Ratownicy w Łebie mieli pełne ręce roboty w tym sezonie! [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Edyta Litwiniuk
Edyta Litwiniuk

Ratownicy w Łebie mieli pełne ręce roboty w tym sezonie! [ZDJĘCIA]

Edyta Litwiniuk

Nad morzem zakończył się kolejny sezon. Pracę na łebskiej plaży zakończyli też ratownicy, którzy przez całe wakacje strzegli bezpieczeństwa plażowiczów kąpiących się w morzu. W tym roku nie mieli łatwego zadania. Koszmarem sezonu były gubiące się na plaży dzieci.

Pracy nie ułatwiały też falochrony znajdujące się na terenie plaży strzeżonej, a bardzo niebezpieczne. Bilans tegorocznego lata w Łebie to dwa utonięcia. Jak co roku doszło do nich na niestrzeżonych odcinkach plaży. Z kolei efekt pracy ratowników to kilkadziesiąt uratowanych osób zarówno w morzu, jak i na plaży. W tym roku przetarg na zapewnienie ratowników w Łebie wygrał Stołeczny WOPR.

- W tym roku na tym samym obszarze plaży jak co roku mieliśmy dziewięć wież ratowniczych i dwie strefy kolonijne - mówi Marek Chadaj, koordynator łebskich ratowników, instruktor i wykładowca Stołecznego WOPR-u i dodaje: - Myślę, że obszar plaż strzeżonych w Łebie w odniesieniu do liczby osób wypoczywających w Łebie i grup kolonijnych jest niewspółmiernie za mały.

Ratownicy w Łebie mieli pełne ręce roboty w tym sezonie! [ZDJĘCIA]
Edyta Litwiniuk

Z kolei ratowników jest w tym roku więcej. - Plaży strzeże 40 ratowników - mówi Chadaj i dodaje, że to więcej niż w latach ubiegłych. - Związane jest to z liczbą kolonii, jakie zadeklarowały chęć przyjazdu. Większa liczba ratowników obsługuje strefy kolonijne - wyjaśnia. - Standardowo na każdej wieży znajduje się trzech ratowników i kompletne wyposażenie czyli torby ratunkowe R0 i R1, deska ortopedyczna, nosze. Jest też dodatkowe wyposażenie, które uznaliśmy za niezbędne. Dodatkowo każdy ratownik został wyposażony w bojkę SP jako osobistą asekurację, choć przepisy tego nie wymagają. Są też trzy skutery, dwie motorówki, quad, samochód. - Żeby podwyższyć poziom bezpieczeństwa na plaży pełni dyżur ratownik medyczny. Jest to bardzo istotne, bo zanim przyjedzie karetka już pewne czynności medyczne mogą zostać wykonane - mówi.

Tegoroczna nowinka to drogi alarmowe. Są trzy centralne drogi ratunkowe, którymi można zjechać na brzeg morza oraz droga równoległa do linii brzegu. Ratownikom bardzo ułatwiają one pracę, ale skarżą się na nie... turyści. - Nie podoba się to części plażowiczów, bo nie mogą się w tym miejscu rozbić - mówią ratownicy. - My z kolei dzięki drogom ratunkowym mamy łączność i jesteśmy w stanie dotrzeć w każde miejsce na plaży.

Ratownicy przypominają, że określenie parawaning wzięło się sprzed kilku lat z Łeby, gdzie parawany stały tak blisko, że praktycznie nie dało się pomiędzy nimi przejść. W tym roku tego problemu już nie ma.

Sprzęt się przydał

W tym roku łebscy ratownicy przeprowadzili kilkadziesiąt akcji. Wszystkie przeprowadzone na plaży strzeżonej zakończyły się sukcesem. Na plaży niestrzeżonej doszło do dwóch zdarzeń. Jedną z nich było utonięcie dziewczynki, kiedy w morzu kąpał się ojciec z dwójką dzieci. Jedno dziecko zdołano uratować, drugiego już nie. Do drugiego utonięcia doszło w nocy. Zginął młody mężczyzna.

