Poeta liryczny mówi o przetargach

Czytaj dalej
Fot. Fot. Karolina Misztal
Dorota Abramowicz

Poeta liryczny mówi o przetargach

Dorota Abramowicz

Nie będę Was już wkurzał i irytował. Niektórych z Was będzie mi brakowało. Wszystkich dwoje - pożegnał dziennikarzy na portalu społecznościowym Antoni Pawlak, ostatni niekonwencjonalny poeta rzecznik.

Dziennikarze mówią, że wraz z odejściem Antoniego Pawlaka z funkcji rzecznika prezydenta Gdańska już nic nie będzie takie same.

Od teraz, dzwoniąc na służbowy telefon rzecznika Pawła Adamowicza, nie wysłuchamy komunikatu, że rozmowy nie będzie, bo telefonowi „zagubił się właściciel”.

„Przepraszam, ale ta wypowiedź jest tak głupia, że nie ma to sensu” - nie usłyszy przekonany o własnej nieomylności żurnalista. Młoda dziennikarka nie dowie się już, że żądając wypowiedzi prezydenta miasta na temat dziury w jezdni przy ul. Siennickiej, by „podnieść rangę tekstu”, powinna także poprosić o komentarz papieża Benedykta XVI.

Doświadczony publicysta nie odbierze maila z propozycją, by „w gazecie spróbował się przymierzyć do Pocztu Świrów Gdańskich”. Kandydatami Antoniego Pawlaka do tego grona byli m.in. twórca Teatru Szekspirowskiego Jerzy Limon i prezes Gedanii Władysław Barwiński, czyli ludzie, „którzy dzięki pasji graniczącej z sympatycznym szaleństwem dokonali czegoś, co - biorąc pod uwagę rzeczywistość naszą - nie miało prawa się udać”.

Zapewne też na skrzynki pocztowe dziennikarzy, domagających się od rzecznika natychmiastowego komentarza do dwóch różnych tematów, nie nadejdzie barwna odpowiedź: „Oba (komentarze red.) jutro. Jak król zwierząt zarządził, by zwierzęta piękne poszły na lewo, a mądre na prawo, żaba powiedziała: przecież się k...a nie rozerwę. No i ja jestem jako ta żaba. Podpisano: Antoni Pawlak, Rzecznik Prezydenta Miasta Gdańska” .

Dlatego dziennikarze mówią, że nigdy nie będzie już drugiego takiego rzecznika. Reagującego emocjonalnie (według niektórych zbyt emocjonalnie) na przypadki - jego zdaniem - nierzetelności dziennikarskiej, wysyłającego dziesiątki polemik. Kiedyś nawet od jednego z redaktorów naczelnych usłyszał: „przez pana płaczą kobiety”. Okazało się, że wszystkie maile od rzecznika szef wysyłał do dziennikarek. I podobno po tym one płakały.

- Przez te dziesięć lat czasami prezydent miał pretensje, że za ostro poleciałem - przyznaje dziś Antoni Pawlak. - Wypowiadałem się jednak w sprawach najważniejszych. Większość rzeczników mówi na okrągło, starając się rozwodnić temat. Ja zawsze brałem temat na klatę.

Bez krawata

Anna Czekanowicz mówi, że Antoni Pawlak jest jej przyjacielem niemalże od dzieciństwa. Poznali się, jako młodzi poeci, przed kilkudziesięcioma laty.

- Antek ma trzy cechy niesłychanie dla mnie istotne - wylicza. - To poczucie humoru, wybitna inteligencja i wierność. Także zasadom.

- Zaraz się zarumienię - natychmiast komentuje Pawlak.

