Przedwojenny dżentelmen pachniał "Przemysławką", olimpijczyk "Fiordem"

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Gdak
Błażej Dąbkowski

Przedwojenny dżentelmen pachniał "Przemysławką", olimpijczyk "Fiordem"

Błażej Dąbkowski

Przeminęła II RP, przeminęła PRL, a Wielkopolska - mimo upływu kilkudziesięciu lat - pozostaje zagłębiem starych sprawdzonych zapachów i kosmetyków. "Przemysławkę", wodę brzozową czy "Admirala" produkuje się po dziś dzień. Teraz odkrywane są one na nowo przez młode pokolenia.

"W południe kawka - po niej lepiej się pracuje, W krąg Przemysławki europejski zapach czujesz, Dyskretny kelner na Twój każdy gest się zgłasza, Wieczorem PAGART na sto imprez Cię zaprasza..." - śpiewał w piosence "Światowe życie" Wojciech Młynarski. W czasach PRL woda kolońska, krem Nivea czy woda brzozowa były obowiązkowym zestawem dla każdego obywatela, który dbał o higienę. Kosmetyki z tamtych lat, jak wspominają ówcześni uwodziciele i amanci, miały jednak nie tylko zastosowanie zewnętrzne, ale także wewnętrzne. Jeden z nich został utrwalony w "Misiu" przez Stanisława Bareję w scenie, w której klient, który kupuje w kiosku RUCHU wodę brzozową, spożywa ją na miejscu, zaraz po odejściu od lady. Miała ona jedną poważną przewagę nad wódką i spirytusem, bowiem nie była reglamentowana, a zatem dostępna jeszcze przed godz. 13. Ale kultowe kosmetyki czasów realnego socjalizmu nie wylądowały wraz z nim na śmietniku historii, sięgają po nie coraz częściej 20- i 30-latkowie, znudzeni tym, co można znaleźć w popularnych sieciówkach. Zagłębiem tych kosmetyków od lat jest Wielkopolska, gdzie nieprzerwanie od 1989 r. produkuje się sztandarowe płyny, wody, a nawet perfumy popularne trzy, cztery czy pięć dekad temu.

- Niewiele osób wie, że są one nadal w sprzedaży. Kiedy młodzi mężczyźni przychodzą do mojego zakładu, spoglądają na witrynę, gdzie trzymam wody po goleniu i kolońskie, jak na zabytki

- śmieje się Adam Szulc, znany poznański fryzjer męski i barber. - Wszystko, co było w PRL, kojarzyło się źle, jako szare, tandetne, było w latach 90. wręcz synonim lumpenproletariatu. Ale teraz młodzi ludzie mogą już żyć bez tego przykrego bagażu historycznego. „Widziałem to na półce dziadka” - mówią, a później sięgają po „Przemysławkę” - dodaje.

Szulc kilka lat temu postanowił zbierać kilkudziesięcioletnie mydła, kremy do golenia, wody toaletowe, po tym jak ich producenci rozpoczęli zmieniać szatę graficzną etykiet. Jego zbiór liczy dziś około 100 męskich kosmetyków. Kiedy postanowił pokazać go Wielkopolanom podczas tegorocznej edycji Nocy Muzeów, niemal nikt nie wiedział, że wiele z nich produkuje się także w XXI w.

- A o nich warto opowiadać, to kawał naszej historii. Zaraz po wojnie rządziła „Przemysławka”, w latach 60., za Gomułki królował „Consul”. Z kolei dekada Gierka to już legendarny „Wars”, była to pierwsza, kompletna linia kosmetyków. To była górna półka, z tej niższej, np. wodę „Jucht” piło się w wojsku z Pepsi Colą - opowiada.

Ambasador Kiepura

Jednym z najbardziej rozpoznawalnych kosmetyków tamtych lat jest „Przemysławka”, dziś reklamowana jako eau de cologne łącząca pokolenia dżentelmenów.

- Jej bezpośrednie łączenie z PRL jest jednak krzywdzące i nieprawdziwe, ponieważ w Poznaniu jest wytwarzana bez przerwy od 1919 r.

- zwraca uwagę Mateusz Hoppe z firmy Synteza, produkującej dziś wodę kolońską.

Jej „ojcem” jest Henryk Żak, przedsiębiorca, który w okresie międzywojennym powołał do życia Fabrykę Mydeł, Perfum i Przetworów Chemicznych, w której obok sztandarowej „Przemysławki”, produkowano puder w płynie, perfumy, kremy do golenia czy pastę do zębów. Początkowo przedsiębiorstwo funkcjonowało przy Starym Rynku, ale kilka lat później przeniesiono je na ul. Bukowską, a następnie Gnieźnieńską. Kosmetyki Żaka podbijały nie tylko rodzimy rynek, ale także trafiały do tak odległych zakątków świata jak Chiny, Palestyna, Ameryka, Egipt czy dawne kolonie afrykańskie.