- Tragiczny wypadek z ojcem i dziećmi miał miejsce na plaży niestrzeżonej i był na własne życzenie - mówi ostro Marek Chadaj. - Tego dnia na wieży wisiała czerwona flaga i oznaczało to, że nie można się kąpać. Często plażowicze twierdzą wtedy, że wywieszamy czerwoną flagę, bo nie chce się nam pracować. To nieprawda. Jest XXI wiek. Jesteśmy podłączeni do laptopów, do monitorów... Mamy monitoring plaży, wody. Wiemy kiedy zmieni się wiatr, kiedy podniesie się fala. Korzystamy z dobrodziejstw XXI wieku i w momencie, kiedy wywieszamy czerwoną flagę, a tego dnia wisiała ona od samego początku dnia na całej linii brzegowej, to świadczyło o tym, że ta woda jest bardzo niebezpieczna. Mimo tego tata poszedł z dwójką dzieci do wody. Bo ma dwie ręce i da sobie radę. Prawda jest taka, że jak jest czerwona flaga to plażowicze idą się kąpać na plażę niestrzeżoną, a jak coś się dzieje to na pomoc wołają nas. Jeśli uratujemy i jest podziękowanie to bardzo fajnie, natomiast często zdarzają się sytuacje, że mówią: przecież się nic nie stało...

Ratownicy w Łebie mieli pełne ręce roboty w tym sezonie! [ZDJĘCIA]
Edyta Litwiniuk

- Na plaży strzeżonej wszystkim udało się udzielić pomocy - mówią ratownicy i wyjaśniają, że pod pojęciem „akcja” mają na myśli nie tylko przypadki ratowania tonących, ale też i zdarzenia do jakich dochodziło na lądzie. - Na plaży wśród osób wypoczywających mieliśmy przypadki kilkudziesięciu zasłabnięć, udarów, mieliśmy dwa podejrzenia zawałów, kilka ataków padaczki - mówi Marek Chadaj. - Niefrasobliwość wczasowiczów, którzy wychodzą na plażę wiedząc,że mają swoje jednostki chorobowe, które ukrywają, bo mają do tego prawo, powoduje że dochodzi do takich sytuacji. Zdarzyło się kilkukrotnie, że musieliśmy się włamywać do toalet żeby wydostać stamtąd osoby, które zasłabły... Mieliśmy też osoby leżące na piasku, które zasnęły i straciły przytomność i tylko ktoś przypadkiem zauważył, że ta osoba od kilku godzin się nie rusza.

- Na dzień dzisiejszy mieliśmy 44 akcje wodne i około 16 lądowych - mówi Chadaj i przypomina, że w zakresie obowiązków ratowników jest nadzorowanie osób kąpiących się. To jest priorytet. -Oczywiście z racji tego, że jesteśmy na plaży i mamy sprzęt ratunkowy to czujemy się w obowiązku pomóc też plażowiczom, ale czasami spotykamy się z niezrozumieniem. Tak jest w przypadku poszukiwań dzieci. Plażowicze pytają dlaczego nie szukamy dzieci. Tłumaczenie im, że przede wszystkich odpowiadamy za bezpieczeństwo osób kąpiących się nie przynosi skutku. Nie do wszystkich to trafia i są z tego powodu różne sytuacje.

Ratownicy w Łebie mieli pełne ręce roboty w tym sezonie! [ZDJĘCIA]
Edyta Litwiniuk

W tym roku na plaży w Łebie zaginęło około 80 dzieci. - Rekordem było zaginięcie półtorarocznego dziecka, czyli takiego z pieluchami. Z kolei rekordem długości było 3-letnie dziecko, którego rodzice dotarli do nas dopiero po 4,5 godzinach, kiedy zorientowali się, że od tego czasu dziecka nie ma. To świadczy o skali nonszalancji rodziców w stosunku do swoich dzieci... Co z tego, że przepisy mówią, że rodzice są odpowiedzialni za swoje dziecko do 7 roku życia i za brak opieki można ich ukarać mandatem. Prawda jest taka, że my nie mamy żadnej mocy sprawczej w postaci mandatu i zanim patrol policji się zjawi, to rodziców już nie ma, a pół plaży mówi, że jesteśmy służbistami, że się czepiamy... Natomiast ta tragedia dziecka, które 2-3 godziny siedziało roztrzęsione i płakało, to już jakoś do rodziców nie dociera.

- Tak jak Łeba słynie z parawaningu, tak drugim szlagierem są zaginione dzieci, których w ciągu dnia potrafi być kilkanaście - mówi Chadaj.

A już swoistym hitem była mama, która trzy razy w ciągu jednego dnia szukała swojego dziecka. -Raz je odnaleźliśmy o 11, potem drugi raz zgubiła je o 13, trzeci raz o 15.30 - kończy ratownik.- Za każdym razem to było to samo dziecko i ta sama mama, która mówiła: ale przecież panowie jesteście od tego żeby znaleźć. I na nic zdały się tłumaczenia, że nie jesteśmy od poszukiwań dzieci tylko pilnowania osób kąpiących się.

