Piotr Dwojacki miasto rozumiał jako wspólnotę

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Bołt
Dariusz Szreter

Piotr Dwojacki miasto rozumiał jako wspólnotę

Dariusz Szreter

Był wizjonerem i pragmatykiem, teoretykiem i działaczem, twardym polemistą i życzliwym człowiekiem. Trójmiasto bez Piotra Dwojackiego nie będzie już tym samym miejscem.

W zamyśle to wspomnienie miało stanowić opis idealnego miasta, o jakie walczył Piotr Dwojacki. Ale to nie takie proste. Choć bowiem niektórzy chcieliby widzieć w Piotrze wizjonera, On mocno stąpał po ziemi. Dosłownie. Mogłem się o tym przekonać w czasach naszej współpracy, kiedy wiele z Jego felietonów publikowanych w „Dzienniku Bałtyckim” inspirowanych było spostrzeżeniami poczynionymi podczas spacerów po ulicach Gdańska. Również ze wspomnień współpracowników i przyjaciół wynika, że był to człowiek konkretu. Zainteresowania miał szerokie, ale skupiał się na konkretnych rozwiązaniach, w konkretnych dziedzinach. A zatem oddajmy głos tym, którzy przyglądali się Jego pasjom z bliska.

Nie wszystko musi się opłacać

Ewa Lieder, posłanka na Sejm RP, kandydatka na prezydenta Gdańska w 2014 z komitetu Gdańsk Obywatelski:

- Poznaliśmy się w 2010, kiedy z grupą mieszkańców Dolnego Wrzeszcza podjęliśmy kroki w kierunku utworzenia rady dzielnicy. Piotr zorientował się wtedy, że nie mieszka na Zaspie, jak sądził, tylko w Dolnym Wrzeszczu, i dołączył do nas. Był motorem wielu działań. Był naszym mózgiem, jednoosobowym think tankiem. Po utworzeniu Rady Dzielnicy został przewodniczącym rady, a ja przewodniczącą zarządu. Razem przygotowywaliśmy budżet obywatelski. Pomagał nam dr Marcin Gerwin, który tworzył zasady pierwszego budżetu obywatelskiego w Sopocie. A u nas we Wrzeszczu mieszkańcy podjęli decyzję, na co wydać 50 tys. zł z pieniędzy dzielnicowych. To naprawdę i radnych, i mieszkańców zmobilizowało do działań. Były nawet ogłoszenia z ambony w naszych parafiach. Wygrał plac zabaw dla dzieci na placu O’Rourke. Dofinansowaliśmy także organizację festynu parafialnego. Zrobiliśmy dwie tury, co było wstępem do ogólnogdańskiego budżetu obywatelskiego, który funkcjonuje od 2014.

Piotr bardzo mocno pilnował spraw transportowych. Nazywał sieć transportową krwiobiegiem miasta. Był miłośnikiem transportu publicznego. Podkreślał przy tym, że trzeba dbać nie tylko o centrum miasta, ale i dzielnice peryferyjne, jak Nowy Port i Orunię, choć to nie zawsze się opłaca. Bo miasto niekoniecznie musi się opłacać. Miasto to wspólnota i dobra jakość życia dla mieszkańców, a nie biznes. Piotr dostrzegał to bardzo mocno.

Ważnym tematem była też zieleń w mieście. Dzięki zieleni jest mniejszy smog. Drzewa w mieście zatrzymują wodę, wpływając pozytywnie na zagrożenie powodziowe. Obniżają temperaturę w mieście w czasie upałów. Razem walczyliśmy, żeby nie zabudowywać pasa nadmorskiego. A teraz co się dzieje? Mamy nowy plan zagospodarowania dla Brzeźna z apartamentowcami przy ul. Hallera. Serce Mu krwawiło - niech mi pan wierzy. A teraz jeszcze pojawiło się zagrożenie dla Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego, gdzie prawdopodobnie będą budowane domy z programu Mieszkanie+. Na pewno razem byśmy przeciw temu walczyli.

