Agnieszka Kamińska

Pracodawcy na Pomorzu są winni pracownikom miliony złotych

Pracodawcy najczęściej tłumaczą się tym, że to ich kontrahenci spóźniają się z płatnościami Fot. archiwum DB Pracodawcy najczęściej tłumaczą się tym, że to ich kontrahenci spóźniają się z płatnościami
Agnieszka Kamińska

Okręgowy Inspektorat Pracy w Gdańsku stwierdził, że pomorskie firmy zalegały 5,17 mln zł z tytułu niewypłaconych pensji i innych świadczeń pracowniczych. Tak wynika z kontroli, które inspektorzy prowadzili w ubiegłym roku. Lista zastrzeżeń wobec pracodawców jest długa. Szefowie m.in. notorycznie spóźniali się z wypłatami. Bywało, że płacili co kilka miesięcy lub bezpodstawnie dzielili wynagrodzenie na raty.

5,17 mln zł winni są pomorscy pracodawcy swoim podwładnym. Kwota dotyczy wszystkich nieprawidłowości, związanych z wypłatą świadczeń pracowniczych. Została ujawniona przez inspektorów pracy po ubiegłorocznych kontrolach. Wśród nieuczciwych firm najwięcej jest tych, które nie płaciły wynagrodzeń i dodatków za pracę w godzinach nadliczbowych.

Sprzedawczyni z Kociewia jest tylko jedną z ofiar niegodziwego szefa, który miesiącami zaniżał jej pensję.

- Wyliczyłam, że jest mi winien ok. 6 tys. zł, dla mnie to duża kwota i będę się o nią sądzić - mówi 38-letnia Ilona Paczulska, mieszkanka Nowej Wsi Rzecznej pod Starogardem Gd. - Zgodnie z umową powinnam była co miesiąc otrzymywać minimalną pensję. W ubiegłym roku było to ok. 1,3 tys. zł netto, a w tym nieco ponad 1,4 tys. zł. Pracowałam też po godzinach, również w weekendy. Szef płacił miesięcznie 300-600 zł. Tłumaczył się kłopotami finansowymi, ale było go stać na kupno lepszego auta i wyjazdy zagraniczne. Zapewniał, że wszystko ureguluje i jeszcze da mi podwyżkę i stanowisko kierownika sklepu. Nigdy do tego nie doszło. Wytrzymałam tak 8 miesięcy, zależało mi na tej pracy, bo mieszkam po sąsiedzku. Odeszłam z pracy, ale należnych mi pieniędzy nigdy nie zobaczyłam - dodaje.

Z kontroli inspektorów wynika, że pracodawcy uchylali się też od płacenia innych świadczeń, np. dodatków za pracę w nocy, niedziele i święta.
Odnotowano przypadki omijania uregulowania ekwiwalentu za urlop. Bywało, że szefowie nie mieli zamiaru przelać na konta podwładnych odpraw za zwolnienie z przyczyn niedotyczących pracownika. Niektórzy pracodawcy co prawda płacili, ale niezgodnie z terminami wskazanymi w umowach lub przelewali pensje nieregularnie, np. co któryś miesiąc. Nie brakowało też sytuacji zaniżania wypłat. Inspektorzy twierdzą, że przyczyną nieprawidłowości często jest nieznajomość przepisów i pomyłki w obliczeniach wynagrodzeń. Pracodawcy najczęściej jednak tłumaczyli się brakiem pieniędzy.

- Niektórzy pracodawcy wypłacali wynagrodzenie w ratach. Inni w pierwszej kolejności dokonywali wypłaty pracownikom zatrudnionym, a odkładali uregulowanie należnych świadczeń wobec pracowników, którzy rozstali się z firmą. Najczęściej wskazywali oni na opóźnienia w płatnościach realizowanych przez ich kontrahentów oraz na wysokie koszty zatrudnienia - wyjaśnia Piotr Prokopowicz, zastępca okręgowego inspektora pracy w Gdańsku.

Zdecydowanie najwięcej decyzji płatniczych inspektorzy wydali pracodawcom zajmującym się przetwórstwem, działalnością budowlaną, handlem hurtowym i detalicznym oraz zakwaterowaniem i usługami gastronomicznymi. Najwięcej kontroli przeprowadzono w mniejszych przedsiębiorstwach, zatrudniających od 10 do 49 pracowników. Inspektorzy częściej prześwietlali sektor prywatny. W wielu przypadkach o nieprawidłowościach informowali ich byli pracownicy. Co robić, gdy szef nie płaci?

- Pracownik może złożyć skargę do Państwowej Inspekcji Pracy, która przeprowadzi kontrolę w firmie. Jeśli inspektor stwierdzi bezpodstawność wstrzymania wypłaty, wyda decyzję nakazującą przekazanie pracownikowi pensji wraz ze wszystkimi świadczeniami.
Może też wszcząć postępowanie w sprawie popełnienia wykroczenia przeciwko prawom pracownika i skierować sprawę do sądu. Grzywna, która może zostać nałożona na nieuczciwego pracodawcę, wynosi od 1 do 30 tys. zł - mówi adwokat Tomasz Wziębło, specjalista od prawa pracy.

Pracownik może też ubiegać się o pieniądze z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Ale tylko wtedy, gdy pracodawca stał się niewypłacalny m.in. w wyniku ogłoszenia upadłości. Kolejną możliwością jest pozew sądowy. Na tej drodze można dochodzić nie tylko zaległego wynagrodzenia, ale też odsetek i odszkodowania w przypadku poniesienia szkody.

Agnieszka Kamińska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.