Oto 10 najsilniejszych z PIS-u [SPRAWDŹ]

Czytaj dalej
Fot. Bartek Syta / Polska Press Grupa
Witold Głowacki

Oto 10 najsilniejszych z PIS-u [SPRAWDŹ]

Witold Głowacki

PiS bywa przedstawiany jako partia-armia, zdyscyplinowana i uporządkowana według niemal wojskowej hierarchii. Ale to nieprawda. W PiS jest wiele frakcji i grup interesów. I wielu polityków, którzy grają na siebie

Kto jest kim w PiS? Kto ma władzę, a kto tylko udaje? Kto będzie sięgał po więcej, a kto tylko czeka aż spadnie na niego ostateczny cios? Realnej pozycji w PiS nie wyznaczają w prosty sposób ani pełnione urzędy państwowe, ani partyjne funkcje. Najważniejszy człowiek w partii - i w całym obozie władzy - jest zwykłym posłem. Jest również co najmniej kilkoro ważniejszych w PiS polityków niż prezydent Andrzej Duda czy premier Beata Szydło. Szef klubu parlamentarnego PiS Ryszard Terlecki i członek Komitetu Politycznego PiS wcale nie należy do najsilniejszych graczy w partii - podobnie jak marszałkowie obu izb parlamentu i zarazem również członkowie KP PiS: Marek Kuchciński i Stanisław Karczewski.

Nie jest też wcale prostą sprawą określanie partyjnej siły poszczególnych polityków PiS poprzez szacowanie ich wewnątrzpartyjnego zaplecza. W wypadku Platformy z czasów Tuska było stosunkowo proste. Grzegorz Schetyna „miał” określoną liczbę „szabel” i posłów, podobnie było z ludźmi Donalda Tuska, jak i ze „spółdzielnią” Cezarego Grabarczyka czy grupą platformerskich konserwatystów. Każda z tych frakcji miała realną, mierzalną siłę, a Tusk zarządzał partią stale dbając o względną równowagę sił tych czterech wewnątrzpartyjnych podmiotów

W PiS jest inaczej. Grup interesów, frakcji i frakcyjek jest w partii Jarosława Kaczyńskiego (czy raczej koalicji Zjednoczona Prawica) znacznie więcej - na początku kadencji naliczyliśmy ich aż 14. Jarosław Kaczyński i jego przyboczni również starali się zadbać o rodzaj równowagi ich sił - czy może raczej o względną równowagę ich bezsiły. Udało się to doskonale - ułożenie list wyborczych przed ostatnimi wyborami sprawiło, że najsilniejsi dziś gracze obozu rządzącego mają wręcz śmiesznie małe „własne” zaplecze w klubie Zjednoczonej Prawicy - w najlepszym wypadku liczące po kilkunastu posłów. Ich ewentualne pozycje przetargowe płynące z liczby „szabel” poprawia tu tylko fakt, że samodzielna większość parlamentarna PiS jest dość krucha - liczba posłów ZP tylko o 3 przewyższa magiczne 231.

A jednak wewnątrzpartyjna i wewnątrzkoalicyjna gra o pozycję i wpływy trwa w najlepsze. I wbrew częstemu przeświadczeniu nie chodzi w niej tylko o dostęp do ucha szefa partii czy o odpowiednie u niego względu. Paradoksalnie politycy będący „najbliżej prezesa” praktycznie w tej grze nie biorą udziału. Liczy się w niej bieżący rachunek sił, suma zebranych stanowisk, możliwość popchnięcia do przodu swych protegowanych i zwiększenia ich liczby. Gdzieś na horyzoncie jest też stawka najwyższa czyli pozycja albo namaszczonego, albo wystarczająco silnego do uzurpacji następcy Jarosława Kaczyńskiego. Lista polityków PiS i ZP, którzy do niej aspirują wcale nie jest krótka.

