Karina Obara

Polexit? To scenariusz nierealny [rozmowa]

Polexit? To scenariusz nierealny [rozmowa] Fot. Freeimages.com
Karina Obara

Rozmowa z Piotrem Burasem, dyrektorem Warszawskiego Biura Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych, o dalszych losach Polski w Unii Europejskiej.

Donald Tusk wybrany na drugą kadencję szefa Rady Europejskiej. PiS przedstawia to jako sukces Niemiec, a nawet ... Rosji. Czyj to jest sukces?
To sukces całej UE, która wybrała takiego kandydata, który cieszył się największym poparciem i swoją pracą zaskarbił sobie zaufanie większości państw europejskich. Przedstawianie tego jako sukcesu Niemiec, nie mówię o Rosji, bo to już zupełnie absurdalny zarzut, jest całkowitym nieporozumieniem. To sugeruje, w sposób nieprawdziwy, że Niemcy były jedynym krajem UE, który popierał Tuska i wywierał nacisk na inne państwa, aby Donalda Tuska poparły. A zachowanie Tuska w sprawach polityki imigracyjnej było postrzegane jako takie, które uwzględnia specyfikę naszego regionu. I było nawet źródłem napięć między nim a Angelą Merkel. Poglądy, że wybór Donalda Tuska na kolejną kadencję to sukces Niemiec są obraźliwe dla naszych partnerów z Unii. I przez to niebezpieczne.

Polexit? To scenariusz nierealny [rozmowa]
archiwum prywatne Piotr Buras: - Zaczyna się bardzo poważna dyskusja na temat nowego budżetu UE.

Dlaczego?
Bo sugerują, że kraje Unii Europejskiej, takie jak Estonia, Czechy czy Węgry nie mają własnego zdania. To źle wpływa na nasze wzajemne stosunki.

Tylko Polska nie poparła Tuska. Jak to możliwe, że Viktor Orbán nie solidaryzował się z polskim rządem, skoro Jarosław Kaczyński tak często podkreślał, że z Węgrami będziemy się wspierać, bo jest nam po drodze z Madziarami?
Mimo że między Jarosławem Kaczyńskim a Orbánem jest duża polityczna przyjaźń oraz powinowactwo intelektualne i duchowe, to premier Węgier jest członkiem Europejskiej Partii Ludowej. Do EPL należą też Donald Tusk i Angela Merkel. Orbán zachował się więc lojalnie w stosunku do swoich partnerów, którzy w sporze o demokrację na Węgrzech potraktowali go łagodnie. Orbán nie poparł stanowiska rządu polskiego, bo wiedział, że to sprawa całkowicie przegrana. Nie chciał więc uczestniczyć w grze, która mogła mu przynieść tylko szkody.

Czy Orbán gra na siebie?
Oczywiście. Zawsze to robił. Trzeba też pamiętać, że w przypadku formowania wspólnej pozycji Grupy Wyszehradzkiej, Orbán w ostatnim roku był dominującą postacią. To Węgry nadawały ton, a nie Polska, która rości sobie pretensje do przewodnictwa w tej grupie.

Telewizja publiczna i radio bardzo często przytaczają słowa, jakie miały paść w rozmowie premier Beaty Szydło i François Hollande’a, który podobno powiedział: wy macie zasady, a my fundusze unijne. Rząd gra tym zdaniem podkreślając, że Unia nas nie rozumie.
Nie wiem, czy te słowa padły, ale jeśli tak, nie była to fortunna wypowiedź prezydenta Francji. Nie na takim poziomie powinna być prowadzona rozmowa o polityce europejskiej. Ale faktem jest, że właśnie zaczyna się bardzo poważna dyskusja na temat nowego budżetu UE, w której pojawiają się propozycje znaczących zmian finansowania polityk unijnych. Raport Montiego sugeruje przeznaczenie mniejszej kwoty pieniędzy unijnych na politykę rolną czy regionalną. Z tej dyskusji można precyzyjnie wyczytać, jaki będzie przyszły kształt UE i sposób jej funkcjonowania. Postawa polskiego rządu i jego konflikt z Komisją Europejską, i większością państw członkowskich nie pomaga temu, by przyszły kształt UE odpowiadał naszym interesom.

Polski rząd nie chce zbyt silnego związku z Unią. Czy może dojść do Polexitu?
To nie jest scenariusz realistyczny. Będziemy mieć na pewno do czynienia z zaostrzeniem retoryki antyeuropejskiej. Po czwartkowym wyborze, PiS na pewno będzie bronił się poprzez atak na instytucje europejskie czy mityczną Brukselę. Jednak bardziej realistycznym scenariuszem niż Polexit jest wyjście Unii z Polski. Nie dokona się to w ten sposób, że UE nas wyrzuci. Będzie się rozwijać, zmieniać i reformować, szukać nowych form integracji, ale Polska nie będzie gotowa do uczestnictwa w żadnym z tych obszarów współpracy.

W Unii przyszłości, nadającej ton Europie, będzie solidarność między państwami, duże pieniądze i nowe mechanizmy współpracy. Ta Unia, w której dziś jesteśmy i pozostaniemy stanie się jedynie wydmuszką.

Jak wytłumaczyć fakt, że 79 procent Polaków chce głębszej integracji z Unią, mimo że PiS jest przeciw? Czy pozycja Donalda Tuska w Brukseli uchroni Polskę przed odstawieniem na bocznicę?
Donald Tusk nas nie uratuje. O kierunku, w którym będzie zmierzała Polska, zdecyduje rząd. Jeśli spojrzeć na inne badania, w których respondenci odpowiadają na pytania: czy Polska powinna przyjąć euro, przejąć większą odpowiedzialność za uchodźców, odsetek odpowiedzi wskazujący na tendencje izolacjonistyczne, zachowawczość, niechęć do głębszej integracji jest większy niż w wielu krajach Unii. Dziś głębsza integracja, która oznacza przyjęcie euro, wspólną politykę imigracyjną czy azylową, musi się wiązać z przyjmowaniem uchodźców, których Polacy nie chcą oraz wspólną politykę obronną (np. wysyłanie żołnierzy na misje czy wspólne zakupy zbrojeniowe). Gdyby rzeczywiście Polacy byli gotowi być w jądrze UE, musieliby zaakceptować te unijne zasady. Aby tak się stało, elity polityczne, opozycja, musiałyby wykonać ogromną pracę. Czyli przekonać Polaków do tego, a nie uważać naszą „europejskość” za coś oczywistego. Bo nic nie jest dane raz na zawsze.

Karina Obara

Polityka, psychologia i kultura są ze sobą nierozerwalnie związane i dlatego fascynują mnie dziennikarsko. To, co ludzie wyprawiają na tych polach jest warte pokazania. Zdanie niech każdy wyrobi sobie sam:-)

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.