Mieliśmy poczucie, że jako rada dzielnicy będziemy mieli wpływ na to, co dzieje się w mieście. Okazało się jednak, że nasze zdanie nie jest wcale brane pod uwagę przez Radę Miasta. Stąd decyzja o starcie w wyborach samorządowych w 2014 pod szyldem Gdańsk Obywatelski, razem z przedstawicielami innych rad dzielnic, działaczami organizacji pozarządowych, działaczami miejskimi. To wspaniali ludzie, którzy działali spontanicznie, społecznikowsko na rzecz miasta od wielu lat. Choć ostatecznie nikt nie został radnym, był to nasz niewątpliwy sukces, bo władze miasta zaczęły nas traktować serio, słuchać naszego głosu. Bardzo żałuję natomiast, że Piotr nie został radnym. Zrobiłby dużo dobrego, nawet w pojedynkę. Wniósłby ferment do Rady Miasta. Zawsze musi być ktoś, kto wprowadza zmiany, kto powie, że można inaczej. Był wizjonerem, prowokował. To się niektórym nie podobało. Prezydent za nim nie przepadał, nagrody go omijały. Burzyliśmy porządek, w jakimś sensie awanturowaliśmy się o ważne sprawy miejskie. Ale Piotr nigdy nikogo nie obrażał, umiał rozmawiać z ludźmi, którzy mieli inne zdanie. Umiał słuchać i zawsze, ale to zawsze, był merytoryczny. To był człowiek na dzisiejsze trudne czasy. Jego brak utrudni wszystko. Ale nie pozwolę zapomnieć o Jego wizji nowoczesnego Gdańska.

Miasto mieszkańców

Lidka Makowska, kulturolożka, ekspertka Kongresu Ruchów Miejskich, aktywistka Stowarzyszenia Lepszy Gdańsk, radna Dzielnicy Wrzeszcz Górny:

Doktor nauk ekonomicznych, ekspert w zakresie zarządzania miastem, polityk przestrzennych, zrównoważonej mobilności, partycypacji mieszkanek i mieszkańców, ekologicznej metropolii. Czy jedna osoba może znać się na tylu dziedzinach? Piotr znał się, był człowiekiem renesansu, erudytą z dogłębną wiedzą o nowoczesnym mieście XXI wieku. Byłby znakomitym „ministrem rozwoju” w gabinecie każdego progresywnego prezydenta i prezydentki miasta.

Był akademikiem z gatunku społeczników. Popularyzowanie wiedzy łączył z działaniem. Z godnym podziwu uporem zabiegał o udogodnienia w rozkładzie jazdy tramwajów i autobusów czy o bilet metropolitalny. Dwukrotnie składał zwycięskie projekty w budżecie obywatelskim na wyrównanie chodników i poprawę dostępności przejść dla pieszych. Osobiście nadzorował jakość ich wykonania, estetykę, ułatwienia dla osób z ograniczoną mobilnością. Jego niezwykła troska o ekologiczne miasto często odbierana była jako utrudnianie pracy urzędnikom czy krytyka obecnej polityki rozwoju Gdańska. Gdy domagał się ograniczenia liczby aut na rzecz transportu zbiorowego, pokazywał, w jaki sposób zmniejszenie emisji spalin samochodowych wpływa na zdrowie mieszkańców. Odważnie tłumaczył, dlaczego należy ograniczać liczbę parkingów w śródmieściach miast i historycznych dzielnic. Krytykował budowę nowych tras szybkiego ruchu przez miasta, w szczególności gorąco orędował za porzuceniem planów na Drogę Czerwoną przez środek Wrzeszcza czy Drogę Zieloną, przecinającą pas nadmorski i Trójmiejski Park Krajobrazowy.