Gdzie widać rywalizację? Poza czystą polityką - sferą wypowiedzi, ruchów kadrowych, głosowań - są przede wszystkim dwa główne obszary, w których najczęściej dochodzi do zwarć i prób siły. Pierwszy to wszystko to, co obejmuje sferę najszerzej rozumianego wymiaru sprawiedliwości - przede wszystkim służby i prokuraturę. Tam ścierają się interesy Mariusza Kamińskiego, Zbigniewa Ziobry i Antoniego Macierewicza, pamiętajmy zaś jeszcze o obecności w tej strefie Mariusza Błaszczaka. Ziobro kontroluje prokuraturę, ale chce mieć wpływ także na obsadę kluczowych stanowisk w delegaturach ABW i CBA. To z kolei domena Kamińskiego, któremu marzy się superresort trzymający pieczę nad połączonymi w jedno kluczowymi służbami cywilnymi (Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Agencją Wywiadu). Jesienią zeszłego roku padała nawet nazwa: Ministerstwo Ochrony Państwa. Od razu musimy pamiętać, że najambitniejsza z wersji reformy zakłada również podporządkowanie nowemu superresortowi służb wojskowych - to zaś automatycznie stawia na ostrzu noża relacje między Kamińskim i Macierewiczem. Tu zaś dodajmy, że ten ostatni chętnie zatroszczyłby się o sytuację w ABW - i dziś zresztą jego ludzie mają pewien wpływ na poczynania tej służby. Na koniec przypomnijmy sobie jeszcze o istnieniu w tym obszarze prezydenta, w czym pomógł nam sam Andrzej Duda korespondujący z Antonim Macierewiczem.

Drugi podstawowy obszar wewnątrzpartyjnej rywalizacji to sprawy personalne - w samorządach, urzędach, agencjach państwowych i przede wszystkich w spółkach skarbu państwa. Tam na samych szczytach dzieją się choćby rzeczy takie jak niedawne odwołanie Michała Krupińskiego, prezesa PZU kojarzonego ze Zbigniewem Ziobrą. To ruch Mateusza Morawieckiego, który po dymisji Dawida Jackiewicza i likwidacji resortu skarbu przejął nadzór m.in. właśnie nad państwowym ubezpieczycielem. Rzecz miała akurat miejsce podczas wizyty Jarosława Kaczyńskiego w Londynie, nie dziwiły więc nawet - teoretycznie raczej niezwykłe w lidze giełdowych gigantów - pogłoski, że odwołanie może zostać cofnięte, gdy tylko… wróci prezes PiS. Rozgrywka zakończyła się tym, że Morawiecki zdołał wprawdzie odwołać człowieka Ziobry, ale nie było mu już dane umieścić w fotelu prezesa PZU własnego kandydata. Na razie powołany został tylko tymczasowy szef Marcin Chludziński, były szef Fundacji Republikańskiej, nie wiemy więc, czy rozgrywka o PZU zakończy się ostatecznym zwycięstwem Morawieckiego czy jakąś kontrofensywą Ziobry. Takie gry dzieją się często - między różnymi grupami w PiS. Na poziomie lokalnym często ujawnia się w nich siła Joachima Brudzińskiego.

Gdzie jeszcze najwyraźniej widać rywalizację? Widowiskowe są ostatnio kanonady na linii Pałac Prezydencki-MON, oczywiście w kwestiach dotyczących armii. Tu prezydent Andrzej Duda usiłuje toczyć nierówną walkę z ministrem obrony Antonim Macierewiczem, oliwy do ognia dolewa zaś od czasu do czasu Jarosław Gowin, sceptycznie wypowiadający się w mediach o kolejnych ruchach i wypowiedziach Macierewicza. Nie jest też nudno w kwestiach dotyczących polityki zagranicznej. Tu mamy i Beatę Szydło z Witoldem Waszczykowskim, i Jarosława Kaczyńskiego z profesorami europosłami - Ryszardem Legutką i Zdzisławem Krasnodębskim, i wreszcie Pałac Prezydencki z Andrzejem Dudą i Krzysztofem Szczerskim.

