Rekwizytornia Teatru Wybrzeże. "Babcia leży na półce, patyczak głoduje" [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Fot. Karolina Misztal
Grażyna Antoniewicz

Rekwizytornia Teatru Wybrzeże. "Babcia leży na półce, patyczak głoduje" [ZDJĘCIA]

Grażyna Antoniewicz

W tej rekwizytorni znajdziemy prawdziwe skarby i niecodzienne przedmioty. Jerzy Kosiła pracuje w teatrze Wybrzeże od dziesięciu lat, kontynuując rodzinną tradycję.

Rekwizytornia to miejsce, gdzie można zetknąć się z najdziwniejszymi przedmiotami. Na półkach leżą maska diabła i manekin babci ze sztuki „Łup”.

Na półce stoi stary telefon na korbkę z lat 50., są mosiężne kandelabry, jest nawet kusza. Właściwie czego tu nie ma? - Korony - mówi rekwizytor Jerzy Marcin Kosiło. - Bo rzadko gramy królewskie sztuki. Jest w repertuarze „Maria Stuart” Schillera, ale korona nie była potrzebna.

Warsztat rekwizytora w Teatrze Wybrzeże
Fot. Karolina Misztal Rowerów jest w rekwizytorni kilka - był czas, że modne było używanie ich jako rekwizytów. Pojawiły się na scenie m.in. w „Hanemannie” Stefana Chwina

Był czas, gdy modne były rowery - zagrały np. w „Mewie” Czechowa, pojawiły się w „Wyznaniach łgarza” Philipa K. Dicka i „Hanemannie” Stefana Chwina. Dlatego teraz jest ich w magazynie kilka.

To nie jest praca od siódmej do piętnastej

Jurek Kosiła trafił do teatralnej rekwizytorni dziesięć lat temu.

- Od dziecka przychodziłem do taty, który pracował w teatrze jako inspicjent - opowiada. - Znałem większość aktorów i pracowników. Kiedy zdałem maturę, nie bardzo wiedziałem, co chcę w życiu robić, więc gdy tata powiedział, że jest etat w rekwizytorni, może spróbujesz, poszedłem na rozmowę. Dyrektorem teatru Wybrzeże był wówczas Maciej Nowak, zostałem przyjęty bez problemu. Praca w teatrze jest specyficzna, przychodzę przed południem, gdy są próby (musimy być obecni) i wieczorem, gdy jest spektakl. Ale czasami zjawiam się o godzinie dziewiątej, a wychodzę o dwudziestej drugiej, bo kiedy mam czterogodzinną przerwę nie warto iść do domu. Bywa, że po próbie trzeba coś zrobić, naprawić, przygotować rekwizyty do kolejnej sztuki, więc zostaję. Czasem mam parę dni wolnego... jeżeli nie gramy.

Stary stylowy kufer

Jedziemy windą na trzecie piętro do magazynu rekwizytów. Na półce leżą księgi inwentarzowe. Sprawdzamy, czy są rekwizyty z dawnych lat. Okazuje się, że zostało ich trochę - ot, choćby stary stylowy kufer, który grał w „Psich czasach”. Jest lampa błyskowa, są tace...

- Bez tacy ani rusz - mówi Jerzy Kosiła. - Teraz tace grają też np. w „Wiśniowym sadzie”. Czasami potrzebne są zastawy stołowe. W „Śnie pluskwy” i „Psim walcu” grała porcelana z Lubiany.

Oglądamy więc kredensowe drobiazgi - fikuśne filiżanki, cukiernice, dzbanuszki do kawy.

Trudno wyjść z teatralnego magazynu, bo trochę tam jak w muzeum. Można znaleźć zakurzone stare radio, przedwojenną maszynę do pisania, wypchanego ptaka, manekin, czerwoną czaszkę...

Trudno powiedzieć, który z rekwizytów jest droższy: oryginalne bębny afrykańskie (potrzebne były do „Matki” Witkacego), a może świeczniki, które pojawiały się na scenie w słynnych „Termopilach polskich” Micińskiego?