Wymarzony Gdańsk Piotra Dwojackiego to miasto przywrócone wodzie: Motławie, Martwej Wiśle, kanałom, potokom, plażom. Rzeki, żegluga, woda, waterfront (nabrzeże) na terenach postoczniowych - to był jego konik. Z zaangażowaniem działał na rzecz odbudowy regularnej żeglugi towarowej i pasażerskiej na Wiśle, marzył o powszechnie dostępnych tramwajach wodnych, odkrytym Potoku Strzyża we Wrzeszczu, o budowie kładek i przywróceniu pulsującego życia na nabrzeżach gdańskich rzek i kanałów.

Największym jednak marzeniem Piotra Dwojackiego było miasto współzarządzane przez mieszkańców. Stąd też w 2011 roku włączył się w tworzenie Rady Dzielnicy Wrzeszcz Dolny. Aktywnie zabiegał o budżet obywatelski w Gdańsku, a potem współtworzył jego zasady. Powołał też do życia inicjatywę Gdańsk Obywatelski, którą przekształcił w Komitet Wyborczy i startował z niej w 2014 roku do Rady Miasta Gdańska. Pomimo dobrego osobistego wyniku nie przeskoczył wszechpotężnych partyjnych komitetów wyborczych. Szykował się ponownie na 2018 rok. Los chciał jednak inaczej. Wielka strata.

Po prostu dobry człowiek

Tomasz Strug, redaktor serwisu StaraOliwa.pl, przewodniczący zarządu dzielnicy Oliwa:

To, że Piotr odszedł, to jest bardzo smutna wiadomość dla wszystkich mieszkańców Gdańska. Zabraknie osoby, która merytorycznie patrzyła władzy na ręce i często zadawała niewygodne pytania. Po to, żeby Gdańsk był bardziej obywatelski i bardziej partycypacyjny.

Poznaliśmy się około 2011, w momencie kiedy powstawało Stowarzyszenie Dzielnic, zrzeszające członków rad dzielnic. Pomagaliśmy w akcji zbierania podpisów za powołaniem rady dzielnicy Wrzeszcz Dolny. Tak naprawdę wszyscy stąpaliśmy wtedy po bardzo świeżym gruncie. My w Oliwie byliśmy po walce, żeby obniżyć progi wyborcze do rad dzielnic w Gdańsku. To była ciężka i żmudna praca, ponieważ Gdańsk - może teraz już mniej, ale jeszcze parę lat temu był miastem antyobywatelskim, robiącym „pod górę” ludziom, którzy chcieliby coś zdziałać w swoim otoczeniu.

Gdańsk w wizji Piotra byłby dużo bardziej otwarty na mieszkańców - byłby dla mieszkańców, a nie dla władz. Dzięki jego zaangażowaniu budżet obywatelski zaistniał i cały czas ewoluuje. Natomiast sytuacja rad dzielnic - to niestety dramat, który przerabiamy już szósty czy siódmy rok. W dalszym ciągu jest jakiś mur lęku ze strony władz miasta przed przekazaniem im większych pieniędzy i kompetencji.

Nasze drogi z Piotrem rozeszły się dwa lata temu, w związku z jego romansem z wielką polityką, co przyjąłem ze zdziwieniem. Kiedy bowiem zakładaliśmy Gdańsk Obywatelski, wychodziliśmy z założenia, że do rozstrzygania o sprawie chodników czy dziur w drogach nie potrzebujemy jakiejś ideologii. Niezależnie od tego ceniłem Piotra także za to, że był niekonfliktowy. Nigdy nie atakował nikogo personalnie. Życzliwy, z uśmiechem dla każdego, a mimo to potrafiący przekonać do swoich racji. Niesamowity talent, a przy tym po prostu dobry człowiek. Myślę, że powinien się doczekać jakiejś uliczki swojego imienia we Wrzeszczu.

