Seks nie musi boleć, czyli Polka u seksuologa

Czytaj dalej
Paulina Padzik

Seks nie musi boleć, czyli Polka u seksuologa

Paulina Padzik

Wstyd, ból i kompleksy - to wciąż mocno obecne czynniki w kobiecym życiu seksualnym. O tym, czy jest szansa na zmiany rozmawiamy z Martą Szarejko, autorką książki "Seksuolożki. Sekrety gabinetów".

Na twoją nową książkę składa się czternaście wywiadów z seksuolożkami. Co cię podczas tych rozmów zaskoczyło?

To, że kobiety, które przychodzą do gabinetów seksuolożek zwykle nie mają błahych problemów. Przychodzą, bo w różnych konfiguracjach są uwikłane w przemoc, czują ból podczas stosunków seksualnych, albo zostały zgwałcone, nierzadko przez bliską osobę. Zaskakująca była dla mnie rozmowa o seksualności kobiet z niepełnosprawnością intelektualną. I ta o nastolatkach. Inne odkrycie to seksualność lesbijek - okazuje się, że kobiety, które są z kobietami przeżywają orgazm częściej niż pary heteroseksualne i geje. Najbardziej zaskoczyła mnie rozmowa o pedofilkach.

Na początku zakładałaś, że ta książka będzie lekką lekturą na lato. Co zmieniło twoje podejście?

Wystarczyło kilka krótkich rozmów z seksuolożkami, jeszcze przed naszymi wywiadami, żeby zrozumieć, że Polki nie decydują się na wizytę u seksuologa jeśli nie mają poważnego problemu.

Z wywiadów wynika, że wiele Polek traktuje seks jak obowiązek małżeński, często przykry, z którego nie czerpią żadnej przyjemności.

Były takie badania na temat współżycia w Polsce. Padło w nich pytanie: - Czym jest dla ciebie udany stosunek seksualny? Mężczyźni najczęściej odpowiadali, że to ten, który jest zakończony orgazmem, a kobiety, że seks jest dla nich dobry, jeśli nie czują bólu.

Dużo miejsca w twojej książce zajmują rozmowy o wpływie religii i kultury na seks.

Klientki seksuolożek jawiły mi się jako zamożne, świadome, niezależne, wykształcone kobiety. Nie wpadłam na pomysł, żeby myśleć o nich też jak o kobietach religijnych. Tymczasem do gabinetów seksuolożek przychodzą kobiety, które przeżywają dysonans związany z kościołem - mają poczucie winy, bo się masturbują albo zaszły w ciążę przed ślubem. A jeśli spowiadają się z masturbacji, ksiądz radzi im, żeby wyobrażały sobie cierpiących, smutnych ludzi - wtedy fanaberie wypadną im z głowy. Czasem mąż takiej dziewczyny chce, żeby ona rzuciła pracę i zajęła się domem, nawet jeśli wykonuje prestiżowy zawód. Ona chce robić karierę, ale pogląd jej męża jest spójny z religią, więc - skoro jest wierząca - pojawia się pytanie: co powinnam zrobić w takiej sytuacji? Pracować, nie pracować? Może faktycznie lepiej zająć się domem?

Seks wielu osobom wierzącym długo kojarzył się z grzechem i nieczystością. Po tych rozmowach masz wrażenie, że to się zmienia?

Mam wrażenie, że przez ostatnie trzy dekady zmieniło się bardzo dużo, a jednocześnie nie zmieniło się nic. Robimy krok do przodu, a potem trzy do tyłu. Kobiety w Polsce są przebojowe, wykształcone, niezależne, świadome, mądre - często pod wieloma względami przewyższają mężczyzn. A z drugiej strony, jeśli chodzi o podstawowe sprawy, na przykład znajomość własnego ciała, czerpanie z niego przyjemności, ciągle jesteśmy w tyle. Agata Loewe mówi, że Polki mają niską tolerancję na przyjemność. Nie potrafią się dotykać, nie wiedzą, co sprawia im radość, nie wiedzą jak wyglądają ich genitalia. Podstawy są kompletnie zaniedbane.

Stoimy w rozkroku - z jednej strony jesteśmy silne i niezależne, a z drugiej czujemy presję, żeby spełniać oczekiwania społeczeństwa - idealnej żony i matki.

