Serial "Zniewolona" się kończy. Jak żyć? Polacy pokochali piękną Katierinę

Czytaj dalej
Fot. mat. TVP
tos

Serial "Zniewolona" się kończy. Jak żyć? Polacy pokochali piękną Katierinę

tos

Spokojnie, od września w każdy wtorek TVP 1 będzie emitować powtórki. A może powstanie trzeci sezon? Kilka milionów Polaków śledzi losy Katieriny Wierbickiej - tytułowej „Zniewolonej” z ukraińskiego serialu. Jak to się stało, że produkcja, w dużej mierze kalka pamiętnej „Niewolnicy Isaury”, stała się dla wielu Polaków stałym punktem wieczoru?

Kiedy w latach 80. pokazywano „Niewolnicę Isaurę”, ulice pustosza-ły. Wysoka oglądalność „Zniewolonej” nie jest już tak duża, bo inna, bardziej obszerna, jest oferta programów telewizyjnych, ale i tak ukraiński serial stał się jednym z hitów tegorocznych wakacji. I zauważyły to już ukraińskie media. „Serial »Zniewolona« nazywają w Polsce fenomenem”, „»Zniewolona« bije rekordy w Polsce” - to tylko niektóre z internetowych nagłówków.

- Pękło 3,5 mln! Nowy rekord „Zniewolonej”. 18.08 - 3,51 mln - chwalił się 19 sierpnia na Twitterze Jacek Kurski, prezes TVP, i dodał, że kilka dni wcześniej 2,5 mln widzów obejrzało w programie „Alarm” reportaż o kulisach powstawania serialu.

Na Facebooku są już dwa fanpage’e serialu, które łącznie polubiło ponad 9 tys. osób. Jest też grupa, do której należy prawie 6 tys. widzów. Codziennie pojawia się tu około dziesięciu postów o serialu, pod którym internauci obficie komentują losy bohaterów. To porównywalna popularność z tą na Ukrainie, z tym że tam serial był też krytykowany za to, że bohaterowie porozumiewają się między sobą głównie po rosyjsku, a nie po ukraińsku.

Skąd bierze się uwielbienie widzów dla zniewolonej Katii?

- Po pierwsze, serial nadawany jest w czasie największej oglądalności. Po drugie, mamy tutaj bardzo silną ekspozycję wątków damsko-męskich, ukazywanych na wielu płaszczyznach, z wielu perspektyw, z uwzględnieniem różnych sfer społecznych - ocenia dr Katarzyna Brzoza z Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu Śląskiego. - Po trzecie, pojawia się typowa postać Kopciuszka, który nie tylko potrafi skraść serca wielu mężczyzn, ale przede wszystkim, mimo przeciwności losu, cały czas walczy o swoją miłość. Miłość, która przecież nie miała racji bytu, biorąc pod uwagę pochodzenie Katieriny i jej wybranka. To typowy mezalians. Po czwarte, to trudna miłość, nieszczęśliwa miłość, której w tym serialu jest bardzo dużo, to w mojej opinii jeden z kluczowych elementów, bo widzowie obserwują nie tylko miłosne perypetie głównej bohaterki, ale również szlachcica i reprezentantów chłopstwa. Serial jest produkcją kostiumową i to kolejny element wpływający na jego wysoką oglądalność, bo generalnie właśnie tego rodzaju produkcje lubimy - analizuje.

Premiera w Polsce

Nie tylko u nas pokazywana jest lub była „Zniewolona”. Serial sprzedano też m.in. doCzarnogóry, Bośni i Hercegowiny, Macedonii, Słowenii czy Chorwacji. Jednak to właśnie popularność serialu u nas spowodowała, że to w Polsce po raz pierwszy pokazano jego drugi sezon. Na Ukrainie jego emisja rozpocznie się dopiero we wrześniu.

