Prof. Wojciech Kloc: Dzięki stymulatorom chorzy wracają do nas z tamtego świata

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Dorota Abramowicz

Prof. Wojciech Kloc: Dzięki stymulatorom chorzy wracają do nas z tamtego świata

Dorota Abramowicz

Czy nasze wnuki będą żyć po 130 lat? Życzę im tego, pod warunkiem, że jak najdłużej będą sprawne fizycznie i intelektualnie. O optymizmie w związku z postępem medycyny mówi prof. dr hab. Wojciech Kloc, wybitny gdański neurochirurg

Czy o chorobach można mówić z optymizmem?
Można, bo w medycynie dzieje się wiele dobrego.

Ponoć urodzone dziś dzieci mają szansę dożyć 130 lat...
Oby tak było. Otwarta jest jednak kwestia, czy warto aż tak długo żyć.

Chyba warto, jeśli miałoby to być życie w dobrej formie?
Jest to chyba najważniejsze z pytań, na które musi odpowiedzieć medycyna. Wiąże się nie tylko z leczeniem chorób, ale także z zapewnieniem pacjentowi odpowiedniej jakości życia - czy może pracować, rozwijać swoje zainteresowania, uprawiać hobby. Dlatego lekarze, spotykając się codziennie, co tydzień, co miesiąc z nowymi metodami leczenia, muszą skonfrontować je z tym, co robili do tej pory. I ustalić, jak to może wpływać na przyszłość naszych pacjentów.

Czy dawniej tak szybko i tak wiele działo się naraz w naukach medycznych?
Z perspektywy 33 lat pracy neurochirurga mam wrażenie, że obecnie liczba nowych odkryć, metod i terapii rośnie w postępie geometrycznym. Pamiętam swój pierwszy pobyt za granicą i jedną z pierwszych operacji kręgosłupa z użyciem stabilizatora w niemieckim szpitalu. Operacja trwała dziesięć godzin, byliśmy wykończeni. Pomyślałem - po co mi to? Zabieg wyczerpujący, nie ma możliwości finansowych i technicznych, by tę metodę w Polsce wprowadzać. Szybko zmieniłem zdanie. Spotykając chorych ze złamanymi kręgosłupami, sparaliżowanych, bez szans na godne życie, trzeba było wrócić do rozwiązań, które wydawały się niebezpieczne i czasochłonne. Dziś ta sama operacja trwa godzinę.

Wie Pan, że o opiece zdrowotnej w Polsce mówi się przeważnie źle...

Dziwię się narzekaniom na jakość i dostępność do usług medycznych. Trzeba pamiętać, że jeszcze parę lat temu chociażby operacje z użyciem implantów nie były finansowane przez kasy chorych, nie można było zrobić operacji neuromodulacji ze stymulatorami w padaczce czy chorobie Parkinsona. Obecnie, mimo kolejki, chorzy mają do tego dostęp.

Czym jest neuromodulacja?

Przy pomocy stymulatorów możemy zmieniać pracę mózgu, eliminować objawy, których nie jesteśmy w stanie opanować farmakologicznie.

I na przykład papież Jan Paweł II, któremu w ostatnich latach życia z powodu choroby Parkinsona bardzo drżały ręce, otrzymałby dziś pomoc?
Myślę, że tak. Zresztą jako lekarze często zastanawialiśmy się, dlaczego nie zastosowano u Ojca Świętego stymulacji, wprowadzonej w Polsce już w 1999 r. A wracając do zastosowania stymulatorów w dzisiejszej medycynie, nie można pominąć eksperymentalnej operacji ich wszczepienia pacjentom Kliniki Budzik. Stymulator, który zakłada się w odcinku szyjnym na rdzeń kręgowy, pobudza neurony do lepszej pracy. Pod wpływem stymulacji ukrwienie mózgu poprawia się aż o 40 procent! W rezonansie czynnościowym widzimy powrót czynności obszarów mózgu, które uważane były za martwe. U profesora Wojciecha Maksymowicza w szpitalu klinicznym w Olsztynie 10 sierpnia ub.r. został wybudzony pierwszy taki pacjent. Chorzy do tej pory skazani na długą wegetację, wracają do nas z tamtego świata.

