Przejęcie Lotosu przez Orlen. Budowa multienergetycznego czempiona czy odwet polityczny na niepokornym regionie?

Czytaj dalej
Fot. Przemyslaw Swiderski
Rafał Mrowicki

Przejęcie Lotosu przez Orlen. Budowa multienergetycznego czempiona czy odwet polityczny na niepokornym regionie?

Rafał Mrowicki

Przejęcie Lotosu przez PKN Orlen jest już pewne. Zgodę na to wydała Komisja Europejska. Od podpisania w tej sprawie listu intencyjnego dwa lata temu temat wciąż budzi emocje wśród pomorskich włodarzy. Ich zdaniem to atak partii rządzącej na region, w którym to opozycja cieszy się większym poparciem. Rząd tłumaczy to chęcią budowy czempiona multinenergetycznego.

W lutym 2018 dyskusja o fuzji Grupy Lotos i PKN Orlen nabrała konkretnych kształtów. Podpisano wówczas list intencyjny ws. przejęcia firmy gdańskiej przez koncern z Płocka. Już wtedy lokalni politycy i samorządowcy, na czele z marszałkiem województwa pomorskiego Mieczysławem Strukiem oraz zamordowanym w ubiegłym roku prezydentem Gdańska Pawłem Adamowiczem. Ich zdaniem był to zamach Prawa i Sprawiedliwości na gospodarkę Pomorza. Alarmowali, że wpłynie to na wpływy podatkowe dla Gdańska i Pomorza oraz na miejsca pracy wielu osób, które pracują w Lotosie oraz wielu mniejszych firmach lokalnych, które z Lotosem współpracują.

Radni i lokalni politycy PiS oraz politycy rządowi przekonywali, że to rozwiązanie korzystne dla gospodarki krajowej, a co za tym idzie także dla Gdańska.

W tamtym czasie zwołano także specjalną sesję Rady Miasta Gdańska, podczas której radni Platformy Obywatelskiej przyjęli uchwałę sprzeciwiającą się tej fuzji. Na tamtej sesji była grupa parlamentarzystów i europosłów z PO i Nowoczesnej, którzy zabierali głos przy mównicy. Radnych PiS nie wsparli wówczas koledzy ze szczebla centralnego.

Oskarżenia o polityczny odwet na mieszkańcach Pomorza pojawiły się także pod koniec ubiegłego roku, kiedy pojawiły się zapowiedzi przejęcia przez PKN Orlen koncernu energetycznego Energa SA. Nie trzeba było czekać długo na zgodę Komisji Europejskiej. Energa stała się częścią Orlenu w kwietniu tego roku.

Krótko po wyborach prezydenckich, we wtorek 14.07.2020 Komisja Europejska wydała zgodę na przejęcie Lotosu przez Orlen. Głównymi warunkami jakie postawiła, to zbycie 30 proc. akcji Lotosu oraz 80 proc. stacji benzynowych. Jeszcze tego samego dnia prezes Orlenu Daniel Obajtek wraz z wicepremierem i ministrem aktywów państwowych podpisali list intencyjny ws. przejęcia przez Orlen koncernu naftowo-gazowego PGNiG. Zapowiada w ten sposób budowę multienergetycznego czempiona, który ma konkurować z wielkimi koncernami zagranicznymi. Finalizacja fuzji przewidywana jest na początek 2022 roku.

W środę 15.07.2020 Daniel Obajtek był w Gdańsku, żeby w siedzibie Lotosu przekonywać do idei fuzji.

- Ten proces musi nam się opłacać biznesowo, ale musi też zapewniać nam bezpieczeństwo. Nie mogą być dwa koncerny w Polsce, które mają nadzór jednego właściciela i wzajemnie się wycinają. To nie służy rozwojowi tych firm. One same w sobie muszą przejść kiedyś transformacje energetyczną. Zakup ropy nie jest zakupem tylko dla Polski, ale też dla regionu i ta fuzja to gwarantuje - mówił Daniel Obajtek.