Poeta, autor kilkudziesięciu książek, w tym dwóch napisanych w ostatnich latach rzecznikowania. Był - jak napisał Krzysztof Skiba - „facetem, który się stawiał komunie”. Starsi czytelnicy pamiętają jego kultową, wydaną w drugim obiegu „Książeczkę wojskową”

W czasach, gdy w postępie geometrycznym rośnie liczba następców żołnierzy wyklętych i weteranów prześladowanych przez reżim komunistyczny, Pawlak nie epatuje opozycyjnym życiorysem. Nie mówi, że jako 20-latek został w 1972 r. skazany za kolportaż ulotek, które wzywały do bojkotu wyborów, że współpracował z wydawanymi poza cenzurą pismami, że uczestniczył w strajku w stoczni gdańskiej i był internowany w stanie wojennym. Po 1989 r. dziennikarz („Gazety Wyborczej”, „Superexpressu”, „Wieczoru Wybrzeża”), współredaktor kwartalnika literackiego „Migotania, przejaśnienia”.

- Często zmieniałem pracę - wspomina. - Nigdy w żadnej firmie nie wytrzymałem dłużej niż 3-4 lata. A dla Adamowicza chciałem pracować. Wtedy go bardzo mało znałem, ale ceniłem i lubiłem. I to mi się nie skończyło.

Kiedy przed dziesięcioma laty - zapewne nieprzypadkowo 1 kwietnia 2007 r. - Paweł Adamowicz przedstawiał Pawlaka jako swego rzecznika, miała to być funkcja tymczasowa. Nowy rzecznik postawił też warunek, by w pracy nie żądano od niego nakładania krawata. I już pierwszego dnia pracy sprawił, że zaczęły o nim pisać tabloidy.

Jezu, jaka afera!

- Szef oznajmił o moim stanowisku na konferencji prasowej - wspomina Antoni Pawlak. - Wianuszek dziennikarek zebrał się wokół. Spytały, dlaczego ja. Odparłem, że jestem przystojny, inteligentny, utalentowany. Potem spytały, kto jest dla mnie wzorem. A ja na to, że Jerzy Urban. Jezu, jaka była afera! Tabloid „Fakt” zażądał, by mnie odwołać. A mnie zwyczajnie ponosiła swada felietonowa.

Zawsze imponowali mu ludzie, którzy zdecydowanie mówią, co myślą. Tacy jak Stefan Niesiołowski czy Władysław Frasyniuk. A kiedy mu mówię, że według niektórych był zbyt barwny, jak na rzecznika, odpowiada: - Miałem świadomość, że jestem takim kieszonkowym, prowincjonalnym Stefanem Niesiołowskim. On był od polityki krajowej, ja od lokalnej.

Wcześniej pisał felietony, uprawiał publicystykę, a tu nagle okazało się, że musi mówić to, co należy. Okazało się, że nawet wpis na facebooku może być odczytany jako opinia prezydenta. Pewnego dnia napisał, że pracownicy spółek PKP zapewne mają w głowach to, co widać w wiecznie „brudnych kolejowych kiblach”. Czyli g... o. Oburzony obrazą „ciężko pracujących kolejarzy” portal Gazeta Bałtycka natychmiast zażądał dymisji Pawlaka.

W 2012 roku znów zrobiło się o nim głośno, gdy opublikował wiersz „Walc trumienny”. Po katastrofie prezydenckiego samolotu, w której zginął jego przyjaciel, Aram Rybicki, napisał: „chroń mnie/ bym nie musiał co dzień udowadniać/ swojej męskości/ swojej polskości swojej katolickości niech/ mej pamięci/ nie mierzą grobami bohaterów...”

- Podejmując tę pracę miałem pełną świadomość, że zostanę znienawidzony - przyznaje odchodzący rzecznik. - Były poseł PiS Andrzej Jaworski, czynny do niedawna w polityce, często gościł w Radiu Gdańsk w programie Agnieszki Michajłow. Miał jakąś obsesję na moim punkcie, w każdym takim programie mówił o mnie. Przy czym nigdy, ale to nigdy nie padało moje nazwisko. Byłem „rzecznikiem prezydenta”.

Interwient do tłumaczenia

Pewnego dnia Grzegorz Grzelak, radny sejmiku Pomorza, podszedł do Pawlaka i spytał: - Jak ty, poeta liryczny, możesz mówić o przetargach?