Stymulator, który zakłada się w odcinku szyjnym na rdzeń kręgowy, pobudza neurony do lepszej pracy. Pod wpływem stymulacji ukrwienie mózgu poprawia się aż o 40 procent! W rezonansie czynnościowym widzimy powrót czynności obszarów mózgu, które uważane były za martwe

Czy nie zastanawiano się nad zastosowaniem stymulatorów w chorobie Alzheimera, miażdżycy lub po prostu jako „wspomagaczy” pracy mózgu?
To trudne pytanie, zwłaszcza w chorobie Alzheimera, gdzie mamy do czynienia z zanikiem komórek mózgowych, obszarów mózgu, które rzutują później na jakość życia. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości tego typu elementy leczenia będą brane pod uwagę. Stymulatory mają zresztą bardzo szerokie zastosowanie. Zakłada się je pacjentom z chorobą niedokrwienną serca, przy schorzeniach psychicznych i co bardzo istotne, w leczeniu bólu, który w sposób tragiczny wpływa na jakość życia. Człowiek cierpiący koncentruje się tylko na walce z bólem.


Jaka jest skuteczność stymulatorów?

Wiąże się ona głównie z nastawieniem pacjenta do innowacyjnych metod leczenia. W naszym oddziale robimy zawsze bardzo dokładne badania neuropsychologiczne, by sprawdzić, czy chory będzie chciał współpracować. Czy ból ma taki charakter, że mu stymulacja pomoże. Przygotowanie pacjenta do zabiegu trwa nieraz sześć miesięcy.

Dlaczego tak długo?

Na początku zdarzały się błędy diagnostyczne, gdy chorzy nie tolerowali na przykład... kilkucentymetrowej blizny po wszczepionym stymulatorze.

I jak to się skończyło?

Dopiero po dwóch latach pacjentka zaakceptowała siebie i swoją chorobę.

W minionym roku pojawił się nowy zapis w ustawie o prawach pacjenta, gwarantujący leczenie bez bólu. Czy można pokonać każdy ból?
Przepisy przepisami, a życie życiem. Jeden z najcięższych bólów, jakie spotykamy - neuralgia nerwu trójdzielnego - bardzo trudno się leczy, w większości wypadków operacyjnie. Szczególnie trudnym wyzwaniem są też bóle psychogenne. Dlatego bardzo żałuję, że w Trójmieście polikwidowano poradnie przeciwbólowe, gdzie w sposób kompleksowy, z pomocą m.in. psychologa można było podejść do rozpoznania chorego. Pacjenta widzimy w gabinecie raz, góra dwa razy. To za krótko, by rozpoznać jego nastawienie psychiczne, oczekiwania.

Czekałam, aż wreszcie zaczniemy narzekać...

To proszę napisać o wierze, że będzie lepiej. Cała nasza praca opiera się na nadziei.

Jeszcze jakie nowe rozwiązania wprowadzono w ostatnich latach?
Taką nowością jest wybudzanie chorego podczas zabiegu, np. usuwania nowotworu mózgu, żeby kontrolować funkcję mowy czy ruchu osoby operowanej. Nawet w internecie można znaleźć film, pokazujący pacjenta grającego na gitarze, podczas gdy neurochirurdzy operują mu chory mózg. W naszym szpitalu podczas operacji z pacjentem rozmawia anestezjolog i neuropsycholog.

Widać efekty?
Takie operacje dają chorym o 50 procent więcej szans. Inna sprawa - dla wielu pacjentów i ich rodzin przełomem było zastosowanie pomp baklofenowych w leczeniu spastyczności. Spastyczność, która spowodowana jest albo uszkodzeniem rdzenia, albo ośrodkowego układu nerwowego, utrudnia normalne funkcjonowanie i opiekę nad chorym. Długotrwałe przykurcze doprowadzają do deformacji kończyn, kręgosłupa, unieruchamiają chorych na wózkach czy w łóżkach. Pierwsza taka pompa została wszczepiona w Gdańsku przed 12 laty, od czterech lat są one rutynowo zakładane pacjentom, którzy przeszli tzw. testy baklofenowe, pokazujące, że pozytywnie reagują na lek.

Jak wcześniej leczono chorych?
Za pomocą działających słabo tabletek i zastrzyków. Teraz sterujemy podawaniem leku - baklofenu do kanału kręgowego w zależności od zaawansowania choroby. Chorzy mogą wykonywać podstawowe czynności - samodzielnie jeść, ubierać się, obsługiwać komputer. Czyli - funkcjonować w społeczeństwie. Właśnie przygotowujemy się do operacji dziewczynki, która w wypadku doznała uszkodzenia rdzenia w odcinku piersiowym.