Zapowiadał, że Energa, Lotos i PGNiG to nie koniec mocarstwowych zapędów Orlenu. Wykluczył plany przejmowania mediów. Uspokajał przed zwolnieniami grupowymi z Lotosu, choć nie wykluczył zmian kadrowych.

Kilka godzin po jego konferencji z prezesem Lotosu Pawłem Janem Majewskim, sprzeciw wobec fuzji przed siedzibą gdańskiego koncernu paliwowego wyrazili samorządowcy i politycy PO: marszałek Mieczysław Struk, prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, europoseł i były członek Komisji Europejskiej Janusz Lewandowski i poseł Tadeusz Aziewicz. Obawiali się strat podatkowych dla miasta i regionu. Dla nich jest to działanie przede wszystkim polityczne.

- Nie widzę tu sensu gospodarczego. Widzę w tym odwet na niepokornym regionie, który nigdy nie dał się oszukać i nie głosuje po myśli Jarosława Kaczyńskiego - mówił europoseł Janusz Lewandowski.

- Kolonizacja Lotosu i jego rozbiór to potężne uderzenie w przyszłość naszego regionu, ale też w całość naszej gospodarki - mówił poseł Tadeusz Aziewicz. - Jeszcze jako prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów za rządu Jerzego Buzka wielokrotnie występowałem przeciwko planom tej fuzji, zwracając uwagę na potrzebę istnienia konkurencyjnego rynku paliwowego. Mamy do czynienia z próbą zbudowania monopolu. Komisja Europejska nałożyła drakońskie warunki, które prowadzą do budowy konkurenta. Nie będzie nim kolejna polska firma, tylko jakiś zagraniczny byt, do końca nie wiemy jaki - dodawał apelując do rządu o odstąpienie od tych planów.

Podczas jego wystąpienia na miejscu pojawił się Daniel Obajtek w towarzystwie pracowników Orlenu, Lotosu i Energi. Kontrował wystąpienia polityków.

W pewnym momencie jego długiego wystąpienia prezydent Gdańska zadała pytanie o to czy na miejscu jest prezes Lotosu. Okazało się, że Paweł Jan Majewski stał tuż obok niej. Nie dziwi to specjalnie, gdyż to już piąta osoba na stanowisku prezesa odkąd w 2016 roku stanowisko stracił Paweł Olechnowicz, który na czele zarządu Lotosu stał przez 14 lat. Prezes Majewski jednak nie zabierał głosu podczas tej wymiany zdań. Niewiele powiedział także podczas wcześniejszej konferencji z Danielem Obajtkiem, który przemawiał ponad pół godziny, wielokrotnie dłużej niż wciąż obecny gospodarz Lotosu.

Marszałek Mieczysław Struk oraz europoseł Janusz Lewandowski zwracali uwagę na decyzje Daniela Obajtka o budowie bloku węglowego w Ostrołęce oraz dotowania górnictwa, w czasie gdy był prezesem Energi, co ich zdaniem znacząco obniżyło wartość koncernu energetycznego. W momencie przejęcia przez Orlen, Energa akcje Energi były warte wielokrotnie mniej niż przed 2016 rokiem.

- W kwestii Lotosu my nie sprzedajemy całej rafinerii. 70 proc. będzie miał Orlen, 30 proc. będzie miał podmiot. Będziemy pełnym operatorem tej rafinerii i tu będą wszystkie podatki spływać. Lotos będzie częścią wielkiego czempiona europejskiego. Takie fuzje robiono we Francji i w Niemczech. Państwa obawy są nieuzasadnione w tym zakresie. Nawet większe podatki mogą wpłynąć do budżetu. Po to kupujemy Lotos by nie dublować się w badaniach i by rozwijać nowe technologie. To rozwój, który pochłonie setki milionów - przekonywał Daniel Obajtek.