Motorem napędowym, który pozwalał rozwijać działalność przedwojennemu biznesmenowi, była cały czas woda kolońska, a obok niej mydło toaletowe i mydło do golenia (dziś nie są już wytwarzane), uznawane za wyznacznik elegancji. Jej gwarantem w tamtych czasach był międzynarodowej sławy śpiewak i aktor Jan Kiepura, który tak rekomendował poznańską markę: „Woda „Przemysławka” jest doskonałą do rannej toalety.” Ale artysta, którego oklaskiwał cały świat, nie był jedynym w tamtym okresie ambasadorem popularnego produktu. Jego właściwości, nazywając „wyśmienitymi”, zachwalał również Zygmunt Zaleski, przedwojenny wiceprezydent stolicy Wielkopolski oraz prezes Towarzystw Tomasza Zana i Towarzystwa Miłośników Miasta Poznania. W ówczesnej prasie można było zobaczyć reklamy produktu jako „ideału wody kolońskiej” czy „najwykwintniejszej perfumy doby obecnej”. Jak twierdzili marketingowcy czasów II RP, by poczuć się prawdziwym dżentelmenem, wystarczyło na skórę nanieść zaledwie dwie krople specyfiku, który gwarantował „silny, miły zapach”.

- W 1949 r. produkcję od Żaka przejęło już państwo, jednak o jakość „Przemysławki” dbał cały czas jego długoletni pracownik Mieczysław Jastrzębski. Przez okres PRL kosmetyk był wytwarzany najpierw przez Lechię, a następnie Pollenę-Lechię. Kiedy doszło do prywatyzacji przedsiębiorstwa w 1997 r. przez koncern Beiersdorf, już po roku wykupiliśmy prawa do receptury kilku kosmetyków

- tłumaczy Mateusz Hoppe.

Sama Synteza, jako Chemiczna Spółdzielnia Pracy, powstała w 1951 r., przekształcając się w kolejnych latach w Przedsiębiorstwo Farmaceutyczno-Chemiczne, które postawiło przede wszystkim na produkcję leków i suplementów.

- Ale kosmetyki są dla nas mimo wszystko ważne. Do tej pory odbiorcą produktu byli tylko starsi mężczyźni. Jednak w obecnym trendzie do powrotu do tego, co polskie, naturalne i dobre, wśród młodych osób widzimy wzrost zainteresowania „Przemysławką”. Dodatkowo obecna moda na brody, dbanie o wygląd i subtelny zapach pokazują, że pojawia się nowa grupa klientów, którzy chcą zaznaczyć swoją męskość - mówi Hoppe.

Zioła i cytrusy

„Przemysławkę” kupimy w drogeriach i sklepach kosmetycznych, a dostępna jest przede wszystkim w zakładach fryzjerskich, to dzięki nim i użytkownikom forów internetowych, gdzie miłośnicy zarostu i bród wymieniają się spostrzeżeniami dotyczącymi kosmetyków, dawne zapachy przeżywają drugą młodość.

- To barberzy kreują dziś trendy

- podkreśla Ewa Budnik z działu handlowego. Jak zaznacza Adam Szulc, istotna jest także tradycja i niezmieniona od 1919 r. receptura, oparta na nutach owoców cytrusowych oraz ziół. Co sprawia, że wnuki pamiętają zapach, który gościł w domach ich dziadków? Skład podany na zmienionym w ubiegłym roku opakowaniu laikowi niewiele wyjaśni. Kryje się za nim zapach skórki cytrynowej, goździków, kwiatowy, zbliżony do konwalii, róży, rośliny leczniczej geranium. - To wszystko sprawia, że zapach jest świeży, lekki, ale jednocześnie nie ma nic wspólnego z popularnymi metroseksualnymi nutami - twierdzi barber.

Czy „Przemysławka” znów stanie się tak popularna jak w czasach II RP? Synteza, która posiada dziś trzy zakłady produkcyjne i zatrudnia ponad 100 osób, chce wprowadzić w najbliższym czasie wodę do marketów. W cieniu, przynajmniej na razie, pozostaną inne kultowe zapachy: płyn po goleniu i woda kolońska „Consul”, a także woda kolońska „Derby”, w której nuty drzewa pomarańczowego i bergamotki mieszają się z olejkami paczuli oraz sandałowca. Dla pań też coś się jednak znajdzie. Trudno bowiem zapomnieć o lakierze do włosów „Spray”.

