Polacy powszechnie nie regulują swoich zobowiązań - ani jako rodzice, ani jako przedsiębiorcy

Czytaj dalej
Łukasz Kłos

Polacy powszechnie nie regulują swoich zobowiązań - ani jako rodzice, ani jako przedsiębiorcy

Łukasz Kłos

Wprawdzie potępiamy niepłacenie alimentów na dzieci, jednak w praktyce niewielu decyduje się choćby zwrócić uwagę znajomym dłużnikom - mówi Adam Łącki, prezes Krajowego Rejestru Długów BIG SA.

Krajowym Rejestrem Długów kieruje Pan już od 12 lat. Jak w tym czasie zmienił się profil przeciętnego dłużnika?

Patrząc na statystykę, to prawdę powiedziawszy, niewiele się zmieniło. Statystyczny dłużnik wpisany do Krajowego Rejestru Długów to wciąż przeważnie jest mężczyzna w wieku 36-45 lat. Przeciętne zadłużenie utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie, ale - co ciekawe - odkąd wdrożono program Rodzina 500+, zaczęło z KRD sukcesywnie ubywać niskich zadłużeń, tych z przedziału 1,5-3 tysiące złotych. Sugerowałoby to, że zadłużeni rodzice przeznaczają otrzymane świadczenia na regulację podstawowych zobowiązań. Natomiast program ten nie ma żadnego przełożenia na spłacanie długów o wyższych wartościach. I wreszcie, wciąż występuje ta sama dynamika okresowa narastania zadłużeń - najwięcej długów zaciągamy w trakcie wakacji.

Wspomniał Pan, że przeciętny dłużnik jest mężczyzną. Jak duża jest przewaga panów w rejestrze dłużników?

Mężczyźni stanowią niemal dwie trzecie dłużników notowanych w Krajowym Rejestrze Długów. Udział kobiet sięga niespełna 36 procent. Są natomiast dziedziny, w których sytuacja jest odwrotna, na przykład jest wyraźnie więcej pań zadłużonych z tytułu niezapłaconych rachunków telefonicznych.

Jest jednak dziedzina, w której nadreprezentacja mężczyzn jest ogromna. To długi alimentacyjne.

Poprawność nakazywałaby mówić o „rodzicach”, niemniej prawda jest taka, że 95 procent dłużników alimentacyjnych to rzeczywiście ojcowie.

Słyszę, że w mediach za mało się mówi o problemie zadłużenia alimentacyjnego. Pan podziela to zdanie?

Aż 77 procent respondentów najnowszego badania Kantar Millward Brown, przeprowadzonego na zlecenie Krajowej Rady Komorniczej oraz Krajowego Rejestru Długów BIG SA, uważa, że ten temat jest za rzadko poruszany w mediach. Skoro ten odsetek jest tak duży, to muszę się z tym poglądem zgodzić. Tym bardziej że problem w istocie jest naprawdę poważny.

Astronomiczne są liczby. Wynotowałem, że suma długów alimentacyjnych przekroczyła już 11 miliardów złotych. Jak do tego właściwie doszło?

Konkretnie jest to już 11 miliardów 360 milionów złotych - taka suma wchodzi w grę według ostatnich wyliczeń. Jednocześnie proszę pamiętać, że mówimy teraz wyłącznie o zobowiązaniach dłużników alimentacyjnych wpisanych do Krajowego Rejestru Długów.


W przypadku przedsiębiorców niespłacanie długów staje się coraz mniej opłacalne. Straty, które ponoszą oni choćby z tytułu figurowania w Krajowym Rejestrze Długów, przewyższają korzyści z obracania cudzą gotówką przez dłuższy czas

Czyli to nie wszystko?

Zdecydowanie nie. Przywołana przez pana suma dotyczy bowiem długów zgłaszanych przez gminy, które są do tego zobowiązane, gdy wypłacają świadczenia na dzieci z funduszu alimentacyjnego. Innymi słowy, te 11,36 miliarda złotych to pieniądze wypłacone na dzieci, ale nieodzyskane przez gminy. Liczba ta więc zasadniczo nie obejmuje należności względem tych, którzy nie mogą korzystać z funduszu, ale też nie otrzymują zasądzonych alimentów. Matki mają prawo zgłosić swoje wierzytelności do KRD, natomiast bardzo często tego nie robią.

Czy problem z długami alimentacyjnymi jest taki sam w każdym regionie Polski?

W liczbach bezwzględnych najwięcej dłużników alimentacyjnych jest w województwach śląskim i mazowieckim, ale to zrozumiałe, bo są to najludniejsze regiony. Dlatego przyjęliśmy własną miarę skali problemu, sprawdzając, ilu dłużników alimentacyjnych przypada na 1 tysiąc dorosłych mężczyzn. Średnia dla Polski wynosi 20 na 1 tysiąc mężczyzn. Otóż kiedy się przyjrzymy, jak sytuacja wygląda w poszczególnych regionach, zauważymy, że wskaźnik ten jest wyraźnie wyższy na ziemiach odzyskanych, czyli między innymi w województwach warmińsko-mazurskim (ponad 29), zachodniopomorskim czy lubuskim, gdzie przypada ich 27. Zapewne ma to historyczne podłoże. Regiony te po II wojnie światowej zamieszkane zostały w większości przez ludność napływową. Mimo wymiany już dwóch pokoleń wydaje się, że te więzi społeczne, rodzinne nie są tak silne jak chociażby w Małopolsce czy na Podkarpaciu, gdzie dłużników jest 11 lub 12 na 1000 dorosłych mężczyzn.