Szukał inspiracji w historii

Kuba Łoginow, krakowski publicysta zajmujący się transportem:

Poznaliśmy się przez FB. Obaj interesowaliśmy się gospodarką morską i żeglugą śródlądową. W związku z tym kilka razy poprosiłem Piotra o komentarz. Bardzo mi pomógł w 2012 roku, gdy po powrocie z Bratysławy do Krakowa szukałem jakiegoś zajęcia. Wtedy właśnie dzięki Piotrowi dostałem etat w Wyższej Szkole Administracji i Biznesu im. Eugeniusza Kwiatkowskiego w Gdyni przy projekcie unijnym, w ramach którego zajmowałem się kwerendą dorobku Eugeniusza Kwiatkowskiego w krakowskiej Bibliotece Jagiellońskiej.

Piotr szukał różnych pomysłów w dokumentach historycznych związanych z osobą Kwiatkowskiego, i sprawdzał, co z tego może wyniknąć dla współczesności. Okazało się np., że po wojnie, kiedy Kwiatkowski był pełnomocnikiem rządu ds. odbudowy Wybrzeża, postulował budowę przekopu przez Mierzeję Wiślaną. Na podstawie rozmów z Piotrem wnioskuję, że on też był zwolennikiem tego rozwiązania.

Patrzył na kwestie transportu wodnego bardzo szeroko, czego - moim zdaniem - brakuje w środowisku związanym z branżą morską. Zależało mu na tym, żeby wszystkie ośrodki morskie się rozwijały. Mimo konkurencji między ośrodkiem portowym trójmiejskim a szczecińskim jeździł do Szczecina. Nie patrzył na to jako konkurencję, bardziej szukał możliwości do współpracy. To samo dotyczyło Elbląga. Podobne podejście miał do współpracy z ośrodkami na zapleczu portów. Interesowały go powiązania logistyczne, ale też i społeczne Trójmiasta ze śródlądziem. Korytarze transportowe z Ukrainą, Krakowem. Dbał o to, żeby żegluga wróciła na Wisłę i Odrę.

Mniej go znam od strony aktywistycznej, samorządowej. Wiem, że był trochę poirytowany, zwłaszcza jeśli chodzi o sytuację w Gdańsku. Mam wrażenie, że większe zrozumienie i otwartość znajdował w Gdyni. Zawsze pogodny. Kiedy coś nie wychodziło, nie do końca znajdował zrozumienie, obracał sprawę w żart. Nie dawał po sobie poznać, że się przejmuje, próbował dalej. Miał pozytywne podejście, dobrą energię.

Jego wizja się spełnia

Ryszard Toczek, naczelnik wydziału w Urzędzie Miasta Gdyni:

Jego entuzjazm, kompetencje i talent organizacyjny miałem okazję poznać podczas zorganizowanego przez Niego Powszechnego (pierwszego) Zjazdu Ekonomistów, Menedżerów, Prawników i Historyków Morskich w Gdyni w 2010 r. pod hasłem „Morze i rzeki razem”. Zjazd, który miał swoje korzenie w wielu wcześniejszych inicjatywach podejmowanych czy wspieranych przez Piotra Dwojackiego, służył popularyzacji Światowego Dnia Morza, ale przede wszystkim rozwijał debatę nad koniecznością rewitalizacji Wisły i Odry. Ponieważ w ówczesnej rzeczywistości politycznej drogi wodne nie miały swojego rządowego czy parlamentarnego oparcia, powołano Komisję Morską i Rzeczną Organizacji Pozarządowych przy Senacie RP, której Piotr Dwojacki został sekretarzem, co w praktyce oznaczało często pełnienie funkcji przewodniczącego. Brak odzewu na zgłaszane przez komisję postulaty skłonił Piotra Dwojackiego do poszukiwania szerszego poparcia. Dzięki Niemu, pod Jego kierownictwem w 2013 powstał - oczywiście w Gdyni - Pomorski Klaster Rzeczny. Był też duszą inicjatywy Sejmik Żeglugi Śródlądowej. Współpracowałem z nim w tym okresie jako wiceprezes Polskiego Klastra Morskiego.

Odszedł, kiedy cały Jego dotychczasowy zapał i energia, ukierunkowane na rewitalizację Wielkiego Programu Morskiego - spełnia się. Polska jest partnerem uczestnikiem konwencji AGN, powstał resort gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej, konkretyzują się programy przywrócenia żeglugi na Odrze i Wiśle, powstaje strategiczna rama dla tych przedsięwzięć - Trójmorze.

