rozm. Dariusz Szreter

Pielgrzymki Jana Pawła II w PRL. "Z kazań wyłapywaliśmy akcenty antykomunistyczne"

Prof. Wojciech Polak Fot. Przemek Świderski Prof. Wojciech Polak
rozm. Dariusz Szreter

W Europejskim Centrum Solidarności historycy przypominają przebieg i znaczenie trzech pielgrzymek Jana Pawła II w PRL. Z prof. Wojciechem Polakiem, historykiem z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, rozmawia Dariusz Szreter.

Ze sposobu, w jaki opisał Pan pielgrzymki Jana Pawła II w PRL, można odnieść wrażenie, że papież wcielił się podczas nich w polityka. Czy nie wyszedł zatem ze swojej roli?
W tamtych czasach papież użył takiego sformułowania: „skoro wy nie możecie mówić, to ja będę mówił za was”. Wiadomo, czym był system komunistyczny, zwłaszcza w czasach stanu wojennego, kiedy jakikolwiek sprzeciw, wyrażanie swojego poglądu wobec władz komunistycznych skutkowały represjami. Jan Paweł II, zdając sobie z tego sprawę, uważał, że pewne rzeczy powinny jednak do władz docierać. Skoro więc obywatele czy Solidarność nie mogą oficjalnie wypowiadać swoich opinii, on jest od tego, żeby tę prawdę przedstawiać. Czy to była polityka? W systemie komunistycznym wszystko było polityką, więc tego typu rozważania w gruncie rzeczy nie mają większego sensu. Oczywiście Jan Paweł II, podejmując różnego rodzaju tematy społeczne dotyczące Polski, wcielał się w rolę polityka, jako osoba troszcząca się o dobro wspólne.

Jan Paweł II, podejmując różnego rodzaju tematy społeczne dotyczące Polski, wcielał się w rolę polityka, jako osoba troszcząca się o dobro wspólne.

Poprzedni papieże tą częścią Europy, pozostającą pod rządami komunistów, aż tak się nie interesowali. Czy postawa Jana Pawła II wynikała przede wszystkim z faktu, że sam stąd pochodził, czy też z jego osobowości, a zarazem sposobu pojmowania roli papieża?
Oczywiście, że to wynikało z jego narodowości. Ale z osobowości także. Jan Paweł II był człowiekiem o wyjątkowej przenikliwości i wrażliwości. W związku z tym zdawał sobie sprawę z tego, jaką rolę Europa Środkowo-Wschodnia odgrywa w dziejach świata. Co tu dużo ukrywać - od Europy Środkowo-Wschodniej zaczęła się i I wojna światowa, i II wojna światowa. Już te dwa fakty powinny dawać do myślenia, że są to ziemie o wyjątkowym znaczeniu dla świata.

Narzuca się zatem pytanie, na ile to zaangażowanie się papieża w sprawy bloku wschodniego uprawdopodobnia tezę, że zamach na jego życie w maju 1981 roku był zaplanowany w Moskwie.
Moim zdaniem, tu nie ma żadnych wątpliwości. To była robota KGB, wykonana za pośrednictwem wywiadu bułgarskiego. Nie ma o czym dyskutować - to jest pewne na sto procent.

Tu nie ma żadnych wątpliwości. Zamach na Jana Pawła to była robota KGB, wykonana za pośrednictwem wywiadu bułgarskiego.

Trzy pielgrzymki w PRL miały podwójny, a może nawet potrójny wymiar: religijny, polityczny i społeczny. Stąd ich wyjątkowo gorący klimat. I chyba wspominane są żywiej niż te późniejsze, już w wolnej Polsce.
Być może. Z tym, że my, jako historycy, wolimy się zajmować sprawami bardziej odległymi w czasie, bo wtedy jest łatwiej i o obiektywne spojrzenie, i o źródła. Ale ranga tych pielgrzymek po roku 1989 także była bardzo duża. Pamiętajmy, że Ojciec Święty nadal wypowiadał się na temat bardzo wielu poważnych problemów społecznych Polski i na pewno wywierał bardzo duży wpływ na to, co się w kraju działo. Na pewno były to inne problemy niż te z czasów komunizmu, co nie znaczy, że były one mniej ważne czy że nie dotykały ludzi. Jeżeli poczytamy kazania wygłaszane przez Ojca Świętego w czasie tych pielgrzymek - czy w latach 90., czy już po roku 2000 - musimy docenić jego wrażliwość i wyczulenie na rozmaite sprawy nękające społeczeństwo polskie.