Zapewniał też, że podobnie jak w przypadku Energi, fuzja nie wpłynie negatywnie na umocowanie Lotosu w regionie. Budzi to jednak pewne wątpliwości. Nie tak dawno poseł Lewicy Marek Rutka, próbował przeprowadzić kontrolę poselską w Enerdze by ustalić na jakiej podstawie członkom zarządu przyznano bardzo wysokie nagrody. Odmówiono mu informacji tłumacząc, że Energa jest teraz częścią Orlenu, w którym Skarb Państwa ma ok. 30 proc. udziałów. Wcześniej Skarb Państwa miał w Enerdze ponad połowę udziałów i nadal ma tyle w Lotosie.

O politycznym charakterze decyzji lokalnych polityków mógł utwierdzić w przekonaniu argument Daniela Obajtka, który przywołał sytuację Lotosu z okresu ośmiu lat rządów PO-PSL przypominając, że w 2014 roku Lotos musiał być dokapitalizowany. a nie musiał obecnie w dobie kryzysu gospodarczego spowodowanego pandemią koronawirusa.

W środę wieczorem w Telewizji Polskiej wicepremier Jacek Sasin przekonywał, że oszczędności z tytułu wspólnych zakupów ropy naftowej przez Orlen i Lotos mają wynieść 1-2 mln zł rocznie.

Krytyczni wobec przejęcia Lotosu przez Orlen są także pomorscy politycy z innych ugrupowań opozycyjnych.

- Tylko zdrowa konkurencja daje rozwój. Oczywiście, rozumiem dlaczego robi się to akurat za rządów PiS – za ich rządów spółki ze sobą nie konkurują, tylko dzielnie wykonują polecenia partii. To jest zły ruch - komentuje poseł Konfederacji Artur Dziambor.

- Dla nas, dla Pomorza, to nie jest dobre, wręcz jest to bardzo złe dla regionu. Uważam, że to próba odebrania Pomorzu zasobów, rodzaj politycznej zemsty PiS na Platformie - mówi posłanka Lewicy Beata Maciejewska.

Również przedstawiciele środowiska gospodarczego na Pomorzu są krytyczni wobec fuzji.

- Energa oraz Lotos tracą decyzyjność, punkt decyzyjny przenosi się poza Trójmiasto. To nie tylko straty finansowe dla regionu, ale tracimy w wymiarze wizerunkowym. Nie będziemy mieli koncernów, które mają mocne umocowanie w regionie - komentuje Zbigniew Canowiecki, prezydent Pracodawców Pomorza.

– Trudno mi znaleźć wystarczająco mocne argumenty przemawiające za tą fuzją – mówi Maciej Dobrzyniecki, kanclerz Loży Gdańskiej Business Centre Club. - Prezes Daniel Obajtek wielokrotnie deklarował, że pomorska gospodarka na tym nie ucierpi. Zastanawiam się jednak nad kilkoma elementami makroekonomicznymi. Wydaje mi się, że ta fuzja służy bardziej realizacji celów Skarbu Państwa niż celom gospodarki. Dwa duże koncerny, jak Lotos i Orlen, istniejące obok siebie, motywowały się nawzajem do działań innowacyjnych. Po tej fuzji, jeśli połączymy moce przerobowe Lotosu i Orlenu, to będą one wynosiły ok. 920 lub 930 tys. baryłek, co stanowiłoby ok. 6 proc. produkcji europejskiej. To jest znikomy wynik, jeżeli chcemy się porównywać z graczami europejskimi. Czy 6 czy 3 proc., to nie ma znaczenia. Jeżeli chcemy być graczem na europejskim rynku, to 6 proc. nic nie zmieni. Nie potrafię zrozumieć przejęcia PGNiG. Obserwując rynek energetyczny w Europie, widzę, że zdarzają się takie konsolidacje, ale nie takie, które powodowałyby, że koncern staje się monopolistą. Jako zwolennika wolności gospodarczej, powoduje to moje obawy – dodaje ekspert.

Rafał Mrowicki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.