Gest Kozakiewicza

30 lipca 1980 roku Władysław Kozakiewicz podczas igrzysk olimpijskich w Moskwie, wygrał konkurs skoku o tyczce, zdobywając złoty medal. Odpowiadając gwiżdżącym kibicom radzieckim, wykonał słynny gest, który przeszedł do historii jako „gest Kozakiewicza”. Bardzo prawdopodobne, że polski sportowiec zanim rozpoczął rywalizację, po porannym goleniu, swą twarz spryskał płynem po goleniu lub wodą kolońską „Fiord”, którą Pollena-Lechia wyprodukowała z myślą o olimpijczykach. Ten zapach sukcesu nadal, podobnie jak „Przemysławka”, dostępny jest w małych drogeriach. Produkowany jest w rodzinnym przedsiębiorstwie Kulpol, mającym swoją siedzibę w niewielkim Fałkowie, znajdującym się pod Gnieznem. Jego historia jest równie ciekawa jak kosmetyków, które produkuje, a zaczęła się ona w 1982 r. od firmy polonijnej Interkulpol, założonej w podpoznańskich Komornikach przez Henryka Kulczyka, ojca najbogatszego Polaka Jana Kulczyka.

Handlował on artykułami chemicznymi i budowlanymi, a prawdziwym przebojem okazała się wtedy niebieska pasta BHP „Mexel”, sprzedawano ją tonami. Ale obok produktu niezbędnego mechanikom i budowlańcom Kulczyk stworzył też damski perfum „Reve”, uznawano go za polski odpowiednik „Chanel”, sprzedawano go w milionach egzemplarzy (w tym roku obchodzi 35. urodziny). To jeden z nielicznych zapachów powstałych w PRL dla kobiet, obok „Być może” Polleny-Urody czy „Pani Walewskiej” i jedyny do teraz produkowany w Wielkopolsce. Przetrwał on dzięki Małgorzacie Tomczak i jej dwóm siostrom, które po upadku komunizmu, w 1997 r. wykupiły Kulpol (firma nazwę zmieniła w 1990 r.) i wraz z Syntezą nabyły prawa do receptur.

Od tego czasu minęło 20 lat, a współwłaścicielka Kulpolu (firmę prowadzi obecnie z córką Joanną Bąkowską) zrezygnowała tylko z jednego produktu, płynu po goleniu „Baccarat”.

- Było w nim zbyt wiele ziół, które bardzo trudno oczyścić w procesie produkcji. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że w PRL kosmetyki były naturalne i wcale nie tworzyło się ich tak łatwo. Nawet powstanie wody brzozowej łączy się z dużym wysiłkiem - zaznacza Małgorzata Tomczak.

Kulpol pozostał jedną z trzech polskich firm, które do teraz mają w swojej ofercie słynny „trunek” z „Misia”.

- Od 30 lat w tym samym miejscu w Borach Tucholskich ściągany jest płyn, robi to ciągle ta sama kobieta. Pozyskujemy czysty sok przez korę drzewa, która jest odsączana raz w roku. Nikt już nie stosuje tej techniki

- kontynuuje.

A zapach? O zapach jeszcze trudniej. Najpierw trzeba postarać się o spirytus, następnie należy zadbać o kompozycję, których głównymi eksporterami pozostają Francja i Szwajcaria. Wszystko należy wymieszać, ustalić proporcje, sprawdzić jak długo utrzymuje się zapach. Gdy stworzy się tzw. nastaw, powinien on leżakować przez co najmniej trzy tygodnie, a następnie zostać wychłodzony, by nie pojawił się niepotrzebny osad. Jednym z ostatnich etapów jest filtrowanie, po nim można już ciecz rozlewać do butelek.

- Tak powstają nie tylko perfumy, ale też woda kolońska. Który z wielkich koncernów pozwoliłby sobie na taką ręczną, manufakturową produkcję? - pyta M. Tomczak.

Kulpol najprawdopodobniej nie przetrwałby próby czasu i rywalizacji z molochami, gdyby nie stał się podwykonawcą dla polskich i zagranicznych firm. Trafiali się kontrahenci z Danii, Hiszpanii, a nawet Arabii Saudyjskiej. Kosmetyki „odziedziczone” po poprzednim systemie, takie jak „Fiord”, „Admiral”, woda brzozowa, „Płyn Ogórkowy” po goleniu, dopiero teraz stają się modne.