Będzie chodzić?
Nie, ale będzie żyła bez bólu.

Przed trzema laty zabieg wykonano we Wrocławiu, oglądaliśmy stawiającego pierwsze kroki Dariusza Fidykę, któremu wszczepiono komórki z nosa. Nie jest to szansa dla osób z uszkodzeniem rdzenia?

Blisko 20 lat temu w Izraelu zostało zapoczątkowane wszczepianie komórek macierzystych w celu naprawy uszkodzenia rdzenia kręgowego. Mówi się o tym dużo, jednak efekty kliniczne nadal są bardzo słabe. Jestem członkiem komisji kwalifikującej chorych do wszczepienia komórek w Olsztynie, gdzie istnieje laboratorium komórek macierzystych. I choć często pojawiają się symptomy poprawy po zastosowaniu przeszczepów komórkowych, jednak obiektywnie patrząc - to za mało. Rolą nauki nadal jest szukanie dróg, które przyniosą promyk nadziei, pozwalający wierzyć w powrót ludzi uwięzionych na wózkach do aktywnego życia.

Czyli same komórki macierzyste nie spełniają zadania?

Myślę, że to leczenie powinno być wsparte dodatkowo farmakoterapią. Potrzebna jest jakaś modulacja komórkowa, która pozwoli na przeobrażenie wszczepianych komórek, by przejęły one funkcje komórek uszkodzonych.

Można to nazwać tresurą komórek, które muszą nauczyć się innych zadań?
Można. Niektóre nawet bardzo chcą to robić, ale brakuje im sił.

Długo będziemy czekać na spektakularne efekty?
Trudno powiedzieć. Sytuację można porównać z wynalezieniem antybiotyków lub insuliny. Póki ich nie było, wydawało się, że wiele chorób jest nieuleczalnych. A potem dzięki zapałowi i determinacji niektórych uczonych przeżyliśmy rewolucję w medycynie. Badania naukowe potrzebują pieniędzy i zebrania ludzi, którzy gotowi są poświęcić swój czas na rozwiązywanie jednego, konkretnego problemu. W Stanach Zjednoczonych, bardzo bogatym kraju, gdzie przywiązuje się dużą wagę do pracy zespołowej, badania nad naprawą uszkodzonego rdzenia są najbardziej zaawansowane. Być może stamtąd przyjdzie informacja o epokowym dla wielu osób odkryciu.

Pozostaje jeszcze wdrożenie nowoczesnej terapii do powszechnego stosowania...
Wszystko zależy od przemysłu farmaceutycznego. Im większa skala produkcji i więcej rynków zbytu, tym szybciej terapia staje się dostępna. A mówimy o schorzeniu, które dotyczy w Polsce kilkuset osób rocznie.

Potrafimy rozpoznać choroby o wiele szybciej, a tym samym szybciej wdrożyć prawidłowe leczenie. Chorzy mają do dyspozycji coraz nowocześniejsze szpitale, które często nie odbiegają jakością od szpitali zachodnich


Co jeszcze wydłuża Polakom życie?

Profilaktyka. Potrafimy rozpoznać choroby o wiele szybciej, a tym samym szybciej wdrożyć prawidłowe leczenie. Chorzy mają do dyspozycji coraz nowocześniejsze szpitale, które często nie odbiegają jakością od szpitali zachodnich. Zachód dogoniliśmy już w kardiologii inwazyjnej oraz w leczeniu udarów mózgu. Powstały nowoczesne oddziały udarowe, szybko wdrażające oparte na aktualnej wiedzy medycznej leczenie z równie nowoczesną rehabilitacją. Dzięki prof. Walentemu Nyce, który był twórcą oddziałów udarowych na Wybrzeżu, opieka jest bardzo dobra. To się przekłada na niższą śmiertelność i poprawę stanu klinicznego pacjenta, mniej zaawansowane niedowłady, mniejszą niepełnosprawność psychoruchową. Kiedyś każdy pacjent po udarze zostawał kaleką, teraz część osób wraca do pracy, do normalnego życia. To także skutek rozwiniętej profilaktyki przeciwudarowej i coraz wyższej świadomości rodaków. Sami chorzy potrafią też coraz szybciej zauważyć objawy zwiastunowe i zgłosić się po pomoc.


