Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Seks, wóda, ploty, czyli Sejm z czasów Anastazji Potockiej

Czytaj dalej
Dorota Kowalska

Seks, wóda, ploty, czyli Sejm z czasów Anastazji Potockiej

Dorota Kowalska

To był największy skandal erotyczny Polski lat 90. i jest jednym z najbardziej pamiętnych do dzisiaj, większym niż dzisiejsza afera ze Stefanem Niesiołowskim w roli głównej.

Jej nazwisko powraca przy okazji każdego kolejnego skandalu towarzyskiego, jaki rozgrywa się przy Wiejskiej. O Anastazji Potockiej vel Marzenie Domaros pisano, kiedy publicznym stał się romans posła Stanisława Piety, pisze się o niej dzisiaj, kiedy śledczy podejrzewają, że Stefan Niesiołowski uwikłał się w pikantną seksaferę. Chyba trudno się dziwić, bo Anastazja Potocka w polskim parlamencie pojawiła się znikąd, narozrabiała i zniknęła. Ale trzeba przyznać, że była autorką najgłośniejszego obyczajowego skandalu wolnej Polski, wyprzedzając o lata świetlne swoje czasy.

Od kilku ładnych lat dziennikarze próbują ją odnaleźć, sprawdzić, co porabia dzisiaj, jak potoczyły się jej losy, bo w 1993 roku po prostu zapadła się pod ziemię.

- Nie wiem, gdzie jest i mówiąc szczerze, niewiele mnie to obchodzi - mówi nam jeden z polityków prawicy, który osobiście znał Anastazję Potocką. Inny dodaje, że pewnie cały czas oszukuje innych, jak to miała w zwyczaju.

Wersji tego, co miałaby robić największa skandalistka początku lat 90. po tym, jak zniknęła z życia publicznego, jest przynajmniej kilka. Pierwsza - w 1994 roku trafiła do aresztu za wyłudzenia. Druga - przez kilka lat mieszkała z byłym oficerem UOP i prowadziła z nim tajemnicze interesy na styku biznesu, polityki i służb.

Miała też wyjechać do Japonii i tam pracować w barze. Ale niektórzy rozpoznali w niej kelnerkę w jednej z warszawskich restauracji. Inni - właścicielkę firmy konsultingowej.

Jak pisał swego czasu Cezary Łazarewicz, Anastazja Potocka nigdy nie była grzeczna, zaczęła kombinować już w 1990 r., gdy pomagała organizować Igrzyska Solidarności. Co robiła? Wyłudzała pieniądze od ludzi. Ukradła firmową pieczątkę „Wieczoru Wybrzeża”, biegała po przedsiębiorcach i oferowała im reklamy w gazecie, które, rzecz jasna, nigdy się nie ukazały. Według Łazarewicza znana trójmiejska lekarka oskarżała ją o kradzież złotych pierścionków, a sąsiadka - o kradzież pieniędzy.

Gdy uciekła do Warszawy, prokuratura rozesłała za nią listy gończe. Ponoć podając się za żonę Zbigniewa Bońka, wyłudziła pieniądze od słynnego dyrygenta i znanego fryzjera. Profilaktycznie, a może w obawie przed konsekwencjami - zniknęła na jakiś czas. Po kilku latach zjawiła się ponownie w redakcji u Jerzego Urbana. Tym razem jako bizneswoman, mieszkająca na Śląsku i zajmująca się eksploatacją hałd węgla. Tyle tylko, że innym w tym samym czasie opowiadała, że jest prezesem firmy paliwowej.

Rodzina Anastazji Potockiej rozmawiać o niej nie chce. I chyba trudno się dziwić. Zerwała kontakty z własną córką, sporadycznie widuje się z siostrą. W rodzinnej Górze koło Starogardu Gdańskiego też się nie pojawia. Według jednej z wersji mieszka dziś pod Tczewem, według innej, od dawna gdzieś za granicą. Tak naprawdę, nikt nie wie, co się z nią dzieje.

Być Anastazją P.
W Warszawie pojawiła się na początku lat 90., na krótko, ale przewróciła świat polskiej polityki do góry nogami. Sejm był wówczas pełen nowych twarzy wybranych w pierwszych demokratycznych wyborach parlamentarnych, ale i starych wyjadaczy, którzy w polityce siedzieli od lat. Z dnia na dzień na sejmowych korytarzach pojawiła się ona: Anastazja Potocka.

- Nie była jakąś pięknością. W każdym razie nie obejrzałbym się za nią na ulicy. Trochę pulchna, z wielkim biustem, nic szczególnego - opowiadał mi swego czasu Jerzy Dziewulski, były antyterrorysta, ale i poseł na Sejm I, II, III i IV kadencji. Dziewulski pozostawał powściągliwy wobec wdzięków młodej kobiety może dlatego, że dużo latał i wciąż obracał się wśród stewardes, a te były kobietami o wyjątkowej urodzie.

Anastazja Potocka na innych robiła jednak wrażenie: ogromny dekolt, spódnica niezasłaniająca wszystkiego, na głowie finezyjny kapelusz z wielkim rondem.

