Rocznica Powstania Warszawskiego. Po powstaniu wielu warszawiaków trafiło do Stutthofu

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński

Rocznica Powstania Warszawskiego. Po powstaniu wielu warszawiaków trafiło do Stutthofu

Tomasz Chudzyński

Kobiety Pistolety - tak, z nutą podziwu, Niemcy nazwali grupę 40 dziewcząt i kobiet z Powstania Warszawskiego, które pod koniec września trafiły do niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof.

"Morowe dziewczyny” są jednak tylko ułamkiem z listy 6298 osób, głównie cywili, kobiet i mężczyzn, w różnym wieku, które trafiły do niemieckiego obozu zagłady w Stutthofie z ogarniętej powstaniem stolicy. Obóz przeżyło niewielu.

Miałam 19 lat, a w Powstaniu, choć na chwilę, można było poczuć wyzwolenie - mówi Maria Kowalska.

Po upadku Mokotowa wraz z grupą innych walczących kobiet trafiła do KL Stutthof

Piętnastoletni żołnierz

Po pierwszych dniach rzezi i mordów, jakich dopuścili się Niemcy w powstańczej Warszawie, niemieckie dowództwo zmieniło politykę wobec ludności cywilnej. Między sierpniem a październikiem 1944 r. niemieckie formacje wojskowe i policyjne wypędziły z domów blisko 550 tys. warszawiaków. Zdecydowana większość wypędzonych została skierowana do obozów przejściowych - przede wszystkim do Dulagu 121 w Pruszkowie. Stamtąd blisko 150 tys. osób wywieziono na roboty przymusowe w głąb Rzeszy. Innych przesiedlono do Generalnego Gubernatorstwa i pozostawiono tam bez jakichkolwiek środków do życia. Część mieszkańców Warszawy czekała katorga niemieckich obozów koncentracyjnych. Do położonego na Pomorzu KL Stutthof przybyły łącznie trzy transporty, 26 i 31 sierpnia oraz 29 września 1944 r.

Incydent związany z przybyciem jednej z grup warszawiaków do Stutthofu opisywał w swoich wspomnieniach Felicjan Łada z Gdyni. Więźniowie krzyczeli do pędzonych przez obóz warszawiaków, że są w Stutthofie. Ci próbując ucieczki, rozbiegli się pomiędzy barakami. Niemieccy strażnicy otworzyli ogień, masakrując wielu więźniów. Ranny w rękę został także jeden ze znienawidzonych kapo. Więzieni w Stutthofie polscy lekarze, do których trafił, wiedząc, z kim mają do czynienia, od razu amputowali całą rękę, aż po bark.

W pierwszym transporcie był nieżyjący już Maksymilian Krzysztofik, ps. Kaem. Ponad dekadę temu wspominał w rozmowie z „Dziennikiem Bałtyckim” swoje aresztowanie na warszawskiej Pradze, gdzie walki ustały dość szybko. To dlatego Krzysztofik, mimo że był zaprzysiężonym żołnierzem AK, trafił do Stutthofu jako cywil. Miał wówczas 15 lat. - Wzięli mnie praktycznie spod domu, do którego wracałem - wspominał. - Później był Stutthof. Jeszcze przed bramą dostaliśmy po kilkadziesiąt kopniaków, a potem, kiedy zobaczyliśmy dymiący komin, jeden z ss-manów powiedział nam, że to jedyna droga, którą wydostaniemy się ze Stutthofu.

Krzysztofik trafił do podobozu w Dziemianach, w którym prowadzono na więźniach eksperymenty medyczne, a potem uciekł z Marszu Śmierci. Niemal do końca swego życia (zmarł w 2007 r. w Nowym Dworze Gd.) uczestniczył w spotkaniach z młodzieżą, by „przekazać, przez co musieliśmy przejść, by nigdy nie spotkało nikogo to, co nas”.