Dopiero kiedy patrzymy na to wszystko razem - na funkcje państwowe i partyjne, na układy z pozostałymi członkami kierownictwa PiS, na rolę w partyjnych rozgrywkach i ich wyniki - dopiero wtedy, możemy pokusić się o próbę ustalenia realnej hierarchii w PiS - partii, w której niemal nic nie jest takie, jak się na pozór wydaje.

1. Jarosław Kaczyński

Można mu było nadać numer 1. w tym rankingu, można było też pozostawić go poza klasyfikacją oznaczając symbolem nieskończoności albo alfą i omegą. Wybraliśmy to pierwsze rozwiązanie. Ale pamiętajmy, że prezes PiS nie znajduje się tu na pozycji primus inter pares. W PiS, jeśli chodzi o prezesa, żadnych pares nie ma. Nie znaczy to jednak, że Jarosław Kaczyński jest sam. Bezpośrednio przy nim znajdziemy wciąż i Adama Lipińskiego, i Mariusza Błaszczaka - czyli bardzo ważnych polityków PiS, którzy niemal wyrzekli się gry na samych siebie - dlatego też nie znajdą się w tym rankingu. Oni od lat grają z Kaczyńskim i na Kaczyńskiego. Bywają i jego doradcami, i wykonawcami woli. Podobną rolę - choć w mniejszej skali i znacznie częściej stricte wykonawczej wersji pełnią również marszałkowie Sejmu (Marek Kuchciński) i Senatu (Stanisław Karczewski) oraz szef klubu PiS Ryszard Terlecki.

Prezes PiS jest instancją nadrzędną wobec każdego z polityków tej listy i niekwestionowanym numerem 1. w całym obozie władzy. Na dostrzegalne objawy niesubordynacji pozwala sobie wobec niego tylko jedna osoba - nasz nr 2.

2. Antoni Macierewicz

Z całą pewnością to wciąż on może w PiS najwięcej po prezesie i zarazem najwięcej wbrew prezesowi. Historia osobowościowo-politycznej gry między Jarosławem Kaczyńskim i Antonim Macierewiczem sięga czasów opozycyjnych, w latach 90. napięcia na linii Kaczyński - Macierewicz bywały wręcz ogromne. Choć w czasach PiS-u Macierewicz szybko wszedł w orbitę partii, a już w 2005 roku wszedł do utworzonego przez nią rządu, to jednak jej członkiem został dopiero w 2012 roku - już samo to dowodzi, że taktyczny sojusz Kaczyńskiego z Macierewiczem długo był, a może i do dziś jest, podszyty głęboką, chyba wzajemną, rezerwą. O ile przed katastrofą smoleńską Macierewicz zapewniał Kaczyńskiemu przede wszystkim wsparcie na prawej, katolicko-narodowej flance, o tyle po niej jego znaczenie stale rosło. Półtora roku po wstąpieniu do PiS Macierewicz był już wiceprezesem partii. W kampanii wyborczej „ukrywał się” razem z Jarosławem Kaczyńskim. Ale tuż po jej zakończeniu „wyszedł z szafy”. I to na dobre. Jako szef MON Macierewicz jest chyba najbardziej kontrowersyjnym ministrem rządu PiS. Niepokój - także członków PiS - budzą jego decyzje kadrowe, regularnie kiepski wpływ na wizerunek partii mają jego wypowiedzi, jak choćby słynne powielenie postprawdy z rosyjskiej blogosfery na temat rzekomej sprzedaży Mistrali. Do tego dodajmy niekończący się serial z Bartłomiejem Misiewiczem czy kolizje samego Macierewicza i jego wiceministra.

Macierewiczowi to wszystko zdaje się jednak nie szkodzić. Przeciwnie - szef MON zachowuje się tak, jakby w partii nie było już żadnej nad nim władzy, stale demonstruje swą niezależność i autonomię - jest chyba jedynym politykiem PiS, który dość regularnie pozwala sobie na ignorowanie zastrzeżeń prezesa, także tych formułowanych publicznie. Na celowniku Macierewicza znajdują się nieodmiennie Mariusz Kamiński i Zbigniew Ziobro. Temu pierwszemu Macierewicz kilka dni temu manifestacyjnie nie podał ręki przy powitaniu na naradzie na Nowogrodzkiej.

