Henryk Tronowicz

„Prawdziwa historia śmiechu” w Teatrze Muzycznym. Dwie godziny zabawy [RECENZJA]

Tomasz Więcek (to ten w wiśniowej marynarce) śpiewał, tańczył, stepował i żartował... Fot. Tomek Wilary Tomasz Więcek (to ten w wiśniowej marynarce) śpiewał, tańczył, stepował i żartował...
Henryk Tronowicz

We wtorek, 20.12.2016 r. w Teatrze Muzycznym w Gdyni odbyła się premiera wodewilu „Prawdziwa historia śmiechu”. Widownia zrywała boki. Dominowały interpretacje nieśmiertelnych przebojów amerykańskich, znanych powszechnie z musicali i z estradowych wykonań Franka Sinatry, Gene Kelly’ ego, Freda Astaire’a.

Przedstawienie otwarto motywem muzycznym „Also sprach Zarathustra” Richarda Straussa (wykorzystanym przez Stanleya Kubricka w „Odysei kosmicznej”). Następnie rozległ się donośny Głos spoza sceny (jakby wprost z Nieba), który przypomniał publiczności biblijną historię siedmiu dni stworzenia. Okazało się, że dnia siódmego Pan Bóg wcale nie odpoczął, lecz wykreował... śmiech.

Od tego momentu sceną zawładnął aktor Teatru Muzycznego, Tomasz Więcek, który swoim emploi elektryzował widzów przez dwie godziny. Więcek śpiewał, tańczył, stepował i żartował bez wytchnienia. Kokietował („Śmiejecie się najczęściej w niewłaściwych momentach”). Prowokował („Ośmieszenie boli i zabija, śmiechem można też torturować”). Sypał bon moty (np. przytaczając Sinatrę: „Całe życie szukałem kobiety idealnej, a kiedy już ją znalazłem, okazało się, że ona szuka idealnego faceta”).

Do wykonania fokstrota „Cheek to cheek” zaprosił aktor wypatrzoną na widowni dziewczynę. Zatańczyli urzekająco, niczym legendarny duet Fred Astaire i Ginger Rogers.

Błyskotliwie sparodiował Więcek rolę Gene Kelly’ego z „Deszczowej piosenki”. Zabawnym partnerem aktora w tej partii wodewilu był Przemysław Pawłowski, kompozytor, twórca aranżacji i akompaniator.

W klimacie lirycznym zabrzmiał odśpiewany przez aktora utwór zmarłego niedawno Leonarda Cohena „Alleluja”. Pięknie też wybrzmiał przedwojenny szlagier „Ach ten wąsik” Ludwika Sempolińskiego, kongenialne wykonanie „Titiny” Chaplina z filmu „Dzisiejsze czasy”. Motywy filmowe pojawiały się w wodewilu co rusz. Nic w tym dziwnego.

Autor i reżyser „Prawdziwej historii śmiechu”, Piotr Wyszomirski, znany jest z uwielbienia dla sztuki kina. Do Chaplina ma słabość specjalną (by tu tylko wspomnieć jego doskonały, wystawiany niedawno w Teatrze Gdynia Główna monodram „Być jak Charlie Chaplin”).

Całego bogactwa wtorkowego wodewilu odnotować niepodobna. Nie można jednak pominąć epizodu Ala Jolsona, który zagrał postać Jakiego Rabinowitza w filmie „Śpiewak jazzbandu” (1927), który był pierwszym dźwiękowym i pierwszym muzycznym dziełem w dziejach kina.

henryk.tronowicz@polskapress.pl

Henryk Tronowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.