Maciej Pietrzak

Paweł Mrozek: Meleksy przegrały, bo się nie ucywilizowały [ROZMOWA]

Paweł Mrozek: Meleksy przegrały, bo się nie ucywilizowały [ROZMOWA] Fot. Archiwum
Maciej Pietrzak

Rozmawiamy z Pawłem Mrozkiem, urbanistą ze Stowarzyszenia Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej

Paweł Mrozek: Meleksy przegrały, bo się nie ucywilizowały [ROZMOWA]
Archiwum Paweł Mrozek: - To słuszna decyzja

Z początkiem tego tygodnia na ulicach wjazdowych Głównego Miasta w Gdańsku pojawiły się znaki zakazu wjazdu dla pojazdów ciężarowych i pojazdów wolnobieżnych, czyli między innymi dla wożących turystów meleksów. To dobre posunięcie?

Tak, to słuszna decyzja. Meleksy na Głównym Mieście z roku na rok stają się chyba dla wszystkich coraz bardziej uciążliwe. Kiedyś, gdy były to rozwiązania w postaci małych wózków z pól golfowych, które były do siebie podobne i było ich stosunkowo niewiele, nie było z tym problemu. Jednak z czasem, jak w każdej przeludnionej populacji, pojawiły się zjawiska niezdrowej konkurencji, a potem wręcz brutalnej rywalizacji. Między kierowcami konkurujących firm dochodziło do aktów agresji. Wózki te stają się coraz większe i coraz bardziej pstrokate, zaczynając szpecić obraz historycznej części miasta na równi z nielegalnymi ogródkami piwnymi obudowanymi ceratowymi namiotami czy nielegalną reklamą w postaci potykaczy i szmat reklamowych wieszanych na płotach i elewacjach. Meleksy dla turystów stały się po prostu elementem tego samego zjawiska chaosu w przestrzeni.

Postawienie tych znaków to kolejna odsłona trwającego już od dłuższego czasu konfliktu między „meleksiarzami” a władzami miasta. Przewoźnicy twierdzą, że wprowadzenie ograniczenia to zemsta za unieważnienie przetargu na miejskie autobusy z otwartym dachem, które miały latem wozić turystów po mieście. Śledztwo w sprawie tego postępowania wszczęła prokuratura we Wrzeszczu. Władze twierdzą, że przetarg unieważniono ze względu na poszerzony zakres remontów ulic, a nie z powodu działań śledczych...

Dla mnie liczy się efekt dla spacerujących po Głównym Mieście - wspomniana coraz ostrzejsza rywalizacja między firmami wpływa również na to, że kierowcy meleksów walkę o klienta przenoszą też na swoje zachowania na drodze, jeżdżąc szybko i nierozważnie. Wciskają się w miejsca, w których nie powinny się znajdować pojazdy kołowe. Przez swoje coraz większe rozmiary i rosnącą wraz z nimi masę tych pojazdów niszczone są nawierzchnie jezdni w centrum. Nie bolało to tak bardzo, gdy na Głównym Mieście stan tych nawierzchni i tak urągał przyzwoitości, ale coraz więcej chodników i ulic jest remontowanych, a przyzwyczajenia kierowców meleksów i ogólna kultura poruszania się po tych ulicach z roku na rok spada.


Przez swoje coraz większe rozmiary i rosnącą wraz z nimi masę tych pojazdów niszczone są nawierzchnie jezdni w centrum.

Pojawiają się jednak argumenty, że meleksy jako ekologiczne środki transportu z powodzeniem funkcjonują w historycznych centrach miast zachodniej Europy. Może jednak obie zwaśnione strony powinny usiąść do stołu i wypracować jakiś kompromis?

Ależ podejmowano próby ucywilizowania tego zjawiska, jak widać, okazały się nieskuteczne, bo firmy, które się zajmowały tą działalnością, nie stosowały się do wcześniejszych zaleceń władz, a tym samym same ukręciły na siebie bicz. Nieraz zdarzyło mi się osobiście być niemal rozjechanym przez pędzącego meleksa, gdy szedłem pieszo. Jednak zagrażają one również ruchowi samochodowemu, ponieważ poruszają się praktycznie bezgłośnie i potrafią pojawić się choćby za wyjeżdżającym z miejsca parkingowego samochodem niemal znikąd.

Nieraz zdarzyło mi się osobiście być niemal rozjechanym przez pędzącego meleksa, gdy szedłem pieszo.

No dobrze, wiemy, że miejskich autobusów z otwartym dachem przynajmniej w tym roku nie będzie, strefa ruchu dla meleksów została bardzo mocno ograniczona. Zagraniczni turyści są zatem skazani na zwiedzanie Głównego Miasta piechotą?

Powiem tak - to nic fajnego przywieźć z wakacji zdjęcia, na których połowie gdzieś w kadrze znajdzie się pstrokaty meleks, jeżeli chcieliśmy mieć pamiątkę w postaci Neptuna, ratusza czy bazyliki Mariackiej. Obszarowo nasze Główne Miasto nie jest duże. Można je spokojnie zwiedzić pieszo i się specjalnie nie zmęczyć. Poza tym pamiętajmy, że funkcjonuje już przecież od paru lat linia 100, obsługiwana przez minibusy.


Powiem tak - to nic fajnego przywieźć z wakacji zdjęcia, na których połowie gdzieś w kadrze znajdzie się pstrokaty meleks, jeżeli chcieliśmy mieć pamiątkę w postaci Neptuna, ratusza czy bazyliki Mariackiej.

rozm. Maciej Pietrzak

Maciej Pietrzak

W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.