Ale tradycja czy więzi rodzinne nie tłumaczą całej skali problemu. Może po prostu nie widzimy nic zdrożnego w tym, że ojciec nie płaci na swoje dzieci?

Myli się pan, bo 90 procent badanych na nasze zlecenie przez Kantar Millward Brown zadeklarowało, że uchylanie się od zobowiązań alimentacyjnych jest naganne, a niemal 80 procent z tych, którzy znają osobiście jakiegokolwiek dłużnika alimentacyjnego, nie widziało żadnego uzasadnienia dla takiego zachowania. Z drugiej strony, jeśli dochodzi już do działania czy reakcji, to aż 40 procent respondentów przyznało, że nie próbowało wpłynąć na zmianę zachowania osób uchylających się od łożenia na swoje dzieci. To osoby, które przyznały, że nawet nie poruszały tego tematu w rozmowach. Wydaje mi się, że w rzeczywistości ten odsetek osób biernych jest znacznie większy niż owe 40 procent. Niemniej widać wyraźnie, że postawy Polaków wobec dłużników alimentacyjnych są niekonsekwentne.

Matki mają prawo zgłosić swoje wierzytelności do KRD, ale często tego nie robią

A jeśli chodzi o samych dłużników? Dlaczego w zasadzie ojcowie nie płacą na swoje dzieci?

W wynikach badania wyróżniały się dwa główne powody - wspomniane przyzwolenie społeczne oraz niskie kary za niedopełnienie obowiązku alimentacyjnego. Skutek jest taki, że dłużnicy alimentacyjni mogą się czuć bezkarnie, de facto okradając własne dzieci.

Jednak czy aby powszechne nieregulowanie alimentów nie obrazuje jak w soczewce szerszego problemu lekceważenia własnych zobowiązań w ogóle?

Myślę, że to za mocne stwierdzenie, że Polacy lekceważą swoje długi. Na terminowość regulowania zobowiązań wpływ mają przede wszystkim czynniki obiektywne. Oczywiście istnieje pewien margines - ludzie, dla których niepłacenie jest sposobem na życie.

Ale inny, niedawny Państwa raport pokazuje, że tylko jedna na pięć firm nie ma obecnie żadnych problemów z uzyskiwaniem terminowej zapłaty. Czyli problem ze spłacaniem długów nie dotyczy wyłącznie osób prywatnych, ale też przedsiębiorstw.

Niemniej staje się to w przypadku przedsiębiorców coraz mniej opłacalne. Straty, które ponoszą oni choćby z tytułu figurowania w KRD, przewyższają korzyści z obracania cudzą gotówką przez dłuższy czas.

Istnieje pewien margines - ludzie, dla których niepłacenie jest sposobem na życie

Zatory płatnicze jednak wciąż są zmorą gospodarki.

To prawda, niemniej od dłuższego czasu obserwujemy stopniowe polepszanie się sytuacji. Nadal 81 procent przedsiębiorców przyznaje, że ma problem z otrzymaniem zapłaty na czas, ale ten odsetek skurczył się w krótkim czasie o kilka punktów procentowych. Innymi słowy, przedsiębiorcy coraz sprawniej sobie płacą. Jednak droga do drożności rynku jeszcze jest długa. Co czwarta firma borykająca się z problemem uzyskiwania zapłaty na czas twierdzi, że uniemożliwia to jej bieżące regulowanie własnych zobowiązań. Taki sam odsetek wskazuje zatory płatnicze jako barierę dla inwestycji własnych.

Ostatnie zmiany, tak zwany Pakiet wierzycielski, mający uprościć upominanie się o swoje przed sądami, cokolwiek zmienią w tej kwestii?

Wszystkie działania, które przyspieszą obrót pieniężny, dochodzenie własnych roszczeń, są bardzo ważne, na przykład od 1 czerwca podniesiona została do 20 tysięcy złotych minimalna kwota wartości sporu, który może być rozstrzygany w postępowaniu uproszczonym.

Nie tylko pozwoli to dochodzić swoich roszczeń taniej, nawet o 700 złotych, to jeszcze znacznie szybciej. Przewidujemy, że przeciętny czas takiego postępowania sądowego może się skrócić z kilkunastu do kilku miesięcy. Nowością jest też umożliwienie przedsiębiorcom dochodzenia swoich należności w postępowaniu grupowym. Co więcej, nowelizacja ustawy przewiduje również nowy sposób na odnalezienie majątku dłużnika.

Dzięki wprowadzanym zapisom podczas składania komornikowi wykazu dłużnik będzie musiał dodatkowo uwzględnić składniki majątkowe, których się wyzbył w ciągu minionych pięciu lat. To daje nadzieję na udrożnienie kolejnego „wąskiego gardła”, jakim są egzekucje komornicze. Najlepsze nawet przepisy nie pomogą jednak, gdy zabraknie dobrej woli i zrozumienia, że długi nie są wyłącznie czyjąś prywatną sprawą, ale że w ten czy inny sposób odciskają też swoje piętno na otoczeniu.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Dziennika Bałtyckiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Dziennika Bałtyckiego
  • codzienne e-wydanie Dziennika Bałtyckiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Łukasz Kłos

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.