Plażowicze nie doceniają naszej pracy

- Myślę, że spora część plażowiczów nie docenia pracy ratowników - mówi Marek Chadaj. Na to samo skarży się co roku. - Ludzie nie doceniają poświęcenia i zaangażowania ratowników. Nie doceniają tego, że młodzi ludzie chcąc czuć się potrzebni przyjeżdżają tu do pracy nad morze, żeby czuwać nad bezpieczeństwem osób kąpiących się. Chcą udzielać pomocy, pokazać że są coś warci. Natomiast bardzo często spotykają się z kąśliwymi uwagami typu: ty młody człowieku nic nie umiesz, nic nie wiesz, masz mleko pod nosem. Nie zwracają uwagi na to, że ten 19 czy 20-letni chłopak czy dziewczyna przeszedł odpowiednie szkolenie, dostał papiery. Że jego szef, czyli tzw. wieżowy to jest 20 kilkuletni ratownik ze stażem. A nad całością czuwam ja, który już ponad 30 lat się tym zajmuje. Koordynuję ich pracę i przekazuję im swoją wiedzę, doświadczenie ucząc ich jak mają się zachować. I bardzo często tą zapalczywość ich ograniczyć. Bo często ten młody człowiek nie rozumie dlaczego jest obrażany przez plażowicza, któremu pomógł. Jest niedoceniany jego wkład i zaangażowanie w pracę. Myślę, że to jest spory problem, że ratownicy jako służba mundurowa, którzy w innych krajach cieszą się poważaniem u nas są niedocenieni. Tam jest pełne poszanowanie dla tej służby, u nas plażowicze potrafią być bardzo agresywni i wulgarni, negujący wiedzę i umiejętności ratowników. I to jest bardzo przykre i niezrozumiałe dla nas. Ten młody człowiek stoi 8 godzin na plaży. Ma być przygotowany kondycyjnie żeby wytrwać w słońcu i skwarze. Dlatego czasem ratownicy chodzą, przemieszczają się. A plażowicze mówią: dlaczego on chodzi, on powinien cały czas stać... Uwagi zawodowe często są nie na miejscu i pokazują niekompetencję osób, które ich udzielają.

Niebezpiecznie przy falochronach

Na łebskiej plaży nie brak niebezpiecznych miejsc. Jednym z nich jest wejście do portu. Niebezpieczne ze względu na powstające tam wiry. W tym roku ratownicy z pobliskiej plaży strzeżonej mieli tam aż 6 akcji. Wszystkie zakończyły się powodzeniem. Na plaży zachodniej było spokojnie. Była tylko jedna akcja i trzy poszukiwania surferów. - Tam nie tylko jest mniej ludzi, ale też sama plaża jest bardziej spokojna. Jest dużo płytkiej wody, w związku z tym zaistnienie sytuacji kryzysowej jest dużo mniejsze.

Ratownicy w Łebie mieli pełne ręce roboty w tym sezonie! [ZDJĘCIA]
Edyta Litwiniuk

W tym roku zmieniła się też sytuacja na plaży wschodniej.

- Plaża jest szersza, jest więcej piasku, w związku z tym jest też więcej plażowiczów. Trochę luźniej jest z parawaningiem. Efekt swój dały jednak falochrony, których jest na całej plaży aż 5, choć dwa lata temu były tylko dwa - mówi Chadaj. - My ze stanowiskiem przylepiliśmy się do jednego falochronu, co nie znaczy że nie interweniujemy przy innych. Jeśli ktoś wzywa pomocy to i tak musimy biec. To są 2-3 interwencje dziennie. Plażowicze lubią się tam kąpać bo tam się fala załamuje. Ale przez to jej załamanie przy samym falochronie jest ogromny dół. Oczywiście są odpowiednie znaki, które przed tym ostrzegają, ale to nie przynosi efektu. Nie czytają znaków, które są przy falochronach i na wejściach na plażę. Przez specjalne liny z koralikami, którymi odgradzamy strefę bezpieczeństwa potrafią przejść, bo tam jest lepsza fala.

W przyszłym roku Stołeczny WOPR zamierza wprowadzić kilka udogodnień na łebskich plażach. - Zamierzamy wprowadzić minitoring na plaży. Na specjalnych słupach zostaną zamocowane kamery. Na każdej ze strzeżonych plaż będzie centrum monitoringu. Na plażach będą też głośniki przez które będą przekazywane informacje o poszukiwaniach dziecka czy wywieszeniu czerwonej flagi - mówi na koniec Marek Chadaj.

Edyta Litwiniuk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.