Marek Adamkowicz

Polskie kryminały idą na eksport...

Napisanie książki jest dziś w dobrym tonie. Po pióro sięgają nawet naukowcy - mówi Jolanta Świetlikowska Fot. Przemek Świderski Napisanie książki jest dziś w dobrym tonie. Po pióro sięgają nawet naukowcy - mówi Jolanta Świetlikowska
Marek Adamkowicz

O fenomenie polskiej literatury kryminalnej, nowych autorach i trendach opowiada Jolanta Świetlikowska, właścicielka gdańskiego Wydawnictwa Oficynka i współorganizatorka Afery Kryminalnej.

Afera Kryminalna, której - już po raz piąty - jesteś współorganizatorką, w tym roku została przygotowana z prawdziwym rozmachem. Festiwal odbędzie aż w czterech miastach.

Konkretnie - w Gdańsku, Gdyni, Rumi i Wejherowie. Z każdym rokiem przybywa chętnych do współorganizowania imprezy, co oczywiście cieszy nas niezmiernie, podobnie jak wzrastające zainteresowanie ze strony czytelników. To przecież dla nich organizujemy Aferę.

Można więc chyba powiedzieć, że literatura kryminalna miewa się nieźle.

Powiedziałabym nawet, że ma się bardzo dobrze! Są rzesze wielbicieli, ale też przybywa autorów. Wielu z nich jest naprawdę obiecujących. Bez kompleksów mogą konkurować z uznanymi twórcami, także zagranicznymi. Ich zaletą jest to, że przełamują schematy i pokazują, że można pisać kryminały w inny, charakterystyczny sposób. Wystarczy przywołać powieści Wojciecha Chmielarza czy Jakuba Szamałka. Obaj, choć młodzi, są już laureatami prestiżowej Nagrody Wielkiego Kalibru, która jest przyznawana autorom najlepszych polskich kryminałów.

Zabrzmiało to jak slogan z reklamy...

...ale sloganem nie jest. Po boomie związanym z kryminałem skandynawskim widzimy podobne zjawisko w odniesieniu do polskiej literatury kryminalnej. Pierwszym gorącym nazwiskiem był, już kilkanaście lat temu, Marek Krajewski, ze swoją serią o Eberhardzie Mocku. W ostatnich latach mamy jednak do czynienia z prawdziwą eksplozją tego rodzaju twórczości. Kryminał nie jest już uważany za gatunek pośledni. Przeciwnie - napisanie książki kryminalnej jest wręcz w dobrym tonie. Swoich sił w tym właśnie gatunku próbują nawet ludzie nauki. Przypomnę, że Marek Krajewski jest z wykształcenia filologiem klasycznym i zanim poświęcił się pisarstwu, był wykładowcą akademickim. Ale kryminały mają na koncie na przykład historyk profesor Tadeusz Cegielski czy Mariusz Czubaj, który jest antropologiem i równolegle z twórczością literacką prowadzi badania nad różnymi aspektami popkultury. Jego „Etnolog w Mieście Grzechu”, czyli książka poświęcona różnym aspektom kryminału, to dzisiaj już klasyka.

Kiedy tak opowiadasz o rodzimych autorach, zaczynam się zastanawiać, czy możemy już mówić o „kryminale polskim”, tak jak od dawna mówimy o kryminale skandynawskim albo angielskim?

Być może rzeczywiście jesteśmy świadkami narodzin specyficznego „kryminału polskiego”. Na pewno możemy mówić o fermencie twórczym, wysypie nowych tematów i sposobów narracji. Jeżeli jednak mielibyśmy szukać jakichś znaków szczególnych, to - moim zdaniem - w polskich kryminałach uwagę zwraca duża obecność historii. Autorzy chętnie umieszczają akcję w bliższej czy dalszej przeszłości. O Krajewskim, który stworzył postacie wrocławskiego policjanta Eberharda Mocka oraz działającego we Lwowie komisarza Edmunda Popielskiego, była już mowa. Warto jednak wskazać Marcina Wrońskiego, autora cyklu powieści o Zydze Maciejewskim, policjancie z Lublina, czy też przywołać pomorskich pisarzy. Mamy na przykład inspektora Ignaza Brauna z powieści Piotra Schmandta, który rozwiązuje zagadki w Wejherowie z początków XX wieku, czy wykreowanego przez Izabelę Żukowską komisarza Franza Tiedtkego. Ten akurat działa w przedwojennym Gdańsku i wojennej Gdyni. Przyznam, że bardzo lubię właśnie tego rodzaju literaturę. Co ciekawe, walor historyczny możemy też odnaleźć w tak zwanym kryminale milicyjnym. W czasach Peerelu była to literatura opisująca współczesność, dziś przenosi ona czytelnika do epoki minionej, dla młodszego pokolenia zupełnie nieznanej. Jest to nurt na tyle ciekawy, że miłośnicy kryminału milicyjnego zrzeszają się w odrębnych fanklubach, zaś niektórzy autorzy, jak choćby Ryszard Ćwirlej, są cenieni także przez amatorów innych odmian kryminału.

Pytanie, czy książkami odwołującymi się do polskiej historii można zawojować inne rynki? W doświadczeniach Polaków jest bardzo dużo niuansów, z których zrozumieniem obcokrajowiec może mieć, jak sądzę, trudności.

