Rosyjski konsulat generalny w Gdańsku to... „dziki lokator”

Czytaj dalej
Fot. Piotr Hukało
Łukasz Kłos, Jacek Wierciński

Rosyjski konsulat generalny w Gdańsku to... „dziki lokator”

Łukasz Kłos, Jacek Wierciński

Na prawie 4 miliony złotych „zalega z czynszem” placówka dyplomatyczna Federacji Rosyjskiej. Konsulat nielegalnie zajmuje 2 nieruchomości we Wrzeszczu, a magistrat i MSZ rozkładają ręce.

Rachunek dla Federacji Rosyjskiej na koniec marca wyniósł dokładnie 3 972 724,24 zł. Tyle, wedle władz Gdańska, Rosjanie są winni za „bezumowne użytkowanie nieruchomości” przy ul. Batorego 13 i 15 na potrzeby konsulatu generalnego. Radny PiS Łukasz Hamadyk domaga się „zdecydowanych działań względem dzikich lokatorów”, jak określa przedstawicielstwo rosyjskie.

„Zwracam się z prośbą o wszczęcie zdecydowanych działań w stosunku do dzikich lokatorów, którzy od wielu lat okupują budynek, niczym Związek Radziecki okupował inne kraje” - pisze radny Hamadyk. Jak przekonuje „mamy tutaj do czynienia z ludźmi, którzy nie tylko nie są gdańszczanami, o których powinniśmy dbać, ale nawet nie są obywatelami naszego kraju” i dodaje: - Proponuję wymianę zamków zarówno w budynku, jak i na bramie. W końcu to obiekt miejski, a kwota, którą zalega dłużnik, jest wystarczająca, aby wybudować kilka mieszkań dla gdańszczan.

Rosyjski konsulat generalny działa we Wrzeszczu od kilkudziesięciu lat. W 2010 roku ówczesne kierownictwo Ministerstwa Spraw Zagranicznych podjęło działania zmierzające do uporządkowania stanu prawnego nieruchomości zajmowanych przez zagraniczne przedstawicielstwa. W Gdańsku, w imieniu państwa polskiego, czynności prawne wykonywał prezydent Paweł Adamowicz. W ich efekcie okazało się - przynajmniej w opinii władz miasta - że budynek konsulatu Rosjanie użytkują bezprawnie. Na jakiej podstawie zajęli budynek na potrzeby własnej placówki?

- Według mojej wiedzy, budynki użytkowane przez Rosjan były po prostu rekwirowane na użytek Komendantury Wojennej w 1945 roku. Niestety, nie sądzę, aby żyła osoba, która dysponowałaby szczegółowymi informacjami na temat zasad, na jakich zajmowano te konkretne budynki - mówi historyk dr hab. Piotr Perkowski, profesor Uniwersytetu Gdańskiego. - W latach 1945-1946 wszystko działo się ad hoc, a sprawy własnościowe regulowano w następnych latach.

Tuż po wojnie na potrzeby konsulatu Rosja Radziecka zajęła lokal przy ul. Matki Polki 10. W 1951 roku placówkę przeniesiono do dwóch willi przy ul. Batorego.

Obecne władze Gdańska twierdzą, że w momencie gdy rosyjscy dyplomaci wprowadzali się do tych obiektów, nieruchomości miały nieuregulowane sprawy własnościowe. Dopiero w kwietniu 2014 r. ostatecznie uregulowana została sprawa własności jednej z nich - tej pod numerem 13. Gdański sąd orzekł jej zasiedzenie przez Skarb Państwa.

Tymczasem urzędowa część konsulatu - ta pod numerem 15 - teoretycznie stała się własnością polskiego Skarbu Państwa w latach 70. XX wieku. W księdze wieczystej wpis własności został dokonany na wniosek Prezydium Miejskiej Rady Narodowej w Gdańsku na mocy dekretu z 1946 r. o majątkach opuszczonych i poniemieckich.

Jednak Ministerstwo Spraw Zagranicznych samo przyznaje, że sytuacja prawna tej nieruchomości jest „bardziej złożona”.

- Z naszej wiedzy wynika, iż strona rosyjska stoi na stanowisku, że obie użytkowane przez gdański konsulat generalny Federacji Rosyjskiej nieruchomości należą do Rosji - mówi Cyprian Maciejewski z Kancelarii Prezydenta Miasta Gdańska. - Rosjanie prawo to wywodzą z zaszłości sięgających początku XVIII wieku. Wtedy to Rosja posiadła w Gdańsku nieruchomość, w której do 1941 r. działało przedstawicielstwo dyplomatyczne tego kraju.

Chodzi o nieistniejący już dziś pałacyk przy Długich Ogrodach 74. Budynek został spalony w czasie działań wojennych w 1945 roku. Nigdy później nie podjęto prób jego odbudowy. Strona rosyjska usiłowała tylko odzyskać prawa do parceli. Prof. Błażej Śliwiński, historyk z UG, odnotował na kartach Gedanopedii, że starania te zakończyły się fiaskiem.

- W opinii Rosjan obecna siedziba konsulatu przy ul. Batorego ma być swoistą rekompensatą za utracony obiekt w innym miejscu Gdańska - uzupełnia z kolei Maciejewski.

Ani ambasada Rosji, ani sam konsul generalny w Gdańsku Alexander Karachevtsev nie odpowiedzieli na naszą prośbę o przedstawienie stanowiska rosyjskiego.

Warto zaznaczyć, że w styczniu 2017 roku na polecenie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza została przygotowana kolejna analiza prawna dotycząca nieruchomości pod numerem 15. Co z niej wynika, nie wiadomo. Urząd Miejski w Gdańsku odmówił nie tylko udostępnienia dokumentu, ale nawet omówienia go.

Dariusz Wołodźko z referatu prasowego prezydenta Gdańska powołuje się na orzecznictwo sądów administracyjnych, które - jak wyjaśnia - w sprawie „dokumentów wewnętrznych” służących „realizacji jakiegoś zadania publicznego, ale nieprzesądzających o kierunkach działania organu” zdejmuje z instytucji obowiązek udostępniania analiz na obecnym etapie również w trybie informacji publicznej.

Z kolei polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych ogranicza się do zdawkowej informacji, że „bada analizę prawną oraz stanowisko prezydenta Miasta Gdańska”.

Łukasz Kłos, Jacek Wierciński

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.