- Była inna niż pozostałe panie w Sejmie i może ta inność podobała się kolegom - wzrusza ramionami jeden z polityków, ale woli pozostać anonimowy, bo jak tłumaczy, w kontekście „tej pani”, wolałby się w tekście nie pojawiać. - No i była z tych kobiet, które mężczyźni uwielbiają: słuchała, kokietowała, sprawia, że rozmówca czuł się najważniejszym i najmądrzejszym facetem na ziemi. Nawet posłom, a może szczególnie im, takie wyrazy uwielbienia bardzo się podobają - dodaje ze śmiechem polityk.

Anastazja Potocka była sprytna, roztaczała wokół siebie aurę tajemniczości: wszystkim naokoło opowiadała, że jest nieślubnym dzieckiem hrabiego Potockiego, korespondentką „Le Figaro” i byłą żoną popularnego aktora Bogusława L. Miała przyjechać z Francji, by odzyskać rodzinny majątek Walewice pod Łowiczem. No i pracowała: nawiązywała kontakty, zbierała informacje, wsłuchiwała się w opowieści naszych parlamentarzystów i nieśmiało zadawała pytania - w końcu praca korespondentki tak poważnej i cenionej w świecie gazety, jak „Le Figaro” zobowiązuje.

- Ale od początku jakoś mi się to wszystko nie kleiło. Ten kapelusz do niej nie pasował. Albo ktoś ma styl i klasę, albo ich nie ma. Ona nie miała. Wyczuwało się na kilometr, że ten kapelusz nosi okazjonalnie, że żadna z niej dama - opowiadał Dziewulski.

Równie szybko, jak przy Wiejskiej pojawiła się Anastazja Potocka, pojawiły się plotki, z kim była albo spała „francuska korespondentka”. Dziewulski był zdumiony, że męska część parlamentu tak mocno zaangażowała się w Anastazję Potocką, ale tak to sobie tłumaczył: „Panowie przy Wiejskiej obracali się cały czas w swoim gronie, trochę już sobą i swoim męskim towarzystwem zmęczeni. Nagle pojawia się ktoś, kto nie był miejscową dziennikarką ani koleżanką posłanką, a więc, przynajmniej teoretycznie nie ma niebezpieczeństwa, że ewentualny romans wyjdzie na światło dzienne, albo zostanie wykorzystany na przykład do szantażu. Anastazja Potocka wzbudzała zainteresowanie, na dodatek była kobietą do poderwania. W każdym razie, jak to się mówi, nie trzeba się było nachodzić, żeby ją poderwać. Na dodatek była spoza polityki, jawiła się zatem, jako odskocznia od codziennej rzeczywistości. A co tu dużo mówić: Okazja czyni złodzieja”.

Anastazja Potocka widziała to trochę inaczej, tak napisała potem w książce, którą wysadziła w powietrze polski parlament: „Nie było ważne, czy jestem mądra, czy głupia, ładna, czy brzydka, najistotniejsze było to, że każdy cham może sobie posiedzieć z hrabiną”. I dalej: „Każdą najbrzydszą babę wystarczy wpuścić do Sejmu na 24 godziny, by wyleczyć ją z kompleksów. Większość myśli tylko o tym, żeby się napić i popieprzyć. Seks, wóda i ploty”.

Mocne? Mocne! Ale prawda jest taka, że od zalotników Anastazja P. nie mogła się opędzić. Adorowali ją posłowie od lewicy po prawicę. Niektórzy na adorowaniu zresztą nie poprzestali, ale wskoczyli do łóżka rozchwytywanej korespondentki „Le Figaro”. Tych, którzy osobiście poznali najintymniejsze szczegóły jej ciała, było całkiem sporo. Biedacy niebawem mieli się przekonać, że pozory mylą, a niewierność nigdy nie popłaca. Bo oto Anastazja Potocka postanowiła zaistnieć nie tylko przy Wiejskiej, ale w masowej wyobraźni Polaków.

Hrabianka i szafa Lesiaka
Zaczęło się od rozmowy z „hrabianką”, która ukazała się w tygodniku „Nie”. Nasza bohaterka odsłania w niej kulisy swojej dziennikarskiej pracy przy Wiejskiej, z najintymniejszymi jej szczegółami. Wywiad okazał się strzałem w dziesiątkę, „Nie” błyskawicznie rozeszło się w kioskach, ale rozmowa na łamach tygodnika była jedynie zapowiedzią afery, która miała wybuchnąć lada moment.

Według wielu stał za nią Jerzy Urban, szef gazety, do której pobiegła ze swoimi rewelacjami Anastazja Potocka. To Urban miał pulchną panienkę przysposobić do tego, aby wejść do Sejmu i uwieść kogo się da. Cóż, kontrowersyjny rzecznik prasowy starej ekipy pasował do tej intrygi, jak mało kto.

- Dla mnie Anastazja Potocka pasuje do dziennikarskiej bezczelności Ubrana. W tym czasie Urban szedł zresztą na całość, pokazywał, że nasze polityczne elity to hołota - uważa jeden z polityków prawicy.

Pozostało jeszcze 55% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Dorota Kowalska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.