Wszystko zależy od sposobu, w jaki historia jest podawana. Można w niej przecież znaleźć prawdy czy tematy uniwersalne. Trzeba tylko wiedzieć, jak je wykorzystać. Zresztą mamy obecnie wielu pisarzy, których teksty mają charakter otwarty, zrozumiały nawet dla odbiorców nieobeznanych z polskimi realiami. Odwołują się one ogólnie do zrozumiałych mechanizmów psychologicznych albo pokazują pracę specjalistów od kryminalistyki. Jeśli spróbowalibyśmy odwrócić sytuację i przyjrzeć się na przykład kryminałom skandynawskim, które nierzadko mają rozbudowane tło społeczne, to przekonamy się, że jest ono zrozumiałe i dla obcokrajowców. Nie trzeba znać Szwecji, żeby zachwycać się Henningiem Mankellem, albo Norwegii, żeby sięgać po książki Jo Nesbø. Dlatego nie mam wątpliwości, że i polskie książki mogą znaleźć swoje miejsce w świecie.

W takim razie miarą sukcesu będą - tu chyba ze mną się zgodzisz - tłumaczenia na inne języki. Jak to wygląda w przypadku naszych autorów?

Całkiem nieźle, bo przekładów przybywa. Jednym z najchętniej tłumaczonych pisarzy jest Marek Krajewski, znany głównie jako autor retrokryminałów. Zainteresowaniem cieszą się powieści Katarzyny Bondy, Mariusza Czubaja, Zygmunta Miłoszewskiego czy też Katarzyny Puzyńskiej, która doczekała się przekładów na ponad 20 języków. Polska literatura kryminalna wchodzi na światowe rynki i to jest fakt.

W przypadku niektórych autorów pojawia się czasem pytanie, na ile ich książki są popularne ze względu na walory literackie, a na ile zainteresowanie nimi to efekt kampanii promocyjnych.

Dobra literatura zapewne się obroni, ale współczesne realia są takie, że marketing też jest bardzo potrzebny, chociażby po to, żeby czytelnicy dowiedzieli się o nowych książkach swoich ulubionych pisarzy. Charakterystyczne, że współczesna promocja to już nie tylko plakaty, ogłoszenia, billboardy, ale też na przykład krótkie filmiki z zawodowymi aktorami. Coraz częściej można też wziąć udział w spacerach śladami postaci literackich i związanych z nimi grach czy warsztatach. Widać, że czytelnicy chcą, aby ich ulubieni bohaterowie żyli w jakiś sposób także poza książką.

Wiem, że sama chętnie organizujesz tego rodzaju wydarzenia. Najlepszym dowodem jest Afera Kryminalna.

Tak, Afera Kryminalna jest jednym z czterech prężnie działających w Polsce festiwali kryminału. Jak wspomniałam, rozsnuliśmy kryminalną intrygę w czterech miastach jednocześnie, odwiedzi nas siedemnastu autorów z wielu polskich wydawnictw i trzech techników kryminalistycznych ze Szkoły Policji w Pile. Odbędą się cztery gry mobilne, będą też trzy warsztaty oraz jeden „napad na bank”.

Tegoroczna Afera Kryminalna jest poświęcona w całości polskim twórcom kryminału i badaczom zbrodni. Chcieliśmy pokazać, jak bogaty i różnorodny jest polski kryminał, w jak wielu kierunkach się rozwija i co jest w nim najciekawszego.
I tak w Gdańsku będziemy badać mroczne tajemnice zbrodniczego umysłu, przyglądając się takim tematom wykorzystywanym w kryminale jak depresja, szeroko rozumiane szaleństwo, obsesje i psychopatia. Z jednej strony poznamy sposób działania Kuby Rozpruwacza, z drugiej Wampira z Bytowa. Na chwilę też wyskoczymy w historyczne rejony kryminału retro w wykonaniu Marcina Wrońskiego oraz Janusza Majewskiego, by sprawdzić, na ile zmieniła się natura ludzka od tamtych czasów.

Ale historią szerzej będzie się zajmować Gdynia, która w tym roku proponuje nie tylko spotkania z Markiem Krajewskim, Jakubem Szamałkiem i Izabelą Żukowską, twórcami kryminału historycznego, ale także „pokój ucieczki” i grę mobilną oparte na „Gotenhafen” Izabeli Żukowskiej. Szukanie śladów w tych zabawach uzupełni specjalny pokaz technik kryminalistycznych w wykonaniu specjalistów z Kryminalnej Piły - Leszka Koźmińskiego, Pawła Leśniewskiego oraz Marcina Mańczaka.

Natomiast Rumia wraz z porucznikiem Borewiczem zaprasza do zanurzenia się w specyficznej atmosferze kryminału milicyjnego. Spotkaniu z Bronisławem Cieślakiem towarzyszyć będzie gra miejska w klimacie PRL.
Wiedzę o technikach kryminalistycznych zawiezie do Wejherowa Agnieszka Pruska, twórczyni cyklu powieści o komisarzu Barnabie Uszkierze. Wraz z Piotrem Schmandtem porozkoszujemy się „cozy mystery”, który uprawia ten autor. A na koniec wejdziemy w brudny świat thrillera politycznego Mariusza Czubaja.

Nasz festiwal to także warsztaty pisarskie, w których mogą uczestniczyć dzieci, młodzież (Rumia, prowadzi Joanna Jodełka) i dorośli (Gdańsk, prowadzi Izabela Żukowska).

Jak widać, program jest bardzo rozbudowany i wierzę, że każdy wielbiciel kryminału znajdzie w nim coś dla siebie.

Marek Adamkowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.