Rodzina z Mariupola zostaje w Gdańsku

Czytaj dalej
Anna Mizera-Nowicka, Jacek Wierciński

Rodzina z Mariupola zostaje w Gdańsku

Anna Mizera-Nowicka, Jacek Wierciński

Marzenie rodziny uciekinierów z Mariupola się spełniło - dostali bezterminowe prawo pobytu. Po 2,5 roku życia w niepewności Julia i Sasza w końcu nie muszą się bać deportacji z Polski.

- Nie mamy dokąd wracać - mówili jeszcze w grudniu, gdy dostali odmowę udzielenia ochrony międzynarodowej. Olbrzymia mobilizacja tysięcy Pomorzan, apele i petycje pokazały, że ukraińsko-rosyjska rodzina z czteroletnim synkiem właśnie tutaj znalazła nowy dom, a urzędnicy zmienili decyzję i nadali Julii, Saszy i Eliaszowi ochronę uzupełniającą, czyli szansę spokojnego życia.

- W trakcie drugiego postępowania o udzielenie ochrony w Polsce cudzoziemcy przedstawili nowe dowody w postaci opinii medycznych, które nie były przekazane w trakcie poprzedniej procedury. Stanowiły one podstawę do udzielenia rodzinie ochrony uzupełniającej - tłumaczy Jakub Dudziak, rzecznik prasowy Urzędu do Spraw Cudzoziemców.

Jest już 20 tysięcy podpisów poparcia dla ukraińskiej rodziny z Gdańska

I dodaje: - Cudzoziemcy objęci ochroną uzupełniającą uzyskują bezterminowe prawo pobytu w Polsce. Mają m.in. prawo do pracy, dostęp do systemu oświaty i opieki zdrowotnej, ochronę przed bezrobociem czy prawo do świadczeń rodzinnych oraz pomocy społecznej. Przysługuje im także roczny program integracyjny zapewniający pomoc finansową, ubezpieczenie zdrowotne.

Do Straży Granicznej decyzja szefa Urzędu ds. Cudzoziemców jeszcze nie trafiła, ale kpt. Andrzej Juźwiak, rzecznik prasowy Komendanta Morskiego Oddziału Straży Granicznej w Gdańsku deklaruje, że w razie jej otrzymania i uprawomocnienia się pogranicznicy umorzą postępowanie administracyjne prowadzone w sprawie nakazu wyjazdu.

Powiedzieć, że jestem radosna, to za mało. To zachwyt. Nie spodziewałam się, że tym razem urząd tak szybko podejmie decyzję. Zawsze jest nadzieja, że tak będzie, ale ten stres i tak był silniejszy. Teraz serce każe mi się cieszyć, ale głowa mówi „Julia, poczekaj aż decyzję będziesz miała w rękach i zobaczysz to na własne oczy”

- wyznaje Julia Eshchenko.

I dodaje:- Jestem bardzo wdzięczna ludziom. Chcę z całego serca podziękować wszystkim tym, którzy podpisali się pod petycją poparcia.

Internetowy apel, pod którym podpisało się ponad 20 tysięcy osób był efektem publikacji ,,Dziennika Bałtyckiego”, po którym sprawą zajęły się również inne media, a prezydent Gdańska Paweł Adamowicz i wiceprezydent miasta Piotr Kowalczuk skierowali listy do Straży Granicznej i Urzędu ds. Cudzoziemców.

Głosy poparcia dla rosyjsko-ukraińskiej rodziny płynęły również z gdańskiego zboru Kościoła zielonoświątkowców, przedszkola Eliasza, od pracodawców Saszy i Julii.

- Jako urzędnik państwowy właśnie takich ludzi zatrzymywałbym u nas w pierwszej kolejności. Mogę o nich powiedzieć same pozytywne rzeczy. Rodzina świetnie się asymiluje. Julia też szybko nauczyła się języka. Oboje nie uchylają się od pracy - przekonywał Grzegorz Wierzbicki, przyjaciel rodziny, a inni znajomi podkreślali, że Eliasz lepiej mówi po polsku niż po ukraińsku.

- Na pewno pozostaniemy w Gdańsku. Mam już ustalone spotkanie w sprawie pracy. Mąż zresztą też. Syn chodzi do przedszkola. Ma swojego psychologa i logopedę - wymienia pani Julia. - Nigdzie się nie ruszamy, bo to miasto od początku nas dobrze przyjęło. Czujemy się tu jak w domu. Chcę teraz ja być pożyteczna. Mam dużo pomysłów, jak to zrobić. Czekałam z tym właśnie na tę chwilę.

Sami urzędnicy z gdańskiego magistratu mówią o ok. 10 tys. Ukraińców przebywających w mieście. Tymczasem raport Narodowego Banku Polskiego zawiera informacje, że „w 2015 roku w Polsce mogło być obecnych nawet ok. miliona obywateli Ukrainy”, choć w jednym czasie pracowało tu ok. 500 tys. Ukraińców. Jednak urzędnicy zastrzegają, że ci przebywający legalnie w naszym kraju bardzo rzadko starają się o ochronę międzynarodową. Zresztą mieliby na nią nikłe szanse bowiem zdaniem Urzędu ds. Cudzoziemców ,,ogólny poziom przestrzegania na Ukrainie (poza obwodami donieckim i ługańskim oraz Krymem) praw człowieka jest zadowalający.

Sytuacja, w jakiej znalazła się rodzina pani Julii: udzielenie tzw. ochrony międzynarodowej w Polsce w przypadku obywateli Ukrainy to rzadkość.

- Cieszymy się z każdej decyzji dającej komuś szansę na spokojne, bezpieczne życie w Polsce. Myślę jednak od razu o rodzinach, które są w podobnej sytuacji, a którym nie udało się przebić do mediów. Chciałabym, aby udzielanie ochrony w podobnych sytuacjach stało się standardem - komentuje pytana o los 3-osobowej rosyjsko-ukraińskiej rodziny Klaudia Iwicka z gdańskiego Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantów.

Anna Mizera-Nowicka, Jacek Wierciński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.