, że niektóre przeszły do historii i stały się niemal wizytówką poszczególnych polityków. Kazimierz Marcinkiewicz? Oczywiście - Yes, yes, yes!

Ale przypomnijmy: 17 grudnia 2005 roku, po kilkunastu godzinach wyczerpujących negocjacji państwa Unii Europejskiej porozumiały się w sprawie kolejnego budżetu siedmioletniego. Polska miała z niego otrzymać 59,625 mld euro w samych tylko funduszach strukturalnych i spójności. Kazimierz Marcinkiewicz, wówczas polski premier, nawet nie starał się ukryć radości, chociaż oczywiście był wykończony, bo rozmowy trwały do późna. - Jestem młodym człowiekiem, przynajmniej tak mi się wydaje. Jak młodzi ludzie wygrywają, to robią tak: yes, yes, yes - krzyczał. - Smak zwycięstwa jest tak dobry jak francuski szampan - mówił.

Piotrowi Zarembie i Michałowi Karnowskiemu wywiadzie-rzece „Marcinkiewicz − kulisy władzy”, tak opowiadał o genezie tego gestu:

„Poszliśmy na górę, pijemy prawdziwy francuski szampan z polskim orłem. Oczywiście jestem wykończony, przecież to już ranek trzeciego dnia, bez snu, bez jedzenia, z wielkimi emocjami i ogromną odpowiedzialnością. Idziemy na konferencję prasową. Wszyscy ruszamy, a Rysiu Schnepf podchodzi do mnie i mówi: Kazimierz, ale ty się chociaż uśmiechnij. Wiem, że jesteś wykończony, ale przecież odnieśliśmy wielki sukces, którego się nie spodziewałem. Idę na konferencję przez szpaler dziennikarzy. Wszyscy się uśmiechają. Przyszli też dziennikarze zagraniczni. Myślę: Boże, rzeczywiście muszę pokazać, że to jest sukces, bo nikt w niego nie uwierzy. I przychodzi mi do głowy - moje chłopaki (synowie) na sukces zareagowaliby właśnie tak. Oni często tak reagują, na przykład na boisku. I tak się narodziło słynne: Yes, yes, yes!”

Tadeusz Mazowiecki? Nie ma co zgadywać, gest zwycięstwa! Swoje expose jako premier Mazowiecki wygłosił 12 września 1989 r. W jego trakcie poczuł się źle, wracając po kilku minutach na mównicę sejmową, usprawiedliwił się porównując stan swojego zdrowia do stanu polskiej gospodarki. Kiedy skończył swoje przemówienie, podniósł do góry rękę w geście zwycięstwa. Ten gest przylgnął do niego na zawsze.

Z niesamowitych gestów zapamiętamy na pewno wspomnianych już wyżej Baracka Obamę i Donalda Trumpa, każdego z trochę innych powodów. Andrzeja Dudę? Zdjęcie z uniesionymi do góry kciukami w geście zwycięstwa na zawsze pozostanie w sieci.

Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.