Przedsiębiorca z Gniewkówca wskrzesił Junaka

Czytaj dalej
Fot. Filip Kowalkowski
Grażyna Ostropolska

Przedsiębiorca z Gniewkówca wskrzesił Junaka

Grażyna Ostropolska

Kultowy motocykl polskiej marki, którego produkcji zaprzestano ponad pół wieku temu, zawdzięcza swoje drugie życie Mikołajowi Siborze.

W latach 50. ub. wieku junak był bardzo popularnym środkiem transportu. Jeździli nim mieszkańcy miast i wsi. Używali go w codziennej pracy pocztowcy i milicjanci. Kiedy na początku lat 60. Szczecińska Fabryka Motocykli zaprzestała produkcji junaka, po polskich drogach nadal jeździły setki tysięcy tych jednośladów. Lukę na rynku części zamiennych starali się zapewnić rzemieślnicy. Tadeusz Sibora, ojciec pana Mikołaja, wszedł w ten biznes w 1983 r.

- Tata zorientował się, że na rynku brakuje takich części zamiennych, jak tłoki i cylindry do motocykli. Zdecydował się na ich produkcję, mając świadomość, że wykonanie tych detali wymaga szczególnej precyzji - tak Mikołaj Sibora wspomina narodziny firmy Almot w Gniewkówcu koło Złotnik Kujawskich, którą od 10 lat kieruje. - Ojciec nadal jest w zarządzie firmy i ważniejsze decyzje podejmujemy wspólnie - zaznacza młody przedsiębiorca. Od dzieciństwa zakład produkcyjny był jego drugim domem. - Jako dwulatek formowałem piaskowe babki w tłokach, mając cztery lata malowałem ogrodzenie zakładu, a od 16 roku życia wyjeżdżałem z ojcem do zagranicznych kontrahentów, wspomagając go w angielskich konwersacjach - wspomina. Miał 17 lat, gdy samodzielnie poszukiwał dostawców części zamiennych w Azji, a dwadzieścia, gdy w imieniu firmy zawierał kontrakt w Ameryce. Pamięta, że ojciec był tak pochłonięty pracą, że swój pierwszy urlop wziął w wieku 44 lat. Panu Mikołajowi też brakuje czasu, a właśnie kilka dni temu urodził mu się trzeci potomek, syn Jurek.

Nasz Junak, porównywalny jakościowo z maszynami japońskimi, jest od nich o połowę tańszy

W latach 80. XX wieku w rodzinnej firmie Siborów produkowano części dla jednośladów z bydgoskiego Rometu, enerdowskich simsonów i czechosłowackich jaw. - Produkujące je zakłady zamykano, a miliony tych pojazdów na drogach wymagały wymiany części, więc zaczęliśmy ich eksport - wspomina pan Mikołaj. Profilu produkcji nie zmienił. - Tyle że dziś aż 90 proc. naszych produktów trafia do Niemiec. Wykonujemy 180 części zamiennych do różnych typów motocykli, motorowerów i skuterów - mówi. Na pomysł wskrzeszenia Junaka wpadł 10 lat temu. Zaczął się wtedy boom na motocykle.

Polski rynek zalewały tanie jednoślady z Chin. Sprowadzało je kilkadziesiąt firm w Polsce. - Niewielu importerów wiedziało cokolwiek o motoryzacyjnej branży, więc zalano kraj milionem nietrafionych produktów, które do dziś niosą piętno złej jakości chińskiego motoroweru czy motocykla - zauważa Mikołaj Sibora. Ubolewa nad tym, że mit „co chińskie, to gorsze” nadal w Polsce pokutuje. - Dziś prawie połowa motocykli światowej marki i 90 proc. podzespołów do tych jednośladów produkowana jest w Chinach - przypomina. Ten trend wywołali Japończycy, liderzy w motocyklowej branży. - Nowa myśl technologiczna była z roku na rok droższa, a Japończycy chcieli być konkurencyjni cenowo, więc przenieśli produkcję do Chin, a inni poszli ich śladem. Nawet Harley połowę produkcji ulokował w Indiach - tłumaczy Sibora. Przypomina, że świat idzie naprzód i teraz 90 proc. robót wykonują maszyny. - Jeśli są dobrej jakości, to gdziekolwiek je zainstalujemy, wypuszczą przyzwoity produkt. Rynek natychmiast to weryfikuje i w Chinach szybko to zrozumiano - zaznacza przedsiębiorca. On także większość podzespołów do wskrzeszonego polskiego Junaka zamawia w chińskich zakładach. - Wybraliśmy partnerów, którzy montują bądź produkują kompletne motocykle dla japońskich, włoskich i francuskich koncernów, bo szukanie kontrahenta na własną rękę i uczenie się na własnych błędach nie popłaca. Zresztą niektóre polskie produkty są gorsze od wykonanych w chińskich fabrykach, dostarczających podzespoły do japońskich motocykli - tłumaczy.

