Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków chce doprowadzić do paraliżu inwestycyjnego w Gdańsku?

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Dorota Abramowicz

Pomorski Wojewódzki Konserwator Zabytków chce doprowadzić do paraliżu inwestycyjnego w Gdańsku?

Dorota Abramowicz

Inwestorzy skarżą się, że wojewódzki konserwator zabytków Igor Strzok, może doprowadzić do kompletnego paraliżu inwestycyjnego Gdańska. Na decyzję urzędu - często w błahych sprawach - czeka się nawet ponad pół roku.

Wśród pracowników WUKZ krąży opowieść o urzędniczce jednej z gmin, która po umówieniu przyjechała do Wojewódzkiego Urzędu Konserwacji Zabytków po odebranie decyzji, czekającej na podpis od wielu miesięcy. Siedziała w poczekalni od godziny 8 do 16 i kiedy powiedziano jej, że urząd kończy pracę, oznajmiła, że się nie ruszy. Wtedy zagrożono wezwaniem policji. Odparła, że w takim przypadku wezwie media. Decyzję dostała późnym wieczorem.

Przeczytaj także rozmowę z Igorem Strzokiem, wojewódzkim konserwatorem zabytków >>

- Sytuacja jest dramatyczna - mówi pani Agnieszka, załatwiająca kwestie formalne w WUKZ na zlecenie kilku deweloperów. - Tu już nie chodzi o zgodę lub jej brak, ale o jakąkolwiek odpowiedź. Zapraszam do urzędu we wtorki, kiedy to na korytarzach kłębi się tłum interesantów, oczekujących na przyjęcie. Dzieją się tam dantejskie sceny. Najgorzej, że wojewódzki konserwator zabytków zastrzegł sobie, by wszystkie decyzje dotyczące Gdańska były przez niego osobiście zaakceptowane. A to dosłownie paraliżuje wszelkie prace w mieście.

Formalnie każda, nawet drobna praca na terenie objętym ochroną konserwatorską wymaga zgody konserwatorskiej. Po zerwaniu w 2018 r. - przez poprzednią pomorską wojewódzką konserwator zabytków Agnieszkę Kowalską - porozumienia między Wojewódzkim i Miejskim Konserwatorem Zabytków w Gdańsku, WUKZ został zalany przez tysiące wniosków. Sytuacji nie poprawia fakt, że obecny konserwator, pełniący swoją funkcję od czerwca tego roku, zdążył już zwolnić jedną z doświadczonych kierowniczek i przyjął wypowiedzenie od kolejnej. Ponoć nad odejściem z pracy zastanawia się kolejna osoba z dużym doświadczeniem.

I tak na decyzję konserwatora oprócz dużych, wymagających rozwagi inwestycji (w tym budynek LOT, parkingi w centrum Gdańska, Zajezdnia Tramwajowa w Oliwie) czekają sprawy małe, wręcz błahe. Wśród nich na przykład zgoda na przyłącze energetyczne przy ul. Dziewanowskiego, gdzie inwestycja pozostaje w kolizji z terenem objętym ochroną konserwatorską na długości...16 centymetrów. Inwestor budujący Osiedle Sadowa w w sąsiedztwie Długich Ogrodów czeka trzy miesiące na odpowiedź, czy może zburzyć murki po domkach robotniczych z końca XIX w.

Według naszych rozmówców na rozpatrzenie czeka już od kilku miesięcy około 700 wniosków.

- To przeszacowana liczba, wniosków jest mniej, choć nie mam jeszcze szczegółowych danych - mówi Marcin Tymiński, rzecznik WUKZ. - Nie będziemy jednak ukrywać, że są zaległości. To m.in. skutek braków kadrowych. Po rozwiązaniu umowy z miastem Gdańskiem lawinowo wzrosła liczba takich wniosków, niektórzy inspektorzy muszą rozpatrzeć nawet ok. 200 pism.

Problem widzą również władze Gdańska, które jednak wyraźnie nie chcą konfliktu z pomorskim konserwatorem zabytków.

- Faktycznie, spowolnienie pracy wojewódzkiego konserwatora jest zauważalne, natomiast mamy nadzieję, że to okres przejściowy i inwestycje gdańskie nie będą docelowo zagrożone - twierdzi Daniel Stenzel rzecznik prasowy prezydent Aleksandry Dulkiewicz. - Sporo projektów czeka na uzgodnienie konserwatora. I z jednej strony, zgodnie z prawem, nie obowiązują go administracyjne terminy, jednak z drugiej musi brać pod uwagę, że projekty, które proponujemy rozwiązują szereg problemów mieszkańców. Bo np. skuteczne przeprowadzenie remontów takich ulic jak Ogarna, Szeroka, Długi Targ jest w interesie mieszkańców. Podobnie z przejściem dla pieszych przy Bramie Wyżynnej - to jest działanie wprost skierowane do pieszych, ma służyć sprawnemu, lepszemu przemieszczaniu się po ulicach naszego miasta. Brak odpowiednich uzgodnień w tych przypadkach de facto uniemożliwia nam kolejne prace.

Daniel Stenzel deklaruje zrozumienie dla problemów WUKZ.
- Rozumiemy, że miasto Gdańsk prowadzi całe mnóstwo różnych inwestycji i jesteśmy jednym z aktywniejszych, jeśli nie najaktywniejszym samorządem w naszym województwie i po prostu urzędnicy wojewódzkiego konserwatora mają dużo pracy - mówi rzecznik. - Dlatego niezmiennie deklarujemy ewentualną pomoc ze strony naszych, miejskich służb konserwatorskich. Jeżeli będzie taka potrzeba - pomożemy.

Mimo ustnie formułowanych zastrzeżeń, w tym roku do wojewody pomorskiego nie wpłynęła żadna skarga dotycząca przekraczania przez Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków terminów określonych w kodeksie postępowania administracyjnego.

Według biura prasowego wojewody jedynym pismem wysłanym w kontekście działalności WUKZ był dokument z 5 listopada 2019 r. skierowany do Ministra Kultury i Ochrony Dziedzictwa Narodowego. Jest to ponaglenie na niezałatwienie sprawy w terminie, o którym mowa w art. 35 kpa.

Sprawa dotyczy mostu w Tczewie.

Dorota Abramowicz

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

gs

Nie jest prawdą że nikt nie złożył skargi. Skargę złożyłem 8.11.19r mailowo na zok@gdansk.uw.gov.pl. a jej odczytanie potwierdziłem dziś w rozmowie telefonicznej.

Oto jej część:
Instytucja jest w stanie paraliżu organizacyjnego gdyż:

- po paru dniach od złożenia wniosku sekretariat nie wie gdzie znajduje się złożone pismo (poszukiwania okazały się bezskuteczne),

- nie można się dodzwonić (centrala przeciążona nie łączy lub jest zajęta)

- pracownicy na maile nie odpowiadają

- jedyną metodą kontaktu jest osobista wizyta która często się kończy zdobyciem informacji że "kogoś nie ma"...

- jest wyznaczony tylko jeden dzień na tydzień na kontakt z klientem

- nie można odebrać pisma osobiście, a sekretariat ma zatory w wysyłaniu korespondencji i nie wie czy odpowiedź WKZ jest przygotowana do wysłania

- pracownicy skarżą się na brak kontaktu z kierownictwem - i tam między innymi upatrują dużych spowolnień pracy - przekazują do weryfikacji i podpisu opracowane sprawy

- kierownik wydziału nie wie na jakim etapie jest dana sprawa, nie potrafi także tego sprawdzić (stwierdzam na podstawie osobistej wizyty) - brak wewnętrznego systemu kontroli procesów

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.