Przewiduje się, że ciągu najbliższych dziesięciu lat co czwarty Polak zachoruje na raka. Czy o chorobach onkologicznych też można mówić z optymizmem?

W nowotworach bardzo dużo się dzieje. Powoli wprowadza się terapie eksperymentalne, w tym immunoterapię komórkową, w której podmienione limfocyty T mają skutecznie walczyć z nowotworem. Są to jednak terapie szalenie drogie, a wyniki nie są na tyle zadowalające, by stały się powszechne. Jako neurochirurg za to mogę mówić o postępie w leczeniu nowotworów mózgu. Znacznie poprawiła się diagnostyka radiologiczna, dzięki czemu możemy szybciej nowotwór rozpoznać. Badanie rezonansu magnetycznego pozwala nam na zrobienie dokładnej mapy mózgu. Dzięki takiemu „mapingowi” lokalizujemy ważne dla życia ośrodki i sprawdzamy, czy zostały one zaatakowane przez nowotwór. Wówczas za pomocą odpowiednich narzędzi możemy operować chorych wyjątkowo bezpiecznie. Nie powstają dzięki temu nowe objawy neurologiczne, a czas przeżycia pacjenta znacznie się wydłuża.

O ile?
O 40-50 procent. Jest to uzależnione od dalszego leczenia onkologicznego przy pomocy chemio- i radioterapii. Rewolucją jest nowy rodzaj chemioterapii, czyli podawanie leków, które pokonują barierę krew-mózg i docierają bezpośrednio do nowotworu. Dużą rolę odgrywają współczesne badania neuropatologiczne, molekularne i genetyczne. Decydują one często o optymalnym doborze leczenia. Takim lekiem jest temodan, który stosowany jest w mniej złośliwych nowotworach.

Kiedyś rak mózgu to był wyrok...

Teraz dzięki postępowi w diagnostyce i leczeniu nasi pacjenci często żyją i pracują, normalnie funkcjonując w społeczeństwie. Osobiście znam lekarza, który przeszedł operację przed sześcioma laty, a dziś pracuje w szpitalu, biorąc nawet dyżury. Jedyną związaną z chorobą „niedogodnością” jest kontrola zdrowia raz na pół roku.

Osobiście znam lekarza, który przeszedł operację przed sześcioma laty, a dziś pracuje w szpitalu, biorąc nawet dyżury

Jak będzie się zmieniać medycyna w najbliższych miesiącach, latach?
Będziemy dążyć do tego, by była coraz mniej agresywna, interwencyjna. Leczenie operacyjne będzie zastępowane coraz częściej przez leczenie zachowawcze.

To wam, chirurgom, ubędzie pracy?
Już ubywa. Proszę zwrócić uwagę, co się stało w ostatnich latach z operacjami żołądka. Kiedyś co drugi pacjent był po resekcji żołądka. Dziś praktycznie nie robi się takich zabiegów. Przyczyną jest coraz lepsze leczenie choroby wrzodowej, wprowadzenie małoinwazyjnej gastroskopii, leczenie przyczynowe nadkwaśności. Czeka nas ponadto powszechniejsze wprowadzenie terapii genowych w chorobach nowotworowych, częstsze wszczepianie komórek macierzystych. Podejmowane są próby przekierunkowania złośliwej choroby na boczny tor...

W jaki sposób?
Poprzez podawanie nowych chemioterapeutyków. Dotyczy to chociażby chłoniaków, które z choroby ostrej, kończącej się szybko zgonem, stają się chorobą przewlekłą. Mam w rodzinie osobę, która już dziesięć lat choruje na chłoniaka. Tak więc i w tym przypadku można mówić o chorobie z optymizmem.

To może jednak nasze dzieci dotrwają tych 130 lat?
Życzę im tego, pod warunkiem, że jak najdłużej będą sprawne fizycznie i intelektualnie. Znam wiele osób po osiemdziesiątce, które nadal żyją aktywnie i twórczo. Wiele jednak zależy od tej konkretnej osoby. Człowiek ciekawy życia, całe życie się uczy. Czyta, konstruuje, zmienia coś w otoczeniu, szuka nowych dróg. Najgorzej, gdy ludzie nie mają zainteresowań, optymizmu, otwartego spojrzenia w przyszłość. I wiary, że można coś jeszcze zmienić.

dorota.abramowicz@polskapress.pl

Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.