Możemy pełnymi garściami czerpać pomysły i inspiracje z dorobku Piotra Dwoja-ckiego, aby te wizje i programy były także osadzone w małych ojczyznach, organizacjach obywatelskich, nowoczesnych strukturach (klastrach) gospodarczych, przedsiębiorstwach i w uczelniach. Jego szkoła - pod patronatem Eugeniusza Kwiatkowskiego, a także „Dziennik Bałtycki” - patronujący rewitalizacji Wisły - powinny o to zadbać.

Temperatura bywała gorąca

Paweł Adamowicz, prezydent Gdańska:

Piotra Dwojackiego poznałem pod koniec studiów na Uniwersytecie Gdańskim, kiedy zaangażował się w prace ówczesnego samorządu studenckiego. Potem, już na początku lat 90. zaprosiłem Piotra do współpracy przy pierwszej próbie tworzenia struktur metropolitalnych Gdańsk-Gdynia-Sopot, wtedy - na moją prośbę - opracowywał pewną propozycję struktury organizacji przyszłej metropolii. Ostatnio spotykałem go i dyskutowałem z nim już jako radnym dzielnicowym, a potem przewodniczącym Rady Dzielnicy Wrzeszcz Dolny. Wyróżniał się swoją aktywnością i choć temperatura naszych rozmów bywała gorąca, to zawsze były to rozmowy, które nadawały ton debacie publicznej.

Pragmatyk w dobrym znaczeniu tego słowa

Jędrzej Włodarczyk, członek lewicowego Stowarzyszenia Lepszy Gdańsk oraz radny dzielnicy Siedlce:

Poznałem Piotra w 2009 r., w związku z wyborami do Parlamentu Europejskiego. Zaraz po wyborach samorządowych 2010 rozpoczęła się w Gdańsku dyskusja o ruchach miejskich i Piotr stał na jej czele. Miał gigantyczną wiedzę w tematyce miejskiej, od statystyki po ekonomię. Trudno było go zagiąć, zawsze świetnie przygotowany. Umiał współpracować z ludźmi o najróżniejszych poglądach, ale w polityce był chyba jednak bardziej solistą. Pamiętam nasze rozmowy o szerokiej koalicji społecznej przed wyborami w 2014. Nie udało się wtedy, ze względu na różnicę koncepcji pomiędzy Gdańskiem Obywatelskim, którego mózgiem i liderem był Piotr, a środowiskiem tworzącego się Lepszego Gdańska. Pamiętam Piotra z tamtych dni jako bardzo sprawnego negocjatora. Nigdy nie podnosił głosu, nie denerwował się, zawsze opanowany, był bardzo ideowy w tym, co robił, bardzo zdeterminowany. Chyba sporo się od niego nauczyłem, zwłaszcza tego, że emocje są złym doradcą i niekiedy należy być cierpliwym. Osiągał swoje cele, choć ta błyskotliwość nie zawsze przekładała się na natychmiastowe efekty. Piotr był bardziej technokratą niż trybunem ludowym.

Wielkim wzorem Piotra był minister II RP Eugeniusz Kwiatkowski, ojciec założyciel Gdyni. Te inspiracje były widoczne. Podobnie jak Kwiatkowski Piotr był ciężko definiowalny w sensie programowym. Moim zdaniem, był trochę lewicujący, zwłaszcza gdy krytykował gdańskie układy deweloperskie czy niedemokratyczność władzy, ale On sam pewnie by się nie przyznał do żadnych twardych afiliacji politycznych. To był pragmatyk w dobrym znaczeniu tego słowa. Niespodziewane odejście Piotra to strata dla Gdańska. Chyba nikt nie zaprzeczy, że wnosił sporo do debaty publicznej, był barwną, pozytywną postacią.

Dariusz Szreter

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.