3. Mariusz Kamiński

Minister koordynator służb specjalnych jest w PiS postacią niezwykle ważną nie tylko ze względu na rolę, która przypadła mu po ułaskawieniu przez Andrzeja Dudę i objęciu funkcji w rządzie. Kamiński to zarazem szef warszawskich struktur partii, człowiek, którego Jarosław Kaczyński wielokrotnie wskazywał członkom partii jako wzorzec cnót i moralnej postawy, wreszcie nieformalny przywódca dość silnej grupy polityków PiS z doświadczeniem zarówno w warszawskim i podwarszawskim samorządzie, jak i w CBA, jak choćby jego zastępca Maciej Wąsik czy szef CBA Ernest Bejda. Kamiński ma więc i swoją drużynę, i relatywnie silne zaplecze w partii, i wreszcie dość potencjalnie potężne narzędzia w postaci podległych mu służb. Kamiński i jego ludzie pilnują obsady kluczowych stanowisk także na poziomie delegatur ABW i CBA. Mówi się również, że Kamiński miewa wpływ nawet na nominacje w prokuraturach - uważanych powszechnie za udzielne księstwo Zbigniewa Ziobry. To Kamińskiego i jego ekipy najmocniej boją się politycy opozycji, którzy uważają CBA za bezpośrednie niemal przedłużenie woli politycznej PiS.

4. Joachim Brudziński

O szefie komitetu wykonawczego, wiceprezesie i faktycznym sekretarzu generalnym Prawa i Sprawiedliwości w jednej osobie słychać w ostatnich miesiącach w mediach stosunkowo rzadko. Tymczasem w partii to chyba jego nazwisko (na równi z licznymi sympatycznymi i mniej sympatycznymi przezwiskami) jest wymieniane najczęściej. Brudziński zajmuje się partyjną bieżączką, dyscyplinuje regionalnych działaczy, rozstrzyga część sporów w strukturach, pilnuje partyjnych awansów i - wcale nie rzadko - finansów. Nie jest tajemnicą, że Brudziński należał do ścisłego kilkuosobowego grona decydującego wraz z Jarosławem Kaczyńskim o ostatecznym kształcie list wyborczych. Teraz zaś ma niemały wpływ na strategię PiS przed wyborami samorządowymi. Nie jest to polityk, z którym ktokolwiek w PiS chciałby znaleźć się w stanie wojny. Przez niektórych - niedawno przez Adama Hofmana - nazywany jest człowiekiem nr 2 w partii. Czy jest faktycznym „zastępcą Kaczyńskiego” to mocno dyskusyjne, nie mówiąc już o pozycji „następcy”. Z całą pewnością pełni natomiast Brudziński w strukturach PiS realną rolę „dowódcy operacyjnego” .

5. Mateusz Morawiecki

Wicepremier - minister rozwoju i finansów to człowiek, któremu w grze o pozycję w PiS wyjątkowo często dotąd pomagała niewidzialna ręka Prezesa. I to właśnie fakt, że Morawiecki jest w PiS silny siłą Jarosława Kaczyńskiego sprawia, że plasuje się na realnie wysokiej pozycji w obozie władzy. Wygrał już dwie wielkie batalię w obrębie rządu - obie niemal tego samego dnia - kiedy najpierw przyczynił się do dymisji ministra skarbu Dawida Jackiewicza, a następnie przejął resort finansów od Pawła Szałamachy. To właśnie wtedy, w połowie września zeszłego roku, stał się w rządzie Beaty Szydło ministrem o największym stanie posiadania - obecnie kieruje dwoma resortami i sporą częścią pozostałości trzeciego (zlikwidowanego ministerstwa skarbu). Mówi się często o Morawieckim jako o potencjalnym następcy prezesa PiS, być może właśnie w takiej roli widzi go - przynajmniej momentami - sam Jarosław Kaczyński. Jedno natomiast wydaje się pewne - jak na nieco ponad półtora roku rządów PiS Morawiecki zebrał w swoich rękach już naprawdę dużo. Jest więc mało prawdopodobne, by dostał jeszcze więcej. Zbyt mocno zmieniłoby to obecny układ sił w PiS i w rządzie.