Przyznaje, że są też w Chinach fabryki produkujące tani szmelc i są na ten kiepski towar klienci. - Jeśli ktoś chce być liderem w sprzedaży jednośladów, to patrzy na cenę, a nie na jakość, ale ja wyznaję inną filozofię - zaznacza. Nie nastawia się na gadżet, naszpikowany tysiącem nowinek technologicznych. Stawia na przyzwoity motocykl z ciekawym designem, spełniający jakościowe oczekiwania klienta. - Nasz Junak, porównywalny jakościowo z maszynami japońskimi, jest od nich o połowę tańszy - podkreśla Sibora. Jednoślady japońskie o podobnej mocy i spełniające te same parametry bezpieczeństwa oraz emisji spalin (zgodne z najnowszą normą Euro 4) kosztują od 15 do 20 tys. zł, zaś polskiego Junaka można kupić za 6 - 10 tys. zł, w zależności od typu. Nic dziwnego, że nie brakuje chętnych. Zwłaszcza, że Junak kusi atrakcyjnym wyglądem. - Trzeba mieć milion złotych na nowy design. To dużo, więc zamawiamy projekt wspólnie z firmami motocyklowymi o podobnym profilu, ale działającymi na innych, niekonkurencyjnych rynkach. Najnowszy model Junaka M-16 powstał dzięki zaprzyjaźnionej z nami amerykańskiej firmie - mówi przedsiębiorca.

Firma z Gniewkówca wypuszcza na rynek 8 tys. junaków rocznie. W Polsce produkty Almotu stanowią 12 proc. rynku, a na Malcie aż 30 proc. Maltańczycy zobaczyli polski motocykl na targach w Kolonii i przypadł im do gustu. Sibora nie ukrywa, że jego marzeniem jest przeniesienie produkcji Junaka do Polski. Postawił już halę montażową, zainwestował w taśmociąg. Ma obrabiarki numeryczne najnowszej generacji, które pozwolą produkować podzespoły do motocykla. Oczywiście nie wszystkie, bo każdy motocykl składa się z ponad 300 elementów i trudno być specjalistą w branży, na której inni zęby zjedli. Ogumienie nadal będzie sprowadzał z Tajwanu, bo to światowy potentat w tej dziedzinie. No i na pewno nie zbuduje nowego silnika, bo na to nie stać nawet motoryzacyjnych mocarzy. - Nasze plany przesunęły się w czasie z uwagi na zaostrzone normy bezpieczeństwa i emisji spalin, narzucone przez UE. Dostosowanie się do tych przepisów pochłonęło spore środki i wpłynęło na cenę Junaka - tłumaczy Sibora. Zwraca uwagę na fakt, że polski rynek motocyklowy jest niepewny. Pamięta lata szalonego boomu na jednoślady, a w tym roku ich sprzedaż zmalała o 30 proc. Może zaważyła na tym tegoroczna niepewna pogoda w kraju, zniechęcająca do zakupu jednośladów? Faktem jest, że spadek popytu dotknął całą motocyklową branżę w Polsce. Mikołaj Sibora jest jednak optymistą. Rozkłada na biurku kilkanaście projektów różnych typów Junaka w nowej szacie. To prace polskich designerów, które zamierza wdrożyć, gdy uruchomi montownię w Gniewkówcu. - Pokażę je najpierw w mediach społecznościach. Chcę, by polscy klienci sami wybrali model motocykla, jaki najbardziej im odpowiada - mówi. Niegdyś w motocyklach gustowała młodzież i chętnie kupowali je klienci z prowincji. - Badania w Niemczech dowodzą, że dziś średnia wieku motocyklisty to 50 lat, co oznacza, że dla młodych motor nie jest już atrakcją. A i mieszkańcy wsi wybierają samochód, bo nim przewiozą całą rodzinę - podaje najnowsze wyniki sondaży. Ubolewa, że Polacy nadal preferują zakup używanych i emitujących moc spalin kilkunastoletnich aut oraz niebezpiecznych motocykli z odzysku. - Od kilku lat organizujemy zloty, na których uczymy kandydatów na motocyklistów bezpiecznej jazdy i tłumaczymy im, jak ważna jest jakość kupowanego pojazdu - mówi przedsiębiorca.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Grażyna Ostropolska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.