Kobiety Pistolety

Wielki problem Niemcy mieli z warszawskimi Kobietami Pistoletami (były to głównie żołnierki Armii Krajowej z Pułku Baszta. W grupie były także łączniczka Armii Ludowej, spadochroniarka radziecka oraz kobieta-żołnierz z I Armii Wojska Polskiego). Po pierwsze, walczący żołnierze AK dostali prawa kombatanckie i wszyscy mieli trafić do obozów jenieckich. Umieszczenie ich w obozie koncentracyjnym było złamaniem przez Niemców Konwencji Genewskiej. Niemcy nie mogli również ścierpieć postawy Kobiet Pistoletów. Do Stutthofu przyjechały w powstańczych mundurach, z biało-czerwonymi opaskami na ramionach, których nie chciały zdjąć.

- Komendantura KL Stutthof pisała w naszej sprawie do Berlina - mówi Maria Kowalska, ps. Myszka, sanitariuszka. - Ostatecznie, po 1,5 miesiącu głodzenia i przetrzymywania całej naszej grupy w maleńkim pomieszczeniu, zdecydowano, że zostajemy w KL Stutthof i ubrano nas w pasiaki.


-Wieźli nas nocą, w powstańczych mundurach, w których przedzierałyśmy się kanałami z Mokotowa do Śródmieścia - wspominała zmarła w tym roku łączniczka Teresa Piątek, ps. Terespol. - Podobno były plany, żeby całą naszą grupę zagazować zaraz po przybyciu. Mówiło się, że wtedy Niemcom zabrakło cyklonu B. Ostatnimi zapasami zgładzono bowiem kobiety żydowskie.

- W obozie buntowałyśmy się, głośno śpiewałyśmy patriotyczne piosenki, choć widok trwających selekcji, bitych więźniów i dymy z krematorium były czymś przerażającym - mówi Maria Kowalska. - Miałam 19 lat, w Powstaniu, choć chwilę, można było poczuć wyzwolenie. Hart ducha pozwolił mi przetrwać, priorytetem zawsze była Ojczyzna. Młodemu pokoleniu życzę, by nie musiało mieć takich przeżyć jak moje.

Więźniowie sprzątają buty w byłym obozie koncentracyjnym Stutthof

"Warszawo, pamiętamy!” w Muzeum Stutthof

"Warszawo, pamiętamy!” to wyjątkowe wydarzenie przygotowane przez Muzeum Stutthof. W rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego placówka zaprasza na zwiedzanie byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego śladami mieszkańców powstańczej Warszawy.
- Pragniemy przypomnieć los mieszkańców Warszawy, którzy znaleźli się w obozie, pokazać sylwetki niektórych z nich i przybliżyć ich przeżycia - mówi Ewa Malinowska, kurator ds. Wystaw Muzeum Stutthof.

- To pierwsze tego typu wydarzenie, choć warszawiakom w KL Stutthof poświęcamy sporą część naszej muzealnej działalności - podkreśla dyrektor Muzeum Stutthof, Piotr Tarnowski. - Są m.in. na ten temat publikacje, organizujemy wystawy (w ub. roku przygotowano specjalną wystawę pt. Kobiety Pistolety, w której przedstawiono losy kobiet walczących w Powstaniu - jeńców wojennych, które wbrew przepisom konwencji genewskiej umieszczono w obozie koncentracyjnym - red.). Myślę, że już teraz mogę powiedzieć, że odbędą się kolejne tego typu zwiedzania.

Okolicznościowe zwiedzanie odbywać się będzie w ograniczonych liczbowo grupach (trzeba było wcześniej wypełnić kartę zgłoszeniową). - Muzeum będzie czynne we wtorek 1 sierpnia od godz. 17.00 do 23.00. Wydarzenie rozpocznie się od sygnału syreny. Zwiedzaniu towarzyszyć będzie specjalnie skomponowana ścieżka dźwiękowa.

t.chudzynski@prasa.gda.pl

Tomasz Chudzyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.