6. Zbigniew Ziobro

W roli koalicyjnego wicepremiera (Ziobro pozostaje szefem Solidarnej Polski, która formalnie nie jest częścią PiS) Zbigniew Ziobro z pewnością zajmuje pozycję nieco bezpieczniejszą niż dawniej. Teraz Ziobro toczy bój o reformę sądownictwa - bój, który budzi kontrowersje również w samym obozie władzy, więc jego zakończenie nie jest jeszcze przesądzone. Ale pamiętajmy, że jednym z pierwszych posunięć PiS po dojściu do władzy była tzw reforma prokuratury dająca Ziobrze i funkcję prokuratora generalnego, i bezpośredni wpływ na awanse i przebieg kariery prokuratorów na każdym szczeblu. W efekcie to Ziobro kontroluje dziś prokuratury i prokuratorów w całym kraju. Zakres potencjalnych możliwości ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego w jednej osobie jest tu wystarczająco ogromny, by musieli się z nim liczyć nawet najmocniejsi politycy obozu władzy, o przeciwnikach z opozycji nawet nie wspominając.

7. Beata Szydło

Nie, nie jest aż tak źle, jak w „Uchu Prezesa”. Prawdę mówiąc jest nawet całkiem nieźle, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w początkowym planie Jarosława Kaczyńskiego nie mieściło się założenie o dalej idącej podmiotowości szefowej rządu. Rzecz jasna trudno powiedzieć, by Beata Szydło niepodzielnie panowała nad własnym rządem. Ale to na jej polityczne konto poszedł sukces programu 500+, to ona też jest wciąż kojarzona przez Polaków z „socjalnym” czy „społecznym” wymiarem rządu PiS. Na Nowogrodzkiej bywała traktowana szorstko, nie udało jej się obronić ministra skarbu przed jesienną dymisją, a kiedy zażartowała, że czuje się „premierem Europy”, w mediach od razu zupełnie przypadkiem pojawiły się zdjęcia ze spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Davidem Cameronem. Dopiero w ostatnim czasie pani premier zaczęła mieć poważniejsze problemy. To ona, chcąc nie chcąc, wraz ze swoim ministrem Witoldem Waszczykowskim była twarzą porażki PiS w głosowaniu w sprawie Donalda Tuska podczas szczytu Unii Brukseli W marcu bardzo też spadły jej notowania - w tej chwili poziomy pozytywnych i negatywnych ocen szefowej rządu zaczęły przypominać te słabsze momenty z czasów Ewy Kopacz.

8. Jarosław Gowin

Kolejny po Ziobrze nie tyle podwładny, co jednak koalicjant Jarosława Kaczyńskiego, przy tym polityk naprawdę doświadczony w całkiem skutecznej grze z wielokrotnie silniejszym przeciwnikiem - nauczył się tego w rozgrywce z Donaldem Tuskiem. W roli wicepremiera rządu Beaty Szydło Gowin zachowuje się często z kolei trochę tak, jak zachowywał się Waldemar Pawlak w roli wicepremiera rządu Tuska. Spośród ministrów rządu Beaty Szydło to właśnie Gowin najczęściej dystansuje się od „linii PiS”, bez większych problemów pozwala sobie na krytykę wypowiedzi Antoniego Macierewicza, teraz zaś otwarcie zapowiedział głosowanie przeciw pomysłowi ograniczenia kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. Jego partia Polska Razem dość intensywnie przygotowuje się do startu w wyborach samorządowych - tworząc lokalne struktury w miastach i gminach, w których dotąd była obecna tylko symbolicznie lub wręcz nieobecna. Jako minister nauki Gowin kreuje się na oświeconego technokratę, jako jeden z - formalnych, ale jednak - władców koalicji Zjednoczona Prawica prezentuje zaś „gołębią” postawę względem opozycji.

