rozm. Gabriela Pewińska

Przekonanie, że francuskie jest najlepsze, tkwi w nas od zawsze. To kwestia tradycji

Marc Petit Fot. Tomasz Bolt Marc Petit
rozm. Gabriela Pewińska

Marc Petit - zamieszkały w Sopocie Francuz, właściciel restauracji Cyrano & Roxane - o francuskim patriotyzmie ekonomicznym w rozmowie z Gabrielą Pewińską

Patriotyzm ekonomiczny - Francja z niego słynie.

Taka postawa wynika, po części, z uwarunkowań politycznych, po części to podejście sentymentalne. Ten tak zwany etnocentryzm konsumencki wciąż istnieje, ma się dobrze, choć już nie jest tak silny jak kiedyś. Ale jeszcze niedawno Arnaud de Montebourg, minister w rządzie Jeana-Marca Ayraulta, minister ekonomii w rządzie Manuela Vallsa, próbował reaktywować politykę „made in France”.

„Made in France” - taki tytuł nosił pewien popularny w Pana kraju dokument. Oto pewien francuski dziennikarz przeprowadza eksperyment - w ciągu dziewięciu miesięcy kupuje i korzysta tylko z rzeczy zaprojektowanych i wyprodukowanych we Francji. Oprócz pokazywania ciekawostek typu komputer czy lodówka w całości „made in France”, film - jak informowali dystrybutorzy - zachęcał do refleksji na temat stanu gospodarki w dobie postępującej globalizacji.

Patriotyzm ekonomiczny był w moim kraju najsilniejszy po wojnie, w czasach Charlesa de Gaulle’a. To de Gaulle zrobił najwięcej dla promocji francuskiej gospodarki, zwłaszcza w dziedzinie rodzimego przemysłu. To de Gaulle obwieścił światu, że francuski przemysł, technologia są najlepsze. Przykładem jest renoma, jaką sobie wyrobił choćby citroen. Marka, która miała reputację przez długie lata. Podobnie renault. Do dziś Francuzi są dumni z rodzimych produktów. Ta promocja, przekonanie o wyjątkowości były dla ekonomii francuskiej jak paliwo dla samochodu. Dotyczyło to zresztą wszystkich dziedzin gospodarki. Dziś, mam wrażenie, odnosi się w stu procentach jedynie do żywności. W tej dziedzinie przekonanie, że francuskie jest najlepsze, tkwi w nas od zawsze. To kwestia wielowiekowej tradycji, edukacji, wychowania w rodzinie. Poza tym francuskie produkty naprawdę są najlepsze. Na całym świecie ludzie jedzą to, co francuskie, bo po prostu lubią. Nic tego nie zmieni.

Francuskie sery to pewniak. Gorzej z francuską lodówką?

Wszystko przez postępującą globalizację. Dziś nie wiadomo, czy firma, która produkuje tę lodówkę, jest francuska, czy może chińska. Zdarza się, że chińskie produkty mają etykietkę „made in France”! Przez wiele lat pracowałem w rdzennie francuskiej firmie, teraz większość jej udziałów to fundusze amerykańskie. Dziś moi rodacy wciąż kupują francuskie samochody, ale czy one są w całości robione przez Francuzów? Nie ma takiej pewności. W grę wchodzi tu jeszcze kwestia bezrobocia. Zamyka się duże fabryki, zwalnia ludzi. Politycy próbują zrobić coś, żeby była praca dla Francuzów. Ale to tylko gadanie. Firmy już nie mają „narodowości”. Ten nasz patriotyzm, przynajmniej w tej dziedzinie, zdaje się nagle nie być aż tak ważny.

A jednak w swojej francuskiej restauracji konsekwentnie nie podaje Pan coca-coli.

Mógłbym podawać tę, którą produkuje się... we Francji. Ale mimo że jestem wierny narodowej sprawie, nie zrobię tego, bo coca-cola, francuska czy amerykańska, jest po prostu niesmaczna i niezdrowa. Za dużo chemii.

Plusy i minusy tego patriotyzmu konsumenckiego? Dla obywatela, dla przeciętnego producenta, dla kraju?

We Francji jeśli plusy, to raczej w przypadku małych lub średnich firm. I to akurat jest bardzo pozytywne. One dają pracę Francuzom. Poza tym wiadomo, kto nimi kieruje. W tej kwestii mamy jasność, jeśli oczywiście jako konsumenci wciąż chcemy trzymać się tego, co rodzime.
Dla dużych firm element narodowy nie ma w zasadzie znaczenia, liczą się tylko pieniądze. Co patriotyzm gospodarczy znaczy dla przeciętnego Francuza? Dla kraju? To swego rodzaju system naczyń połączonych. Jeśli francuskie produkty mogą być we Francji wytwarzane przez Francuzów i przez Francuzów pozyskiwane, daje to napęd, parę francuskiej gospodarce. Chociaż od czasu dominacji Unii Europejskiej rządy poszczególnych państw nie mają już takiej siły w kwestii dyrygowania gospodarką jak kiedyś. To znaczy - jeszcze trochę mogą, ale już nie tak jak Francja za de Gaulle’a.
Jeśli rząd francuski chce pomóc rodzimej firmie, czasem po prostu nie może tego zrobić, bo reguły konkurencji ustanowione przez UE wykluczają podobne działanie. Państwa nie mają już po prostu takiej wolności.

rozm. Gabriela Pewińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.