O czym tak naprawdę opowiada „Zniewolona”? Akcja rozpoczyna się w majątku w Czerwince niedaleko Nieżyna. To autentyczne miasto, które leży ok. 120 km od Kijowa i liczy dziś 70 tys. mieszkańców. Wszystko dzieje się jeszcze przed uwłaszczeniem chłopów przez cara Aleksandra II, więc miejscowy dziedzic Piotr Iwanowicz Czerwiński i jego żona Anna Lwowna mają kilka wsi i kilkuset chłopów. Chłopką jest właśnie Katierina Wierbicka, tytułowa „Zniewolona”. Czerwińska jest jej matką chrzestną i zadbała o jej wychowanie. Dziewczyna jest obyta, gra na fortepianie, zna języki, ale nie wie, że przed laty to właśnie Anna Lwowna bez mrugnięcia okiem wysłała jej ojca na katorgę na Syberię. Sielskie życie Kitti, jak mówi się do niej w pałacu, kończy się, gdy z wojny krymskiej wraca syn Czerwińskich Grigorij Pietrowicz. Dziewczyna spotka miłość, będzie próbowała się wykupić, ale ostatecznie trafi m.in. do kijowskiego domu publicznego i... Tutaj się zatrzymamy, bo tym, którzy serialu nie oglądali, nie chcemy psuć niespodzianki.

- Główna bohaterka, mimo wątłej postury fizycznej, ma bardzo silny kręgosłup moralny i przez cały czas pozostaje wierna swoim przekonaniom i wartościom, nawet w obliczu dotykającej ją przemocy fizycznej - uważa dr Katarzyna Brzoza. - Losy Katieriny są niezwykle dynamiczne, skomplikowane i niebezpieczne. Widz obserwuje ciągłą walkę dobra ze złem, która w serialu „Zniewolona” jest obecna od pierwszego odcinka. Właśnie te elementy dodają serialowi dramaturgii i sprawiają, że widz czeka na kolejny odcinek - dodaje. Ta komplikacja losów była też niezłą szkołą dla samej aktorki. - Nie byłam gotowa na wiele rzeczy: na gorsety i ciężkie suknie z krynoliną, na nocne zdjęcia na balach i tańce w tych wielokilogramowych strojach, na zakopywanie mnie w ziemi, na grę pod wodą w gorsecie. Nie myślałam, że dam radę zatrzymać oddech na tak długo. To wszystko było bardzo trudne, ale dałam sobie radę. Mój aktorski bagaż stał się o wiele bogatszy - mówiła grająca tytułową „Zniewoloną” aktorka Katierina Kowalczuk w rozmowie z portalem jedinstwiennaja.ua. Kowalczuk w walce o rolę pokonała podobno pięćset innych pretendentek z innych krajów, wśród których była też Anna Sahajdacznaja, serialowa Natalia Aleksandrowna, żona Grigorija Pietrowicza.

Katierina kontra Isaura

Nie da się ukryć, że „Zniewolona”, przynajmniej początkowo, przypomina wspomnianą „Niewolnicę Isaurę”, ale czy większość emitowanych obecnie seriali nie stanowi adaptacji na rodzimy rynek zachodnich formatów?

Akcja dzieje się u naszych sąsiadów, a tak naprawdę w tym samym kraju, bo przecież w połowie XIX wieku zarówno Moskwa, Kijów, jak i Warszawa, Częstochowa, Lublin czy Sosnowiec znajdowały się w tym samym państwie - Imperium Rosyjskim. Traktowanie chłopów w taki sposób, jak pokazano to w „Zniewolonej” - mowa o ich sprzedaży innym bez mrugnięcia okiem, publicznych chłostach czy zwiększaniu pańszczyzny i norm pracy - było w połowie XIX wieku normą również w wielu majątkach na ziemiach polskich. Gdy część widzów zarzuca scenarzystom zbytnie epatowanie przemocą, inni komentują, że dokładnie tak o tamtych czasach opowiadali im ich przodkowie. Inna rzecz, że dziś historię opowiada się z punktu widzenia sfer wyższych, a nie chłopstwa.

