Tomasz Rozwadowski

Profesor Andrzej Stępniak, ekonomista z UG: Europa musi obronić euro [ROZMOWA]

Profesor Andrzej Stępniak, ekonomista z UG: Europa musi obronić euro [ROZMOWA] Fot. TIZIANA FABI/AFP/EAST NEWS
Tomasz Rozwadowski

Rozmowa z prof. Andrzejem Stępniakiem, ekonomistą z Uniwersytetu Gdańskiego i ekspertem spraw europejskich

Profesor Andrzej Stępniak, ekonomista z UG: Europa musi obronić euro [ROZMOWA]

Czy coś Pana profesora zaskoczyło w przebiegu zakończonego w sobotę szczytu UE w Rzymie?

Właściwie zagrożenie, że polski rząd odmówi podpisania deklaracji rzymskiej, zostało rozbrojone już na dwa dni przed szczytem. Zaskoczeniem jest nowa retoryka rządu, za Polską w Unii niezróżnicowanej.

PiS nie idzie więc na kurs kolizyjny z UE?

Podstawowym zarzutem, jaki stawiają europejscy eksperci polskiej polityce na forum UE, jest to, że publicznie pierzemy własne brudy na europejskim forum. Wybitny niemiecki politolog, prof. Winfried Böttcher, pyta retorycznie „dlaczego tak traktujemy siebie?“. Nie ma sensu się łudzić, że ktokolwiek odebrał wybryki polskiej dyplomacji podczas ponownego wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Rady Europejskiej inaczej, niż jako przenoszenie wewnętrznych sporów na arenę międzynarodową. W dodatku bezskuteczne.


Podstawowym zarzutem, jaki stawiają europejscy eksperci polskiej polityce na forum UE, jest to, że publicznie pierzemy własne brudy na europejskim forum. Wybitny niemiecki politolog, prof. Winfried Böttcher, pyta retorycznie „dlaczego tak traktujemy siebie?“.

Czy w deklaracji rzymskiej pojawiają się jakieś nowe wątki?

Deklaracja jest raczej ogólna, choć istotne jest podkreślenie kwestii europejskiego systemu bezpieczeństwa. Oczywiście to wszystko jest zgodne z obowiązującymi już traktatami, ale to podkreślenie jest ważne.

PiS i dyplomacja rządowa przecież wciąż mówią o niedoskonałości traktatów unijnych. Co z tą niedoskonałością?

Spuśćmy na te słowa należną zasłonę milczenia. Prawda jest inna: gdyby państwa członkowskie podporządkowywały się zapisom traktatów, obecny kryzys instytucjonalny by nie nastąpił. Słynne „dwie prędkości” wzięły się przecież z tego, że jedne państwa wypełniają zobowiązania traktatowe, a inne nie.

Czy w związku z tym zmieni się punkt ciężkości unijnej polityki?

Zadaniem numer jeden po szczycie jest uporządkowanie sytuacji w strefie euro. Jeśli strefa wspólnej waluty się nie uporządkuje, Unię czeka zmiana hierarchii wewnętrznej. Czy wie pan, ile razy dotychczas złamano Pakt Stabilności i Wzrostu, przyjęty niespełna 20 lat temu?


Zadaniem numer jeden po szczycie jest uporządkowanie sytuacji w strefie euro.

Zamieniam się w słuch.

168 razy! 169. raz może być już fatalny.

Kto łamie ten pakt?

Głównie kraje unijnego Południa. W niedawnym numerze „Polityki” jest rozmowa z prof. Clemensem Fuestem, prezesem wpływowego ifo Institut für Wirtschaftsforschung w Monachium. Mówi w nim m.in. o europejskim „kompleksie Odyseusza”. Odys podjął ryzyko, wybierając się w daleką i niebezpieczną podróż, ale sam na statku przestrzegał reguł i dzięki temu dopłynął do celu. Gdyby Europa była konsekwentna w swoich działaniach, bylibyśmy teraz o wiele dalej.

Dlaczego to się nie udaje?

Południe nie chce się dostosować do reguł traktatowych. Właśnie południowa flanka strefy euro ma największe kłopoty ze zbieraniem należności podatkowych, z korupcją i nepotyzmem. To Południe, a nie Europa Środkowo-Wschodnia hamuje rozwój UE. Integracja gospodarcza powinna postępować równolegle z integracją obronno-polityczną, ale nie jest ona możliwa w sytuacji, gdy jedne kraje pilnują deficytu budżetowego, a inne nie. Komisja Europejska nie może wchodzić w narodowe polityki finansowe, więc Południe nadal będzie się zadłużać i hamować rozwój wspólnoty. Niestety, nie ma zgody na unię fiskalną, która byłaby lekiem na wspomniane problemy.

Które kraje ma Pan na myśli?

Przede wszystkim Grecję, ale także Hiszpanię, Portugalię, Włochy i w coraz większym stopniu Francję. Do Południa należy też zaliczyć przyjęte w 2004 r. Rumunię i Bułgarię.

Czy we wspólnocie kiedykolwiek była stabilność finansowa?

W latach 80., jeszcze w epoce Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej, udało się skutecznie ograniczyć deficyty budżetowe państw członkowskich. Wtedy doszło do rozszerzenia wspólnoty o Grecję, Hiszpanię i Portugalię, czyli o kraje, które nigdy nie spełniały kryteriów unijnych. To, że te kraje wstąpiły do EWG za wcześnie, sprawiło, że nie zreformowano w nich w sposób wystarczający finansów publicznych. Prawdziwą tragedią na tle innych państw unijnych jest Grecja, naród, który nauczył się żyć na krechę. W porównaniu z nią kraje Europy Środkowo-Wschodniej nienależące do strefy euro są lepiej przygotowane do wspólnej waluty.

Obecny rząd jest przeciwny wejściu Polski do strefy euro...


Jeżeli wspólna waluta znajduje się obecnie w kryzysie, nie należy jej przyjmować. Mamy czas zastanowić się nad tą decyzją.

Głębsza integracja polityczna jest możliwa, a nawet konieczna, i bez euro. Dania i Szwecja np. mają waluty narodowe i są w samym sercu politycznej unii. Przed nami lata głębszej integracji politycznej.

Właśnie dalsza integracja będzie priorytetem w świetle dokumentów przyjętych na szczycie w Rzymie. Czy ten szczyt zmieni relacje pomiędzy polskim rządem a Donaldem Tuskiem?

Nie wiem, czy zmieni, ale uważam, że prezes Jarosław Kaczyński powinien wysłać po tym szczycie Donaldowi Tuskowi bukiet kwiatów i butelkę dobrej polskiej wódki. To właśnie Tusk osobiście złagodził kategoryczne stwierdzenia dotyczące integracji, zawarte w projektach dokumentów, i to dzięki niemu „polityka dwóch prędkości“ nie weszła do deklaracji rzymskiej.

Tomasz Rozwadowski

Tomasz Rozwadowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.