Grzegorz Hilarecki

Prezydenckie biuro podróży

Prezydenckie biuro podróży
Grzegorz Hilarecki

Wyjazd Roberta Biedronia na Woodstock rozpala radnych i media. Sprawdziliśmy wyjazdy prezydenta.

Gdy napisaliśmy, że prezydent Biedroń pojechał na Woodstock w delegację, temat podchwyciły media centralne. Te prawicowe oburzyły się, lewicowe ruszyły na odsiecz prezydentowi, który po powrocie z festiwalu w poniedziałek podpisał oświadczenie, że zrzeka się diet i wszelkich kosztów.

Radni PiS na specjalnej konferencji, uważając, że wyjazd prezydenta Słupska na Woodstock jest najjaskrawszym przykładem nadużywania stanowiska samorządowego do celów prywatnych, zapowiedzieli, że zapytanie w tej sprawie skierują do Regionalnej Izby Obrachunkowej. Sam zaś prezydent na konferencji tłumaczył, że zrzekł się diet i jego wyjazd nic słupskiego podatnika nie kosztował.

- Poza pensją, którą wziął, choć powinien wziąć urlop na taki wyjazd - powiedział nam radny Tadeusz Bobrowski, wiceprzewodniczący rady miejskiej.

Spojrzeliśmy więc na inne służbowe wyjazdy prezydenta. Faktycznie gros wyjazdów za granicę, nic, oprócz pensji prezydenta, słupszczan nie kosztuje. Jednak są takie wyjazdy, za które częściowo bezpośrednio płacimy. I to takie niemające nawet cienia związku z samorządem. Jak za podróż do Londynu - 438, 72 zł, za udział w konferencji o równości społecznej. 469,60 zł za podróż do Kijowa na spotkanie liderów zmian. Przykłady można mnożyć. Okazuje się, że tylko w dwa lata rządów (do końca 2016 roku) delegacje Roberta Biedronia kosztowały Słupsk 41.588 złotych. Poprzedni prezydent Maciej Kobyliński wyjeżdżał w delegacje rzadziej.

W dwóch ostatnich latach kadencji wyjeździł 17.369 złotych. Ale jest jedna kategoria, która przed pojawieniem się prezydenta
Biedronia w wydatkach samorządu niemal nie istniała - zakup biletów lotniczych. Zaczęło się, gdy prezydent poleciał do Brukseli za 2.296 zł, by towarzyszyć chórowi Fantazja, który jechał tam autobusem. Prezydent lata z Gdańska do Warszawy, ale i np. z Warszawy do Wrocławia, a udział w debacie w Krakowie, organizowanej przez lewicę, to bilety lotnicze: Gdańsk - Warszawa - Kraków - Warszawa - Gdańsk.

A co dają te wyjazdy miastu? Ratusz odpowiedział na takie pytanie w interpelacji. Odpowiedź zadziwia: wymieniono inwestycje w strefie, choć nie wskazano, co prezydent ma do nich. Podano „inicjatywy opiewające na kwotę kilku milionów” z Samsungiem, Apple, IKEA, lodowisko z Biedronką, wiewiórkę Julkę itd. Tak jakby wyjazdy np. do Las Vegas, Paryża i Kijowa były do tego potrzebne.
„Obiady, monety, latanie samolotem jak taksówką, służbowe samochody. A może my wydajemy na administrację za dużo?” - napisał 1 sierpnia na Twitterze Marcin Anaszewicz, doradca prezydenta Biedronia. Oczywiście miał na myśli wydatki rządu PiS. Ale w kontekście tego, co robi prezydent Biedroń, odpowiedź na to pytanie jest oczywista.

Grzegorz Hilarecki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.