Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Grażyna Antoniewicz

Ryciny Chodowieckiego z Ameryki do Gdańska [ZDJĘCIA]

Daniel Chodowiecki miał talent trafnej obserwacji postaci i zdarzeń (Cabinet d’un peintre, 1771 r. ) Fot. Muzeum Narodowe Gdańsk Daniel Chodowiecki miał talent trafnej obserwacji postaci i zdarzeń (Cabinet d’un peintre, 1771 r. )
Grażyna Antoniewicz

1180 rycin z amerykańskiej kolekcji Krystyny Tołczyńskiej-Dietrich kupiło miasto Gdańsk. Trafią do powstającego Domu Daniela Chodowieckiego i Güntera Grassa przy ul. Sierocej.

Dla powstającego w Gdańsku przy ulicy Sierocej Domu Daniela Chodowieckiego i Güntera Grassa miasto Gdańsk, za pośrednictwem Sopockiego Domu Aukcyjnego, kupiło w Ameryce 1180 akwafort Daniela Chodowieckiego.

- Zgromadziła je Polka, Krystyna Tołczyńska-Dietrich, która była wieloletnim pracownikiem Nowojorskiej Biblioteki Publicznej, gdzie pracowała w gabinecie rycin - opowiada Katarzyna Dąbrowska, historyk sztuki z Sopockiego Domu Aukcyjnego.

Emigrantka z Polski

- Krystyna Tołczyńska wyemigrowała do Ameryki wkrótce po wojnie. Miała to szczęście, że jej mąż był człowiekiem majętnym, ale jednocześnie była to ta sama orbita intelektualna, więc wspierał pasję żony - dodaje Jacek Kucharski z Sopockiego Domu Aukcyjnego. - Zaoferowaliśmy miastu Gdańsk zakup 1180 akwafort Daniela Chodowieckiego (wśród nich są 24 komplety rycin) oraz prac innych rytowników wykonanych na podstawie rycin Chodowieckiego.

Są tam m.in. dwa portrety Chodowieckiego autorstwa Christiana Gottlieba Geysera oraz J.S.L. Halle’a, a także kopie, nowodruki, reprodukcje. Kolekcja zbierana była z ogromną starannością i pietyzmem, zapewne na przestrzeni wielu lat.

Daniel Chodowiecki miał talent trafnej obserwacji postaci i zdarzeń (Cabinet d’un peintre, 1771 r. )
Muzeum Narodowe Gdańsk Portret D. Chodowieckiego według rysunku Adriana Zingga

- Razem z tym zbiorem kupiliśmy 55 wydawnictw, są one rzadkie, bo albo z epoki, albo o artyście. Muzeum Narodowe w Gdańsku ma olbrzymi zbiór prac rytownika - mówi Katarzyna Kucz-Chmielecka, pełnomocnik ds. projektu Dom Daniela Chodowieckiego i Güntera Grassa. - Natomiast jeśli chodzi o książki, mamy ich w tej chwili najwięcej. Cieszę się, że udało się kupić tę kolekcję (za 140 tysięcy złotych), a Sopocki Dom Aukcyjny dofinansował zakup, rezygnując ze swojej prowizji (30 tys. złotych).

Milion marek

- Dwa dni temu dokonaliśmy też zakupu banknotu z podobizną artysty. Zupełnie przypadkiem dowiedziałam się, że taki banknot został wydany w 1923 roku. To był tzw. pieniądz zastępczy, ukazał się w czasach hiperinflacji. Miał nominał milion marek pruskich. Na moją prośbę Sopocki Dom Aukcyjny poszukiwał tego banknotu i wreszcie kupił, a kosztował 500 zł. Marzy mi się, żeby trafiły do nas medaliony i portrety malowane przez Chodowieckiego - są wyjątkowo rzadkie. Warto pokazać, że rytownik od tego zaczynał - mówi Katarzyna Kucz-Chmielecka. - Chciałabym też zdobyć jego pierwsze grafiki, na których się wprawiał, poznając anatomię człowieka.

Daniel Chodowiecki miał talent trafnej obserwacji postaci i zdarzeń (Cabinet d’un peintre, 1771 r. )
Muzeum Narodowe Gdańsk Banknot z wizerunkiem Daniela Mikołaja Chodowieckiego

- Byliśmy tylko pośrednikiem między spadkobiercami, do których trafiła kolekcja. Miasto Gdańsk wzięło najlepszą konserwatorkę zabytków z papieru - Alicję Krawczyk z Biblioteki Gdańskiej PAN, która obejrzała wszystko i zaopiniowała, a dr Kalina Zabuska (znawczyni twórczości artysty) wykonała ekspertyzę. Zanim sfinalizowano zakup kolekcji od spadkobierców, od dwóch lat na całym świecie dokupywaliśmy rzeczy związane z Chodowieckim - opowiada Jacek Kucharski.

Syn hugenotki

Rysownik i miedziorytnik Daniel Chodowiecki urodził się 16 października 1726 r. w Gdańsku jako syn kupca i francuskiej hugenockiej emigrantki. Mówił biegle po francusku, niemiecku i polsku. Gdy miał 17 lat, udał się do Berlina (gdzie spędził większość swojego życia), tam uczył się zawodu kupca, jednak omotała go inna namiętność. Początkowo zajmował się malowaniem miniatur na kości słoniowej i niewielkich obrazków na płótnie. Majątek i sławę przyniosły mu ilustracje książkowe. Początki jego kariery związane były z kalendarzem, do którego ilustracje zleciła mu berlińska Akademia Umiejętności, i wkrótce stał się cenionym grafikiem. Szczególnie często kalendarze kieszonkowe bogato ilustrował sztychami.

Ze względu na barwność i humor, z jakimi przedstawiał figury swego czasu, można go uważać za twórcę specjalnego kierunku mieszczańskiego malarstwa rodzajowego. Miał talent trafnej obserwacji, zdolność uchwycenia i lakonicznego przedstawienia sytuacji. Jest jednym z największych ilustratorów swoich czasów.

Pomimo iż większość życia artysta spędził w Berlinie, czuł się Polakiem. Po rozbiorze Polski w 1772 roku napisał do hrabiny Solms-Laubach: „Z ojca jestem Polakiem, potomkiem dzielnego narodu, który wkrótce przestanie istnieć”.

grazyna.antoniewicz@polskapress.pl

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Grażyna Antoniewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.