Przejęli 22 ha za dług! Kobieta czuje się oszukana, a prokurator bada umowę

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Jacek Wierciński

Przejęli 22 ha za dług! Kobieta czuje się oszukana, a prokurator bada umowę

Jacek Wierciński

Twierdzi, że przez drobną pożyczkę, którą w dodatku spłaciła, straciła gospodarstwo warte milion zł. Pożyczkodawca zarzuca jej kłamstwo, prokurator bada, czy umowa była uczciwa i czy pieniądze oddano.

Państwo Z. (nazwisko do wiadomości redakcji) w gdańskiej kancelarii podpisali umowę, w której zobowiązują się oddać gospodarstwo, jeśli nie zapłacą w terminie 125 tys. zł. Teraz przekonują, że zostali zmanipulowani, ale pieniądze i tak zwrócili, a pożyczkodawcy odpowiadają, że umowa była zgodna z prawem i to pani Z., nie dotrzymała jej warunków, a dziś kłamiąc dodatkowo łamie prawo.

- Majątek wart jest milion złotych, a ten kredyt to kpina i oszustwo. Zostałam bez gospodarstwa, które było moim głównym źródłem utrzymania - opowiada pani Małgorzata Z., która skontaktowała się z nami po cyklu publikacji dotyczących tzw. mafii mieszkaniowej.

Kobieta z niewielkiej wsi na Mazowszu umowę pożyczki wspólnie z mężem zawarła u gdańskiego notariusza, kiedy przechodziła „poważny kryzys finansowy”. Ofertę znalazła w internecie na stronie oferującej pieniądze pod zastaw.

Małgorzata Z. twierdzi, że warunki pożyczki, na jakie się umawiała odbiegały od tych, które faktycznie znalazły się w akcie notarialnym, a papiery podpisywała nieświadomie, w pośpiechu. Na dowód pokazuje dokumenty z października 2014 roku. W akcie notarialnym czytamy, że państwo Z. przyjmują pożyczkę 75 tys. zł w zamian w ciągu pół roku mając spłacić 125 tys. zł. Odsetki wynoszą 12 procent rocznie, ale aż 45,5 tys. zł stanowi prowizja (wynikająca m.in. z kosztów obsługi prawnej i weryfikacji lokalnego rynku nieruchomości). Zastawem pożyczki są niemal 22 hektary gruntów, dom, obora, stodoła i garaż. Choć hipoteka nieruchomości była obciążona na 340 tys. zł odnotowane na papierze kredyty do spłaty w momencie zawarcia transakcji mają wynosić 93,5 tys. zł. Wartość całego majątku określana jest w dokumencie na 230 tys. zł.

Notariusz, u którego zawarto umowę, zastrzega, że jest związany tajemnicą notarialną oraz nie wyraża zgody na publikację danych swoich ani kancelarii.

- Nie mogę nic na ten temat powiedzieć - ucina.

W listopadzie 2015 r. policja wszczęła dochodzenie umorzone po 3 tygodniach ze względu na „brak znamion przestępstwa”. Policjanci oszacowali wówczas, że wartość hektara gruntu wynosi 30-40 tys. zł. Ogółem oznaczałoby to, że same działki państwa Z. (bez obciążonej hipoteki) warte byłyby 650-860 tys. zł. Po zażaleniu na tę decyzję sąd nakazał prokuraturze ponowne wszczęcie dochodzenia.

- Prowadzone jest na okoliczność oszustwa. Całość umowy jest obecnie analizowana - mówi prokurator Tatiana Paszkiewicz z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, która zastrzega, że w sprawie z zawiadomienia Małgorzaty Z. nikt nie usłyszał zarzutów.

Jednak śledczy tłumaczą, że to tylko jedna strona medalu. Równolegle bowiem trwa analiza tego, czy kobieta tak jak twierdzi pożyczkę spłaciła. Że tak nie było przekonują pożyczkodawcy, którzy - jak podkreślają - nie po zapisanych w umowie 6 miesiącach, ale dopiero po 1,5 roku, przejęli gospodarstwo.

- Pani Z. za to, co zrobiła, odpowie z kodeksu karnego. Mamy około 200 zarejestrowanych rozmów, przed rzekomym oddaniem przez nią pieniędzy, po nim i w trakcie. To jest dowód na to, że najpierw pani Z. wielokrotnie prosi o przedłużenie terminu, zwodzi, mówi przez telefon, że nie spłaciła ani złotówki po czym zgłasza do sądu, że mimo spłacenia ktoś nie chce zwrócić jej własności - tłumaczy jeden z pragnących zachować anonimowość pożyczkodawców.

Mimo że jego telefon figuruje jako kontaktowy na funkcjonującej w sieci witrynie z ofertą pożyczek przekonuje, że „nie działa na rynku pożyczek”, a to mogła być „jednokrotna sytuacja”.

Zastrzegając, że rację przyznają mu również policjanci znający szczegóły sprawy oraz, że Małgorzata Z. dopuszczać się miała niszczenia maszyn rolniczych nowego dzierżawcy gruntów dodaje: - Umowa była sporządzona zgodnie z obowiązującym prawem i nie była z niekorzyścią dla tej pani.

Przeczytaj także: Pierwszy prawomocny wyrok na tzw. mafię mieszkaniową. Co dalej?

Jacek Wierciński

Zajmuje się głównie tematyką kryminalną.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.