Kobieta, która lubi seks i głośno o tym mówi, ciągle jest postrzegana jako puszczalska. I często takim zachowaniem łamie stereotypy, na które społeczeństwo nie jest gotowe. Moje koleżanki nie raz opowiadały mi o relacji, która zaczyna się od flirtu. Ona piękna, wykształcona, niezależna, on przystojny, błyskotliwy, bogaty. Ona mówi: chodźmy się całować, a on ucieka, nie wie, co z tym zrobić. Nie mieści mu się w głowie, że ona przejmuje inicjatywę. Natychmiast myśli, że jeśli kobieta coś takiego robi, to jest zdesperowana, albo puszczalska. Nie przyjdzie mu do głowy, że są równi.

Generalnie w życiu seksualnym mężczyzn i kobiet jest dużo dysproporcji.

Ta dysproporcja ujawnia się chociażby w przypadku liczby partnerów seksualnych - kobiety ją zaniżają, bo wydaje im się, że jeśli miały wielu partnerów, to zaczną być postrzegane jako rozwiązłe. Z kolei mężczyźni zawyżają takie „wyniki”, bo dzięki temu są uważani za doświadczonych. Właściwie nie ma żadnego pozytywnego odcienia, jeśli kobieta robi w sferze seksualnej to, co mężczyzna, czyli to co chce.

Takie dysproporcje są też w przypadku zdrady? Mówi o tym jedna z seksuolożek.

Jeśli kobieta zdradza, odwraca się od niej rodzina i ją obwinia. A gdy zdradzi mężczyzna, macha się ręką i tłumaczy, że „tak to już z nimi jest”. Albo - co gorsze - o jego zdradę obwiniamy kobietę. Tak jakby to ona musiała brać odpowiedzialność za wszystko, co robi partner. Zdarza się, że do seksuolożki przychodzi kobieta, która ma większe potrzeby seksualne, niż jej partner, ale on nie chce z tym nic zrobić, nie widzi problemu. I gdy kobieta decyduje się na wyjście z takiego związku, to spotyka się z ostracyzmem, bo przecież on był idealny - zajmował się dziećmi, dobrze zarabiał, był zabawny, inteligentny. Ludzie nie rozumieją, dlaczego kobieta odpuszcza taki związek. Nikt nie pomyśli, że nawet nie chodzi o ten brak seksu, tylko o to, że partner kompletnie nie respektuje potrzeb kobiety, omija temat.

Niektóre kobiety traktują seks jako narzędzie do reprodukcji i gdy pojawi się dziecko, rezygnują ze współżycia. Dlaczego tak się dzieje?

To naturalne, że przez jakiś czas po porodzie zainteresowanie seksem spada. Ale niektóre kobiety faktycznie rezygnują z niego na dłużej. Powody są różne: może ta sfera już wcześniej nie była dla niej istotna? A może w związku jest problem. Czasem to podejście łączy się z religijnym sznytem i myśleniem, że kobieta jest stworzona do tego, by rodzić dzieci, więc kiedy zostaje matką, powinna stać się aseksualna. Okrutne dla obu stron: dla niej i dla niego.

I wobec córek tych kobiet, bo przekazują im szkodliwe stereotypy.

Z tego, co mówią seksuolożki współczesne nastolatki mają trudniej niż kobiety, które mają dziś trzydzieści, czterdzieści lat. Bo matki tych drugich może nie były idealne, ale też rzadko fetyszyzowały ciało. Kobiety, które dziś mają nastoletnie córki często robią jedno, a mówią drugie. Z jednej strony wiedzą, że nie można ulegać presji kultury, bezustannie dopasowywać się do jednego wzorca, a z drugiej ciągle są na diecie, robią sobie operacje plastyczne, biegają na crossfit. Ich córki to widzą i żyją w dysonansie poznawczym - mają świadomość swojego ciała, a jednocześnie coraz więcej kompleksów. Według badań WHO polskie nastolatki oceniają swój wygląd najgorzej z wszystkich europejskich krajów. A to się bardzo przekłada na seksualność, bo dzisiaj dziewczyny mają kompleksy nie tylko z powodu pryszczy, odstających uszu czy nadwagi. Powodem do wstydu są genitalia, które nie wyglądają według nich tak jak te, które widzą na filmach pornograficznych.

Jak duży wpływ ma pornografia na wypaczenie obrazu samego siebie?

