Tomasz Rozwadowski

Oscary szybko i sensownie przyznane. „Green Book” uznany za najlepszy film roku

Oscary szybko i sensownie przyznane.  „Green Book” uznany za najlepszy film roku Fot. archiwum PP
Tomasz Rozwadowski

Filmem roku został „Green Book“, a „Bohemian Rhapsody“ zgarnął najwięcej statuetek, ale największym triumfatorem tegorocznych Oscarów jest autor „Romy“, meksykański filmowiec Alfonso Cuarón. „Zimna wojna”, mimo historycznych trzech nominacji, nie dostała ani jednej statuetki.

Tegoroczna ceremonia oscarowa była pierwszą od kilku dekad pozbawioną oficjalnego mistrza ceremonii. Dzięki temu, choć część obserwatorów uznało ją za nudną, była rekordowo krótka.

Z polskiego punktu widzenia werdykt Akademii był rozczarowaniem, gdyż ani jedna z trzech nominacji dla „Zimnej wojny“ nie dała się przekuć w metal. Jednak i tak sukces promocyjny Pawła Pawlikowskiego i jego ekipy trzeba uznać za dziejowy.

Wielki Cuarón

W sensie liczbowym najbardziej docenieni mogą czuć się producenci „Bohemian Rhapsody“. Filmowa biografia zespołu Queen dostała cztery Oscary, w tym za główną rolę męską dla Ramiego Maleka, który wyczynowo wcielił się w postać Freddy‘ego Mercurego. Jednak najbardziej prestiżowe statuetki powędrowały do dwóch innych produkcji, mianowicie „Green Book“ i „Romy“. Pierwszy został uznany najlepszym filmem roku (więcej o nim na str. 11), zyskał laury za scenariusz oryginalny i za drugoplanową rolę męską - Mahershala Ali zdobył tę statuetkę już po raz drugi w karierze.

Drugi z głównych triumfatorów to bezwzględnie Alfonso Cuarón. Jego „Roma“ miała dziesięć nominacji podobnie jak „Faworyta“, zdobywając Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, a sam Cuarón dostał statuetki i jako reżyser ,i jako autor zdjęć, co jest faktem bez precedensu.

„Faworyta“ zdobyła tylko jedną statuetkę, za najlepszą rolę żeńską. 45-letnia angielska aktorka Olivia Colman brawurowo zagrała osiemnastowieczną królową Annę. Przez większą część kariery specjalizowała się w typowych rolach komediowych, w tej dekadzie zaczęła dostawać także propozycje dramatyczne , jak widać w pełni słusznie. Aktorką drugoplanową roku została Regina King za „Gdyby ulica Beale umiała mówić“.

2018 był bardzo udanym rokiem dla afroamerykańskiego kina. Nagrody aktorskie dla Alego i King uzupełnia jeszcze Oscar za scenariusz adaptowany „Czarnego bractwa“. Najwybitniejszy czarnoskóry reżyser wszech czasów Spike Lee, już pięciokrotnie nominowany w przeszłości, wpadł w euforię po usłyszeniu werdyktu. Nie dziwimy się. Trzy Oscary zdobyła afrofuturystyczna „Czarna Pantera“, w tym za najlepszą muzykę. Kompozytor Ludwig Göransson jest co prawda Szwedem, ale z matki Polakiem. Pół statuetki możemy więc przypisać naszemu krajowi.

Druga linia

Najlepszą piosenką została wybrana „Shallow“ z „Narodzin gwiazdy“ w wykonaniu Lady Gaga i Bradleya Coopera. Ich estradowa interpretacja tego przeboju podczas ceremonii natychmiast trafiła na czołówki światowych serwisów plotkarskich. Film miał aż osiem nominacji, nagroda przyszła jedna.

Oscara za charakteryzację otrzymała polityczna satyra „Vice“ z fenomenalną rolą główną Christiana Bale’a, który za swoją kreację byłego wiceprezydenta USA Dicka Cheneya musiał zadowolić się jedynie nominacją za główną rolę męską.

Pełnometrażowym filmem animowanym roku został „Spider-Man Uniwersum“, krótkometrażową animacją „Bao“. Oscara dla filmu krótkometrażowego otrzymała „Mother“, filmu dokumentalnego „Free Solo“ Jimmy China i Elizabeth Chai Vasarhelyi, a krótkometrażowego filmu dokumentalnego „Okresowa rewolucja“.

Rozczarowani mogą być nie tylko twórcy „Zimnej wojny“, która była nominowana jako film nieanglojęzyczny, za reżyserię Pawła Pawlikowskiego i zdjęcia Łukasza Żala. Pawlikowski przegrał z Cuarónem tak samo jak przegrał wspomniany już Spike Lee oraz Yorgos Lanthimos („Faworyta“) i Adam McKay („Vice“). Łukasz Żal dzieli porażkę z tak wybitnymi operatorami jak Matthew Libatique („Narodziny gwiazdy“), Robbie Ryan („Faworyta“) i Caleb Deschanel („Never look away“). Żal przegrał już oscarowy konkurs po raz drugi, wypada liczyć na trzecią szansę w przyszłości.

Porażka nie była tylko udziałem Polaków. Oscara za pierwszoplanową rolę męską nie zdobył przecież Viggo Mortensen za nieprawdopodobnie wprost udaną i wychwalaną pod niebiosa kreację w „Green Book“. W tej samej kategorii bez statuetki zostali także Bradley Cooper „Narodziny gwiazdy“, wspomniany wyżej Christian Bale oraz Willem Dafoe („At Eternity’s Gate“ ). W analogicznej kategorii wśród pań po raz kolejny Oscara nie zdobyła wielokrotnie już nominowana Glenn Close („Żona“) oraz Melissa McCarthy („Can you ever forgive me?”) i Yalitza Aparicio („Roma“) . Wśród filmów nieanglojęzycznych z „Romą“ oprócz „Zimnej wojny“ przegrali także „Złodziejaszki“ , „Never look away“ i „Kafarnaum“.

Co oprócz wygranych i przegranych będzie pamiętane najsilniej z tegorocznej gali? Moim zdaniem będzie to strój Billy’ego Portera. U góry wygląda jak standardowy smoking, u doły jak obszerna, suknia wieczorowa. Ten ubiór był oczywiście ze strony amerykańskiego komika gestem tożsamościowym, ale w aspekcie designerskim jest znakomitą robotą. Projektant Christian Siriano wygrał więc, mimo że nie kandydował.

Tomasz Rozwadowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.dziennikbaltycki.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.