9. Jacek Kurski

Prezes TVP już dość niepodzielnie panuje nad całą telewizyjną machiną z Woronicza - co samo w sobie daje mu całkiem mocną siłę przebicia, doskonale też zna - z autopsji - realia działania na PiS-owskich szczytach. Ma wielkie doświadczenie w roli partyjnego spin-doktora i stratega, ale także dobrze wie, co to znaczy być w polityce na dnie. Był tam jeszcze dwa lata temu. Kurski ma więc wszystko, czego trzeba do sukcesu w partyjnych przepychankach. Zarazem jednak Jacek Kurski dopiero całkiem niedawno zaczął wracać do stricte politycznej gry. Jest to wszak zawodnik na tyle ambitny i zdeterminowany, że nie powinniśmy lekceważyć jego obecności w pobliżu kierownictwa partii, podobnie jak nie powinni jej lekceważyć Joachim Brudziński czy Mariusz Kamiński. Kurskiemu przypisuje się wyreżyserowanie strategii ograniczania strat po klęsce PiS na szczycie w Brukseli - to on miał wymyślić osławione powitanie z kwiatami na Okęciu, to on też miał sformułować „przekaz” o moralnym zwycięstwie w tej przegranej batalii.

10. Andrzej Duda

Czy prezydent RP w ogóle mieści się w pierwszej dziesiątce wpływowych postaci obozu władzy? To kłopotliwe pytanie. Andrzej Duda prawie nie prowadzi własnej polityki, niezwykle rzadko wyraża jakiekolwiek odmienne od linii partii stanowisko, a żarty na temat zdyscyplinowanego podpisywania przez niego ustaw zapełniły już pół Internetu. Wątpić więc wolno. Cały czas jednak pamiętajmy, że Andrzej Duda ma coś, czego nie ma nikt w całym obozie władzy. Jego funkcja państwowa do końca kadencji w żaden sposób nie zależy od Jarosława Kaczyńskiego, Andrzej Duda jest więc dziś jedynym pełniącym ważnym funkcję państwową politykiem, którego nie może odwołać prezes PiS. Czy prezydent kiedykolwiek z tego w jakikolwiek sposób skorzysta - tego nie wiemy. Ale przynajmniej wiemy, że może.

***

Dla kogo w tej pierwszej dziesiątce PiS-owskich potęg zabrakło tym razem miejsca? Słabnie pozycja Piotra Glińskiego, wicepremier i minister kultury jej już dziś cieniem samego siebie z początku kadencji. Jarosław Kaczyński miał uznać za akt daleko idącej niesubordynacji jego wystąpienie w obronie organizacji samorządowych, podobno jest też rozczarowany faktem, że Glińskiemu nie udało się pozyskać względnej przychylności choćby części niechętnych rządowi PiS środowisk twórczych. W tym samym rankingu jeszcze kilka miesięcy temu mógłby się znaleźć minister środowiska Jan Szyszko - przede wszystkim jako najwyżej postawiony przedstawiciel toruńskiej frakcji PiS. Ale teraz - za sprawą politycznych szkód spowodowanych ustawą o wycince zwanej Lex Szyszko (a ustawa ta irytuje Jarosława Kaczyńskiego naprawdę nie tylko w „Uchu Prezesa”) i z powodu coraz liczniejszych kłopotów wizerunkowych - Szyszko znalazł się na Nowogrodzkiej na cenzurowanym. Równolegle słabną też wpływy ojca Rydzyka. Redemptorysta z Torunia wciąż jest traktowany przez polityków PiS z najwyższą atencją, a obecność na rocznicowej imprezie jego Radia Maryja jest warta nawet narażania się na wypadek drogowy. Nie ma tu też Adama Bielana, który od jakiegoś czasu dość regularnie uczestniczy w kształtowaniu niektórych strategii PiS, a ostatnio u boku Jarosława Kaczyńskiego maszerował na spotkanie z brytyjską premier Theresą May. Nie ma wreszcie ludzi grających w poszczególnych drużynach - na Ziobrę, na Dudę, na Gowina, czy na Kamińskiego - tu miejsce znalazło się tylko dla liderów.

Witold Głowacki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.