W jednej z klinik plastycznych w Polsce zatrudniono seksuolożkę po to, żeby odwodziła dziewczyny od labioplastyki, czyli operacji warg sromowych. Jaka musi być skala, ile chętnych do takich operacji, jeśli szef kliniki rezygnuje z potencjalnych klientek?! Ostatnio lekarze coraz częściej mówią o tym, że kobiety przychodzą do ich klinik nie po to, żeby poprawić jakąś jedną konkretną część ciała, tylko przynoszą zdjęcie innej osoby. Nie chcą zmieniać części swojego ciała - chcą być kimś innym.
Coraz częściej patrzymy na swoje ciało nie jak na część nas, tylko jak na skafander, coś, co można uszyć na miarę, podrasować. Krzywdzimy się w ten sposób, bo pozbawiamy się podmiotowości, uznajemy, że najważniejszy jest wygląd. A często okazuje się, że szereg operacji robi z nas kogoś, kim nie jesteśmy. I nawet nie chcemy być.

A jak pornografia, operacje plastyczne i zaburzony obraz własnego ciała wpływają na seksualność?

Fundamentalnie. Świetnie mówi o tym Marta Niedźwiecka - kobiety w łóżku robią wszystko, żeby jak najmniej pokazywać swoje ciało. Nie zdejmują bielizny, podczas konkretnych pozycji zastanawiają się, jak wygląda ich brzuch, albo pośladki. To nie jest seks, z którego można czerpać radość, tylko spektakl.
Z drugiej strony słyszę od kolegów, że kobiety coraz częściej odgrywają w łóżkach scenariusze z filmów porno, bo są przekonane, że seks powinien tak wyglądać. Że to da radość ich partnerowi.

Na życie seksualne kobiet ogromny wpływ na też wychowanie, często zupełnie różniące się od wychowania chłopców.

Jeśli mówimy dziewczynkom, że mają być zawsze ładne, dobrze ubrane i grzeczne, to one te zachowania przemycają później do sypialni. To im zabiera spontaniczność, dzikość, radość. Kiedy je zawstydzamy na wielu poziomach, odbieramy im pewność siebie, a w konsekwencji poczucie podmiotowości. I tego, że mogą przejmować inicjatywę. Pamiętam rozmowę z seksuolożką, z której wynikało, że wielu mężczyzn wciąż myśli, że naturalnym zachowaniem kobiety w łóżku jest bronienie się przed seksem. Jeśli tego nie robi, to znaczy, że jest łatwa, coś z nią jest nie tak. To prosta droga do gwałtu, bo taki mężczyzna nie zrozumie autentycznego sprzeciwu kobiety. Uzna go za zachętę.

Chodzenie do seksuologa to w naszym kraju powód do wstydu?

Wizyta u seksuologa to wciąż tabu, no bo kto do niego chodzi? Zboczeniec! Jakiś pedofil. A nie osoba, która ma za sobą zdradę, bolesne stosunki lub traumę związaną z seksem. Warto pamiętać, że seksuolożki mają różne specjalizacje - są ginekolożkami, psycholożkami, psychoterapeutkami. Pójście do nich to naprawdę nic złego. Ani wstydliwego. Mam nadzieję, że to podejście się zmieni.

Z jakimi problemami przychodzą Polki do seksuologa?

Z brakiem orgazmów, z pochwicą, czyli dysfunkcją, która uniemożliwia włożenie czegokolwiek do pochwy - od tamponu, przez palec, do penisa. Czasami przez kilkanaście lat. Są to też ofiary gwałtów, kobiety uwikłane w przemoc, także pedofilki. Są kobiety po porodzie, są nastolatki i kobiety dojrzałe, które chcą znowu być aktywne seksualnie.

Jedna z twoich rozmówczyń słuchając o kompleksach swoich pacjentek mówi, że czasem ma ochotę nimi potrząsnąć, żeby w końcu uwierzyły w to, że są piękne i atrakcyjne. Ta książka też miała być takim wstrząsem?

Bardzo bym tego chciała. Ale najbardziej zależało mi na tym, żeby konkretną wiedzę podać lekko i przystępnie. I z perspektywy kobiecej, która w tej sferze jeszcze nie jest opowiedziana.

Co powiedziałabyś kobietom, które przychodzą do seksuologa?

Żeby się nie bały i odważnie mówiły o swoich problemach - to może pomóc nie tylko im, ale też innym kobietom.

Paulina Padzik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.