Niektóre przedmioty przemalowywane, przerabiane występowały wielokrotnie - choćby hełmy i samowary. Niektóre zagrały tylko raz - jak sól, którą rozsypywał w pewnej sztuce Krzysztof Gordon.

Rekwizyty lubią płatać figle, a czasem figle płata pamięć.

- Najtrudniej jest, kiedy w spektaklu gra wielu aktorów - opowiada Jerzy Kosiła. - Teraz z tych przedstawień, które mamy w repertuarze, sporo rekwizytów potrzeba do „Statku szaleńców” i sztuki „Czyż nie dobija się koni”. Także przy spektaklach pani Eweliny Marciniak jest dużo skomplikowanych rzeczy do wykonania. Rekwizyty powinny więc przed spektaklem leżeć na swoim miejscu, bo aktor musi mieć sto procent pewności, że one tam będą - opowiada Jerzy Kosiła. - Pamiętam, że w „Blaszanym bębenku” zapomniałem położyć na stole obok talerzy sztućce. Odszedłem, bo ktoś mnie zawołał i zapomniałem. A aktorzy? Cóż, mieli jakieś jedzenie, więc jedli rękami.

Zaś w spektaklu „All inclusive” Mirosław Baka miał kołnierz ortopedyczny, bo mężczyzna, którego grał, był po wypadku. Niestety, kołnierz przypadkowo spadł pod scenę.

- Obawiałem się, czy przeżyję spotkanie po spektaklu z panem Mirkiem - żartuje Jerzy Kosiła. -Ale cóż, wpadki się zdarzają.

Puchar soku

Wiadomo, że na scenie jedzenie musi być prawdziwe. Na talerzu obok atrap żywności zwykle leży kurczak, jabłko czy ciastko. Tylko alkohole są oszukane. Zamiast koniaku podaje się herbatę. Wódkę udaje woda. Wiadomo, że picie wina z pustego kieliszka budzi na widowni śmiech, dlatego najczęściej aktorzy wychylają puchar... soku porzeczkowego.

Jedziemy windą, na trzecie piętro do magazynu rekwizytów. Ciasno.

- Sporo miejsca zajmują bajki, mają najwięcej rekwizytów. Tu w rogu na przykład leży duży Koziołek Matołek - pokazuje lalkę Jerzy Kosiła.

Na półce leży maska z rogami i hełm z rogami, są skrzypeczki i... hak Piotrusia Pana. To maska Mirosława Baki, nie pamiętam z jakiej sztuki, a tu są kończyny z jakiegoś kabaretu granego za dyrekcji Macieja Nowaka.

Zwiedzanie przerywa telefon, ktoś pyta o rekwizyt.

- Nie mam na sto procent - zapewnia Pan Jurek. - Na dolnej półce leży manekin Babci ze sztuki „Łup” autorstwa Iwo Vedrala. To była czarna komedia z trumną na scenie, grali m.in. Mirek Baka, Grzegorz Falkowski i Krzysztof Gordon.

Noga gigant

Na koniec naszej wizyty w teatrze zaglądamy do maleńkiego pokoju, na parterze, blisko sceny. Króluje tu kontrabas, zagra dzisiaj w „Wiśniowym sadzie’. Na oknie małe akwarium, a w nim patyczak, który pojawia się w przedstawieniu „Mapa i terytorium” Eweliny Marciniak, ale sałata jest nieco przywiędła.

Patyczakiem zajmuje się drugi rekwizytor Michał Lipski, ale - jak żartuje pan Jurek - „patyczak tylko siłą woli żyje”.

Na podłodze stoją kolorowe tace z owocami, zrobione przez plastyczkę do spektaklu „Wiśniowy sad”. W sztuce zagra też kałasznikow, hełm, potrzebna jest jakaś biżuteria.

- Za dużo rekwizytów tu nie ma, jak to u pani Augustynowicz - dodaje Łukasz Zieliński, trzeci rekwizytor, który pracowicie wypycha gąbką gigantyczną pończochę. Ta noga, która powinna mieć pięć metrów, potrzebna będzie do bajki, którą ma reżyserować Michał Derlatka.

Grażyna Antoniewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.