- Być może fakt, że serial powstał na Ukrainie, także w pewnym sensie wpływa na jego popularność w Polsce, choć tutaj byłabym ostrożna w wysuwaniu takich wniosków. Raczej fakt, że to serial ukraiński mógł sprawić, iż polscy widzowie dostrzegali pewne podobieństwa w zakresie obrazu historycznej Polski pańszczyźnianej, którą poznawali podczas lekcji historii, z tym, co obserwują podczas oglądania serialu „Zniewolona” - zastanawia się dr Katarzyna Brzoza.

A jeśli dodać piękne plenery i całą tę otoczkę związaną właśnie z kostiumami głównych bohaterów i pałacami, w których mieszkają, i starą prawdę, że w telewizji najbardziej lubimy oglądać ludzi, którym wiedzie się gorzej od nas, to trudno się dziwić, że serial spodobał się wielu widzom. Rosyjska literatura i kino zawsze miały nad Wisłą swoje grono miłośników i to też pewno ma swój wpływ na włączenie telewizorów wtedy, kiedy pokazywana jest „Zniewolona”. I te polskie ślady. W pierwszej serii Katia z pierwszym mężem chce wyjechać do Krakowa - wówczas do innego państwa. Pod koniec drugiej ma wyjechać do Warszawy, by pracować jako nauczycielka języka francuskiego.

Produkcja ze Wschodu

Kto wie, czy „Zniewolona” nie stanie się jaskółką, która spowoduje powrót do naszej telewizji produkcji zza wschodniej granicy. Tak było przecież w przypadku tureckiego „Wspaniałego stulecia”, po którym pojawiły się inne seriale z tego kraju. Dzisiaj ze Wschodu polski widz pamięta chyba tylko „Siedemnaście mgnień wiosny”. Tam jednak po kwadransie oglądania można było usnąć (w wersji oryginalnej, bo przy polskim dubbingu po trzydziestu minutach), a w przypadku „Zniewolonej” jest przecież wprost przeciwnie.

Nie dotarły do nas „Swaty”, chyba najpopularniejszy serial ostatnich lat w Rosji i na Ukrainie, oparty na prostym schemacie rodziny, w której jedni teściowie są z miasta, a drudzy ze wsi. Świetny serial z Mateuszem Damięckim w roli głównej „Jak zostałem Rosjaninem” można było za to zobaczyć na kanale Kino Polska. Filmy i seriale, które powstają dziś na Wschodzie, poziomem wcale nie odbiegają od produkcji zachodnich, ale docierają do nas rzadko. Szkoda że w tym przypadku wymiana kulturalna miesza się z polityką.

Będzie trzeci sezon?

30 sierpnia telewizyjna „Jedynka” ma wyemitować ostatni odcinek drugiego sezonu „Zniewolonej”. Katierina ma stanąć na ślubnym kobiercu, co prawda nie z Alieksiejem Kosaczem, którego jeszcze w pierwszej serii zastrzelił Grigorij Czerwiński, ale z Andriejem Żadanem. Jednak streszczenia ostatniego odcinka mówią, że wydarzy się coś niespodziewanego. Czy to otworzy możliwość do dalszego ciągu opowieści o losach Katii? Czyżby pojawić miał się trzeci sezon „Zniewolonej”?

- Nie wiem. Wy tego chcecie? Bo ja bardzo. Chcę trzeciego sezonu, ale jeszcze nikt nie wie, czy powstanie - mówi Katierina Kowalczuk. Z odtwórcami roli Grigorija Czerwińskiego i Alieksieja Kosacza - Michaiłem Gawriłowem i Alieksiejem Jarowienką - przyjechała kilka dni temu do Polski. Póki co widzowie zadowolić się muszą powtórkami, które TVP ma od września emitować w każdy wtorek.

tos

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Teresa Hajdamowicz

Dziękuję ❤️

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.