- Myśleliśmy o tym, by zakończyć produkcję, ale cały czas liczymy, że młodsze pokolenia nas docenią

- przyznaje Joanna Bąkowska. Łatwo nie jest, bo - jak powtarzają właścicielki przedsiębiorstwa - handel jest bezlitosny. Dawnych kiosków RUCH-u już nie ma, zmniejsza się liczba lokalnych sklepów z kosmetykami, nadzieją pozostaje internet.

- Pozytywnie zaskoczyły mnie opinie blogerów na temat naszych produktów. Na jednym z forów barberskich „Ogórkowemu” poświęcono kilkaset wpisów, które - jak usiadłam przed komputerem - czytałam do 3 w nocy - wspomina J. Bąkowska.

-----

Rozmowa z Martą Siembab, jedynym w Polsce senselierem, profesjonalnym trenerem zapachowym, założycielką pracowni Senselier.

Dlaczego w latach 90. kosmetyki typu „Brutal”, „Przemysławka” czy „Pani Walewska” uznawane były za szczyt obciachu? Czy rzeczywiście są „gorsze” niźli te, które można obecnie kupić w perfumeriach?

Marta Siembab: Lata 90. to początki wolnego rynku w Polsce. Szerszy dostęp do zachodnich perfum i kosmetyków dał konsumentom porównanie między rodzimymi produktami a ich zachodnimi pierwowzorami. Na półkach pojawiły się klasyczne francuskie wody toaletowe, na których wzorowano polskie zapachy. Trudno było spodziewać się reakcji innej, niż rozczarowanie i odrzucenie rodzimych produktów, ze względu na wyczuwalną różnicę zarówno w jakości surowców, jak i inwencji twórczej perfumiarza. Francja, z tradycjami perfumiarskimi sięgającymi czasów starożytnych, od wieków była na czele w tej dziedzinie przemysłu. Nawet średniej jakości francuska woda przewyższała jakością produkt z naszej części Europy. Kiedy konsumenci dostali możliwość powąchania prawdziwych francuskich perfum (bo niestety nie zawsze oznaczało to możliwość zakupu), natychmiast wyczuwali rozbieżności między tym, czym mogą być perfumy, a z czym mieli styczność do tej pory.

Czyli nie mieliśmy się czym chwalić?

Można posłużyć się tutaj metaforą klubu sobowtórów - dotychczas można było w Polsce zorganizować zabawę z sobowtórem Michaela Jacksona i była to przednia zabawa, kiedy w pewnym zaś momencie stało się możliwe zobaczenie gwiazdora na żywo we własnej osobie - to, co kiedyś wystarczyło, aby dobrze się bawić, zbladło w porównaniu z oryginałem. Należy też pamiętać, że lata 90. to czas, w którym powstawały ponadczasowe dzieła, takie jak Poison Diora, Amarige Givenchy, Opium YSL czy Egoiste Chanel, które do dziś są filarami współczesnego perfumiarstwa. Nieposkromiona energia tych zapachów i ich kompozycyjny geniusz zbudowany na wielowiekowej tradycji i doświadczeniu Francuzów, zostawiał polskich perfumiarzy daleko w tyle.

Wielkopolska była i jest zagłębiem dawnych zapachów - tu od 1919 r. produkuje się „Przemysławkę”. Czy te tradycyjne zapachy oddają charakter naszego regionu?

Oddają przede wszystkim charakter tamtych czasów. Mniej więcej do roku 2000 zmiany w formułowaniu perfum następowały bardzo powoli - do roku 1900 tendencje w komponowaniu zapachów zmieniały się na przestrzeni stulecia, później, po rewolucji przemysłowej, mniej więcej w czasie dekady. Dlatego też „Przemysławka” pachniała podobnie do Fougere Royale Houbigant, wyznacznika stylu tamtych czasów. I tutaj można odpowiedzieć na pytanie o charakter Wielkopolski: czy sam zapach „Przemysławki” oddaje ducha naszego regionu? Z pewnością nie, oddaje on ducha czasów, w których powstała. Natomiast sam fakt, że od lat produkuje się u nas wzorcową wodę fougere, taką jaką pachnieli gentlemani na przełomie XIX i XX wieku, mówi wiele o naszym przywiązaniu do tradycji, skupieniu na jakości, niechęci do eksperymentów czy - jak kto woli - fanaberii. Stare, sprawdzone rozwiązania, funkcjonujące z dobrym skutkiem od lat, klasyczna definicja męskości - takie komunikaty wysyła „Przemysławka” i z pewnością odnajdzie się w niej wielu mężczyzn, niezależnie od wieku. Osobiście marzy mi się powrót do klasycznego opakowania „Przemysławki” z czasów Henryka Żaka, przypominało flakony Geo F. Trumper, ikony brytyjskiego szyku.

Błażej Dąbkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.