Ale też było trochę tak, że „za komuny” lał miód w nasze serca, a po 1989 roku zaczął dodawać nieco dziegciu. Napominał Polaków, strofował.
Być może, ale przecież o różnych naszych wadach narodowych i problemach z nich wynikających, a nie tylko z faktu sprawowania władzy przez komunistów, Jan Paweł II mówił też i w czasie tych trzech pierwszych pielgrzymek. Ale my słuchaliśmy bardziej tego, co chcieliśmy słyszeć. Wyłapywaliśmy więc głównie te akcenty skierowane przeciw totalitaryzmowi i komunizmowi. Te głębokie treści skierowane do społeczeństwa, zwracające uwagę na pewne wady społeczne, były i wcześniej, tyle że po roku 89 mogliśmy po prostu uważniej się wsłuchać w to, co Ojciec Święty do nas kierował.

Czy zgodzi się Pan z tezą, że rola, jaką Jan Paweł II odegrał w przemianach w Polsce, wpłynęła na pozycję, jaką Kościół jako instytucja zyskał w III RP?
Kościół miał zawsze miejsce w sercach Polaków, miał duży wpływ na decyzje podejmowane przez Polaków, czy to jednostkowo, czy przez różne struktury zbiorowe, społeczności. Myślę, że ten duży wpływ Kościoła na nasze sprawy społeczne, akceptowanie przez znaczną większość Polaków nauczania kościelnego było czymś normalnym także w czasach PRL. Więc ja bym się tutaj nie doszukiwał czegoś szczególnego. Osoby, które snują jakąś refleksję nad historią Polski, czy nad codziennością, doceniają tę rolę, jaką Kościół odegrał w stawianiu oporu komunizmowi. Kościół był w sercach ludzi przez cały okres PRL. To powodowało także pewną kondycję moralną, pewien poziom tożsamości narodowej związanej z katolicyzmem, który był bardzo ważny i inspirujący. Nawet jeśli Kościół czasami bezpośrednio unikał zaangażowania politycznego, to i tak inspirował postawy, które potem owocowały czymś takim jak strajk w 1980 roku czy wydawanie podziemnych gazetek, domaganie się prawdy itd. To ukształtowanie moralne ludzi to jest wielka, czasami niedoceniona zasługa Kościoła.

Kościół był w sercach ludzi przez cały okres PRL. To powodowało także pewną kondycję moralną, pewien poziom tożsamości narodowej związanej z katolicyzmem, który był bardzo ważny i inspirujący.

A po upadku ustroju totalitarnego jest miejsce dla Kościoła w polityce?
Kościół nadal pozostaje drogowskazem, który uwrażliwia nas moralnie na pewne sprawy, na przykład że istnieje problem zabijania dzieci poczętych. Że dzieci, u których zdiagnozowano zespół Downa, też mają prawo do życia i opieki. Że wszyscy ludzie mają prawo do pracy, że grożą nam problemy demograficzne. Klasyczna Arystotelesowska definicja polityki określa ją jako „roztropną troskę o dobro wspólne”. Przepraszam, to czy Kościół nie ma obowiązku roztropnie troszczyć się o dobro wspólne? Ma, podobnie jak wszyscy ludzie i wszystkie podmioty czy struktury. Jeśli ktoś mówi, że w tym sensie Kościół zajmuje się polityką, to ja powiem: i chwała Bogu, że tak się dzieje!

dariusz.szreter@polskapress.pl

rozm. Dariusz Szreter

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.