Michał Piotrowski, kolejny poeta-urzędnik w gdańskim magistracie, poznał Antoniego, gdy ten redagował „Migotania, przejaśnienia”. Dziś Michał pracuje w biurze prasowym UM Gdańska i wraz z Antonim Pawlakiem czyta i komentuje nadesłane prze słuchaczy wiersze na antenie Radia Gdańsk.

- Gabinet rzecznika zawsze gościł mnóstwo ludzi z mnóstwem pomysłów - wspomina. - Antek ma słabość do badziewiackich gadżetów, które zalegały w jego pokoju. Rozmawialiśmy, przyglądając się puzderku z rosyjskim czołgiem na wieczku, zardzewiałemu gwoździowi, przywiezionemu ze Wschodu, jakimś dziwnym obrazkom...

Sam Pawlak mówi: - Jednym z moich powodów do zadowolenia jest to, że po 10 latach pracy w urzędzie nie zurzędniczałem.

Nie do końca skromnie dodaje, że przez dziesięć lat pracy udało mu się zmienić biuro prasowe, wyprowadzić je na prostą. Udało się też ocieplić wizerunek miasta. Chociaż w ostatnim czasie walka o wizerunek nie była łatwa, bo i dziennikarze dopytywali się i nie zawsze dobrze pisali o oświadczeniach majątkowych prezydenta, i o bulwersujących rozstrzygnięciach w sprawie strefy płatnego parkowania w Brzeźnie.

- Przez dziewięć lat wspólnej pracy tylko trzy razy widziałem autentycznie wkurzonego Antka - twierdzi Michał Piotrowski.

- Na dziennikarzy?

- Nie, na urzędników. Nie lubił tego urzędowego, niezrozumiałego dla przeciętnego człowieka języka. Określeń typu „interwient uboczny”, oznaczających osobę z zewnątrz przystępującą do sprawy cywilnej. Błagał, by o sprawach mniej i bardziej ważnych mówić po ludzku.

Dajcie odpocząć!

Antoni mówi, że najtrudniejsze w roli rzecznika były nie nocne telefony czy internetowy hejt, ale... spotkania towarzyskie.

- Idę na przyjęcie, sami przyjaciele, pijemy wódeczkę - opowiada zapalając kolejnego papierosa. - I nagle wszyscy zaczynają mnie pytać o politykę miasta, opieprzać za tę politykę. Nie wytrzymywałem i mówiłem: jestem prywatnie, dajcie mi odpocząć!

W końcu zaczął na na bankietach nosić identyfikator ostrzegający: „O Bogu, pieniądzach i polityce miasta nie rozmawiam”. Pomagało.

Po ostatnich wyborach samorządowych Antoni Pawlak oznajmił prezydentowi, że nie chce pracować jako rzecznik do końca kadencji. Na emeryturę jednak nie odchodzi - pozostanie doradcą prezydenta.

Co dalej? Będzie pracował dla miasta z nadzieją na większy spokój. Zajmie się pisaniem. Od pewnego czasu umieszcza na fb krótkie, wspomnieniowe perełki, anegdoty o pisarzach, opozycjonistach, dziennikarzach. Chce je opublikować, szuka wydawcy. A że nie zarobi na tym? No cóż, wie, że pisanie to robota dla znajomych. - Dobrze, że mam ich dużo - stwierdza z uśmiechem.

Półtora roku temu z funkcji rzeczniczki prasowej prezydenta Gdyni odeszła charyzmatyczna i nietuzinkowa Joanna Grajter. Nie wszyscy ją lubili, ale wszyscy ją znali. Teraz odchodzi Antek Pawlak. Kiedy mówię, że kończy się czas rzeczników emocjonalnych, Antek odpowiada: - Mnie z Joasią łączy jedno - trafiliśmy na to stanowisko jako ludzie ukształtowani, dojrzali, z dorobkiem. Dziś rzecznikami są młodzi ludzie w krawatach, którzy kłapią to, co im się każe.

Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.